"Nie podobają mi się parady równości, bo one z równością nie mają nic wspólnego", "To nie jest dobry sposób, żeby przekonać homofobów do tego, że jesteśmy normalni. Dla nich to jeden wielki cyrk z dziwakami" - co roku przy okazji okołoparadowych doniesień nie brakuje na naszym portalu komentarzy tego typu. Czy maszerowanie ma sens? Czy to dobra strategia dla tej mniejszości? - nad odpowiedziami na to pytanie zastanowią się uczestnicy i uczestniczki debaty "Czy i jaka Parada Równości?", która odbędzie się już za tydzień na Uniwersytecie Warszawskim.
Rokrocznie przy okazji organizacji Parady Równości pojawiają się krytyczne głosy osób, będących przedstawicielkami/-ami mniejszości, iż formuła wydarzenia nie przystaje do polskich realiów, nie sprawdza się i jest wręcz przeciwskuteczna. Dyskusja na temat tego, jakie strategie przyjmować powinien ruch LGBTQ i inne ruchy prorównościowe toczy się zresztą na całym świecie. Podstawowa różnica pomiędzy strategią asymilacyjną i rewolucyjną zarysowuje tylko oś sporu, która przedstawia uproszczoną wizję tego, co ruchy emancypacyjne – w szczególności zaś ruch LGBTQ – oferują w swoich działaniach.
Parada Równości nie osiągnęła jeszcze tego, co organizatorzy nazywają „masą krytyczną”. Ich zdaniem, w bliskoczterdziestomilionowym kraju, stołeczna manifestacja prorównościowa powinna być zdecydowanie większa i liczniejsza. Specyfika naszego kraju okazuje się mieć także wpływ na obecność komercyjnych działań przy okazji Parady Równości. Firmy i korporacje, wspierające chętnie emancypację na całym świecie, w Polsce nadal nie przekonały się do takich akcji.
Czy to oznacza, że rzeczywiście specyfika naszego kraju tak silnie wpływa na emancypację ruchów LGBTQ? Czy strategie przyjmowane w innych miejscach na świecie nie sprawdzają się u nas? Czy maszerowanie w radosnym pochodzie rzeczywiście okazuje się mieć negatywny wpływ na postrzeganie grup mniejszościowych? Jak zatem działać? Jakie akcje przygotowywać i wspierać, by skuteczniej walczyć na rzecz grup marginalizowanych?
Debata odbędzie się 9 grudnia (wtorek) na Uniwersytecie Warszawskim w budynku Samorządu Studentów (Mały Dziedziniec UW) w sali 200 (II piętro) o godzinie 16:15. Wstęp wolny. W debacie udział wezmą:
dr hab. Tomasz Basiuk (Ośrodek Studiów Amerykańskich UW),
Anna Grodzka (Partia Zieloni),
prof. Ireneusz Krzemiński (Instytut Socjologii UW),
Łukasz Pałucki (Fundacja Wolontariat Równości),
Agnieszka Furja Weseli (Inicjatywa POMADA).
Także i Was zachęcamy do dyskusji i zastanowienia się nad zadanymi wyżej pytaniami. Jaka i czy w ogóle powinna być Parada Równości? Komentarze chętnie opublikujemy.
Zobacz też: Parada Równości: mój pierwszy raz.
Zacznijmy od początku. Czy Ty jesteś wyoutowany? Czy Ty dajesz pozytywne wzorce? Bo komentarz z pretensjami każdy może napisać. Mniej chętnych jest do działania.
Śmieszni są ludzie użalający się, że Parada Równości jest taka czy owaka, więc oni na nią nie pójdą. A co oni zrobili, żeby była inna? Paradę tworzą ludzie i będzie ona taka, jak ci, którzy w niej uczestniczą - nikt przecież nikogo nie zmusza do tego mitycznego (bo u nas praktycznie nie ma to miejsca) wsadzania sobie piór w cztery litery.
