Diagnoza? Nowotwór. To było jak grom z jasnego nieba dla Adriana i jego partnera Tima. To będą ich ostatnie wspólne święta... Swoją poruszającą historią dzielą się z "BelfastLive".
Ostatnie 12 miesięcy dla Adriana McAleese'a i Tima Gougha to był koszmar. Ale pomimo bólu, cierpienia, strachu, był to najszczęśliwszy czas w życiu Adriana.
Adrian ma nowotwór płuc. To efekt wielu lat palenia papierosów, czego nie ukrywa. Nie chce, by go żałować, nie chce litości i słów otuchy. Pomimo tego, że nie przeżyje roku, wciąż twardo stąpa po ziemi. Rak rozwijał się bez żadnych objawów. Adrian ma przerzuty do m.in. kości, wątroby i mózgu.
Ma tylko jedno życzenie, bo jak sam podkreśla - żył jak chciał, powiedział, co chciał powiedzieć, miał pracę, którą kochał i partnera, którego również bardzo kocha. Jego życzenie dotyczy każdego z nas.
Od diagnozy minęło już 14 miesięcy i Adrian chce, by ludzie wiedzieli, że są na świecie osoby, które chcą pomagać. Nie życzy nikomu, by zachorowali, ale jeżeli tak się stanie, niech nie odpychają innych od siebie.
Skupia się na ludziach (lekarzach, pielęgniarkach, opiekunach medycznych) z Northern Ireland Hospice, a w szczególności siostrze Urszuli, która stała się ich oparciem, dała im nadzieję i przyniosła spokój i ukojenie skołatanych nerwów.
Gdy lekarze powiedzieli Adrianowi, że ma raka płuc, dawali mu 6 miesięcy życia. Jak na ironię, powiedziano mu wtedy, by wrócił do domu i postarał się cieszyć resztą swojego życia z swoim partnerem, Timem.
Swój pogrzeb ma zaplanowany, w końcu przez lata pracował jako event manager w Muzeum Titanica w Belfaście. Tim jest przerażony, ale Adrian o wszystko chce zadbać - dokupił już kubków, by nie brakło podczas stypy. Wybrał trumnę, zatrudnił eksperta od uroczystości pogrzebowych.
Parę miesięcy temu nagle zmarła jego matka. Gdy o tym myślał, Adrian doszedł do wniosku, że jest w komfortowej sytuacji - ma czas na pozamykanie wszystkich spraw i zaplanowanie swojego pogrzebu.
Kiedy już wszystko załatwił, postanowił, że teraz postara się żyć. Z pomocą lekarzy i pielęgniarek stara się każdego dnia, a tak naprawdę uczy się tego. Tim i Adrian są spokojni i pogodzeni z losem.
"Po roku jesteśmy już spokojni, mamy plany na przyszłość, i chociaż jestem smutny, że po 17 latach wspólnego życia, będę musiał opuścić Tima, jesteśmy szczęśliwi i każdą chwilę razem traktujemy jak błogosławieństwo" - powiedział dla "BelfastLive".
Para planuje spędzić wspólnie prawdopodobnie ostatnie Święta Bożego Narodzenia tylko z dwoma psiakami.
(ar)
Środa, 03.04.2024 Organizacje apelują o zmianę zasad opodatkowania spadku - mamy odpowiedź Ministra Finansów
Środa, 09.02.2022 Prawa osób LGBTQ+: nowy urlop opiekuńczy w Polsce również dla par jednopłciowych
Środa, 05.01.2022 Matt z "Love Island" pokazał wybranka. Okazał się nim znany tiktoker
Czwartek, 16.12.2021 167 dni w ukryciu przed kamerami - rozmawiamy z Jackiem i Oliwerem, książęcą parą z "Prince Charming"
Środa, 15.12.2021 Zamknąłem oczy i zobaczyłem twarz jednego z was - wiemy kto wygrał program Prince Charming!
Trochę to zabrzmiało, jak "ha, dobrze mu tak!" i strasznie mi się to nie spodobało. Diagnoza nie jest jednoznaczna. To nie wyrok. Organizm może zadecydować inaczej, a wydanie takowej należy do zadań lekarza. Cieszę się, że Twoja mama żyje, ale nie wiem czy takie chore "szturchanie" zmarłego lekarza jest na miejscu. Co do artykułu: świetnie, że doceniają lata, które razem przeżyli i że mężczyzna jest świadomy błędu, który go do tego doprowadził. Ważne, że są razem i się wspierają. Jeden będzie na drugiego czekał, a czekanie też jest przecież piękne (mimo wszystko).
Na pewno o wiele łatwiej jest usłyszeć takie słowa, jeśli ma się przy sobie drugą osobę. Ja, niestety, jeszcze nie mam, ale wierzę, że się to zmieni.
Każdy, kto wie, o czym mówię, rozumie do jak bardzo niebezpiecznej sytuacji dochodzi. I on faktycznie umrze za te 6 miesięcy, bo wszyscy od niego tego oczekują - włącznie z nim samym.
To trochę bardziej skomplikowane.
Na pewno masz rację z tym, że nastawienie pacjenta ma ogromne znaczenie. Z tym nawet nie zamierzam dyskutować.
Problem polega na tym, że niektóre choroby po prostu są nieuleczalne i zabijają w bardzo szybkim tempie. Okrutne byłoby oszukiwanie pacjenta, że wszystko jest w najlepszym porządku i powinien liczyć na wyzdrowienie, kiedy jest praktycznie pewne, że zginie w ciągu kilku następnych miesięcy - a warto brać pod uwagę, że lekarz nie przepowiada z kart, tylko stara się najprecyzyjniej ustalić rokowania na podstawie wyników badań, obrazujących spustoszenia dokonane w organizmie i tempo kolejnych zmian.
Myślę, że najlepsze, co można zrobić dla umierającego człowieka, to pomóc mu przygotować się do śmierci, pomóc pozałatwiać niezakończone sprawy. Gdyby zamiast tego sztucznie utrzymywać go przy nadziei na wyzdrowienie, świadomość nadchodzącej śmierci dotarłaby do niego najpewniej dopiero wtedy, kiedy jego zdrowie uległoby drastycznemu pogorszeniu - a wtedy mogłoby mu zwyczajnie zabraknąć sił, by zatroszczyć się o domknięcie wszystkich niezakończonych rozdziałów w życiu.
Osobiście chciałbym przed śmiercią mieć możliwość pożegnania się z bliskimi, naprawienia błędów, być może zrobienia rzeczy, do których zawsze brakowałoby mi odwagi. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy odbierać tę szansę innym.
- tak lekarze są bogami i jasnowidzami i wiedzą, co się stanie za 6 miesięcy.
To jest kryminał mówić ludziom takie rzeczy! Powinno być to karane z urzędu.
Przestrzegam - Tak właśnie działa programowanie rzeczywistości. Facet zamiast myśleć o wyzdrowieniu programuje się na śmierć. Prawo przyciągania - to prawo zintensyfikowanego działania. Dla niego celem stało się "umrzeć" i robi wszystko co w jego mocy, aby plan zrealizować.
Każdy, kto wie, o czym mówię, rozumie do jak bardzo niebezpiecznej sytuacji dochodzi. I on faktycznie umrze za te 6 miesięcy, bo wszyscy od niego tego oczekują - włącznie z nim samym.