Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 10.05.2006 00:00

Lipa! Czyli Kochanowski komentuje

Podziel się Tweetnij Skomentuj (11)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (11)

Seksualność jako maszyna normalizująca

"Nadszedł czas, by przemyśleć problem seksu" - tymi słowy amerykańska antropolożka Gayle Rubin rozpoczyna swój słynny esej Rozmyślając o seksie. Zdecydowałem się na sięgnięcie do tego tekstu podczas tegorocznej edycji krakowskiego festiwalu Kultura dla Tolerancji oraz niemal miesiąc przed warszawskimi obchodami Dni Równości, ponieważ właśnie teraz i właśnie w kontekście tych wydarzeń i towarzyszącej im "paniki moralnej" oraz agresji tekst ten ujawnia swoją niezwykła aktualność...

"Nadszedł czas, by przemyśleć problem seksu" - tymi słowy amerykańska antropolożka Gayle Rubin rozpoczyna swój słynny esej Rozmyślając o seksie. Zapiski w sprawie radykalnej teorii polityki seksualności, opublikowany po raz pierwszy w 1984 roku, a udostępniony polskim czytelniczkom i czytelnikom dzięki znakomitemu tłumaczeniu dr Joanny Mizielińskiej, ogłoszonemu przed dwoma laty w piśmie "Lewą nogą" (16/04). Zdecydowałem się na sięgnięcie do tego tekstu podczas tegorocznej edycji krakowskiego festiwalu Kultura dla Tolerancji oraz niemal miesiąc przed warszawskimi obchodami Dni Równości, ponieważ właśnie teraz i właśnie w kontekście tych wydarzeń i towarzyszącej im "paniki moralnej" oraz agresji tekst ten ujawnia swoją niezwykła aktualność, co z jednej strony wprawia w podziw dla analitycznej przenikliwości autorki owego tekstu, z drugiej zaś jest źródłem przygnębienia. Okazuje się bowiem, iż tekst, w którym Rubin dwadzieścia lat temu projektowała nową strategię polityki seksualnej i nową teorię seksualności, nie tylko jest aktualnym projektem dla nas, żyjących w Polsce w roku 2006, ale stanowi dla nas, jak sądzę i jak będę się starał to wykazywać, perspektywę, do której dopiero musimy się starać dochodzić i która umożliwi, w dalekiej, jak się wydaje, przyszłości, rozpoczęcie prac nad zniesieniem systemu seksualnej opresji i związanych z ową opresją niesprawiedliwości, krzywd i aktów moralnej, psychicznej i fizycznej przemocy wobec tych, którzy posiadają "niewłaściwą seksualność".

Rozpocząć trzeba od tezy oczywistej w zachodniej humanistyce, w Polsce ciągle jeszcze rewolucyjnej: seksualność nie jest naturalna. Seksualność jest konstruktem kulturowym, a jest zatem polityczna. Wiemy o tym przede wszystkim dzięki znakomitym analizom Michela Foucaulta, który podjął się w swoich pracach wysiłku zdemitologizowania esencjonalistycznego naturalizmu dyskursu seksuologicznego. To w ramach owego dyskursu, funkcjonującego jako ekspercka wiedza / władza, a zatem kształtującego sposób myślenia każdej i każdego z nas na temat pragnień ciała, wypracowana została idea, iż "seks jest naturalny i poprzedza społeczne życie oraz nadaje kształt instytucjom. [Ten] seksualny esencjalizm zawiera się w myśleniu potocznym zachodnich społeczeństw, które uznają seks za niezmienny, aspołeczny, transhistoryczny." (s. 174). Seks musiał być naturalny po to, aby mógł uchodzić za niezmienny z jednej, i za politycznie neutralny z drugiej strony. To, co naturalne jest stałe, stabilne, niezmienne, niemodyfikowalne. Iluzja naturalności miała powstrzymywać wszystkich przed próbami przekroczenia tego, co zadekretowane zostało jako "naturalny wyraz" lub "naturalny stan" ludzkiej seksualności, miało powstrzymać wszystkich przed nierozważnymi próbami sięgania po to, co "nienaturalne". "Foucault krytykuje tradycyjne rozumienie seksualności jako naturalnego libido pragnącego uwolnić się od społecznych ograniczeń. Sądzi on, że pożądanie / pragnienie nie jest poprzedzającym wszystko biologicznym bytem, ale że raczej konstytuuje się w ramach historycznie specyficznych praktyk społecznych." (s. 175). Oznacza to, że seksualność jest wytworem kulturowym, podlega zatem takim samym uwarunkowaniom, jakim podlegają wszelkie inne procesy kulturowe. Lokalna historycznie i lokalna geograficznie koncepcja seksualności, sposób myślenia o pożądaniu i normy regulujące pragnienia nazywane przez nas seksualnymi są zawsze odbiciem relacji społecznych, w tym przede wszystkim relacji dominacji, przemocy i władzy. Nie oznacza to, jak słusznie podkreśla Rubin, że analizy seksualności powinny pomijać to, co w niej biologiczne: ciało i jego pragnienia, genitalia i wszelkie sfery erogenne i wszystko to, co jest w naszym organizmie zaangażowane do przeżywania aktu seksualnego. Oznacza to tyle, że analizy seksualności nie powinny poprzestawać na owym poziomie biologicznym, ale doceniać i brać pod uwagę fakt kulturowej konstrukcji seksualności i skutków tej konstrukcji, w tym przede wszystkim skutków politycznych, polegających na eliminacji tych jednostek, których seksualność wymyka się opracowanym w ramach procesów kulturowych, obowiązującym i naturalizowanym normom. Oznacza to, że teoretyczne i polityczne mówienie o seksualności musi uwzględniać kontekst historyczny, musi uwzględniać normatywne założenia, które są fundamentem konstrukcji maszyny seksualnej, owego specyficznego, normalizującego urządzania wiedzy sprawującej władzę i władzy wspierającej się wiedzą ekspercką.

Gayle Rubin wskazuje na pięć podstawowych wyrazów polityczności seksualności, pięć strategii konstruowania dyskursu seksualnego i pięć sposobów, w jaki maszyna seksualna usiłuje normalizować nasze pożądanie, opisując, segregując i niszcząc to, co okazuje się być seksualnym odpadem. Chciałbym pokrótce scharakteryzować owych pięć strategii odnosząc je do tego, co obserwujemy dziś w Polsce i co jest przedmiotem doświadczenia tych, których maszyna normalizująca dopadła.

Po pierwsze zatem Rubin wskazuje, że "w zachodnich kulturach postrzega się seks w kategoriach negatywnych jako niebezpieczny, destruktywny. (...) Ta kultura zawsze traktowała sprawy seksu z podejrzliwością. Interpretuje i ocenia prawie każdą seksualną praktykę w najbardziej negatywnych kategoriach. Zakłada się winę seksu, dopóki nie udowodni się jego niewinności. Właściwie każde erotyczne zachowanie uznaje się za złe, dopóki nie wynajdzie się specyficznego powodu dla jego przyjęcia. Najbardziej akceptowalnymi wymówkami są małżeństwo, reprodukcja lub miłość." Dodajmy: seks dla seksu, seks dla przyjemności, zawsze był i mimo wszelkich pozorów nadal pozostaje czymś mniej lub bardziej nie do przyjęcia. Wydaje się to jedną z konsekwencji dziedzictwa dualizmu przeciwstawiającego ducha materii i trwałego w naszym, szeroko pojętym, kręgu kulturowym, powiązania "materii" ze Złem i "ducha" z Dobrem. Materialne ciało, a zatem także i seksualność, same w sobie są złe, "nieuporządkowane" i grzeszne, dopiero nadanie im "duchowego sensu" sprawia, że mogą być akceptowane. Jeśli zatem zastanawiamy się nad wyklęciem pewnych typów seksualności to warto najpierw za wskazaniem Rubin zauważyć, że żyjemy w kulturze, w której wyklęta jest seksualność jako taka, w której wyklęta jest przyjemność seksualna, w której wyklęte są pożądanie i rozkosz, które stanowią ciągle jeszcze tabu. Jakże złudna jest rzekoma "seksualizacja" przestrzeni publicznej w Polsce, w sytuacji, gdy nadal nie wypada w szkołach uczyć o tym, jak w sposób bezpieczny i satysfakcjonujący osiągać rozkosz seksualną i jak prowadzić udane życie seksualne. Wydaje się to niezwykle ważnym wątkiem: podstawą wszelkim problemów z seksualnością i z wykluczeniem seksualnym jest antyseksualna paranoja, polegająca na niezdolności do otwartego przyjmowania doświadczenia seksualnego, pozbawionego poczucia winy i wstydu. Wstyd właśnie, owo niezwykle skuteczne narzędzie maszynerii seksualnej, jest źródłem towarzyszącej antyseksualnej paranoi hipokryzji, która pozwala pokątnie, po cichu doświadczać rozkoszy, ale nie chwalić się tym, nie omawiać, przynajmniej powstrzymywać się od mówienia o swojej seksualności w tak zwanych "poważnych miejscach" i "poważnych sytuacjach". Podejrzany z wielu powodów podział na "sferę prywatną" i "sferę publiczna" w tym przypadku umożliwia zastosowanie zasady "rób to w domu po kryjomu" do wszystkich, choć oczywiście tych, których seksualność wykracza poza usankcjonowaną normę, dotyczy o wiele bardziej i rodzi skutki o wiele bardziej bolesne. Milczenie zaś o seksualności, jak wykazał to Foucault, umożliwia zarezerwowanie dyskursu seksualnego dla ekspertów, zajmujących się opisywaniem i uzasadnianiem norm seksualnych oraz opisywaniem i ewentualnie naprawianiem seksualnych dewiantów. Milczenie to uniemożliwia swobodne wprowadzenie problematyki seksualnej do sfery publicznej, do przestrzeni publicznego komunikowania, co chroni przestrzeń społeczną przed skandalem ujawnienia powszechnej, choć prywatnej, aprobaty dla pożądania seksualnego, chroni przed skandalem obalenia wstydu i towarzyszącej mu hipokryzji, dwóch podstawowych narzędzi normalizującej maszyny seksualnej. Nakaz pozostawienia "spraw seksualnych" w sferze prywatnej uniemożliwia publiczne zadanie pytania o to, dlaczego właściwie obowiązuje nas wszystkich taka podejrzliwość wobec seksu, dlaczego seks musi być usprawiedliwiany miłością czy prokreacją, dlaczego właściwie nie może być po prostu dobrą zabawą? Czemu politycy, naukowcy czy pisarze mogą opowiadać w programach telewizyjnych o swoich ulubionych potrawach i krajach, w których lubią spędzać wakacje, a nie mogą - lub mogą tylko na łamach czasopism nazwanych "skandalizującymi" - opowiadać o swoich ulubionych technikach seksualnych lub o przygodach erotycznych? Czemu ten ostatni przykład u jednych z nas wywołuje uśmieszek na ustach, u innych budzi niesmak? Jakie to mechanizmy i procesy są źródłem takich postaw i takich reakcji? Oto pytania, których wciąż nie mamy odwagi postawić publicznie i publicznie poszukać na nie odpowiedzi. Nie mamy odwagi, bo w owym rzekomo rozerotyzowanym kraju nadal obowiązuje tabu seksualne, nadal seksualność sama w sobie okazuje się być czymś niewłaściwym, grzesznym, niegodnym. To właśnie dlatego każdy badacz i każda badaczka zajmująca się w Polsce problematyką seksualności, albo, co gorsza, problematyką norm seksualnych czy wykluczeń seksualnych, zawsze usłyszy mniej lub bardziej życzliwą radę, by zechciał / zechciała zająć się jednak czymś poważnym.

