Festiwal dewocji i zboczonego okrucieństwa
Tegoroczne święta w programach polskiej telewizji publicznej i prywatnej pobiły rekordy we wszystkich dziedzinach. Nigdy jeszcze dotąd nie było tyle zakłamanej dewocji w postaci dzwonienia dzwonków, wysłodzonych min, kolędowania, winszowania, mikołajowania i zbiorowych modlitw. Nie ma chyba w Polsce osoby publicznej, która nie wzięłaby udziału w tym festiwalu hipokryzji, symulowanej braterskiej miłości i produkowanego na potrzeby kamer uroczystego uniesienia.
Z drugiej strony, świąteczne dni pobiły rekordy, jeśli chodzi o ilość trupów, pokazanych na ekranie, bezsensownego zabijania i gloryfikowania perwersyjnego okrucieństwa. Trudno było doprawdy włączyć odbiornik, by nie usłyszeć odgłosu salw i kanonady. Poszczególne programy prześcigały się w ilości wystrzelonych kul, efektownych widoków dziurawionych nimi ciał, krwi, wybuchów, samochodów i ludzi spadających w przepaść. Wyświetlono chyba wszystkie filmy grozy, dostępne w magazynach z "Terminatorem" włącznie".
A w przerwach słyszeliśmy znów ckliwe kolędowanie, ogólne cmokanie i trzepotanie rzęsami... Czy TO nie jest zboczone???
(JS)