Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 16.04.2007 00:00

Polskie coming outy: Jacek Dehnel

Podziel się Tweetnij Skomentuj (40)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (40)

XIX-wieczny dandys czy współczesny kołtun?

Można odnieść wrażenie, że w Polsce jedynie wśród twórców i twórczyń literatury istnieje homoseksualizm. Nie miejsce, żeby się zastanawiać dlaczego tak się dzieje, faktem jest jednak, że znani polscy geje i lesbijki to niemal wyłączenie pisarze i pisarki. Po Izabeli Filipiak, Bartoszu Żurawieckim, Michale Witkowskim i kilku innych nazwiskach, sporą popularność zdobył Jacek Dehnel, który także nie ukrywa swojego homoseksualizmu, jednocześnie prezentując podejście, które wydaje się dość problematyczne...

- Krzysztof Tomasik -

Można odnieść wrażenie, że w Polsce jedynie wśród twórców i twórczyń literatury istnieje homoseksualizm. Nie miejsce, żeby się zastanawiać dlaczego tak się dzieje, faktem jest jednak, że znani polscy geje i lesbijki to niemal wyłączenie pisarze i pisarki. Po Izabeli Filipiak, Bartoszu Żurawieckim, Michale Witkowskim i kilku innych nazwiskach, sporą popularność zdobył Jacek Dehnel, który także nie ukrywa swojego homoseksualizmu, jednocześnie prezentując podejście, które wydaje się dość problematyczne.

Jeszcze nie przebrzmiały echa nagrodzonej Paszportem Polityki "Lali" (wkrótce ma się ukazać tłumaczenie niemieckie), a na rynku pojawiła się już kolejna książka Dehnela - "Rynek w Smyrnie". Jest to zbiór opowiadań z lat 1999-2002 "poruszających i przewrotnych, z których wyłania się obraz świata zaczarowanego, utkanego ze szczegółów pozornie nieistotnych - drobnych gestów, zapachów, smaków i barw" - jak pisze o książce wydawca. Niemal natychmiast po ukazaniu, "Rynek w Smyrnie" doczekał się sporej recenzji w "Gazecie Wyborczej" i kilku pomniejszych omówień, co jest najlepszym świadectwem, że mamy do czynienia z autorem uznawanym za ważnego.

Mimo młodego wieku (rocznik 1980) Dehnel jak mało kto wydaje się przygotowany na sukces. Zadebiutował w 1999 roku zbiorem opowiadań "Kolekcja", na swoim koncie ma też kilka tomików wierszy. Momentem przełomowym było otrzymanie Nagrody Kościelskich w 2005 r. za poezję właśnie, a zaraz potem wraz z ukazaniem się powieści "Lala" przyszła popularność medialna, której zwieńczeniem okazał się Paszport Polityki przyznany w kategorii "literatura" za rok 2006. Zeszło się to w czasie ze współprowadzeniem w telewizji publicznej programu kulturalnego "Łosskot".

Trzeba przyznać, że Dehnel zapracował na swoje przysłowiowe "pięć minut", które właśnie trwa, co nie zmienia faktu, że miał też sporo szczęścia. Tak się bowiem składa, że "Lala" to chyba najbardziej przereklamowana powieść ubiegłego roku. Pomysł by z osobistej perspektywy opisać fascynujące życie własnej babci był wart zainteresowania i autentycznie wzruszający, problem w tym, że bohaterka została tu przycięta do pewnego schematu, który polega na próbie uwiedzenia wszystkich. Tytułowa Lala została więc skrojona na potrzeby czytelnika XXI wieku i jest do bólu słuszna. Przykład? Dziś, kiedy w głównym nurcie nie wypada już być antysemitą, babcia okazuje się oczywiście filosemitką walczącą z gettem ławkowym, podczas, gdy inne kwestie nieprzerobione przez polskie społeczeństwo w ogóle się nie pojawiają, choćby homoseksualizm. Można mieć jednak pewność, że jeśli za dwadzieścia lat wyjdzie poprawiona wersja książki główna bohaterka okaże się wielką przyjaciółką gejów i lesbijek.

Ta chęć podobania się wszystkim połączona z niewiarygodną wręcz pretensjonalnością wydaje się największym problemem Dehnela. Nie tylko jego twórczości, ale też wystąpień publicznych. Bardzo dobrze widać to w programie "Łosskot", który od września 2006 r. emitowany jest w pierwszym programie telewizji. Z założenia miał to być zapewne program w którym w sposób przystępny, ale efektowny jednocześnie, mówić się będzie o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych. Dehnel jako trochę niedzisiejszy poeta i wielbiciel muzyki klasycznej stanowi przeciwwagę dla Macieja Chmiela i Tymona Tymańskiego, ale niewiele z tego wynika. W efekcie co tydzień otrzymujemy zapis podróży trzech kolesi, którzy spotykają się z jakimiś ludźmi, oglądają jakieś filmy, słuchają muzyki, a potem o tym rozmawiają, próżno jednak szukać głębszej myśli, a cały dandysowy sztafaż Dehnela w postaci surduta, cylindra i laseczki okazuje się jedynie nic nie znaczącym kostiumem.

