Grooming - to nowe słowo w walczącej o względy mężczyzn branży kosmetycznej. Kiedyś, prawdziwemu mężczyźnie wystarczało do szczęścia codzienne golenie. Młody elegancik nosił w kieszonce marynarki grzebyk, żeby szybko poprawić bikiniarską fryzurę. Dziś, stopień skomplikowania zabiegów kosmetycznych jest taki, że wymaga własnego nazewnictwa. Grooming to słowo angielskie i oznacza "pielęgnację"...
Grooming - to nowe słowo w walczącej o względy mężczyzn branży kosmetycznej. Kiedyś, prawdziwemu mężczyźnie wystarczało do szczęścia codzienne golenie. Młody elegancik nosił w kieszonce marynarki grzebyk, żeby szybko poprawić bikiniarską fryzurę. Dziś, stopień skomplikowania zabiegów kosmetycznych jest taki, że wymaga własnego nazewnictwa. Grooming to słowo angielskie i oznacza "pielęgnację".
Oczywiście - długo przed bikiniarzami i niedomytymi hippisami panowie stworzenia też dbali o powierzchowność. Na barokowych dworach wielką wagę przykładali do pachnideł, mających zabić przykry zapach niemytego ciała (wierzono że mycie jest niezdrowe), zniszczoną cerę pokrywali grubą warstwą różu a przetłuszczone włosy gigantyczną pudrowaną peruką. Jednak, choć dworscy cyrulicy mieli zawsze pełne ręce roboty, ich praca z groomingiem nie miała nic wspólnego. Potem było już tylko coraz gorzej. W XIX wieku normalny facet nigdy nie pozwoliłby skubać sobie brwi lub usuwać włoski z nosa i uszu. Na głowę zakładał szlafmycę, na wąsy przepaskę. Dziś wąsy dawno wyszły z mody (choć nie wśród prawicowych polityków) a podstawą jest dobry krem do twarzy. Jak twierdzą dyktatorzy mody, tak męski atrybut jak zarost na klatce piersiowej może być. Lecz już futro na plecach jest absolutnie nie do przyjęcia. Do usuwania zbędnego zarostu służą specjalne kremy i taśmy pokryte lepką substancją.
Oprócz niezliczonych pism i magazynów żyjących z męskiej próżności, groomingiem zajmują się wyspecjalizowane firmy internetowe. Do popularnych w USA należy "Men's Ultimate Grooming" (http://www.mugonline.com). Można tam nie tylko kupić najbardziej wymyślne produkty kosmetyczne, ale także uzyskać radę, co zrobić, by rozwiązać poważne problemy jak łysienie lub trądzik.
Trend w groomingu idzie w kierunku klasyki. Do łask wraca szczoteczka do zębów z włosem dzika, pędzel z sierści borsuka i krem do golenia zamiast pianki - to ze względu na efekt czyszczący i masujący. W podręcznym etui nie może zabraknąć oliwki do rąk, kremu do paznokci i pilnika. Jak łatwo można zauważyć, szanujący sią facet nie kupuje byle perfumowanej, choć markowej "wody", ale niszowe produkty tradycyjnych firm w stylu "angielskiego dżentelmena". Sklepy z takimi kosmetykami znaleźć już można w dobrych galeriach handlowych w Polsce.
Jeśli już o klasyce mowa, to warto przypomnieć, że ledwie 40 lat temu Christian Dior zaprezentował swą legendarną "Eau Sauvage" - czyli "Dziką Wodę", kompozycję woni cytrynowej, jaśminu, cedru i skóry. Perfumują się nią już trzy pokolenia i nic nie wskazuje by wyszła z mody.
Obok kremów i pachnideł, drogerie oferują także makijaż dla mężczyzn. Firma Biotherm wypuściła specjalny puder, imitujący zdrową, wakacyjną opaleniznę. Na bladych obliczach managerów giełdowych i zwykłych biuralistów wyczarowuje on pociągający, sportowy akcent. Nic dziwnego, że puder zdobył prestiżową nagrodę "Maxim Grooming Price 2007".
opracował: jm
Moim zdaniem niema nic złego w dbaniu sobie , mnie zawsze odpychał facet z ,,porządnym owłosieniem'' , pod pachami może sobie mieć ,byle nie za dużo , ale zdecydowanie wole jak facet ma ogolone ręce nogi ,klatę ,to na tyle, a jeśli mam gdzieś byki to przepraszam najmocniej :3
Po drugie: Oczywiście mój komentarz dotyczący Twojego błędu nie wynikał z troski o twoją pisownię, bo Twoją polonistką nie jestem, a raczej z czystej złośliwości. A więc, jeżeli poczułeś się tak straszliwie zraniony moją złośliwością to przepraszam. Aczkolwiek odgryzłeś mi się więc chyba jesteśmy kwita.
A co do "makaronizmów", jak je raczyłeś nazwać, to nie widzę w ich stosowaniu nic złego ani błędnego. Nie rozumiem co Ci w nich przeszkadza, ale ja lubię je stosować i nie zamierzam zmieniać swojego nawyku.
Po drugie: nie mówię tu o śmierdzeniu potem, wydaje mi się, że już te czasy minęły i każdy facet bierze prysznic przynajmniej raz dziennie. A to, czy chce mieć piękne psemka, wygolone nogi i zero zmarszczek zwykle nie jest jego wyborem, ale modą narzuconą przez firmy produkujące kosmetki, gazetki, w których pokazują wypindrowanych kolesi (i kobiety) i to zwykle po obróbce graficznej.
Po trzecie: jak to cię tak razi, to zamknij oczy; moją polonistką nie jesteś i nie będziesz, nie prosiłem o porady językowe, a poprawianie kogoś bez jego wyraźnej prośby jest nietaktowne.
secundo - każdy facet powinien sam decydować o tym czym powinien (a przede wszystkim czym CHCIAŁBY) się interesować a czym nie, jeżeli dbanie o swój wygląd poprawi mu humor i samopoczucie to nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie.
Tertio - jeżeli już to nie "ramieniach" a "ramionach", niech będzie że jestem purystą ale to razi.