Tak zwane "outowanie" polityków, artystów i wszelakich osobistości publicznych jest ulubionym zajęciem wielu użytkowników gejowskich portali w Stanach Zjednoczonych. To tam właśnie mnożą się coraz to nowe "różowe listy" zawierające bardziej lub mniej wiarygodne dane na temat upodobań seksualnych sławnych ludzi. Teraz zaś, kiedy kampania przed jesiennymi wyborami prezydenckimi osiąga apogeum, na internetowych formach panuje prawdziwe szaleństwo. Obiektem największego zainteresowania jest oczywiście przystojny Barak Obama...
- Janusz Marchwiński -
Tak zwane "outowanie" polityków, artystów i wszelakich osobistości publicznych jest ulubionym zajęciem wielu użytkowników gejowskich portali w Stanach Zjednoczonych. To tam właśnie mnożą się coraz to nowe "różowe listy" zawierające bardziej lub mniej wiarygodne dane na temat upodobań seksualnych sławnych ludzi. Teraz zaś, kiedy kampania przed jesiennymi wyborami prezydenckimi osiąga apogeum, na internetowych formach panuje prawdziwe szaleństwo. Obiektem największego zainteresowania jest oczywiście przystojny Barak Obama, który ubiega się o nominację z ramienia partii demokratycznej. Pod parasolem bezpiecznej anonimowości internauci zaklinają się, że Obama jest gejem, bo ktoś-kiedyś-widział-go-z kimś-kogo-ktoś-zna. Przypomina to oczywiście polskie ploteczki na temat rzekomego gejostwa byłego premiera Kaczyńskiego - choć Obama z racji swej nieskazitelnej aparycji do takich plotek lepiej się nadaje. Analogicznie, Hilary Clinton, konkurentka Obamy w wyścigu do prezydenckiego fotela, ma być "na bank" lesbijką...
Dowodów że ciemnoskóry Barak Obama mógłby być gejem nie ma naturalnie żadnych. Ale to nie zniechęca plotkarzy którzy analizują każdy jego ruch pod względem tzw. "przegięcia", dowodząc, że tak miękko gestykulować "z nadgarstka" może tylko ktoś "branżowy". To - oczywiście - bzdury. Tym niemniej, zupełnie przy okazji, przypomniano że co najmniej dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych umieścić można na różowej liście. Pierwszym z nich jest nieco zapomniany James Buchanan (prezydent USA w latach 1857-1861), drugim jego słynny następca Abraham Lincoln (1861-1863).
Buchanan budził podejrzenia od dawna, ponieważ na przestrzeni ponad 200 lat amerykańskiej historii był jedynym kawalerem pośród prezydentów. Badacze tajemnic tej tęczowej prezydentury ustalili, że jego partnerem był William Rufus King, senator a później wiceprezydent. W każdym razie, Buchanan i King byli nierozłączni. Przez piętnaście lat razem mieszkali, co już wówczas - a homoseksualizm był wtedy zbrodnią surowo karaną przez prawo - wzbudzało podejrzenia i złośliwe dowcipy. Andrew Jackson, który sprawował urząd prezydenta przed Buchananem, nazywał Kinga "ciotką Fancy" a pewien członek Kongresu nie mówił o obu inaczej jak "pan Buchanan i jego żona". Ostatecznym dowodem mogą być pełne miłosnego żaru i tęsknoty listy, pisane przez Buchanana do Kinga, gdy ten mianowany został ambasadorem USA w Paryżu: "Mam nadzieję, że nie znajdziesz towarzysza, który osłodził by ci ból naszej rozłąki" - pisał.
Przypadek Abrahama Lincolna jest znacznie bardziej tajemniczy i skomplikowany. Lincoln zaliczany jest do panteonu amerykańskich bohaterów narodowych, przynajmniej dla stanów Północy. To za jego czasów trwała wojna secesyjna, on też podpisał akt znoszący niewolnictwo na terenie Konfederacji. Tragiczna śmierć prezydenta, zamordowanego przez zamachowca stała się kanwą dla wielu filmów i powieści. Kopalnią wiedzy na temat sekretnych upodobań seksualnych Lincolna jest książka "The Intimate World of Abraham" autorstwa C.A. Trippa (zresztą także geja, ucznia słynnego seksuologa Kinsey'a).
Opisując rzekomy romans Lincolna z farmerem Joshuą Speedem,Tripp maluje historię niczym z filmu "Brokeback Mountain". Tripp dowodzi, że wszystkie związki prezydenta z kobietami były nieudane, że pisał homoerotyczne wiersze ("Billy has married a boy") i tak dalej... Oczywiście, wszystkie te dywagacje wywołują ostre protesty ze strony partii republikańskiej, której Lincoln jest legendą.
W każdym razie, gdyby prezydent USA publicznie ogłosił że jest gejem - tak, jak to zrobiło kilku znanych polityków w Europie - można by było mówić o prawdziwej rewolucji. Ale na razie pozostają tylko plotki, domysły i pomówienia.