Uniwersytet Staffordshire w
Anglii zapytał 2 tys. osób o ich stosunek do profesjonalnych piłkarzy-gejów - tylko 7 proc. uznało, że w piłce nożnej nie ma miejsca dla homosekualistów.
"Wielką niespodzianką był wynik, w którym 93 proc. ankietowanych uznało, że w świecie piłki nożnej nie ma miejsca dla homofobii, i że przynosi ona futbolowi wstyd" - powiedział Reutersowi
prof. Ellis Cashmore, jeden z koordynatorów badania.
Historia jedynego do tej pory ujawnionego piłkarza -
Justina Fashanu, nękanego i dyskryminowanego, który w 1998 roku popełnił samobójstwo, nie zachęca zapewne innych potencjalnych piłkarzy-gejów do coming outu na Wyspach. Chociaż w innych sportach sytuacja się poprawia - media LGBT intensywnie donoszą o rugbyście
Garecie Thomasie, którego losy zekranizować chce Mickey Rourke,
John Amaechi - jedyny do tej pory wyoutowany koszykarz NBA (co prawda - emerytowany) -
aktywnie działa w Wielkiej Brytanii na rzecz zwalczania homofobii w sporcie.
"Fani piłki nożnej coraz częściej przyjmują postawę: tak wiem, że są piłkarze geje, mam świadomość, że oglądając mecz co tydzień patrzę na potencjalnych gejów - ale nie ma to dla mnie znaczenia" - podkreśla prof. Cashmore, który homofobię we współczesnym sporcie porównuje do fali rasizmu, która ogarnęła brytyjski futbol w latach 70. i 80.
Pytanie - kiedy będziemy świadkami coming outu jakiegoś piłkarza? Być może niedługo, menedżer Michaela Ballacka, reprezentanta Niemiec, w rozmowie z dziennikarzem "Der Spiegla" zasugerował, że w niemieckiej drużynie
"są homoseksualiści", a jedna z młodych gwiazd reprezentacji jest
"pół gejem". Jak nie w brytyjskim futbolu, to może w niemieckim?
(md)
LOL, no albo jest albo nie?!
A niby dlaczego? - ja np. uważam się za geja w 3/4... ;-)
LOL, no albo jest albo nie?!