O śmierci mówi się w naszych czasach niechętnie i półgłosem Ale interesy robione na śmierci to solidny pieniądz, który wcale nie śmierdzi. Wszyscy pamiętają makabryczną historię tak zwanych "łowców skór" - sanitariuszy, którzy uśmiercali ludzi, żeby zgarnąć prowizję od firm pogrzebowych za dostarczenie nieboszczyka. Otóż można zupełnie inaczej...
O śmierci mówi się w naszych czasach niechętnie i półgłosem Ale interesy robione na śmierci to solidny pieniądz, który wcale nie śmierdzi. Wszyscy pamiętają makabryczną historię tak zwanych "łowców skór" - sanitariuszy, którzy uśmiercali ludzi, żeby zgarnąć prowizję od firm pogrzebowych za dostarczenie nieboszczyka. Otóż można zupełnie inaczej. Pewien niemiecki przedsiębiorca oferuje "gejowskie pogrzeby". Nieważne, czy klient zażąda trumny w kolorach tęczy, urny w kształcie muskularnego męskiego torsu, seksownie ubranych karawaniarzy, wymyślne kwiaty, szyfony i serwety, piosenki Village People zamiast marsza żałobnego. Firma "Pochówki Gejowskie" spełnia wszystkie ostatnie życzenia swoich zgasłych homoseksualnych klientów.
Björn Schulz (30), założyciel przedsiębiorstwa jest przekonany, że uczucie żałoby można manifestować indywidualnie. I jest przekonany, że geje i lesbijki pragną zupełnie innych pochówków niż heteroseksualiści. Przez dziesięć bitych lat obserwował lokalny rynek aż zdecydował się zaryzykować. W Frankfurcie nad Menem otworzył specjalną filię dla środowiska gejowskiego. Swą kalkulację biznesową opiera na twardych faktach. W rejonie Frankfurtu mieszka około półtora miliona homoseksualnych mężczyzn i kobiet. Miasto to jest - obok Berlina i Kolonii - największym skupiskiem gejowskim Niemiec. Środowisko jest doskonale zorganizowane a jego znaczna część żyje w związkach partnerskich. Szacuje się że aż 6000 homo par przekroczyło 60 rok życia. Jednak - mówi Schulz - wiele osób wstydzi się pójść do zakładu pogrzebowego i powiedzieć: "Umarł mi facet". Większość firm, zajmujących się pochówkiem nie bardzo wie, jak się w tej sytuacji zachować.
Pozostali na ziemskim padole łez partnerzy, kochankowie i wreszcie rodzina, mogą u pana Schulza wybrać pochówek ziemny, spopielenie zwłok, wysypanie popiołu na pełnym morzu lub w specjalnym gaju pamięci albo też pogrzeb w anonimowej mogile. Niektórzy życzą sobie towarzystwa drag queen na ostatniej drodze, inni białych lilii. Były już pogrzeby z tańcami wokół grobu, sypanie płatków róż i nieboszczyk wystrojony w ulubioną różową koszulę, owinięty różowym szalem.
Jednym słowem - jak umierać, to tylko w Niemczech.
(jm, na podst. rhein-main.net)