Marta Abramowicz, psycholożka i była prezeska KPH oraz Anna Strzałkowska, prezeska Stowarzyszenia na Rzecz Osób LGBT Tolerado, poznały się w 2009 roku, związek partnerski zawarły w Wielkiej Brytanii. W zeszłym roku na świat przyszedł ich syn – Mateusz, którego ojcem jest przyjaciel Marty i Anny – Lech. W tym roku włączą się w akcję Kampanii Przeciw Homofobii dotyczącą litygacji strategicznej.
Czym jest litygacja strategiczna? Działaniem prawnym prowadzonym w interesie publicznym z zamiarem uzyskania jak największego rozgłosu i wpływu na rozstrzygnięcie ważnej społecznej kwestii. Polega na wszczynaniu lub przystępowaniu do toczącego się postępowania, zwykle przed sądem, w celu kształtowania systemu prawnego poprzez m.in. precedensy. KPH przypomina, że związki partnerskie i małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą nie są w Polsce uznawane, ale ustawa o aktach stanu cywilnego umożliwia wpis "przypisku". Informuje on o zdarzeniu "stwierdzonym zagranicznym aktem stanu cywilnego". Nie jest jednak doprecyzowane w jakich okolicznościach "przypisek" może nastąpić. W praktyce urzędy stanu cywilnego odmawiają wpisania związku jednopłciowego zawartego za granicą.
Jak oceniasz zainicjowaną przez KPH akcję dotyczącą litygacji strategicznej? Czy to dobra droga w walce o równość?Anna Strzałkowska: To jest konieczna droga, jedyna w naszych warunkach. To moment, w którym dłużej nie możemy czekać na uznanie naszych praw, na równe prawo. Równe prawo to równe traktowanie. Nie tolerancja a uznanie naszych praw – nie podkreślajmy tego, że potrzebujemy tolerancji, ona niesie ze sobą aspekt tolerowania czegoś niewygodnego, a my jesteśmy równymi obywatelami i obywatelkami, domagającymi się uznania praw takich jak wszyscy inni obywatele. Najwyższy czas, żeby w XXI wieku uznać prawa wszystkich obywateli, także prawa do małżeństwa.
Właśnie, równość małżeńska: z perspektywy waszych doświadczeń, czy to już ten czas?Anna Strzałkowska: Z mojej perspektywy wygląda to tak, że albo się domagamy równego traktowania albo cały czas stawiamy się na pozycji obywateli drugiej, albo i nawet piątej kategorii. Kiedy chodzi o prawa człowieka, to nie czas na małe kroczki. Ja siebie uznaję za osobę równą i będę domagała się równych praw. Rozumiem, że zawsze przy takich zmianach społecznych jest opór tych, którzy mają władzę. Jednak z punktu widzenia filozofii praw człowieka nie ma żadnego uzasadnienia, żebyśmy ubiegali o coś innego niż równość. A równość to małżeństwo.
Co dało wam prawne uregulowanie związku, co w waszym życiu się zmieniło?Anna Strzałkowska: Ślub był dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Dlaczego? Wiele par żyjących w długoletnim związku ma w końcu potrzebę... uświęcenia go? Może to nie jest do końca adekwatne słowo. Takiego obwieszczenia wszystkim, że jesteśmy już w związku, że to moja wybranka do końca życia i z nią planuję życie. I ceremonia i przyrzeczenie - i właśnie to uświęcenie związku było dla mnie osobiście wielkim przeżyciem. To, że odbywało się to w urzędzie stanu cywilnego, z wszelkimi elementami tej ceremonii, było też dla mnie znaczące. Jeszcze bardziej znaczące było jednak dla mojej rodziny, która wyjeżdżając do Liverpoolu, gdzie zawarłyśmy związek, zobaczyła, że są kraje i jest takie prawodawstwo, które umożliwia nam na równych prawach zawarcie związku. Wiem, że dla nich to był moment, w którym oni uznali nas za parę, nie koleżanki, nie przyjaciółki – a do tej pory takie myślenie i mówienie się pojawiało – uznali nas jako małżeństwo.
Jako geje i lesbijki mamy ogromny kłopot z tym, żeby rodzina nas uznała. Najpierw nie chce uznać naszej orientacji psychoseksualnej, a potem bardzo często rodzice nie chcą pogodzić się z tym, że jesteśmy w związkach. Albo trzymają nas w tajemnicy, jak te trupy w szafie, albo też zaczyna się bitwa o to, żebyśmy byli z kimś innym. Nie mówią o nas wśród znajomych, przyjaciół, jest to temat tabu. Gdy dochodzi do ceremonii przy całej rodzinie – tabu znika. U nas tak było, że zaprosiłyśmy wszystkich – nie wszyscy przyjechali, ale od tego momentu zaczęłyśmy żyć zupełnie jawnie. Jest to wyzwalające.
Włączałyście się w jakieś prawne akcje na rzecz uznania waszego związku w Polsce?Anna Strzałkowska: Do tej pory nie, ale teraz włączymy się w akcję KPH.
Dużo mówię o aspektach czysto symbolicznych, które zmieniają zarówno naszą świadomość, jak i najbliższej rodziny. Ale – jak pojawia się w rodzinie dziecko, to zaczyna się myśleć także o aspektach prawnych. Sytuacja pary zmienia się już, gdy zaczyna razem mieszkać. A przecież coraz więcej par gejów i lesbijek myśli też o dzieciach. Po Festiwalu Tęczowych Rodzin zaczęły się do nas zgłaszać pary, które chcą mieć dzieci. W tym kontekście sprawa małżeństw i równości wobec prawa staje się jeszcze ważniejsza. Zaczyna się myśleć o zabezpieczeniu nie tylko siebie, ale także dziecka. Gdy pojawia się dziecko, patrzy się nie tylko na swój interes, ale pojawia się pytanie: co się stanie jeżeli mnie zabraknie? Jeśli zdarzy się wypadek? Co gorsza w świetle polskiego prawa druga matka nie ma żadnych praw do dziecka - w Wielkiej Brytanii ma natomiast pełne prawa rodzicielskie. Polska pozbawia nas podstawowych praw i należy to jak najszybciej zmienić.
(md)