"My jesteśmy za związkami partnerskimi i również za małżeństwami homoseksualnymi, jesteśmy dokładnie w takim samym nurcie, jak cała lewica europejska" - powiedział w rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu ZET Leszek Miller. Zapytany o adopcję przez pary jednopłciowe, szef SLD przyznał, że osobiście nie ma nic przeciwko, ale wie "że jakaś część naszych wyborców nie akceptuje tego pomysłu".


Środa, 25.05.2016 Leszek Miller: lewica dziś płaci za multi-kulti i LGBT
Wtorek, 12.05.2015 Menu wegetariańskie drugiej tury: karkówka, czy schab?
Poniedziałek, 29.04.2013 Kalisz: sprawy osób LGBT będą ważną częścią naszej działalności
Czwartek, 12.10.2023 15.10: mamy wreszcie prawdziwy wybór, ale o sytuacji LGBTQ może zdecydować ktoś inny
Poniedziałek, 26.08.2019 Związki partnerskie i równość małżeńska wśród postulatów Lewicy
Po pierwsze, nikt tu nie mówi o tworzeniu prawa od podstaw. To nie jest kwestia kolejnej regulacji, legalizacji czy delegalizacji, tylko kwestia deregulacji. Może nie łatwiej, ale o wiele sensowniej jest pozbyć się czegoś, co jest złe, na rzecz czegoś, co jest znacznie lepsze. Rozpoznawanie związków nie jest natomiast państwu do niczego potrzebne.
Trudno jest porównywać obecną sytuację z sytuacją za czasów feudalizmu. Jednakże chłop pańszczyźniany na początku XVI wieku pracował dla swojego pana 52 dni, a w wieku XIX dni 104. W XXI wieku mieszkańcy Polski pracują na rzecz państwa 164 dni. Prawa pracownicze? Lewica wprowadza największe bezprawie pracownicze, czyli haracz na rzecz państwa.
I nie, nie będę przyznawał Ci racji.
Rozpoznawanie związku nie jest do niczego potrzebne? Naprawdę? Może jestem niedoinformowany, ale chyba jest potrzebne do możliwości realizacji pierdyliona innych przepisów. Ale co ja tam wiem, prawda? Deregulacja? Super, ale jak w każdym przypadku, żeby prawo pisane nie musiało istnieć, musi istnieć internalizacja pewnych praw niepisanych. Czyli powstanie odpowiednich norm wewnętrznych. A za to ręczę Ci, czytając badania i obserwując społeczeństwo, nie ma uwewnętrznienia wielu podstawowych praw i prawd o życiu, więc nie oczekiwałbym, że deregulacje, przy obecnym stanie etyki, respektowania istniejących zasad itp. przyniesie więcej dobrego niż złego. Nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim jeszcze, nie potrafimy współpracować i tworzyć dobrego klimatu. Działamy w wielu przypadkach pod siebie, co jest naturalne, dlatego istnieje tak potężna ingerencja kulturowa (w tym wypadku prawna), żebyś jednak zmienili nieco perspektywę. A to również wykorzystuje podstawowe prawa psychologiczne, np. konformizm. Aby funkcjonowało poprawnie rozwiązanie postulowane przez Ciebie, te 90% ludzi, z natury konformistycznych, musiałoby opuścić strefę komfortu. To nie jest do wykonania, szczególnie poprzez deregulację. Takie myślenie jest fajne, niech ludzie sami o sobie stanowią. Jest też momentami naiwne, bo jesteśmy tak a nie inaczej uwarunkowani społecznie, biologicznie, psychologicznie, że małe jest prawdopodobieństwo spełnienia się modelu deregulacyjnego. Czy tego chcemy czy nie, większość ludzi potrzebuje "drogowskazów", a jeśli społeczeństwo ma się trzymać, to muszą być dość uniwersalne i ogólnie obowiązujące.
Haracz? Podaj proszę co dokładnie masz na myśli.
Tak, tak wyglądała ilość dni przepracowanych w poszczególnych momentach historii. Z bardzo prostych powodów - znacznie większa zależność od natury. Naprawdę wierzysz, że takiemu władcy ziemskiemu, którego priorytetem był zysk i przeważnie nie patrzył na chłopów jak na ludzi wartych wielkiego zachodu, chciałoby się myśleć o zapewnieniu takiego czasu odpoczynku, gdyby nie był on wymuszany zmianami pór roku? Czy gdyby jednak poziom uniezależnienia od natury w tamtym okresie był taki jak obecny, naprawdę wierzysz, że mieliby więcej czy podobną ilość czasu wolnego i podobną ilość świadczeń gwarantowanych, gdyby nie prawo stojące nad "włodarzami"?
Nie musisz przyznawać mi racji, widać nie doczytałeś, albo przeczytałeś bez zrozumienia. Esencją mojego twierdzenia było to, że to co przedstawiam jest logiczne i zgadza się w każdym momencie z pierwotnymi założeniami.
Nie jest logiczne. Ale dalej się głaskaj.
Podaj przykłady takich przepisów.
Czy Ty zrozumiałeś, co ja napisałem? Jakiego odpoczynku? O czym Ty mówisz? Tu przecież chodzi o ilość dni, jaką w rezultacie dana jednostka przepracowała za darmo, co wynika z podatku, jaki musiała zapłacić. Tym samym, w tym złym feudalizmie chłopu zabierano trzy razy mniej, tego co wypracował, niż dziś.
Skoroś taki pewny, to proszę, wypunktuj mi brak logiki, ale przypominam - nie ze swojej perspektywy, tylko z mojej. A dokładnie chodzi o pewne założenia, które jak sądzę, jesteś w stanie wysnuć na temat dotychczasowych wypowiedzi.
Przykłady? Proszę - Kodeks Postępowania Karnego, przepisy odnoszące się do odmowy zeznań, w aktualnej sytuacji prawnej, to sąd decyduje czy ma zastosowanie, czy nie, w przeciwieństwie do stosowania przepisu do małżeństw. Przepisy gospodarcze - przepisy dotyczące współodpowiedzialności, zabezpieczeń majątkowych, dziedziczenia, darowizn, etc.
Prawo Rodzinne - przepisy odnoszące się do zakresu pełnionej pieczy rodzicielskiej, status opiekuna prawnego
Przepisy dotyczące osób pełniących stanowiska publiczne - zakres rozliczania dochodów przez posłów, radnych etc.; przepisy utrudniające zatrudnianie rodziny w tym samym miejscu pracy.
I pamiętaj jeszcze w tej chwili przepisy dotyczące urlopu rodzicielskiego, urlopu na ciężko chorego członka rodziny, prawa do pochówku, prawa do informacji szpitalnej. A nie znam prawa specjalnie dobrze, więc jest z pewnością sporo więcej przepisów w jakiś sposób odnoszących się do związków rozpoznawanych przez państwo.
Dobrze, może źle zinterpretowałem co napisałeś, przyznaję się. Ale to tym bardziej bezsensowny argument, ponieważ szczególnie w tym przypadku nie powinieneś mierzyć ile dni na rzecz czyjąś zostało przepracowanych. Należy raczej przyjrzeć się ile z łącznie wypracowanych zasobów pozostało u pracującego, a w tym należy uwzględnić również ile wróciło do pracującego pod różnymi postaciami, oraz jakie rzeczy wchodzą w "pakiet gwarantowany". Zapewniam Cię, że i tak wychodzimy dzisiaj na plus.
Odnosząc się do polityki socjalnej Szwecji jeszcze, jak również poziomu opieki medycznej w Polsce (z którą miałem przyjemność obcować z obu stron). To, że coś jest zrobione nierozsądnie i bez głębszego przemyślenia, nie oznacza, że jako takim jest złym pomysłem.