Druga strategia normalizacji seksualnej to "błąd chybionej skali". Pisze na ten temat Rubin: "Choć ludzie mogą być nietolerancyjni, głupi, natarczywi, jeśli chodzi o dietę, różnicę menu rzadko prowokują tego rodzaju wściekłość, niepokój i terror, które zwyczajowo towarzyszą różnicom w erotycznym upodobaniu. Akty seksualne są obciążone nadmiarem znaczenia.". (s. 178). W innym miejscu pisze: "W zachodnich społeczeństwach seks jest traktowany zbyt poważnie. Jednostki nie uznaje się za niemoralną, nie wysyła się jej do więzienia i nie wyrzuca z rodziny, gdy lubi pikantną kuchnię. Ale może ona przejść przez to wszystko, a nawet doświadczyć o wiele więcej, gdy lubi skórzane buty. (...) W sposób systematyczny traktuje się źle jednostki i zbiorowości ze względu na ich erotyczny gust czy zachowanie." (s.215) W ostatnich latach, a szczególnie w ostatnich miesiącach doświadczamy szczególnie wyraźnie aktualności tych tez Gayle Rubin. Panika moralna i towarzysząca jej paranoja antyseksualna szczególnie mocno dają o sobie znać, korzystając z coraz bardziej im sprzyjającego klimatu społecznego i politycznego. Najbardziej dotkliwie skutki tej narastającej histerii odczuwają na sobie środowiska LGBT, bowiem to im próbuje się odmawiać prawa do istnienia w przestrzeni publicznej poprzez zakazywanie demonstracji czy zakazywanie organizowania na terenie uczelni wyższych konferencji naukowych. Najbardziej szokujące nie jest to, że istnieją środowiska skrajnie agresywne wobec wszelkich nienormatywnych zachowań seksualnych (i wobec seksualności w ogóle), ale to, że znajdują oni milczące poparcie w przeważającej części społeczeństwa. Przykład dziejów tegorocznej krakowskiej konferencji o problemach lesbijek i gejów, która nie mogła liczyć na salę na Uniwersytecie Jagiellońskim i której miejsca odmówiła także prywatna szkoła wyższa, która jeszcze w zeszłym roku salę udostępniła, świadczy o narastającej antyhomoseksualnej i antyseksualnej histerii, która na wszelkie próby prowadzenia publicznej debaty na temat społecznej kondycji osób o nienormatywnej tożsamości każe reagować bądź paniką, bądź skrajną agresją. Panika oparta jest na prastarym, ale skutecznie wykorzystywanym przez współczesnych rzeczników normatywu lękiem przed obcym: publiczna obecność odmieńca seksualnego przedstawiana jest jako niebezpieczna, choć w gruncie rzeczy nie wiadomo dla kogo, zarażająca, choć nie wiadomo czemu. Komu zagraża mężczyzna uprawiający seks z drugim mężczyzną? Dla kogo niebezpieczna jest kobieta kochająca i kochająca się z drugą kobietą? Cóż tak groźnego jest w zdjęciu przedstawiającym dwie osoby tej samej płci trzymające się za ręce, że trzeba było z tego powodu zamykać galerie prezentujące te zdjęcia w ramach akcji "Niech nas zobaczą"? Cóż tak niebezpiecznego jest w konferencji naukowej poświeconej problematyce społecznej sytuacji lesbijek i gejów, że nie ma dla niej miejsca na najstarszym polskim uniwersytecie i niemal w ostatniej chwili okazuje się, że nie ma już odwagi urządzić jej u siebie uczelnia prywatna? Cóż jest szkodliwego w przemarszu osób homoseksualnych, biseksualnych czy transseksualnych i ich przyjaciół ulicami miasta, że trzeba aż gwałcić jedno z najświętszych praw państwa demokratycznego" prawo do pokojowej demonstracji? Nie istnieje żadna rozsądna odpowiedź na te pytania. Źródłem tych zachowań jest nieracjonalna moralna panika i odruchowy lęk przed tym, co inne i nieznane, lęk umiejętnie podsycany przez skrajne, fanatyczne ugrupowania usiłujące na owym lęku zbić swój brudny polityczny kapitał.

