Zamknięcie klubu "Odlot"
Sobotnia noc 22 czerwca, choć niemal najkrótsza w roku, była niezwykle długa dla bywalców i sympatyków lubelskiego pubu "Odlot". Tym razem "Odlot" odleciał na długo, jeśli nie na zawsze. Zapadła decyzja o zamknięciu lokalu.
Odlot zdecydowanie wyróżniał się na mapie gejowskich lokali w Polsce, nie tylko przez sam fakt bycia jedynym takim miejscem po prawej stronie Wisły. Ciągnęli doń ludzie nie tylko z samego Lublina i wielu miejscowości regionu, ale także goście z Warszawy i wielu dużych miast. Szczególnie Ci ostatni podkreślali unikatową atmosferę tego miejsca: zdecydowanie bardziej rodzinną, bezpretensjonalną, nie napuszoną i mniej komercyjną niż w wielu tego typu lokalach w Polsce.
Przez 5 lat istnienia Odlotu wiele lesbijek i gejów rozpoczęło tam swą "inną" drogę przez życie, dokonało coming out, poznało kumpli, przyjaciół, partnerów. Odlot dawał im poczucie, że zawsze jest miejsce, gdzie mogą być sobą, potańczyć na parkiecie i na stoleJ, pośmiać się i wyżalić, pobuszować w internecie. Hektolitry piwa, miliony błysków stroboskopu, święta, sylwestrowe noce i setki wschodów słońca oglądanych ze schodów z widokiem na piękną lubelską Starówkę.
Były oczywiście narzekania na małą powierzchnię, kiepską wentylację, niewygodne stołki czy kolejkę do toalety. Byli przeciwnicy lokalu, którzy na ogół znali go z opowieści, albo przyszli parę razy i odchodzili rozczarowani, iż nie znaleźli tam swej drugiej połowy. Ktokolwiek jednak chciał się zintegrować, mógł liczyć na "wschodnią" J otwartość i spontaniczność.
Bywały w Odlocie wystawy, seanse filmowe, tam też działał lubelski oddział Amnesty International.
Odlot przetrwał wiele, okresy dekoniunktury, ataki "złotej młodzieży" ze Starówki, animozje bywalców, ale nie przetrwał urzędników i kiepskiej sytuacji finansowej. Przeszkadzała za głośna muzyka, choć trzeba było podejść pod drzwi, żeby ją usłyszeć. Przeszkadzało sąsiedztwo szkoły, choć była kawał za rogiem i nie działała w nocnych godzinach otwarcia Odlotu. Tych problemów władzom nie stwarzały bardzo liczne inne lokale na Starówce...
Choć napis za barem w ostatnią noc głosił "nie jesteśmy smutni", nigdy nie było tak sentymentalnych pożegnań w Odlocie. Ostatnie butelki piwa, ostatnie tańce, ostatnie spojrzenia na mury, które przez lata pochłonęły tyle osobistych emocji.
Być może jeszcze kiedyś przyleci, na razie pozostała pustka i lęk, że brak takiego miejsca spotkań przyczyni się do powolnego rozpadu wielu znajomości.
Najprawdopodobniej będziemy spotykać się w piątki po 22 w pubie "Obsesja" na ulicy Cichej, to jednak miejsce przyjazne ale ogólnodostępne, więc zapewne nawet najwięksi malkontenci-bywalcy Odlotu nie raz za nim jeszcze zatęsknią.
Sponton