logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
29.07.2014    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
3

Wokół akcji Hiacynt

Co zrobić z "rózowymi kartotekami"?

Dodano: 14.08.2004, Aktualizacja: 14.08.2004

10 sierpnia br. Polska Agencja Prasowa poinformowała o postulatach Kampanii Przeciw Homofobii, która domaga się zniszczenia 11 tys. akt gejów i lesbijek, znajdujących się ponoć w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, a będących pozostałością po słynnej operacji "Hiacynt". Prezes KPH tłumaczył, że dokumenty te nie są już dziś nikomu potrzebne, a mogą posłużyć do szantażu. W odpowiedzi Andrzej Arseniuk z wydziału prasowego IPN poinformował, że zlikwidowanie akt jest niemożliwe, gdyż nie zezwala na to ustawa. Pomysł zniszczenia dokumentów wydaje się jednak nie tylko niezgodny z prawem, ale także całkowicie chybiony...

10 sierpnia br. Polska Agencja Prasowa poinformowała o postulatach Kampanii Przeciw Homofobii, która domaga się zniszczenia 11 tys. akt gejów i lesbijek, znajdujących się ponoć w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, a będących pozostałością po słynnej operacji "Hiacynt". Prezes KPH Robert Biedroń tłumaczył, że dokumenty te nie są już dziś nikomu potrzebne, a mogą posłużyć do szantażu. W odpowiedzi Andrzej Arseniuk z wydziału prasowego IPN poinformował, że zlikwidowanie akt jest niemożliwe, gdyż nie zezwala na to ustawa. Pomysł zniszczenia dokumentów wydaje się jednak nie tylko niezgodny z prawem, ale także całkowicie chybiony. Akcja "Hiacynt", na którą często powołują się osoby piszące na temat życia homoseksualistów w PRL jest słabo zbadana i nieznana nawet samym gejom i lesbijkom. Przyczyna tkwi przede wszystkim w braku badań historycznych na temat mniejszości seksualnych. Najwięcej o "Hiacyncie" pisał miesięcznik "Inaczej" poświęcając akcji raport w numerze 10/99. Zamieszczono wówczas m.in. rozmowę z Waldemarem Zboralskim, który wspominał przesłuchanie: "Przede wszystkim pytano o nazwiska, nazwiska, nazwiska - to głównie interesowało funkcjonariuszy SB. A także o stosowane techniki aktów płciowych. O ulubione pozycje i typ kochanka, który najbardziej podnieca przesłuchiwanego. Tymi pytaniami deptano najintymniejszą sferę człowieka. Już samo zadanie takiego pytania poniżało i upokarzało." Bardziej ogólnie opowiadał Grzegorz Okrent, były przewodniczący Stowarzyszenia Lambda, którego wypowiedzi w ostatnich dniach pojawiły się w mediach: "W szkołach, uczelniach, zakładach pracy pojawili się wtedy funkcjonariusze MO, wyłapywali wszystkich, którzy podejrzani byli o kontakty homoseksualne". I dalej: "Milicjanci wieźli ich na komisariat, gdzie zakładano im kartoteki, robiono odciski palców i wreszcie, w czasie przesłuchań, namawiano do współpracy. Odbywało się to na zasadzie szantażu: 'Jeśli nie będziesz współpracował, to my powiemy rodzinie...   ( Pozostało znaków: 8315 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186288   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2014 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku