O koalicji ludzi heteroseksualnych na rzecz równości – stowarzyszeniu Akceptacja, o zmianach w polskim społeczeństwie i angażujących się rodzicach – z Anetą Ostrowską, twarzą kampanii „Odważcie się mówić” oraz członkinią Akceptacji rozmawiała Magda Dropek.
W styczniu zmarła Jeanne Manford, współzałożycielka organizacji PFLAG (Rodzice, Rodziny i Przyjaciele Gejów i Lesbijek). Prezydent Barack Obama odznaczył panią Manford pośmiertnie Prezydenckim Medalem Obywatelskim. Ogłaszając swoją decyzję powiedział, że „To co robiła Manford pomogło zmienić kraj”. Czy pani zdaniem Akceptacja pomoże zmienić nasz kraj?Tak, ja już to widzę i odczuwam na własnej skórze, że jest spora zmiana. Nie spodziewałam się tego, że rodzice są aż tak bardzo głęboko w szafie i nie chcą z niej wyjść, że są bardzo przelęknieni, że boją się właściwie wszystkiego. Ze wszystkich stron czyhają na nich lęki i niebezpieczeństwa. I że jest tak mało osób, które odważą się powiedzieć otwarcie o tym, że mają dzieci nieheteroseksualne. Fakt, że w kampanii „Odważcie się mówić” wzięło udział tak mało rodziców i nie było w ogóle chętnych – to też był dla mnie szok. Ale widzę, że jest niesamowity i pozytywny odbiór tego wydarzenia wśród różnych osób. Jest poruszany jakiś nerw w społeczeństwie, jest zmiana, uważam, że rodzice mogą odegrać bardzo dużą rolę na polu walki z homofobią.
Widzi pani zmiany po tych dwóch miesiącach od startu kampanii?Ja widzę cały czas ten sam odbiór – ludzie gratulują mi odwagi, nie spodziewałam się tego. Nie wiedziałam też jak to będzie wpływało na moje relacje w sprawach zawodowych. Mam klientów o różnych poglądach, czy politycznych, czy społecznych. Wszystko jest rewelacyjnie, odbiór jest wyłącznie pozytywny. Nie mówię tutaj o anonimowych komentarzach w Internecie, bo to w ogóle jest śmieszne. Bardzo piękna reakcja motywująca i umacniająca jest ze strony społeczności LGBT (chociaż nie sądzę, żeby coś takiego istniało jak jedno społeczeństwo LGBT). Są duże oczekiwania, ale zdarzają się też słowa krytyki, że za mało robimy, że za krótka kampania. Takie słowa krytyki, jakby ludzie nie potrafili ocenić sytuacji.
Mnie od dawna brakowało w Polsce takiej oddolnej inicjatywy zainicjowanej przez ludzi heteroseksualnych. Ponieważ sama angażuję się w różne równościowe – przede wszystkim LGBTQ rzeczy, często słyszę pytanie: dlaczego to robię? Po co się angażuję? Czy spotyka się pani też z takimi reakcjami?Nie, tutaj jest to oczywiste, że skoro jestem matką to walczę o własne dziecko. Może były pytania bardziej w rodzaju: dlaczego – skoro my mamy taką dobrą sytuację, bo nie było nigdy żadnych uprzedzeń w naszej rodzinie. Moja córka nigdy nie spotkała się z żadną formą odrzucenia, czy zwątpienia od kogokolwiek z rodziny. Więc w sumie po co to robi skoro miała takie dobre życie i dopiero teraz się zaczęło – bo jest twarzą kampanii i naraziła się na ewentualne niebezpieczeństwa. Po co? Żeby zmienić sytuację innych. Ja dostrzegam, widzę i cierpię z tego powodu jak bardzo źle traktowane są inne osoby, zwłaszcza w rodzinach. Jeżeli człowiek nie ma oparcia w rodzinie, to każdy może go zdeptać, nie musi być to pobicie, wystarczy jakakolwiek forma upokorzenia i człowiek nie ma życia.
Podpytywałam panią Elżbietę Bajan, także twarz kampanii, o jej sposoby na radzenie sobie z nienawiścią. Jakie są pani pomysły?Najlepszym rozwiązaniem by było - gdyby każdy miał wsparcie w rodzinie. Gdyby też szkoła inaczej traktowała ludzi LGBT. Nauczyciele w ogóle nie zdają sobie sprawy, że w klasach mogą być ludzie nieheteroseksualni, jest to tak zupełnie niewyedukowane środowisko, że aż to jest przykre. Pozwalają sobie na żarty, nawet im do głowy nie przyjdzie, że w klasie może być gej lub lesbijka. Rodzina i szkoła to w pewnym wieku są filary. Jak można wyjść na prostą i radzić sobie z nienawiścią na zewnątrz, jeżeli nie ma się w najbliższych tego wsparcia? Jeżeli się nie może powiedzieć w domu, albo się powiedziało i jest się zaszczuwanym, rodzice próbują dzieci leczyć, straszne są sytuacje w domach. O to nam chodzi, żeby zmienić to społeczeństwo, zmienić postawy.
A dlaczego Akceptacja?Ta nazwa jest nośna i wiadomo o co nam chodzi. Chodzi nam o postawę akceptującą. Jest też trochę przewrotna, bo chodzi nam o akceptację, a nie o tolerancję, tolerancję niech sobie wsadzą w… buty
(śmiech). Tolerować można coś złego, a my nie widzimy nic złego w tym, że ktoś jest innej od hetero orientacji.
