Gdyby minister Radziszewska z taką samą determinacją i z takim zapałem walczyła o prawa osób dyskryminowanych, co o swój stołek, to problem nierównego traktowania przestałby w Polsce istnieć. Tymczasem odnoszę wrażenie, że najbardziej dyskryminowaną osobą w Polsce jest Elżbieta Radziszewska... przynajmniej według Elżbiety Radziszewskiej. Powtarzam więc z uporem maniaka: ona musi odejść. Jeśli odejść nie chce, to należy ją zdymisjonować - wywalić z hukiem.
Niebawem minie rocznica skandalicznej wypowiedzi pani minister o "nieakceptowalności" związków osób tej samej płci. Było głośno, ale Radziszewska wbiła szpony w stołek i wyszła z tej afery obronną ręką. Po drodze zaliczyła kilka drobnych wpadek, by wreszcie we wrześniu pozbawić nieistniejącą na szczęście lesbijkę pracy w nieistniejącej szkole. Całkiem realne było natomiast oburzenie społeczności LGBT, mediów oraz organizacji pozarządowych. Sprawa być może by ucichła, gdyby nie wypowiedź
Viviane Reding z Komisji Europejskiej oraz bezprecedensowa
próba uciszenia swoich krytyków przez minister Radziszewską.
Pani Reding - Komisarz ds. sprawiedliwości w KE - odniosła się do co najmniej kontrowersyjnej oceny odmowy zatrudnienia lesbijki przez dyrekcję katolickiej szkoły. Komisarz Reding dostrzega wprawdzie konflikt "pomiędzy prawami podstawowymi", kończy swoją wypowiedź nie pozostawiając żadnych wątpliwości: "Komisja nie dostrzega, żeby orientacja seksualna nauczyciela mogła stanowić istotny i determinujący wymóg zawodowy". To proste zdanie, ale żeby uniknąć nieporozumień chciałbym je uprościć: wara ci pracodawco od orientacji seksualnej pracownika. Redakcję naszego portalu ucieszyła tak jasna ocena spornej kwestii. Doniesienie o odpowiedzi pani komisarz zatytułowaliśmy triumfalnym: "KE: Radziszewska nie ma racji". Podobne nagłówki widniały na łamach WP.pl, Gazety Wyborczej czy TVP.info.
29. października w naszej skrzynce redakcyjnej pojawiła się wiadomość z biura pani pełnomocnik. Powiało grozą.
"Domagam się opublikowania załączonego sprostowania" - zagrzmiała pani minister. "Komisarz Viviane Reding w treści swojej odpowiedzi na pytanie eurodeputowanych z Intergrupy do spraw praw osób LGBT w ogóle nie odniosła się do moich słów” - czytamy w sprostowaniu. To oczywiste, że komisarz Reding nie mogła się bezpośrednio odnieść do wypowiedzi Radziszewskiej. Gdyby to uczyniła, to mielibyśmy dyplomatyczny skandal. Zapytanie skierowane do KE było jednak wywołane fatalną wpadką pani minister. KE odniosła się do tego zapytania nie pozostawiając żadnych wątpliwości - stąd taki a nie inny nagłówek naszego newsa.
Spełniliśmy "prośbę" pani minister i ulegliśmy groźbie. Zresztą uważam to sprostowanie za cenny wkład w dalszą kompromitację jej osoby. Publikacja sprostowania miała jednak także na celu uniknięcie ewentualnych nieprzyjemności. Nie stać nas na prawników. Nie mamy też czasu na tułanie się po sądach. Obserwując poczynania pani minister nie wykluczam najbardziej egzotycznych ruchów - z pozwaniem naszej redakcji włącznie. Przyznam, że jako wydawca najpopularniejszego portalu polskiej społeczności LGBT
czuję się zastraszony atakiem biura pełnomocnika. Nie zmienia to faktu, że Radziszewska w tym sporze nie ma racji... Kuriozalny atak pani minister na naszą redakcję utwierdza mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że to osoba, która nigdy nie powinna znaleźć się na zajmowanym obecnie stanowisku.
Sama zainteresowana już dawno się w tym wszystkim pogubiła i ku uciesze jej krytyków pogrąża się bez żadnej pomocy z zewnątrz. "Szkoły katolickie czy wyznaniowe mogą się kierować własnymi wartościami i zasadami, i mają prawo odmówić pracy takiej osobie (zadeklarowanej lesbijce)" - powiedziała jeszcze w połowie września "Gościowi Niedzielnemu". W oświadczeniu załączonym do sprostowania z dnia 29. października czytamy już coś zupełnie innego
"Przypominam o tym, ponieważ wielokrotnie przypisywano mi twierdzenie: „szkoła wyznaniowa ma prawo odmówić zatrudnienia nauczycielce o orientacji homoseksualnej”. To nieprawda, takie twierdzenie nigdy z moich ust nie padło" - twierdzi Elżbieta Radziszewska. Krótka pamięć czy przeświadczenie, że godna ochrony prawnej lesbijka to tylko taka, które się "nie deklaruje" (cokolwiek by to miało oznaczać)? Przypominając wypowiedź pani minister należy pamiętać, że nie wypowiedziała tych słów jako rzeczniczka kościoła katolickiego, kierowniczka szkoły wyznaniowej czy prywatna osoba o konserwatywnych poglądach. Elżbieta Radziszewska, do której zadań należy obrona właśnie takich osób, jak opisana nauczycielka, mówi bez żadnego zastanowienia, że "zadeklarowana lesbijka" może być dyskryminowana. Pani minister nie ma żadnych wątpliwości, nie stawia pytań, nie bierze pod uwagę interwencji sądu, nie czeka na opinie różnych stron konfliktu. Ona to wie i nawet dziś, po wypowiedzi komisarz Reding nie jest w stanie przyznać, że popełniła błąd i rewiduje swoje poglądy w tej sprawie. Zamiast tego produkuje coraz bardziej zagmatwane oświadczenia, gubiąc się we własnych wypowiedziach.
Co na to wszystko
premier Tusk? Premier machnął ręką i symbolicznie upomniał swoją podwładną. Myślę, że Tusk doskonale wie jak kiepski był jego wybór. Wie, że Radziszewska przysporzy rządowi jeszcze niejednego kłopotu. Toleruje jednak jej festiwale niekompetencji i brak wyczucia, bo jej zwolnienie oznaczałoby zadarcie z kościołem katolickim, który w Radziszewskiej ma swojego lojalnego rzecznika. Za to mam też największe pretensje do PO. Krycie pani minister to nie tylko dowód na to, że Platforma ma problemy mniejszości oraz kobiet w głębokim poważaniu. Dla mnie to przede wszystkim poparcie tezy, że w Platformie układy są znacznie ważniejsze niż kompetencje. Sytuacja przypomina mi trochę rządy SLD, podczas których zapis w Konstytucji o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny, stał się kartą przetargową za poparcie ustawy zasadniczej przez kościół katolicki. Dziś PO daje swoje przyzwolenie na obsadzenie stanowiska pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania osobą, która nie tylko niewystarczająco troszczy się o problemy osób dyskryminowanych, lecz od niedawna aktywnie je atakuje i zastrasza. Radziszewska musi odejść. Szybko.
Redakcja portalu Innastrona.pl oraz czytelnicy niejednokrotnie skarżyli się na poczynania minister Radziszewskiej. Na nasze skargi reagowało wyłącznie biuro RPO. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów oraz Biuro pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania milczało.
Czy PO, tak uparcie broniące pani minister jest jeszcze "wybieralne"? Jesteśmy ciekawi, jak postrzegają to nasi czytelnicy. Zapraszamy do udziału w ankiecie oraz do dyskusji.
znaczy się jak już partia Palikota będzie miała większość w parlamencie :)
a tak serio - Palikot Palikotem: robiono z niego błazna, piętnowano, wyśmiewano (raz s łusznie raz nie), ale przyznać mu trzeba, że parę razy miał celną rację ;) Zastanawiam się czy faktycznie jego ruch nie stanie się dla nas furtką do normalności: w końcu ruch/partię tworzą ludzie. Wszystkie partie wymienione w ankiecie już znamy i znamy ich skład. I wiemy, że raczej nie mamy na co liczyć z ich strony. Zastanawia mnie kto (ludzie o jakich poglądach) będą zasilać partię Palikota.
Zastanawiam się też, czy gdyby to była jedyna partia dająca nam szansę realizowania naszych postulatów, to czy swoimi głosami bylibyśmy dać takiej partii 5% poparcia?
Natomiast obecne zachowanie i polemika ze słowami komisarz Reding na lamach portalu to jakie kuriozum. Gdyby reakcja Premiera była w postaci natychmiastowej dymisji takie coś byłoby niemożliwe. Tak kobietka się rozuchwalila bo czuje ciche poparcie kogoś nad sobą. Dlatego przytłaczam się do głosu autora: ona musi odejść!
Ta baba jest straszna !
Gdyby uznać, że Palikot poważnym politykiem jest i to nie są tylko jaja, i że coś może z tego wyjść, to jest szansa na pozbycie się części takich radziszewskopodobnych mętów z życia publicznego. SLD tez jest otwarta na ludzi. Problem w tym, że Napieralski bywa zbyt agresywny. Spore poparcie w wyborach prezydenckich nieźle wróży na przyszłość, ale to poparcie w mgnieniu oka może stopnieć. Może nie roztrwoni szansy.
Znając jednak polskie realia, względną normalizację osiągniemy za jakieś 10 lat.