A jak to wygląda w praktyce opisał w swoim felietonie Bartosz Żurawiecki podsumowując polską oprawę tegorocznego wręczania Oscarów: "Tam, w Los Angeles, superprodukcje za miliony dolarów, u nas 'Plebania' w trzęsących się dekoracjach. Obsada też była wzorcowo telenowelowa: kaznodzieja Kłopotowski, kobieta w ciąży (czy aby ślubnej?) Szydłowska, prymusik Dehnel, łobuz Tymański, zaspany Dyzio Chmiel, sąsiad, Pan Śmiałkowski i milcząca, długonoga gosposia. Prezenterom w LA ktoś napisał dialogi, naszym gwiazdom niestety nie, więc coś tam pletli jak księża na ambonie. A im dalej w noc, tym coraz bardziej nie stawało im animuszu i pomysłów na blubranie. Kaznodzieja domagał się, by kino meksykańskie rozliczyło 'zbrodnie komunizmu', prymus popisywał się znajomością nazwisk i tytułów w oryginalnym brzmieniu, a Dyzio przysypiał w czapce. Od czasu do czasu ktoś huknął na gosposię, by doniosła popcorn. Łobuz Tymański buńczucznie orzekł na wizji, że trzeba być liberałem do samego końca, po czym cmoknął feministkę Szydłowską w rękę. A to Polska exactly!"

Jednak obecność Dehnela mediach to nie tylko nieszczęsny "Łosskot", przede wszystkim występuje w związku z własną twórczością literacką, nie wszystkim jednak było dane dostąpić zaszczytu rozmowy z pisarzem. W szóstym numerze "Repliki" ukazała się notka: "'Replika' prosiła Dehnela o wywiad, ale odmówił. 'Z zasady nie udzielam wywiadów pismom gejowskim' - powiedział." Być gejem i "z zasady" nie udzielać wywiadów pismom gejowskim to doprawdy ciekawe podejście, możliwe chyba tylko w Polsce. Z braku laku trzeba więc sięgnąć do innych źródeł, może tam znajduje się jakieś wyjaśnienie tego stanu rzeczy.

W wywiadzie udzielonym "Polityce" (27.01.2007) Dehnel mówi: "Wiele postulatów środowisk gejowskich (takich jak legalizacja związków czy karanie homofobicznych zachowań w praktyce, a nie tylko w teorii) uważam za słuszne, ba, podstawowe, i popieram rozmaite inicjatywy (marsze, zbieranie podpisów), które kiedyś może doprowadzą ich wcielenia w życiu. Ale równocześnie myślę sobie, że taka walka ma skutki uboczne, bo musi wyrabiać (czy raczej utrwalać) myślenie dychotomiczne - geje i reszta świata, matryca i odstępcy. I, myślę sobie dalej, jest też inny głos, który tamten wspomaga, taki mianowicie: 'Jestem gejem i nie ma potrzeby przesadnego wspominania o tym - bo to normalne. Koniec. Kropka'. Więc ja przedstawiam mojego chłopaka jako mojego chłopaka nie dlatego, że chcę się pochwalić naszą orientacją (bo to jak chwalić się kolorem tęczówki), ale dlatego, ze gdybym przyszedł gdzieś z dziewczyną, to tez bym ją przedstawił jako moją dziewczynę. Mam nadzieję, że to też będzie skuteczne. W inny sposób, ale będzie."

Wydawałoby się, że powyższa wypowiedź jest słuszna i dość racjonalna, w końcu w gruncie rzeczy chodzi przecież o to, aby się nie ukrywać. Problem w tym, że Dehnel wychodzi z fałszywych założeń. Mówienie, że angażowanie się w pro-równościowe akcje służy "utrwalaniu dychotomii" jest chybione, bo owe akcje, marsze i parady służą czemuś wbrew przeciwnemu - zniesieniu podziałów i poszerzenia tzw. normy także o orientacje inne niż heteroseksualna. Dodatkowo mówiąc, że nie ma potrzeby "przesadnego wspominania" o swoim gejostwie, Dehnel nie tylko zaczyna się posługiwać językiem prawicy, w którym "przesadnym" afiszowaniem jest już każde powiedzenie o sobie, ale także sugeruje, że gdzieś są w Polsce osoby publiczne, które ową przesadną potrzebę mówienia o swoim homoseksualizmie realizują. W rzeczywistości dorobiliśmy się zaledwie kilku znanych postaci, które zdecydowały się na coming out, ale o żadnym epatowaniu opowieściami z życia intymnego nie ma mowy, to ciągle domena heteroseksualistów udzielających wywiadów "Gali" czy "Vivie!".