Oznacza to, że seksualni "odmieńcy" mogą dziś liczyć tylko na siebie. Tytuł "homofoba dekady" otrzymać mogą dziś wszystkie osoby sprawujące najwyższe urzędny w państwie, a jedna z nich otrzymałaby ten tytuł ponownie. Osoby homoseksualne stają się obiektami kampanii pogardy i oszczerstw. Sytuacja ta przypomina atmosferę Stanów Zjednoczonych z lat osiemdziesiątych, kiedy, jak przypomina Rubin, organizowano wielkie antyhomoseksualne krucjaty pod hasłami "obrony moralnej większości przed homoseksualna propagandą". Można mieć tylko nadzieję, że polska populistyczna i szowinistyczna prawica przeminie szybciej, niż przeminęła amerykańska, reaganowska Nowa Prawica z jej neokonserwatywną rewolucja. Można mieć tylko nadzieję, że z tego czarnego okresu polskie środowiska wolnościowe wyjdą wzmocnione, zintegrowane i gotowe do pracy na rzecz zapobiegnięcia w przyszłości nawrotom antyseksualnych parkosyzmów.

Trzecia, w moim przekonaniu najważniejsza strategia normalizacji seksualnej to strategia segregacji i tworzenia hierarchicznego systemu seksualnej wartości. Czytamy u Gayle Rubin "Zachodnie społeczeństwa pochwalają akty seksualne zgodnie z hierarchicznym systemem wartości. Na szczycie erotycznej piramidy znajdują się jednostki zamężne, heteroseksualne, posiadające dzieci. Poniżej znajdują się niezamężne, monogamiczne pary heteroseksualne, a za nimi większość innych heteroseksualistów. Samotny seks ma niejasny status. (...) Stabilne, długotrwałe pary gejowskie i lesbijskie znajdują się na granicy akceptacji, ale barowe lesby czy lubieżni geje już poniżej wszystkich grup, na samym dnie piramidy. Najbardziej znienawidzone seksualne kasty to w tej chwili transseksualiści, transwestyci, fetyszyści, sadomasochiści, prostytutki i gwiazdy porno oraz najbardziej podrzędni z nich wszystkich ci, których erotyzm przekracza pokoleniowe granice. Jednostki, których zachowanie jest stawiane wysoko w hierarchii są nagradzane poświadczonym zdrowiem psychicznym, szacunkiem, legalnością, społeczną i fizyczną mobilnością, zinstytucjonalizowanym wsparciem i materialnymi korzyściami. Jednostki praktykujące pewne seksualne zachowania umieszczone niżej na skali są podejrzewane o chorobę psychiczną, otaczane złą opinią, uznane za potencjalnych kryminalistów, ogranicza się ich fizyczną i społeczną mobilność, tracą zinstytucjonalizowane i materialne wsparcie." (s. 178 - 179). Ta hierarchiczna piramida seksualna skonstruowana jest w oparciu o wszystkie podstawowe dla uformowania się europejskiego sposobu myślenia o seksie wątki kulturowe. Po pierwsze odzwierciedla dualistyczne przypisywanie seksualności do nieczystej "materii", co, jak mówiłem wcześniej, skutkuje domniemaniem winy seksu i poszukiwaniem dla niego usprawiedliwienia. Po drugie jest odzwierciedleniem judeochrześcijańskiej etyki seksualnej, która - przynajmniej w przypadku Kościoła rzymskiego (katolickiego) oraz Kościołów i wspólnot tzw. Drugiej Reformacji - potępia wszelkie nieprokreacyjne, niemałżeńskie i, co oczywiste, nieheteroseksualne zachowania erotyczne. Po trzecie w końcu hierarcha ta uzyskała i nadal uzyskuje ostateczne uprawomocnienie w dyskursie eksperckim medycyny, seksuologii, psychiatrii i psychologii, a zatem w obrębie charakteryzowanych przez Michela Foucaulta mechanizmów wiedzy / władzy. To eksperckie uzasadnienie norm seksualnych okazało się niezbędne w sytuacji, gdy w nowoczesnej Europie religijne opowieści o piekle czekającej seksualnych grzeszników przestały być wystarczająco odstraszające i potrzebne było bardziej skuteczne narzędzia umożliwiające utrzymanie jednostek w ryzach seksualnej normy. Okazuje się jednak, że zachowania seksualne nie są klasyfikowane według prostego schematu dopuszczalne - niedopuszczalne, ale rozmieszczane są na specyficznej skali aksjologicznej zgodnie ze skomplikowaną, przedstawioną przez Rubin piramidą, która skonstruowana jest w oparciu o kryterium narastającego stopnia wykluczenia danego zachowania seksualnego. W ten sposób jedno i to samo zachowanie homoseksualne może się znajdować albo w pobliżu granicy akceptacji (wtedy, gdy dotyczy dwóch osób pozostających w wieloletnim, monogamicznym związku), albo znajdować się daleko od niej (gdy dotyczy przypadkowego seksu w miejscach publicznych lub np. męskiej prostytucji lub seksu pornograficznego), albo wręcz na samym dole piramidy (gdy dotyczy seksu międzypokoleniowego, np. praktyk boylove). Co ważniejsze, ta procedura hierarchizowania funkcjonuje nie tylko w środowisku "heteroseksualnej większości", która przy jej pomocy broni swego dominującego statusu, ale funkcjonuje także w obrębie społeczności wykluczonych, które ją odtwarzają. I tak oto na przykład wielu monogamicznych gejów czy monogamicznych lesbijek z pogardą i lekceważeniem odnoszą się do "bywalców /bywalczyń barów", których praktyki seksualne traktowane są jako moralnie gorsze i mniej wartościowe. Tę moralną wyższość monogamii podkreślają dumne oświadczenia w ogłoszeniach w prasie lub internecie "jestem z poza środowiska".

Dla zrozumienia znaczenia zaproponowanej przez Rubin konceptualizacji procesu segregacji zachowań seksualnych niezbędnym jest wskazanie, iż jest to nie tylko klasyfikacja zachowań, ale przede wszystkim klasyfikacja i segregacja jednostek, zatem skutkiem działania tak opisanej normalizującej maszyny seksualności jest realne poniżanie, wykluczanie jednostek posiadających niewłaściwą seksualność, ich dyskryminacja społeczna, kulturowa, polityczna i ekonomiczna. Jak słusznie zauważa Rubin, tego rodzaju praktyka "ma więcej wspólnego z ideologią rasizmu niż z prawdziwą etyką." Za owymi moralnymi ocenami podążają konkretne praktyki społeczne, w tym regulacje prawne, tworzące, używając określenia Rubin, system seksualnego apartheidu.

Dwie ostatnie omawiane przez Rubin strategie działania seksualności analizowanej jako normalizujące urządzenie wiedzy / władzy są konsekwencjami systemu segregacji seksualnej. Jest to po pierwsze odrzucenie i potępienie seksualnej różnorodności, po drugie "efekt domina". Kluczowe jest tu przekonanie, że "różnorodność seksualna jest niebezpieczna, niezdrowa, zdeprawowana i zagraża wszystkiemu: od małych dzieci po narodowe bezpieczeństwo". Obowiązywalność takiego sposobu myślenia w społeczeństwie segregacji seksualnej jest oczywista, bowiem umożliwia działanie mechanizmu dopuszczającego jeden i tylko jeden styl zachowania seksualnego, piętnując i wykluczając wszystkie inne. Towarzyszy temu paranoja "teorii domina" - pojawiające się jakże często w sferze publicznej przekonanie, że jeśli zezwolimy na demontaż choćby jednego "piętra" owej piramidy hierarchii seksualnych pożądań, jeśli zniesiemy choć jeden zakaz, wszystko runie i stanie się coś strasznego, niewypowiedzianego, nieodwracalnego. Zniesienie zakazu homoseksualizmu może, jeśli wierzyć niektórym wieszczom, sprawić, że wszyscy staną się homoseksualni i ludzkość wyginie, zaś zniesienie procedur deprecjacji seksu sadomasochistycznego sprawi, że wszyscy zaczną okładać się batami i w krótkim czasie wytłuką się nawzajem. Gwarantem sukcesu procedur segregacyjnych jest lęk przed stanem chaosu i nieszczęść, jaki rzekomo nastąpi po jego zniesieniu.

