Przemysław Czarnek po raz kolejny w ostatnich dniach postanowił
wypowiedzieć się na temat osób LGBTQ. I po raz kolejny odleciał w swoich rozważaniach. Czym zabłysnął tym razem?
Po pierwsze, minister edukacji i nauki uważa, że ci, którzy mówią o tolerancji, sami nie są tolerancyjni.
Ci ludzie wychodzą na ulicę, w wulgarny sposób obrażają katolików, wykrzykują niecenzuralne hasła, zachowują się obscenicznie i to ma być w porządku? Natomiast gdy nasza strona mówi, że to nie jest zachowanie normalne, a wręcz demoralizujące, to wtedy się okazuje, że jesteśmy wrogami świata postępu i równości. Tak być nie może. Albo mamy równość i każdy może powiedzieć, co myśli, albo tej równości nie ma. W przypadku skrajnych środowisk lewicowych, liberalnych, wielu rzekomych reprezentantów społeczności LGBT nie ma mowy o tolerancji
Co więcej, zapytany w takim razie o to, jak sam rozumie tolerancję, stwierdził, że
choć każdy człowiek jest równy wobec prawa, to nie ma takich samych uprawnień, a te natomiast zależą od naszego zachowania.
Człowiek, który zachowuje się obscenicznie i wulgarnie, nie może mieć takiego samego prawa do spaceru po mieście, jak człowiek, który zachowuje się normalnie i spaceruje z dzieckiem. Ktoś, kto zakłóca porządek, sieje zgorszenie, demoralizuje innych, pozbawia się sam tego prawa

Z kolei w kwestii osób transpłciowych Czarnek wymyślił, że to tragedie, które mają miejsce, ponieważ "pozwala się na demoralizowanie młodzieży, która później nie radzi sobie z piętrzącymi się przez to problemami". Rozwiązaniem tej sytuacji zaś ma być "wychowanie na wartościach, a nie nihilizm i etyka 'róbta, co chceta'".
(jg)
To dziecko poliamorycznej miłości, trzydzieści lat noszone pod sercem.
:D haha
To dziecko poliamorycznej miłości, trzydzieści lat noszone pod sercem.
Dopiero potem zamurujemy.
Gdzie indziej widzaiłam jeszcze taki cytat z jego wypowiedzi. Może trzeba go uświadomić, że są lepsze sposoby przekonujące do coming outów niż to co robi?
Straszne, że na zawsze zbrukał tytuł ministra edukacji.