A teraz wypunktuje jeszcze kilka, moim zdanie ważnych, powodów, dla których Twoja wizja odejścia w stronę rozwiązań pełnowolnorynkowych oraz zarzucenia wielu rozwiązań jest nierozsądna:
1. Obecny poziom rozwoju etycznego zakłada istnienie praw podstawowych (np. prawo do ochrony zdrowia), oraz społeczną, kolektywną odpowiedzialność za całe społeczeństwo (w myśl uznawania pewnych wspólnych wartości)
2. Czysty kapitalizm prowadzi do kumulacji kapitału w jednych rękach (bogacenie się już bogatych), pogłębienia się rozwarstwienia społecznego, ogromnej rozpiętości dochodowej. To w konsekwencji prowadzi nieuchronnie do destabilizację społeczeństwa z powodu rosnącego niezadowolenia, wzrostu radykalizmu, a w końcu rewolucji. Model typowo wolnorynkowy, jako odrzucające socjalne dorobki, zapewnia, że jeśli nie masz takiego poziomu niezastępowalności, żeby dyktować warunki pracodawcy w pewnym zakresie, to pracodawca będzie dyktował warunki Tobie w stopniu dalece zbyt dużym (legalny wyzysk). A to w końcu doprowadzi do jakiejś rewolty. Tutaj poleciłbym zapoznanie się z analizą ekonamisty Thomasa Piketty'ego oraz Jeremiego Rifkina.
3. PKB na tym etapie rozwoju przestaje powoli być dobrym wyznacznikiem stanu gospodarki. Tutaj mogę się mylić, bo niestety moja wiedza ekonomiczna jest nieco bardziej na wyczucie oraz to co udało mi się przeczytać... ale PKB nieodłącznie kojarzy mi się głównym wskaźnikiem w gospodarce typowo kapitalistycznej. Jednak po uświadomieniu sobie poziomu eksploatacji złóż, należałoby raczej zastanowić nad zmianą wskaźnika, który wskazywałby na stopień realizacji potrzeb w połączeniu z optymalnym obiegiem surowców. Żeby to co zdobyliśmy było jak najlepiej wykorzystane. Kończy nam się czas na marnotrawstwo. To przekłada się również na naukę. Największe dokonania wcale nie były robione pod model kapitalistyczny, ponieważ są to badania wysokiego ryzyka. Mało prawdopodobne znalezienia innego inwestora niż państwo. A to dalej łączy się z kolejnymi rzeczami.
Ja swoje, Ty swoje. Rodzice, którzy w naszym społeczeństwie są odpowiedzialni za utrzymanie dzieci płacili. Student nie jest nic winny państwu.
Zazwyczaj student to osoba dorosła, pełnoletnia, a nie dziecko.
Ja swoje, Ty swoje. Rodzice, którzy w naszym społeczeństwie są odpowiedzialni za utrzymanie dzieci płacili. Student nie jest nic winny państwu.
Długo będziesz się upierał, że większość studentów medycyny zanim wybrali się na studia, to już płacili podatki?
Urodziliśmy się w takiej rzeczywistości, jaka jest, a ponieważ mamy demokrację, możemy postulować jej zmianę.
Korzystanie czy nie z usług państwa nie jest kwestią wyboru; jednostka A nie ma nic do gadania. Jesteśmy zmuszani do opłacania tych usług. Trzeba mieć natomiast nie po kolei w głowie, żeby będąc już zmuszonym do ich opłacenia jeszcze z nich nie korzystać. Bo to są przydatne usługi, tego nikt nie neguje. Po prostu w warunkach wolnej konkurencji prezentowałyby wyższy poziom i działałyby wydajniej za te same pieniądze.
Skoro pobieranie podatków jest złodziejstwem, to korzystanie z usług sfinansowanych z tego niegodnego uczynku legitymizuje to złodziejstwo.
Proponowanie wyjścia z obecnego systemu w momencie, gdy się więcej wzięło niż włożyło, jest niemoralną próbą ucieczki po otrzymaniu łupów od złodzieja (państwa).
Złodziej (państwo) okrada społeczeństwo, i część łupów przekazuje jednostce A.
Jednostka A nie protestuje widząc tą zbrodnię, ponieważ jako porządny Homo Oeconomicus dąży do maksymalizacji zysku (własnych korzyści), a otrzymane łupy są jak najbardziej korzystne dla jednostki.
Jednostka A po skonsumowaniu udziału w łupach mówi:
"To teraz robimy RESET! I każdy żyje na własny rachunek! Ch*j wam w d***, radzcie sobie sami!" :D