System seksualnego apartheidu, wsparty aktami agresji i nienawiści wobec tych, którzy znajdują się na dole piramidy seksualnej segregacji, ten system słabnie, jak się wydaje, w krajach zachodnich, choć nie wszędzie i nie w jednakowym tempie, zaś w Polsce zyskuje na sile i brutalności. Model teoretyczny, przedstawiony przez Gayle Rubin może służyć jednak nie tylko do analitycznej charakterystyki aktualnej sytuacji odmieńców seksualnych w Polsce, ale jest niezwykle użytecznym narzędziem do dekonstrukcji seksualności rozumianej jako specyficzna maszyneria normalizacyjna. Seksualność, zgodnie z analizami Foucaulta i Rubin, okazuje się być złożonym systemem normatywnym, kompleksem wiedzy i powiązanych z nią praktyk przemocy i władzy. Normalizująca maszyneria seksualna działa jednak skutecznie jedynie pod warunkiem, że seksualność utrzymuje swój status "naturalności", działa zatem dopóty, dopóki możliwe jest ukazywanie seksualności jako niezmiennego kompleksu dynamizmów biologicznych, których właściwe funkcjonowanie zarezerwowane jest jedynie dla małżeńskiego seksu prokreacyjnego, zaś wszelkie sproby zaspokajania pragnienia seksualnego (seks samotny, homoerotyzm, seks sadomasochistyczny itp.) oznaczają mniej lub bardziej poważne zaburzenia w jego prawidłowym funkcjonowaniu. Dekonstrukcja seksualności i ukazanie jej jako kulturowego konstruktu, za którym stoi pewna koncepcja normatywna i która wyraża heteronormatywny zamysł polityczny, ta dekonstrukcja, dokonana m.in. przez Rubin obnaża ponurą prawdę o tym, iż seksualność jest tworem, czy raczej nowotworem procesów przemocy i nie ma nic wspólnego z żadnym "naturalnym porządkiem rzeczy", czymkolwiek miałby on być. Tak zdemitologizowany i zdekonstruowany dyskurs seksualny zostaje rozpoznany jako jeden z wielu rodzajów mowy nienawiści, który w imię imperatywu budowania sprawiedliwej, to znaczy pozbawionej przemocy, przestrzeni społecznej musi zostać odrzucony i zastąpiony przez szacunek dla różnorodności seksualnej. Oto bowiem ostatni wniosek z eseju Rubin: segregacja seksualna możliwa będzie dopóty, dopóki powszechne będzie w naszym, a przecież nie tylko w naszym, społeczeństwie, myślenie o seksualności negujące jej różnorodność, aprobujące tylko jeden styl zachowania seksualnego i usprawiedliwiający akty niesprawiedliwej przemocy wobec tych, którzy tego stylu nie przyjmują za własny. Akceptacja różnorodności seksualnej, nie tylko jako akceptacja jakiś konkretnych zachowań, ale jako przyjęcie do aprobującej wiadomości faktu, że pożądanie przybierać może różne formy, które nie powinny nikogo dziwić ani interesować do momentu, w którym nie wiążą się z jakimś rodzajem oczywistej krzywdy, taka akceptacja różnorodności seksualnej może nas wyprowadzić z pułapki seksualnego apartheidu, który powoduje dziś tak wiele cierpień i jest źródłem tak wielu krzywd.


Jacek Kochanowski


* Tekst referatu wygłoszonego na konferencji "Mniejszości seksualne. Obrzędy przejścia" 27 kwietnia 2006 r., w ramach krakowskich Dni Kultury dla Tolerancji. Wstępna wersja wygłoszona została także 23 kwietnia 2006 r. na warszawskiej konferencji "Seksualność wyklęta", zorganizowanej przez Koło Naukowe "Filozofia Współczesna, Społeczeństwo, Kultura", działające przy Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (2)
bemibem k13
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (11)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
17.04.2009 4:54 Przeciwnik obłudy
Tekst przybliża polskiemu czytelnikowi koncepcje Gayle Rubin, niestety w Polsce mało chyba znane. Poglądy na odmienność są u nas oparte wciąż jeszcze o pojęcie "naturalności", czy "normy". Przy tym esencjalistycznym sposobie postrzegania walka toczy się o to, by "uznać homoseksualność za normę (homonormę), za naturę (homonaturę)". Odrzucenie natury i normy, jakie proponuje Rubin, są nadal uważane za zbyt rewolucyjne. Hierarchiczny system wartościowania zachowań seksualnych (stabilne pary "małżeńskie" akceptowane, inne związki nie) obowiązuje. Po telewizyjnej prezentacji pana Raczka, pisałem na forum "Małej Czarnej", protestując przeciw takiemu zawężaniu problematyki, ale odpowiedziano mi, że chcieli pokazać miłość, a ta, jak wiadomo, jest tylko w dojrzałym stałym związku itd. Gayle Rubin i dr Kochanowski odważyli się też wspomnieć o związkach międzypokoleniowych. Nieobecność rozmowy o takich związkach na stronach i forach osób homoseksualnych potwierdza tezę Rubin, o odbieraniu im wartości, nawet przez środowiska osób homoseksualnych. A przecież w niektórych kulturach (np. starożytnej Grecji) była to najszlachetniejsza forma homoseksualizmu.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
20.05.2006 18:14 michal pirog
wracajac wsrod tych komentarzy ( zwykle oderwanych od watku glownego ) do samego tekstu-proponuje jednak "pozstawic go w spokoJu"-owszem forma i tekst sa celowo zagmatwane -ot taki snobizm charakterystyczny dla nauk humanistycznych-( zrszta wcale nie taki latwy zabieg-tak rozbudowac swoja wypowiedz, tekst "aby wyszly na bardziej uczone niz sa w rzeczywistosci"-i Autor w tej praktyce jest chyba mistrzem...jednak oczywiscie nie przeczy to faktowi iz drKochanowski porusza rzeczy wazne, nad ktorymi jest konieczna dyskusja ( i to debata "na poziomie"-a taki naturalnie dr Kochanowski prezentuje !- i chwala Mu za to )- nie zas przez np parady ktore mym skromnym zdaniem mijaja sie zwykle z celem ( a w zasadzie przynosza skutki diametralnie przeciwne zamierzonym...)
oczywiste ze parady i marsze wykonuja w spolecznej mentalnosci "krecia robote"-powoli ( bardzo powoli...) przewartosciowujac sposob postrzegania homoseksualizmu wsrod Polakow
jednak najbardziej chyba osoby dotkniete ta odrazajaca choroba, moralna zgnilizna ( tj homoseksualizmem uzywajac tu oczywiscie jezyka a la Wirzejski ) powinny skupic sie na codzienoosci-na - zwykle zmudnych- probach przeksztalcania (albo przynajmniej korygowania ) stereotypow i uprzedzen wsrod swego najblizszego otoczenia
a to jest o wiele wartosciowsze i owocniejsze !- choc trudniejsze - niz pojsc na parade, powymachiwac teczowa flaga czy wykrzyczec kilka niewybrednych hasel ( wyrazen czesto na poziomie adwersarzy-tj prawicowych ultrasow i zakompleksionych mlodziencow spod znaku MW lub gerontow ze Stwowarzyszenia Kultury Chrzescjanskiej ( Chrzescijanskiej???-to jakies nieporozumienie...) im.ks.Piotra Skargi )-tak jest latwiej-ae czylepiej i skutezcniej
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
18.05.2006 16:28 m
cyt. dr Kochanowskiego: ''dlaczego właściwie obowiązuje nas wszystkich taka podejrzliwość wobec seksu, dlaczego seks musi być usprawiedliwiany miłością czy prokreacją, dlaczego właściwie nie może być po prostu dobrą zabawą?' ''-bo traktowanie i postrzeganie seksu jako tylko dobrej zabawy- powoduje brdzoi szybko po prostu sprymitywnienieczlowieka i jego postrzegania swiatai innych ludzi
o ile mozna nie zagdzac sie w pelni z katolicka wykladnia na temat ldzkiej seksualnosci i podejmowaniem wspolzycia ( czy seksu jak kto woli-mniejsza o okreslenia ) o tyle nie sposob nadluzsza mete zaprzeczac iz nastawienie czlowieka w podejsciudo seksualnosci i uprawiania seksu w dlugofalowych skutkach oznaczaNIEUCHRONNIE po prostu ''sprymitywnienie'' -nawet jesli poczatkow odczucia i wrazenia sa inne-w mysl starej isprawdzonej zasady-mile zlego poczatki nie mozna w seksie nastqwiac sie tylko na czysta przyjemnosc-bo to najzwyczajniej w swiecie postawa egoistyczna -traktujemy drugiego czlowieka ( CZLOWIEKA !!!-a nie jakas rzecz ! ) instrumentalnie-jako srodek do zaspokoenia wlasnego pragnienia przyjemnosci i wlasnych zachcianek -i tak jest zawsze-i nie zmienia tego bynajmniej fakt iz osoba z ktora uprawiamy stosunek czyni to zupelnie dobrowolnie i tez doznaje podobnych milych odczuc i przyjemnosciz pozoru jest to piekne i ''fajne''-sami doznajemy przyjemnosci i obdarzamy nia inna osobe-ale gdy przyjrzymy sie blizej-to ta zaslona przyjemnosci szybko opadnie-bo ukaze sie jak bardzo jest to traktownaie drugiej osoby jak rzeczy
prosze chcoiazby sppojrzec uwaznie na niektore posty -rowniez na tym portalu-zerszta oczywiscie nie tylko na portalach gejowskich-ilu ludzi ( nie tylko mlodych ) szuka ''kogos od kogo ie uszlyszy rano, po upojnej nocy -''OK BYLO FAJNIE-ALE TERAZ JUZ SAPDAJ''´
prosilbym sie zastanowic-jesliby seks tylko dla przyjemnosci byl jak najbardziej dobry imoralnie dopuszczalny-to czy tego typu posty w ogole by sie pojawialy????
oczywiscie nikt przeciez nie kwestionuje ze stosunek plciowy to zrodlo specyficznej przyjemnosci -i to duzej przyjemnosci -jednak MUSI prowadzic do ''czegos'' GLEBSZEGO -bo w przeciwnymrazie staje sie( tylko tepym narzedziem zaspokajania ludzkich potrzeb ( A co wazne-takim narzedziem staje sie rowniez sama OSOBA LUDZKA-a ta ma swoja GODNOSC ktorej niemozna deptac -nawet jesli depcze ja chociaby niesprawiedliwy podzial i dystrybucja bogactw na ziemskim Globie ) ) -i ta zaleznosc dotyczy oczywiscie zarowno hetereoseskualnych jak i homoseksualnych stosunkow plciowych -i szkoda ze tego typu teksty ( a wlasciwie jego czesci) pojawiaja sie na tym portalu-bo daja argument przeciwnikiom homosekulaizmu na rzekoma wywrotowosc i dekadencje calego srodowiska homo
potem latwiej zrzumiec ( choc naturalnie-nie usprawiedliic !!!) poistawe np W.Wierzejskiego..
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
16.05.2006 14:48 db
Język ma służyć komunikacji; verum est adequatio rei et intellectus i obezwładniająca moc dowodu ontologicznego… W to WIERZĄ studenci I roku filozofii.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
14.05.2006 19:48 Mik
Ja nie będąc humanistą postanowiłem ten tekst przeczytać :) Zrobiłem to w trzech podejściach bo jest on długi. Problem stanowią długie zawikłane określenia. Podczas czytania często gubiłem sens zdania poprzednio przeczytanego więc potrzebne były "regresje" :)
Tekst przebrnąłem do końca mam nadzieje ze zrozumieniem i myśle, że jest jednak OK.

Może moja metoda czytania tego tekstu bedzie innym pomocna? :)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
13.05.2006 10:58 Jancio
No tak i można sobie pomyśleć, że wszystkie inne zachowania są zboczone, żłe i nieczyste.
A tak na marginesie fajny tekst ale za bardzo rozbudowany.

Pozdrawia
filolog z praktyką ;-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
12.05.2006 17:52 Szczepan
"Humanistyczny" belkot, przynajmniej pierwsze 2 akapity, ktore przeczytalem
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
12.05.2006 8:07 Archi
ale jak to ładnie brzmi :-) PRAWIE jak po Polsku ;-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
12.05.2006 0:41 Walpurg
Nie mam wątpliwości, że garfield zrozumiał zacytowane zdanie. Cytując je zwrócił natomiast uwagę na rozpowszechniony w środowisku genderowców pewien typ intelektualnego bełkotu, który nie służy niczemu, poza dowartościowaniem autorów.

Można przytoczyć setki przykładów osób, które rzeczy bardzo mądre i bardzo skomplikowane, przekazywały prosto, jasno i zrozumiale. Wystarczy poczytać Kotarbińskiego, Tatarkiewicza, Kołakowskiego, Bocheńskiego, Tischnera...

Maniera, którą uwielbiają zapatrzeni w dekonstrukcjonizm i jego odmiany autorzy, niczemu nie służy. Powiem więcej: celowe nagromadzanie słów długich i trudnych - z czysto stylistycznego punktu widzenia - jest po prostu w złym guście.
I jeszcze ten przeklęty "dyskurs", który musi być w co drugim zdaniu...

Język ma służyć komunikacji a nie snobistycznemu udowadnianiu, że się rozumie "polaryzację tekstu i mgławicę jego niedo(od)czytanych znaczeń".
.........................
Tekst, który zapewne świetnie pasowałby swoją poetyką do "Tekstów Drugich", chyba niekoniecznie pasuje do roli felietonu.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
11.05.2006 15:11 Oliveira
Panie Jacku, w imieniu garfielda zwracam się z uprzejmą prośbą o opublikowanie referatu również w wersji bez wyrazów dłuższych niż 10 liter.
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się