W sobotę na rynku w Krakowie odbył się nietypowy - ze względu na miejsce i format - Marsz Równości. Społeczność LGBT i ich sojusznicy spotkali kilka grup kontrmanifestujących, ale nie przeszkodziło to we wspólnym świętowaniu wydarzenia. Radości nie zakłóciły się także jeżdżące od kilku dni po mieście furgonetki anty-LGBT.
Sezon marszowy w Polsce jak i na całym świecie jest w tym roku mocno zakłócony przez pandemię koronawirusa. Nie przestraszyło to jednak organizatorów krakowskiego marszu, którzy po przełożeniu wydarzenia z maja postanowili doprowadzić do jego odbycia w zmienionej formule.
Społeczność LGBT i ich sojusznicy zebrali się pod Wieżą Ratuszową, a następnie, aby poczuć namiestkę prawdziwego marszu, przeszli dookoła rynku. Mimo nietypowego przebiegu wydarzenia, uczestnicy i uczestniczki przybyły bardzo tłumnie, oczywiście z zachowaniem obostrzeń sanitarnych.
"Kolejny raz musimy powtarzać to samo. Ile jeszcze osób musi zostać zwyzywanych? Ile jeszcze osób pobitych? Ile jeszcze osób musi targnąć się na swoje życie? Ile litrów krwi musi spłynąć ulicami, żeby uznano że osobom LGBTQIA należy się fundamentalny szacunek? Kiedy w opinii milczącej większości zasłużymy na równe prawa? Kiedy nasze wołanie o pomoc zostanie wysłuchane?" - tak brzmi część manifestu tegorocznego krakowskiego Marszu Równości, który odczytała Anna Tereszko z Queerowego Maja.
Z kolei Magda Dropek mówiła: "Krzyczymy, bo czy Ziobro tego chce czy nie, jesteśmy tutaj, jesteśmy u siebie i to się nie zmieni. Zobacz, Zbyszku, na swoje miasto. Zobacz Rynek. Możesz wywoływać swoje wojenki. Możesz rozdawać nasze pieniądze na homofobię. Możesz nas prześladować. Ale i tak już przegrałeś. Nie ma i nie będzie stref wolnych od LGBT. Bo my jesteśmy wszędzie. Jesteśmy silniejsze, bo mamy siebie. Żadna z nas już nigdy nie będzie sama."
Na marszu nie zabrakło także
przedstawicieli i przedstawicielek polityki - oczywiście z partii wspierających osoby LGBT i większość lub część ich postulatów. Przemawiał
Aleksander Miszalski z PO, a odczytano także list
Darii Gosek-Popiołek z Lewicy. Jedna z członkiń Razem Kraków natomiast została zaatakowana po marszu gazem pieprzowym z powodu trzymania tęczowej flagi.
Wokół rynku zgromadziło się również kilka kontr - byli
narodowcy z hasłami "R
ynek krakowski nigdy nie będzie gejowski" czy "Policja się rozjedzie, a oni zostaną sami", byli przedstawiciele pro-life ze znanymi już banerami "Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci?", wreszczie była grupa modlitewna, która stała pod Kościołem Mariackim z różańcami, modląc się o "nawrócenie" uczestników Marszu Równości. Na jej czele stała znana ze swych homofobicznych wypowiedzi małopolska kuratorka oświaty Barbara Nowak.
Wesprzyj Queer.pl - najstarszy portal LGBT w Europie
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL
Z kolei od piątku po ulicach Krakowa jeździła furgonetka fundacji Pro - Prawo do Życia, głosząca te same homofobiczne hasła znane już z innych miast, takie jak zrównywanie homoseksualności z pedofilią. Krakowska społeczność LGBT była oburzona, że pojazd jeździ w asyście policji, która chroniła go przed ewentualnymi obywatelskimi zatrzymaniami.
Na szczęście krakowski Marsz Równości 2020 przebiegł w miarę spokojnie, bez zakłóceń i większych incydentów. Jedna z uczestniczek, Justyna, mówiła nam, że funkcjonariuszka ze służby porządkowej poleciła schować flagi po oddaleniu się od rynku i przestrzegła przed udaniem się w okolice ulicy Floriańskiej - doszło tam do pobicia, a na plantach czekali narodowcy, którzy chcieli atakować uczestników marszu.
(jg)