Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 08.03.2006 00:00

Wy homofoby!

Podziel się Tweetnij Skomentuj (23)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (23)

Tygodnik "Ozon" o gejach i lesbijkach

Powód, dla którego sięgnąłem, mimo swoich najgorszych opinii nt. "Ozonu", zwłaszcza po tym, jak redaktorem naczelnym został "frondowiec" Grzegorz Górny, była okładka jednego z ostatnich wydań. Uśmiechnięta para (?), oczywiście chłopak i dziewczyna -przecież nie mogłoby być inaczej (!) - z radością trzymający w ręku prymitywny emblemat, wykorzystywany przez "Młodzież Wszechpolską" i innej maści ogarniętych obsesją na punkcie homoseksualizmu ludzi...

Tygodnik "Ozon" z pewnością nie znajduje się w pierwszej grupie czasopism po które sięgam. Wybierając codzienną lekturę, w tym prasę, która ma dostarczać mi informacji o świecie i asystować w kształtowaniu moich poglądów na życie, kieruję się oczywiście polityczną linią pisma, mniej lub bardziej otwarcie manifestowaną przez zespół redakcyjny. Istotne są dla mnie intencje autorów. Dążenie do, w miarę możliwości, obiektywnego zaprezentowania tematu, referowania różnych poglądów i opinii, a nade wszystko nie traktowania artykułu jak kolejnego manifestu świadczącego o takich a nie innych poglądach piszącego. Teksty z tezą nie są porywające. Nużą, denerwują, pozbawiają szacunku wobec autora. Co najwyżej mogą mocno wkurzyć.

Powód, dla którego sięgnąłem, mimo swoich najgorszych opinii nt. "Ozonu", zwłaszcza po tym, jak redaktorem naczelnym został "frondowiec" Grzegorz Górny, była okładka jednego z ostatnich wydań. Uśmiechnięta para (?), oczywiście chłopak i dziewczyna -przecież nie mogłoby być inaczej (!) - z radością trzymający w ręku prymitywny emblemat, wykorzystywany przez "Młodzież Wszechpolską" i innej maści ogarniętych obsesją na punkcie homoseksualizmu ludzi. W domyśle oczywiście sportretowana para to zalążek, zdrowej, normalnej, naturalnie powołanej do funkcjonowania, polskiej, religijnej rodziny. Pani zapewne niedługo urodzi swe pierworodne, a pan w pocie czoła będzie pracował by zapewnić byt swej, jedynie słusznej wersji rodziny. Zapomniałem wspomnieć, że może są tak uśmiechnięci, bo właśnie dowiedzieli się o "becikowym"?

No więc numer traktował o homofobii. Bijąc po oczach, że Polacy są homofobami. I w zasadzie jest to jedyna teza tego artykułu, z którą muszę się w 100% zgodzić z autorką - Elizą Michalik. W środku numeru na kilku stronach pani Michalik próbuje mało zgrabnie, dość nachalnie udowodnić, że mamy do czynienia z jakimś tajemniczym, wstrętnym spiskiem, grupy wykolejeńców, osób z całą pewnością nienormalnych - no, bo musimy sobie na wstępie jasno powiedzieć, ze gej czy lesbijka nie powielający w swych seksualnych wyborach oraz zachowaniach modelu narzuconego przez heteronormatywną większość, za osobę normalną uznani być nie mogą. Większość zadecydowała. Większość ma rację.

Dziennikarka obsesyjnie dopatruje się jakiś celowych działań tzw. homoseksualnego lobby, które nie tylko ogarnia coraz to kolejne rządowe kręgi zachodnich państw, lecz również szturmuje Parlament Europejski. Celem ich działalności, jak się dowiadujemy, jest narzucenie, biednym, dyskryminowanym, poniżanym heteroseksualistom, zasad i stylu życia dotychczas realizowanych przez kilka procent społeczeństwa. Ci wstrętni geje i lesbijki, jak niegdyś Żydzi albo masoni, chcą odebrać nam nasze prawa i wolności. Czyżby? Obawiam się, że autorka zapomina, kto dzisiaj dzierży władzę, kto ma dostęp do mechanizmów i narzędzi ustanawiania norm i decydowania o tym, co jest normalne a co nie? Kto odmawia równych praw osobom homoseksulanym, zakazuje pokojowych manifestacji, grozi wykluczeniem z niektórych zawodów? Czy to wszystko to przejawy krucjaty (oj przepraszam, zawłaszczyłem słowo, dotychczas wykorzystywane i kojarzone z drugą stroną barykady) homoseksualistów wobec, zdrowej, naturalnej rodzinie?

Postaram się teraz w kilku zdaniach ustosunkować do najbardziej nieodpowiedzialnych i wymagających komentarza uwag autorki nt. tzw. różowej międzynarodówki i w ogóle kwestii akceptacji homoseksualizmu.

Eliza Michalik na wstępie strasznie ubolewa nad tym, że podczas niedawnej debaty w Parlamencie Europejskim, po której przyjęto rezolucję o zwalczaniu homofobii, dostało się premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi, za to, że stwierdził iż państwo powinno interweniować wobec osób, które chcą "zarazić innych swoim homoseksualizmem" oraz, że "homoseksualizm nie jest naturalny, naturalna jest rodzina.". Marcinkiewiczowi jak najbardziej należała się bura. Żaden szanujący się polityk, konkurujący o przewodnictwo w Europie, nie może wypowiadać zdań, które są z jednej strony absolutnie pozbawione prawdy, a z drugiej strony są żenującym przykładem braku wiedzy i świadomości o historii społecznej. Choćby z racji niegdysiejszej przynależności premiera do ZChN można by wyciągnąć wnioski, że Pan Premier parę razy w swoim życiu czytał Stary Testament. Ale po kolei. Przed wszystkim nieporozumieniem jest lansowanie tezy, że homoseksualizmem można się zarazić (a co to jest jakaś choroba?), albo, że orientację seksualną można promować celem pozyskania nowych "współwyznawców". Gdyby tak było, to nie mielibyśmy żadnej dyskusji o homoseksualizmie, żadnej! Wszak historia zna tylu proroków heteroseksualizmu i rzeczników naprawy moralnej, że już dawno za sprawą tak zmasowanej kampanii heteroseksualizmu w tekstach kultury, środkach masowego przekazu, edukacji, życiu codziennym - nie ostałby się nawet jeden gej czy lesbijka. Heteroseksualizm jest wszechobecny. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego ile razy dziennie bombarduje się nas tą obowiązującą - "prawdziwą" wersja seksualności. Kiedy jednak zdamy sobie sprawę, że ani promocja jakiegoś zachowania seksualnego ani nie jest możliwa (homoseksualistą czy heteroseksualistą człowiek się rodzi a nie staje - w wąskim, a nie szerokim sensie słowa homoseksualistą), ani też nikomu (poza właśnie dominującą, większościową grupą heteroseksualnych mężczyzn i grupą, tzw. kobiet podporządkowanych systemowi męskiej dominacji na tyle, aby przejąć ich sposób myślenia i działania za swój - np. posłanka Anna Sobecka) potrzebny.

Rzecz kolejna, skąd pan Marcinkiewicz - fizyk - wie, że homoseksualizm nie jest naturalny? Przecież człowiek się z tym rodzi. Otrzymuje to w swoim biologicznym wyposażeniu. Tak samo jak zielony kolor oczu lub leworęczność? Zdaniem pana premiera - naturalna jest rodzina! Nie mogę się niestety zgodzić z tą wersją wydarzeń. Instytucja rodziny, jej forma, kształt i zadania jest jak najbardziej konstruktem kulturowym. Człowiek powstaje, rozwija się i funkcjonuje z wrodzoną potrzebą bycia blisko z innymi, poszukuje ciepła, miłości, zrozumienia., to w jaki sposób to realizuje, w ramach jakich instytucji - jest sprawą drugorzędną. Nie jest zapisane w genach, że rodzina to kobieta i mężczyzna plus dziecko. To już jest nasza, ulepiona z kulturowych przesądów, interpretacja. Historia pokazuje nam, że instytucja rodziny ewoluowała, nadal ulega przekształceniom. Nie jest rzeczą stalą i trzeba to przyjąć za fakt. W Starym Testamencie, prorocy i ojcowie Izraela mają wiele żon, zaś w swoim otoczeniu liczne nałożnice. Sytuacja taka dzisiaj przez posłów LPR lub PiS na pewno nie zostałaby nazwana naturalną i normalną. A jednak - musimy uzmysłowić sobie, że to co dzisiaj przez większość jest interpretowane i definiowane jako rodzina, kiedyś wcale tak nie wyglądało. Nawet tzw. instynkt macierzyński, dzisiaj uznawany za coś oczywistego i przynależnego każdej kobiecie, z niego zaś należy wywodzić miłość i oddanie matki do dziecka -oczekiwaną, pożądaną, sankcjonowaną - jest także wytworem kultury, zdobyczą jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, naszej cywilizacji. Historyczka i filozofka E. Badintner udowadnia, że jeszcze w XVI w. ciepłe relacje między matką a potomstwem wcale nie były rzeczą powszechną i "naturalną".

Wracając do osób tej samej płci. Ich związek, fakt, że darzą się uczuciem, dbają o siebie, wspólnie planują, wspierają - to wszystko sprawia że ich relacja, posługując się językiem nam dostępnym, dzisiaj nie może być nazwana inaczej jak rodziną! Zaraz odezwą się głosy, że rodzina jest wtedy gdy w grę wchodzi funkcja reprodukcyjna. W takim układzie, cała grupa par heteroseksualnych bezdzietnych (czy to z wyboru czy to w związku z przypadłościami natury biologicznej) nazwana rodziną być nie może? A jednocześnie wiele par lesbijskich posiadających potomstwo z wcześniejszych małżeństw np., już spokojnie za takową uznać można? Jak widać łatwo wpaść w pułapkę własnej demagogii.
W dalszej części artykułu Michalik cytuje "argumenty" przywołane w trakcie wspomnianej debaty przez polskich eurodeputowanych, o tym że małżeństw homoseksualnych nie akceptują miliony Europejczyków i że takie małżeństwa nie zapewniają dzieciom prawidłowego rozwoju. Na koniec dodają, że nie można ustawowo nakazać przyjaznych uczuć wobec mniejszości seksualnych.