A na czym polega różnica w przestrzeni publicznej dla osób homo- i heteroseksualnych najlepiej udowodniła ceremonia wręczania Paszportów Polityki. Odbierający nagrodę w kategorii "film" Sławomir Fabicki dziękował ze sceny swojej żonie, którą zapewnił, że ją kocha. Dehnel także dziękował różnym osobom, w tym Piotrowi, ukrytemu między innymi imionami. Niezorientowana w życiu prywatnym pisarza publiczność nie miała szansy zorientować się, że chodziło o jego chłopaka. Tak to obecnie wygląda, niepotrzebny podział na homo i hetero zostanie zniesiony, gdy obaj laureaci będą mogli tak samo artykułować swoją radość i cieszyć się nią ze swoimi partnerami. Na razie to tylko jedna orientacja ma do wykorzystania cały wachlarz spontanicznych zachowań, a druga musi kombinować co może ujawnić, a co musi ukryć. Dopóki tak będzie, dopóty strategia Dehnela wyrażająca się w zdaniu: "Jestem gejem i nie mam przesadnego wspominania o tym - bo to normalne" będzie jedynie wcieleniem najzwyczajniejszego kołtuństwa.

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (3)
mizuumi royal yowsa
Nie podoba mi się (1)
Komentarze (40)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
12.12.2011 21:15 magedon
aaa
cytuj zgłoś 0 0
drd
30.12.2009 22:57 drd (46) London / UKelele
piotrek_jasiewicz:
Zdaje się, że właśnie o to nam chodzi, aby każdy mógł żyć tak jak mu się to podoba w granicach ludzkich praw, więc nie terroryzujmy wszystkich, aby byli wojownikami słusznych żądań. Może czasem warto spuścić nieświeże powietrze z takich artykułów i wytknąć, delikatnie mówiąc, bezczelność, która to na pewno nie służy sprawie równouprawnienia, ani dialogowi wewnątrz środowiska homoseksualnego.
veinard:
a może ktos utworzył już fanklub? ;)
veinard:
a może ktos utworzył już fanklub? ;)


oto on - fookbooku zalozylem
http://www.facebook.com/profile.php?id=1471256735&ref=se(...)6&ref=ts
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
29.12.2009 13:58 hkhk
jesli autorowi tego zalosnego teksciku "nie pojawil" sie watek homoseksualizmu w "Lali", to radze przeczytac jeszcze raz (czy po prostu "przeczytac"...?), za ktoryms tam razem chyba nawet Panu powinien "sie pojawic".
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
03.12.2008 17:29 romil
W końcu zawsze można za swe osiągnięcia podziękować mamie Witney Houston.
8-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
06.04.2008 15:15 ola
może nie rzecz w kołtuństwie, a w usposobieniu osoby, która bez względu na swoją orientację seksualna nie ma potrzeby wykrzykiwania i zapewniania o swojej miłości bliskiej sobie osoby przy okazji odbierania nagród. Może to po prostu kwestia klasy!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
17.01.2008 11:18 rudolfinka
Ja jakos nie odbieram Dehnela tak negatywnie. Przeczytałam "Lalę" nie interesując się jego orientacją, oglądam Łossskot i uważam że to najlepszy program kulturalny( bo chyba jeden z nielicznych , które do teraz zostały w telewizji publicznej) i nie obchodzi mnie czy Tymon Tymański ma żone czy tez może od 10 lat związany jest z mężczyzną! Czy każdy gej musi wywiesić sobie tabliczke z napisam "Jestem gejem nie wstydzę się tego" bo inaczej wszyscy uważać będa że się wstydzi być homoseksualistą? Dehnel podchodzi do tego racjonalnie i z poczuciem taktu i odrobiny kultury. Nie wypiera się swej orientacji , mówi o niej, ale przeciez jest to człowiek który bez wątpienia może mowić nie tylko o swoim związku! To naprawde nie wszystkich interesuje! Są osoby które ukrywają swoich mezów przed mediami i nikt tego nie krytykuje więc dlaczego krytykujcie Dehnela?!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
22.09.2007 2:39 Pretor
rzecz chyba najbardziej denerwująca w jednej materii - nachalnej autopromocji Dehnela w mediach, dziwnego kultu serii uników - poruszania się w świecie sztucznie stwarzanych domysłów i marketingowego blefu, pomijam oczywiście przeciętne umiejętności literackie, sprawa jest bardziej skomplikowana - utożsamianie się z pewną grupą, organizacją czy mniejszością sprawia, że podjęta publicznie deklaratywność musi być honorowana nawet, gdy jest to niewygodne czy mało spektakularne, a tak, mamy do czynienia z pięknie prowadzoną kampanią chłopca z Nieszuflady, któremu wydaje się, że słusznie mu się należy tytuł narodowego wieszcza; a mechanizm krytyki, dodam wszelkiej krytyki, nawet pozaliterackiej pod adresem Dehnela, kwitowany jest wtedy prostym stwierdzeniem - "należy go zostawić, bo to gej"... prawda, że piękne czasy?
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.06.2007 2:39 veinard
Łossskot już na itvp, można sobie popatrzeć, a przy okazji posłuchać:))))
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.06.2007 2:39 veinard
Łossskot już na itvp, można sobie popatrzeć, a przy okazji posłuchać:))))
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
18.05.2007 13:13 veinard
a może ktos utworzył już fanklub? ;)
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • ...
  • 4
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności