Gdy się ujawnił jako osoba queerowa - wiele osób z Hollywood powiedziało mu, że to było "głupie". Udowodnił, że to oni byli w błędzie. Filmowa kariera Ezry Millera wciąż się rozkręca, a on sam nie żałuje coming outu, ale krytykuje Hollywood, m.in. za brak różnorodności etnicznej i niereprezentowanie osób trans.
W "Musimy porozmawiać o Kevinie" Miller zagrał u boku Tildy Swinton - wcielił się w rolę demonicznego nastolatka. Polscy widzowie mogą też kojarzyć młodego aktora z filmu "Charlie", gdzie zagrał geja, a na ekranie towarzyszyła mu m.in. Emma Watson.Niedługo w naszych kinach "Liga Sprawiedliwości", w której wciela się we Flasha. Tym samym
Miller został pierwszym queerowym aktorem, który został superbohaterem. Queerowym - albowiem w 2012 roku ujawnił się w rozmowie z magazynem "Out" jako queer właśnie. Dla niego queer to wszystko to, co nie jest "hetero".
W rozmowie z "Shortlist" Miller przyznaje, że wiele osób z Hollywood mówiło mu, że
coming out to była "głupota" i błąd. I że są powody, dla których tak wiele osób LGBTQ w showbiznesie nie decyduje się na wyjście z szafy. On sam uważa jednak, że zrobił dobrze - bo w końcu nie zrobił nic złego. Jego zdaniem świat jest gotowy, my - jako ludzie - też.
Czy odczuwa presję z powodu bycia potencjalnym autorytetem dla młodzieży LGBTQ? "Nie odczuwam presji. Presja może zaistnieć z powodu tamy, muru. A ja, podczas coming outu, tamę usunąłem. Odblokowałem moją tożsamość przed światem" - podkreśla.
"Znam wiele osób, które siedzą w szafie. I to też jest ok. To chciałbym powiedzieć: być może dobrym pomysłem byłoby sprawdzenie jak te pomysły dla nas działają. Te wartości. Czy działają? Tak zupełnie szczerze?" - pyta aktor, który skrytykował też Hollywood za "whitewashing".
Premiera filmu "Liga Sprawiedliwości" już 17 listopada.(md)
Szpetny, ale o gustach się nie dyskutuje...
Chyba nie za wygląd, bo szpetny
Oczka skośne.
Lubi ryż?
Kolejne debilne określenie kogoś, kto nie potrafi po prostu powiedzieć że jest bi albo homo i szuka poklasku.