Jeszcze bardziej śmieszą i zadziwiają mnie ci, którzy twierdzą, że przez Paradę nie ma, i nie będzie, w Polsce związków partnerskich. Nigdzie na świecie nie było tak, że od jednego marszu nagle jak za dotknięciem magicznej różdżki zrobiły się związki partnerskie lub małżeństwa. Nie podoba się wam Parada? Proszę bardzo - zaangażujcie się w inne działania na rzecz związków.
W pierwszym numerze magazynu "Pride" był na końcu tekst, w którym jeden bogaty gej, nie aktywista, z dużego miasta, z akceptującego środowiska rozmawia z kolegą hetero o tym, że nie potrzebują parad. To dla mnie najważniejszy dowód na to, jak bardzo Parada Równości jest potrzebna. Jak mówią: "Syty głodnego nie zrozumie".
Anyway, nie można zapominać, że to manifestacja. Że idziemy po związki partnerskie/równość małżeńską, po uznanie przestępstw motywowanych nienawiścią ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową przez polskie prawo, po równość w miejscu pracy. Po to by pokazać - JESTEŚMY.
Na polskiej "Paradzie", którą raczej bym nazwał marszem z muzyką, prawie nie widuje się "odmieńców", których często wypomina same "środowisko". To nie Berlin, nie Tel-Awiw i nie Sao Paolo. Ale też, co ci "odmieńcy" przeszkadzają? Wykluczają ich wszyscy, więc my też powinniśmy? Chcemy zaskarbiać szacunek hetero przez naśladowanie heteroopresji?!
O warszawskiej paradzie niekorzystnie zazwyczaj wypowiadają się ci, co nigdy na niej nie byli. Albo ci, którzy mają w miarę wygodne życie, kasę, poukładane sprawy rodzinne lub nigdy się na odwagę nie zebrali i nie wyoutowali. Ale to ta Warszawa ma walczyć za całą Polskę, pokazywać "my jesteśmy i żądamy praw". Nie wszyscy są bogaci, z dużego miasta i otoczeni przyjaznym środowiskiem. Dla nich MY - którzy mamy ten komfort, przynajmniej komfort wsparcia - MUSIMY chodzić na parady. Musimy być solidarni.
Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby Parada komuś przeszkadzała - ci, co się o niej źle wypowiadają, zwyczajnie na żadnej nigdy nie byli, a obraz parady znają z transparentów akcji "Stop pedofilii". Kropka.
To jeden dzień w roku. Powinien być obywatelskim obowiązkiem, nie tylko osób LGBTQ, ale i ich rodzin i prawdziwych przyjaciół.
Ja zawsze wyglądałem już inaczej niż ludzki samiec (por. "Madox" Majewski, Andrej Pejić). Nie chodzi mi o ubiór czy fryzurę. Tylko rysy twarzy, sylwetkę, sposób poruszania się, barwę głosu.
Nie interesują mnie "związki partnerskie" ani "adopcja dzieci". Nikt nie zrobi ze mnie męża - żywiciela rodziny ani żony - kury domowej. Mieszczę się w kategorii Queer, agender. Jak widzę z LGB mam niewiele wspólnego. Także kontrowersyjna Parada Równości w obecnej formie równierz nie jest dla mnie.
Tak z czystej ciekawości. Tobie parada kojarzy się bardziej z żulami chlejącymi pod blokiem czy z narkomanami?
Homolobby kochaniutka. Jak zwykle wstętne homolobby.
Nie każdy gej jest tęczowy i nie każdy chce być. Tęcza jest symbolem - ok, jednak środowisko LGBTQ jest różnorodne, tak samo jak każda inna grupa.
Wciąż mamy za mało pozytywnych wzorców. Zbyt mało osób jest wyoutowanych, zbyt mała liczba Polaków zna osobiście osoby LGBTQ. A to podstawa (osobiste doświadczenie osób hetero z osobami homo) jest fundamentem tolerancji i akceptacji.