"Cieszę się, że mówimy o 'osobach homoseksualnych', ponieważ najpierw jest osoba, w swej całości i godności. A osoby nie definiuje się tylko na podstawie skłonności seksualnych. Wolę, by osoby homoseksualne przychodziły do spowiedzi, by pozostały blisko Pana, by można było razem się modlić. Można poradzić im modlitwę, dobrą wolę, wskazać drogę, towarzyszyć im" - w tym tygodniu swoją premierę będzie miał wywiad-rzeka z papieżem Franciszkiem, w którym znalazły się też wypowiedzi dotyczące ludzi LGBT.
Fragmenty książki "Miłosierdzie to imię Boga" opublikowały w weekend włoskie gazety. Wywiad z papieżem Franciszkiem przeprowadził dziennikarz, Andrea Tornielli.
"Corriere della Sera" zwraca uwagę na fragmenty poświęcone homoseksualistom. "Jeżeli ktoś jest gejem lub lesbijką i poszukuje Boga, kim ja jestem, żeby ich oceniać?" - mówił papież Franciszek pod koniec lipca 2013 roku, dodając że geje i lesbijki powinni być w pełni akceptowani w społeczeństwach.
W wywiadzie-rzece papież wyjaśnia swoje słowa. "Parafrazowałem Katechizm, gdzie czytamy, że ci ludzie (homoseksualiści - przyp. red.) powinni być traktowani z delikatnością i nie powinni być marginalizowani" - mówi papież w książce. "Cieszę się, że mówimy o 'osobach homoseksualnych', ponieważ najpierw jest osoba, w swej całości i godności. A osoby nie definiuje się tylko na podstawie skłonności seksualnych. Wolę, by osoby homoseksualne przychodziły do spowiedzi, by pozostały blisko Pana, by można było razem się modlić. Można poradzić im modlitwę, dobrą wolę, wskazać drogę, towarzyszyć im" - dodaje Franciszek, przypominając, że
wszyscy są istotami kochanymi przez Boga."Namawiam wszystkich Słoweńców, by strzegli rodziny jako podstawowej jednostki społecznej" - mówił papież w połowie grudnia przed słoweńskim referendum ws. równości małżeńskiej. Pomimo niskiej frekwencji, ok. 35 proc., przeciwnikom równości małżeńskiej udało się zablokować ustawę: 63 proc. zagłosowało przeciwko, 37 proc. było za.
(red)
A tłumacząc z kościelnego na polski: można ich zaszczuć, pozbawić godności, rozwalić im związki i zniszczyć psychikę.
Taką "miłość" można sobie wsadzić w tylną część ciała.
Jeżeli rodzice uznaliby ,że lekcje religii są szkodliwe dla ich dzieci , to obojetnie czy byłyby w środku , czy na końcu lekcji , to zakazaliby dzieciom chodzenia na nie .
Ja nie mówię o szkodliwości tylko potrzebie chodzenia na religię.
I nie chodzi o wybór rodziców, tylko pełnoletnich uczniów.
Żadna , prezentuję tutaj swoje prywatne poglądy.
Jeżeli rodzice uznaliby ,że lekcje religii są szkodliwe dla ich dzieci , to obojetnie czy byłyby w środku , czy na końcu lekcji , to zakazaliby dzieciom chodzenia na nie .
A skąd bierzesz tę wiedzę? Rodzice po prostu nie chcą kłopotów dla swoich dzieci, wobec czego na wszelki wypadek będą zapisywać je na lekcje religii, żeby ich dzieci nie były pokazywane palcami jako INNE. W tym wieku - mówię o klasach podstawowych - inność to wyrok dla dziecka. Jeśli zostanie sklasyfikowane przez otoczenie jako odmieniec, będzie mieć po prostu gorzej. Jego proces socjalizacji zostanie zakłócony. Wobec czego posyłanie w tym wieku dzieci na lekcje religii jest wyborem socjalizacyjnym a nie religijnym. Nie ma nic wspólnego z wyznaniem, jest posyłaniem dla tzw "świętego spokoju".
A tak na marginesie - don_diego, jaka organizacja kościelna czy prawicowa delegowała Ciebie na ten portal, żebyś prawił tutaj takie androny, jak prawisz?
Jeżeli rodzice uznaliby ,że lekcje religii są szkodliwe dla ich dzieci , to obojetnie czy byłyby w środku , czy na końcu lekcji , to zakazaliby dzieciom chodzenia na nie .
Załużmy ,że w podstawówce na religię chodzi 95% dzieci a w szkole średniej 80%, to i tak jest to bardzo duży odsetek.
Ale te 80% to ze szkoły gdzie lekcje religii są w środku zajęć, czy z takiej gdzie te lekcje są na początku lub na końcu? Bo to istotna sprawa.