Akceptacja w Polsce ma też najczęściej twarz kobiety…Może im się bardziej chce? Czy są bardziej słyszalne w takich sprawach? Nie wiem dlaczego to właśnie kobiety tak dużo potrafią zdziałać…
A czy u państwa w stowarzyszeniu są mężczyźni?Tak, są. Natomiast osoby, w których głowach zakiełkowała myśl stowarzyszenia to było sześć matek. Jest reprezentacja mężczyzn, ale cały trud działania, cały trud pracy spoczywa na kobietach.
Czego pani zdaniem polscy mężczyźni się boją?Ja myślę, że to nie jest tak, że oni się boją. Ojczym mojej córki wystąpił na plakacie, ojciec wystąpił w reportażu TVN. Może to nie jest kwestia strachu, tylko po prostu są bardziej zapracowani? Działalność społeczna schodzi na drugi plan? Ale jak trzeba się zmobilizować to są, przynajmniej takie są moje doświadczenia.
Moje są podobne, ale jednak wydaje mi się, że coś w tym jest. Hanna Lis i Agnieszka Holland są honorowymi członkiniami stowarzyszenia, ciężko było je przekonać?Wręcz przeciwnie! Kiedy zapytałam się pani Agnieszki Holland, czy chciałaby zostać członkinią naszego stowarzyszenia to bez mrugnięcia powiedziała, że tak. Zapytałam, czy chciałaby być naszym honorowym członkiem, powiedziała, że honorowym, zwyczajnym, wszystko jedno, że jak najbardziej. Nawet nie było chwili zawahania. Podobnie było z Hanną Lis, która także jest bardzo wspierająca, często porusza ten temat w swoim programie „Kobiecy punkt widzenia”. Powiedziała wręcz, że będzie to dla niej zaszczyt.
Jakie są plany stowarzyszenia? Co dalej?Planów jest mnóstwo. Chciałybyśmy dotrzeć do wszystkich rodziców, pomóc im. Pokazać innym rodzinom, że należy kochać dzieci, że należy je akceptować, że to nie jest ich wina, że ich dzieci nie są heteroseksualne, że to nie jest choroba. Proste, ale najważniejsze sprawy, które są bolączką Polaków i które wynikają z braku edukacji. Wydaje mi się, że ten nasz głos jest o tyle nośny, że tak jak pani powiedziała – jesteśmy heteroseksualni i nie bronimy samych siebie, ale jakiejś idei i może to wreszcie zostanie usłyszane.
I to nie jest też tak, że ludzie LGBT to mała grupka w społeczeństwie, ale także ich rodziny, przyjaciele…Zawsze mówię, że osoby nieheteroseksualne to nie są samotne wyspy, pokutuje przekonanie, że ten gej to tylko w klubie, najwyżej pójdzie na paradę, pokaże goły tyłek, nie wiem gdzie, bo w Polsce nie było chyba takiej sytuacji, no ale tak się mówi. Nawet noblista był uprzejmy powiedzieć: niech mi się tutaj nie rozbierają, goli niech nie chodzą po ulicach.
Chodzi o to, żeby pokazać, że te osoby nie są same, są w rodzinach, mają kochających i wspierających rodziców, rodzeństwo. Chcemy też uświadomić politykom, że to jest spora grupa o którą warto zawalczyć. My rodzice też się czujemy wykluczeni, też się czujemy źle. Jeżeli moje dziecko nie może zawrzeć związku małżeńskiego, już nie mówię partnerskiego chociaż, czy mają świadomość jak ja się czuję? Mówi premier Tusk: moja córka może niedługo wyjdzie za mąż, to jest dla niego takie wspaniałe. Państwo Kwaśniewscy się cieszyli ze ślubu córki, widać było ich szczęście, jak to przeżywali, mówili o tym. Mi to zostało odebrane. Nie mogę się tym cieszyć. Śni mi się wesele córki. Śniło się mi ostatnio, że przez szybę obserwuję wesele córki, która dzwoni do mnie i mówi: już zaprosiłam wszystkich swoich bliskich. A ja stoję w oddali i obserwuję przez szybę. Ja też bym chciała uczestniczyć w tym, cieszyć się.
Dla człowieka ważna jest godność i możliwość wyboru: mogę wziąć ten ślub, albo nie, ale to jest mój wybór, a nie że ktoś mi narzuca.
Akceptacja -
stowarzyszenie rodzin i przyjaciół osób homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych – heteroseksualna koalicja na rzecz osób LGBT. Wizją stowarzyszenia jest otwarte społeczeństwo, w którym osoby homoseksualne, biseksualne, transpłciowe i ich rodziny są akceptowane oraz cieszą się pełnią praw obywatelskich. Działalność Akceptacji będzie opierała się na trzech filarach: pomoc - wsparcie dla rodziców i bliskich osób LGBT, edukacja - edukowanie społeczeństwa, głównie poprzez dotarcie z wiedzą do nauczycieli i pedagogów szkolnych, lobbing - wsparcie procesów legislacyjnych związanych z uchwaleniem ustawy o związkach partnerskich, penalizacją mowy nienawiści oraz z równouprawnieniem.
Więcej informacji na
stronie Akceptacji i na
Facebooku.
Przejmując się losem Polski (nie będąc osobą homo lub nie mając osób homo w rodzinie) to chyba oczywiste, że i tak popierałabym zalegalizowanie, żeby w końcu móc przestać się przejmować :) Tak jak nie będąc ateistką popieram ateistyczne bilboardy w moim mieście, bo symboli katolickich na każdym kroku, a ateiści są niewidoczni i obrażani.
Szacuneczek dla wszystkich rodziców wspierających swoje dzieci, mnie się niestety tacy nie trafili.