Policjant domaga się 10 milionów dolarów
George Michael, który cztery lata temu został aresztowany przez policję w publicznej toalecie, stanie znów przed sądem. Funkcjonariusz, który zatrzymał wtedy piosenkarza pod zarzutem uprawiania seksu w miejscu publicznym, domaga się 10 milionów odszkodowania.
Banalny przypadek, jakim była wyprawa na gejowską "pikietę" miała dla artysty daleko idące i bolesne konsekwencje. George Michael musiał przyznać publicznie, że jest gejem - mimo iż przez długie lata temu zaprzeczał. Musiał ponadto zapłacić 810 dolarów grzywny i skazany został na pracę społeczną. Potem zaś, opublikował słynny przebój "Outside", w którym naśmiewał się z policji. W jednej ze scen teledysku do tej piosenki pokazał dwóch policjantów-gejów. W lawinie negatywnych doświadczeń przekonać się mógł jednak, że orientacja seksualna nie ma nic wspólnego z talentem. A właśnie talent George'a cenią jego wielbiciele.
Nie należy do nich najwyraźniej wspomniany policjant Marcelo Rodriguez, który dostrzegł... siebie samego w wspomnianym teledysku. Pierwsza skarga, jaką złożył dwa lata temu do sądu w Los Angeles została oddalona, ponieważ policjanci są osobami publicznymi i wolno ich krytykować. Sąd kasacyjny unieważnił jednak ten wyrok i orzekł, że proces powinien rozpocząć się od nowa. George Michael powiedział bowiem bezpośrednio po aresztowaniu w jednym z wywiadów, że padł ofiarą policyjnej pułapki. Rodriguez twierdzi, że w toalecie znalazł się przypadkowo. 10 milionów dolarów zrekompensować mu ma "upokorzenie, cierpienia i leczenie".
Po odliczeniu tych kosztów, pewnie jeszcze jakaś sumka zostanie na wygodne życie.
KRISZNA