Przede wszystkim z faktu, że "nie" partnerstwu monopłciowemu zalegalizowanemu przez instytucje państwowe, mówi duża liczba mieszkańców naszego kontynentu nic nie wynika. Informuje jedynie o skali problemu jakim jest homofobia - czyli strach, czasami przeradzający się w nienawiść, spowodowany awersją do osób o odmiennej, innej niż heteroseksualna, orientacji. Na marginesie trzeba zaznaczyć, że to nie jest tak, iż nagle zdecydowana większość ugrupowań w Parlamencie Europejskim została owładnięta jakąś dziwną homofilią, czy też uległa brutalnym żądaniom dewiantów i niebezpiecznych elementów. Za tymi politykami stoją ludzie, którzy obdarzyli ich zaufaniem, osobiście wybrali. Nie zapominajmy, że równie przyjazne osobom homoseksualnym ustawodawstwo powstaje równolegle na poziomie państw narodowych. Liczba państw uznających równe prawa wszystkich swych obywateli w każdym roku się powiększa - i nie odbywa się to wbrew czy na przekór antyrównościowym nastrojom tych społeczeństw. Badania socjologiczne wyraźnie wskazują, że np. ostatnia decyzja parlamentu hiszpańskiego miała większościowe poparcie wśród mieszkańców Hiszpanii! Gdybyśmy się przyjrzeli mapie homofobii, to wyraźnie można byłoby wyodrębnić kraje, które głęboko rozumieją prawa człowieka i te, które niestety przyznają równe prawa wszystkim pod warunkiem że są nie są homoseksualnymi zboczeńcami, feministkami (lub wręcz szerzej: kobietami), ateistami albo agnostykami, i innej maści odmieńcami. Proszę nie mówić zatem, że istnieje jakieś wszechmocne gejowsko - lesbijskie lobby, wspierane przez zjednoczone partie wszelkiej maści radykałów, lewaków i anarchistów. Patrzcie na barometr społecznych nastrojów w cywilizowanych państwach zachodu - to ludzie zmieniają swoje poglądy a tym samym reprezentujący ich politycy!

Po drugie - pytam skąd autorzy tych słów, czerpią swoja wiedzę o tym, że wychowywanie dzieci przez rodziny (świadomie i celowo używam tego sformułowania) homoseksualne może się negatywnie odbić na rozwoju dzieci? Jak dotychczas nie wiadomo mi o żadnych wiarygodnych badaniach naukowych wspierających tę hipotezę. No i rzecz najbardziej mnie oburzająca. Tak i owszem, panie i panowie deputowani do Parlamentu Europejskiego, z takim zjawiskami jak homofobia można, a wręcz należy walczyć systemowo, wykorzystując do tego instytucje i całą administrację aparatu państwowego. Wszak do tego głównie - czyli do obrony praw i wolności obywateli, państwo zostało powołane. Można ustawowo rozpocząć, to prawda długi, proces, socjalizowania społeczeństwa i uczenia, że lęk przed osobami homoseksualnymi jest nie tylko irracjonalny ale wręcz wbrew zasadom humanizmu! Jeżeli zgodzimy się, ze homofobia (a nie homoseksualizm) jest problemem, to przecież muszą być powołane narzędzia do jego rozwiązania. Tak jak w Stanach Zjednoczonych lat 60tych minionego wieku, ustawowo nakazywano ludziom zmieniać swój stosunek do osób czarnoskórych. Zaangażowano instytucje by zapobiegać dyskryminacji i przejawom nienawiści. Homofobia, jest w tej samej "rodzinie" (tfu., tfu) zbrodniczych pojęć, co rasizm, antysemityzm czy ksenofobia. Podobne zachowania zwalcza się, a nie udostępnia im pola. W tym kontekście należy się cieszyć z faktu powołania Agencji ds. Ochrony Praw Podstawowych, która z urzędu będzie zwalczać wszelkie przejawy homofobii.

Eliza Michalik wbrew wygłoszonemu przez siebie poglądowi, że osoby homoseksualne maja równe z heteroseksualistami prawa, w wielu miejscach udowadnia coś wręcz odwrotnego. Irytując się że właśnie o tę równość środowiska homoseksualne zabiegają. Piętnuje sam fakt ich organizowania się i wspólnego występowania w obronie swoich interesów. Najlepiej żeby siedziały cicho i nie dawały o sobie znać. Jeśli tylko się wychylają i wołają o sprawiedliwe traktowanie, jest to odczytywane przez osoby pokroju pani Michalik jako agresywne lobbowanie na rzecz czegoś co jest im z natury nie przynależne, coś co burzy święte prawo grupy dominującej do określania norm i akceptowalnych zachowań.

W 2002 istotnie w europejskiej "Karcie Praw" znalazł się zapis o prawie homoseksualistów do zawierania małżeństw, ale nie po to jak twierdzi Michalik, żeby postawić prawa gejów i lesbijek ponad wolność religijną, lecz aby zwrócić uwagę na fakt, że osoby o takich skłonnością są tak samo jak pani Michalik ludźmi, od urodzenia przynależą im równe, identyczne, niezbywalne prawa. Nie może być żadnej podstawy, aby odmówić danej jednostce jakiegoś postępowania czy podejmowania jakiejś decyzji, tylko z tego tytułu, że reprezentuje odmienne (nie gorsze, nie mniej wartościowe - tylko inne) sposoby realizacji swej seksualności. Europa mówi jasno - nie dla dyskryminacji. Problem tkwi w tym, że część ludzi pragnie narzucić innym swój paradygmat, swój określony sposób wartościowania, analizowania treści kultury i klasyfikowania ludzi. Tymczasem trzeba sobie zdać sprawę, że w dzisiejszym pluralistycznym świecie istnieje wielość dyskursów, poglądów i jednostkowych oraz zbiorowych manifestacji ludzkiej wyjątkowości. Tak długo jak mamy do czynienia z najważniejszymi dla ludzkości wartościami: pięknem, dobrem, miłością, wspólnotą - nie jest ważne z jakich źródeł człowiek owe moralne przymioty czerpie. Nie zawsze, jak mówi m.in. preambuła do polskiej konstytucji, musi to być religia. Nie wolno zatem wywodzić wszelkich argumentów przeciwko partnerstwu homseksulanemu, z zapisów i reguł religijnych - bo te nie są i nie muszą być uniwersalne. Katolicyzm nie jest jedynym źródłem moralności - trzeba to sobie uzmysłowić.

Prawa jednostek do samostanowienia o swoim losie i swojej życiowej drodze nie godzą w wolność religijną i wolność przekonań, one przekornie stwierdzę, wręcz z owej wolności wynikają! Tak długo, jak granica mojej wolności nie narusza twojej, powinniśmy się wzajemnie szanować i tolerować. Powie ktoś że niektóre z przejawów funkcjonowania tzw. środowiska gejowskiego mogą wywoływać sprzeciw, estetycznie odrzucać czy nastrajać negatywnie do homoseksualistów w ogólności. Zapominamy jednak, ze owe parady (nie mylić z marszami i manifestacjami równości organizowanymi w ostatnich latach w Polsce) tzw. dumy gejowskiej są jedynie marginesem, na który z taką niepokojącą lubością powołują się moi adwersarze. Tak samo jak heteroseksualne targi erotyczne, festiwale kina porno dla heteroseksualistów i wiele innych. Taka sfera ludzkiego życia nie ma orientacji. Jest po obu stronach, tylko że homofoby ciągle się do niej odwołują, nie potrafiąc znaleźć innych argumentów. Nikt nie zabrania osobom urażonym tego typu wydarzeniami (nadmieńmy jednak raz jeszcze że jak dotąd takowe nie miały miejsca w Polsce) - wyrażać swoją dezaprobatę i zniesmaczenie. Tak jak może budzić niezgodę publiczne obnoszenie się z swoją nagością (nie orientacją, bo z tą setki heteroseksualnych par obnosi się na każdym kroku w każdej minucie) czy seksualną grą. Natomiast wyrażanie swojej dezaprobaty dla podobnych zjawisk używając słów obraźliwych, lub wręcz niezgodnych z prawem (jak choćby odwoływanie się do ideologii nazistowskiej i powoływanie na zbrodnicze postępowanie Hitlera w stosunku do Żydów i innych mniejszości), jest rzeczą niedopuszczalną. Dla tego typu poglądów nie może być miejsca w przestrzeni publicznej. Muszą być wykluczane, piętnowane i surowo karane. Homofobia jest antysemityzmem. Nie przedstawia się opinii antysemitów aby hołdować zasadzie wolności wypowiedzi. Nie ma z tego typu zachowaniami dyskusji. Nie może tutaj być partnerstwa w debacie. Koniec. Kropka.

Nie jest więc tak, jak usiłuje nam wmówić autorka tekstu, że większość heteroseksualna jest gnębiona przez reakcjonistów gejowsko - lesbijskich. Jak grupa, która nie posiada równych innym współobywatelom praw, która nie ma takiego samego dostępu do publikatorów i środków oddziaływania na publiczną świadomość (jak np. system edukacji), może kneblować usta innym? To jakaś jawna bzdura. Liczba wrogich i agresywnych mniejszościom seksualnym komunikatów w naszej kulturze znacznie przewyższa te afirmacyjne czy ze względu na samo życzliwe zainteresowanie tematem przez niektórych może odczytywane jako homofilne. Jest zawsze sto tysięcy przeciwwskazań dla organizacji Marszu Równości, dziesiątki negatywnych komentarzy w mediach, całe morze nienawiści w internecie, a jak już dojdzie do realizacji jakiś wiec równościowy to zaraz pojawiają się setki kontr manifestacji łysych i sfrustrowanych chłopców - tych obrońców patriarchalnego status quo. Czy tak wygląda ilustracja "Siedzenia w domu cicho ze swoimi poglądami" - co zdaniem Michalik jest udziałem większości normalnych obywateli?

Eliza Michalik uznaje za negatywne, że w stanach Zjednoczonych liczne grono pisarzy, dziennikarzy, przedstawicieli klasy średniej i wyższej wspiera działalność organizacji walczących o równouprawnienie dla mniejszości seksualnych. Zapewne autorka doszukuje się w tych środowiskach wielu gejów i lesbijek, gdyż nie może pojąć jak inaczej mogą oni finansowo dotować projekty realizowane np. przez Heritage of Pride? Widać nie przychodzi jej do głowy wniosek, że może występuje tutaj pozytywna korelacja pomiędzy dwiema zmiennymi: wykształceniem i statusem materialnym oraz akceptacją dla zjawiska homoseksualizmu? Czyż to nie dziwne, że im człowiek bardziej obyty w świecie, otwarty na innych ludzi, posiadający dużą wiedzę tym jego lek przed innymi, w tym gejami i lesbijkami, mniejszy?

Autorce przeszkadza nawet to, że filmy takie jak "Brokeback Mountain" otrzymują najwyższe nagrody. Nie potrafi odczytać tego, jako wyróżnienia dla naprawdę dobrego kina, świetnego scenariusza, doskonałej analizy najbardziej z ludzkich potrzeb - potrzeby bliskości i bycia dla kogoś ważnym. Niestety pani Michalik, która najpewniej filmu nawet nie widziała, potrafi jedynie zakwalifikować uznanie dla tego typu sztuki jako efekt gejowskiej nagonki i nieograniczonych wpływów tychże. Ręce opadają.

Główny "argument" wysuwany przeciwko homoseksualistom, to ten że ich istnienie, zachowania, dążenia uderzają w tradycyjny model rodziny. A jak wiadomo ta, interpretowana z pozycji heteronormatywnych jest największym dobrem na ziemi. Nie ludzkie szczęście, chęć dzielenia się swym spełnieniem i dobrymi doświadczeniami z innymi, lecz fakt płodzenia, reprodukowania, mnożenia, powielania, gatunku ludzkiego. Człowiek jest w końcu nosicielem genu, który musi przetrwać. Geje i lesbijki nie pasują jednak do tych socjobiologicznych teorii. Nie będziemy w tym miejscu wracać do dyskusji o tym, że rodzina jest konstruktem społecznym kształtowanym kulturowo i że ulega ona ciągłym przeobrażeniom a funkcja reprodukcyjna już dawno nie jest jej elementem konstytutywnym. Tutaj chciałbym jedynie przytoczyć pewną informację. Okazuje się, że w północnych, socjalistycznych krajach skandynawskich - gdzie jak wiadomo gejom i lesbijkom żyje się całkiem dobrze, ba nawet jakiś pastor musiał się tłumaczyć ze swoich homofobicznych kazań, jak donosi ten sam nr Ozon-u, - wskaźnik rozrodczości jest najwyższy w Europie. Tradycyjne rodziny funkcjonują normalnie, nie ma miejsca jakaś masowa dezercja ku "gejowskim i lesbijskim komunom". Dla mieszkańców Szwecji, Danii czy Norwegii jest oczywiste, że nie ma żadnej opozycji między gejami a tradycyjnymi rodzinami. Zaś alternatywne układy partnerskie bez cienia udawanej politycznej poprawności, są nazywane rodzinami.

Nim przejdę do konkluzji, jako socjolog, muszę jeszcze zdecydowanie zaprotestować przeciwko manipulowaniu wynikami badań opinii publicznej. W przytoczonych sondażach zestawia się dwa, z pozoru takie same, problemy badawcze, z których wynika że na przestrzeni kilkunastu lat poziom negatywnych wobec homoseksualizmu reakcji wzrósł z 72% do 85%. Tymczasem w pierwszym badaniu, do którego odnosi się autorka, zapytano respondentów o ich stosunek do współżycia seksualnego z osobą tej samej płci, zaś w ostatnich latach o opinię ankietowanego nt. tzw. małżeństw homoseksualnych. Jeżeli autorka nie widzi różnicy między tymi dwoma zagadnieniami to nie powinna brać się za pisanie tego typu tekstów, albo korzystać z wyników badań socjologicznych pod bacznym nadzorem pracowników wydziału nauk społecznych najbliższego uniwersytetu. Powszechnie wiadomo, że opór polskiego społeczeństwa wobec idei partnerstwa gejowskiego czy lesbijskiego jest wyższy aniżeli sam stosunek do mniejszości seksualnych. Racja, jakkolwiek by nie było, w obu przypadkach ten odsetek jest bardzo wysoki. Jest to dalece niepokojące i z przykrością muszę stwierdzić uprawomocnione jest stwierdzenie, że jakieś 3/4 Polaków jest homofobami - jeśli ufać wynikom sondaży i zakładać że ta niechęć nie jest tylko na poziomie deklaratywnym lecz także daje / lub dałaby się odnotować na poziomie postaw.

Na koniec chciałbym się jeszcze odnieść do zarzutu, że manipulowanie językiem jest jedną z metod walki, urojonej i skonstruowanej na potrzeby tekstu, różowej rewolucji. Andrzej Kamieniecki, niejako w uzupełnieniu artykułu Michalik, pisze o kilku hasłach / pojęciach, które jego zdaniem zostały sprytnie przez homoseksualistów przejęte i zdeformowane w ten sposób że pierwotnie niejednoznacznym wyrazom nadano nowe, wygodne gejom i lesbijkom znaczenie. Odniosę się tylko do jednego, kluczowego w kontekście tej dyskusji słowa - do pojęcia homofobii. Chciałbym dowieść, ze Kamieniecki pisząc o manipulacji językiem przez mniejszości seksualne, sam dopuszcza się takiej praktyki. Kamieniecki pisze w ten sposób o przytoczonym pojęciu: "Co ciekawe, jego rzeczywisty sens nie odpowiada znaczeniu, w jakim jest powszechnie używany. Wyraz >homo< oznacza bowiem >człowiek<, zaś >phobia< to >niechęć<. Etymologicznie więc powinna być to >niechęć do ludzi<, a nie do homoseksualistów, jak się przyjęło to słowo używać. Określenie >homofob< jest bez wątpienia nacechowane negatywnie, gdyż kojarzy się z przeciwnikiem rodzaju ludzkiego - tak, jakby niechęć do homoseksualizmu została rozciągnięta na całą ludzkość". Przede wszystkim trzeba przypomnieć, że słowo homofobia nie powstało ot tak sobie, na zasadzie jakiegoś konkursu, czy celowego działania wrednych gejów i lesbijek, chcących w ten perfidny sposób przemycić swoje grzeszne jestestwa w poczet ludzi i w ten sposób kneblować oponentom usta powołując się na to że homofobia jest nienawiścią wobec rodu ludzkiego (na marginesie - tak właśnie jest!). Przecież wyraz ten powstał na bazie starszego, XIX wiecznego określenia "homoseksualizm". Mówi się nawet, że wówczas narodzili się geje i lesbijki, bowiem wyodrębniono, wtedy jeszcze ze względu na nieprawidłowości natury medycznej, pewną grupę osób, opisano i tym określeniem stygmatyzowano. Tak, aby od tej pory każdy mężczyzna którego pociągają inni mężczyźni pamiętał, że jest przede wszystkim HOMOSEKSUALISTĄ. Naznaczanie pełni dużą rolę w strukturyzowaniu i stratyfikowaniu rzeczywistości społecznej. Zatem skoro już powołano do życia słowo homoseksualizm, to naturalnym jest, że na określenie nienawistnego zachowania w stosunku do tej kategorii osób, ukuto wyraz odwołujący się do jego podstawowego członu, wyrazu "homo". Teraz jednak rzecz najważniejsza obnażająca brak elementarnej wiedzy dziennikarza "Ozonu". Przygotowując materiał do "homofobicznego" numeru tygodnika, powinien był sprawdzić, że zarówno pojecie homoseksualizm jak i homofobia swój rdzeń nie czerpią z łaciny, a zatem homo nie oznacza w tym akurat przypadku "człowieka" lecz jest wzięty z greckiego "homos" - jednakowy, taki sam. Homofobia zatem, czytana etymologicznie to lęk przed osobami jednakowymi (w domyśle obdarzającymi afektem osoby tej samej płci). Tyle na temat manipulowania słowem.

Tygodnik "Ozon" piórem pani Elizy Michalik, nie wiem czy świadomie, ale próbuje zmienić, szczęśliwie coraz powszechniejszą, perspektywę, zgodnie z którą w dzisiejszym, cywilizowanym świecie to nie homoseksualizm jako zjawisko i homoseksualiści jako tegoż fenomenu egzemplifikacje są problemem, powodem do adekwatnej diagnozy medyczno - społecznej, lecz właśnie reakcja na tę orientację seksualną staje się przedmiotem zainteresowania nauki. Nie byłoby tego i wielu innych tekstów, gdyby nie fakt, że istnieje olbrzymia grupa ludzi, która z różnych powodów, na przeanalizowanie których brak miejsca, reaguje alergicznie na inne sposoby realizowania przykazania miłości. Te alternatywne style życia są dla nich podstawą do odbierania mniejszościom seksualnym wielu praw przysługujących jednostkom posłusznie wpisującym się w obowiązujące modele i schematy postępowań. Najdziwniejsze jest to, że zdaniem antyhomoseksulanej frondy, geje i lesbijki w Polsce mają przecież takie same jak wszyscy inni prawa. Dlaczego zatem nadal pary homoseksulane nie są równe parom heteroseksualnym, a każde próby zabiegania o takie sprawiedliwe traktowanie jest odczytywane jako agresywne domaganie się atrybutów nie przynależących z natury tej kategorii ludzi? Tak, ta ich natura - są jej niewolnikami, może dlatego tak obsesyjnie się na nią powołują, zaglądają ludziom do sypialni i tak prymitywnie sprowadzają związki międzyludzkie do fizjonomii, seksu, reprodukcji (lub jej braku).
Czy musiałyby istnieć lotne brygady do zwalczania "sodomii", jak lubią często określać orientację homoseksualną, wyznawcy moherowej ideologii, pałujące gejów i lesbijki, aby uznano że ci są w Polsce dyskryminowani?

Eliza Michalik ma zatem problem z akceptacją człowieczej różnorodności, odmienności - zasady napędzającej świat. Gdyby byli sobie ci geje, ale się nie wychylali to my byśmy ich tolerowali - zdaje się myśleć dziennikarka "Ozonu'. A to nie dość że są to jeszcze nie chcą siedzieć cicho! Nie dziwota zatem, że my - normalni - musimy się przeciwstawić im - tym nienormalnym (facetom w damskich ciuszkach - jak plastycznie w jednym zdaniu zamyka Michalik całą różnoraką i liczną grupę ludzi - indywiduów). Takie stereotypizowanie jest bardzo funkcjonalne, pozwala nam jednym barwnym hasłem skwitować całą grupę ludzi, odhumanizować ich, ośmieszyć, skompromitować i pokazać naszą wyższość. Wcale nie mam zamiaru walczyć jednak z tym stereotypem, bo choć wiem że geje i lesbijki są różni, czasami na pozór bardziej normalni niż heteroseksualna większość, to mi w przeciwieństwie do pani Michalik, taki "Damski mężczyzna" w niczym nie przeszkadza. Widzę w nim człowieka. A z tego tytułu należą mu się takie same prawa jak Elizie Michalik. Swoją drogą symptomatyczne jest to, że zwykle w tego typu dyskusjach, zwykle adwersarze wspierają się przykładami zniewieściałych mężczyzn jako przykładu na nienormalność ich zachowań. Lesbijki są zawsze gdzieś w cieniu, przywoływane tylko jako uzupełnienie wywodu. Dzieje się tak, ponieważ w naszej patriarchalnej kulturze, gdzie normy i system sankcji nagradzających i karzących jest ustanawiany przez heteroseksualnych mężczyzn, to właśnie nie przystający do archetypu męskiego mężczyzny, gej jest zagrożeniem dla funkcjonowania tej kultury. Taka sytuacja to fundamentalne zaburzenie ustalonego podziału ról i zachowań płciowych. Taki renegat, postać nie pożądająca innych kobiet, kwestionująca system, stanowi niebezpieczne ogniwo, które trzeba zlokalizować, nazwać / naznaczyć i przy pomocy różnych narzędzi wydalić z ustroju, tak by nie zagrażało męskiej dominacji. Przykre jest że tego typu myślenie jest udziałem nie tylko heteroseksistów płci męskiej, lecz także wiele kobiet przyjmuje ten punkt widzenia za swój występując z pozycji patriarchatu.


Bartłomiej Lis


Bartłomiej Lis jest studentem Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (23)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
02.12.2006 20:44 m
Tak. Ozon się zepsuł po tym jak się dorwała do niego Fronda. I w ten sposób zarzucił sobie pętlę na szyję. Dowód? Pismo przestało wychodzić. I dobrze. Przykro mi się robiło, kiedy znajdowałam tam kolejny, homofibiczny arktykuł pana Terlikowskiego albo innych autorów. Kiedy czytałam teksty, w których prezentowano stare, wyświechtane stereotypy jako prawdę absolutną....
A co sobie mysleli geje-katolicy kiedy widzieli w sklepie tą nieszczęsną okładkę z napisem "jesteśmy homofobami"? Czy nie czuli się jeszcze bardziej odrzuceni przez Kościół, przez Boga?
Dobrze się stało, że Ozon już nie wychodzi. Napsuł dużo, a mógł jeszcze więcej.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
21.03.2006 14:58 Edan
mało kto zwrócił uwage na fakt ze wielki" mentor polskiej prawicy Jarosław Kaczyński jest starym kawalerem. z punktu widzenia premiera i ideologii pisowskiej jest on NIENORMALNY,i NIENATURALNY bo przeciez jego przeznaczeniem POWINNO BYC ZAłOżENIE RODZINY .nie daje tez DOBREGO PRZYKłADY RZESZOM NORMALNYCH" -HEHE POLAKóW BO sie nie rozmnozył i jak tak z niego przykład wezmą narodowo katoliccy normalni Polacy to wymrą jak dinozaury.juz wtedy nie bedzie homofobóff ;-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
20.03.2006 15:19 haftfobia
"Homofobia zatem... jest tym a tym . Tyle na temat manipulowania słowem."
Autor tematu zapomniał o najważniejszym .
Fobia oznacza też WSTRĘT i jest to jedno z etymologicznych znaczeń tego greckiego słowa . Sądzę że używanie pojęcia homofobii w takim znaczeniu jest bardziej adekwatne .
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
18.03.2006 20:41 Superboy
Artykul jest bardzo interesujacy tylko co z tego skoro nie przeczyta go zaden "normalny" czlowiek, ktory wczesniej czytal artykul w "Ozonie" i niechybnie jego poglady zostana jeszcze bardziej "zdeformowane",a prawdy zawarte tam beda jedynie sluszne i prawdziewe.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
14.03.2006 14:29 Wieśko
Ale oni maja racje [chce w to wierzyć!!!] Tzn. z chęcia bym pozarażał kilku kumpli... pijemy czasami z tego samego kufla, czasami wcinamy tą samą pizze... co robie nie tak ! Czemu nie podali jak można tym pozarażać.... zwłaszcza przystojnych kolegów... Ja chce zarażać gejostwem :/

PS. A co oznacza : "jak kiedys żydzi i masoni" ? Myślałem że dla normalnego szczęsliwego wszechpolaka gej, zyd, mason i pdefofil to to samo.. nie bądzmy aż tak drobiazgowi ;-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.03.2006 23:50 julius
pytanie... po co chcesz byc w tych strukturach, i co Ci to daje... ?
cytuj zgłoś 0 0
tybi
09.03.2006 23:46 tybi (46) Wrocław
ad 6) tutaj nie skomentuję. Uwaga osobista czytelnika tekstu. Cieszę się jednak, że chciało się przczytać. To że tekst wywołuje jakąs rekację, jest dla mnie ważną informacją zwrotną. Dziękuje i pozdrawiam! :)
cytuj zgłoś 0 0
tybi
09.03.2006 23:44 tybi (46) Wrocław
Postaram się krótko, co by Cię tym razem nie znudzić :)
ad 1) oczywiście nie wieszczę, że Marcinkiewicz ma jakiekolwiek szanse na zajęcie miejsca w grupie najbardziej liczących się osobistości świata polityki w Europie. Należy to czytać raczej jako ironię, jeszcze bardziej uwypuklajacą, że z takimi poglądami Polska raczej sytuuje się w zaścianku Europy a nie w jej twardym jądrze.
ad 2) ależ oczywiscie mamy nieustającą dyskusję nt genezy homoseksulaizmu. Obowiazuja generlanie 2 paradygmaty. Jedni wychodzący ze stanowisk esencjalsitycznych twierdzą, że orientacja jest uwarunkowana biologicznie (geny, hormony, mózg, etc). Kilka z licznych badań to udowadniających: LeVay (1991), Blum (2000), Bailey, Pillard (1991), Bailey i inni (1993), Hamer i inni (1993), Hu i inni (1995). To tylko niektóre (xrodło: Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, C. Renzetti, D. Curran, PWN 2006. Drugi bardzo istotny nurt to tzw konstruktywiści, którzy większy nacisk kładą na uwarunkowania kulturowe. Te także nie łatwo zanegować. Właściwie powołanie się w tym tekście na pierwszą grupę wyjaśnień, postąpiłem nieco arbitralnie, bo osobiscie uważam że orientacja ma uwarunkowania biologiczno - społeczne. Biologia daje podstawy, możliwosci, ktore następnie mogą być modyfikowane przez szeroko rozumianą kulturę. Rzecz dla mnie jednak najistotniejsza: chciałbym takiego świata, gdzie to czy homoseksulaizm ma swą genezę w bilogii czy kulturze - nie miało żadnego znaczenia. Powinniśmy się po prostu szanować.
ad 3) skrót myślowy
ad 4) i 5) kwestia homoiseksualnych małżeństw nie stanowi głównej kanwy tego tekstu, jeśli sie pojawia to tylko jako przykład na to ze homoseksulane osoby są w Polsce dyskryminowane. Twoje dalsze uwagi w tej materii są dla mnie niezrozumiałe. Poza wszystkim zaś nie zgadzam się, że " Twórcy (..)owego tworu, mają prawo decydować kto może, a kto nie może zawierać małżeństwa" oraz nie odpowiada mi rola
biernego obserwatora posłusznie czekajacego, aż ktos "mnie dopusci do tych struktur".
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.03.2006 23:34 julius
powinno byc dotyczyć.... oczywiście :-)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.03.2006 21:37 julius
6. ostatni punkt dotycyć będzie całokształtu Pana wypowiedzi pisemnej... całośc rozwlekła, wielowątkowa, sprawia wrażenie jakby Pan sam sie pogubił w swoich myślach, i włściwie, to również moja prywatna ocena, nie wnosi nic merytorycznego. trudno się nie zgodzić z kilkoma zdaniami, które Pan napisał, niestety w tej wielowątkowej wypowiedzi, trudno o jakąkolwiek konkluzję. zakończenie rozwlekłe na kilka akapitów, też niczego nie podsumowuje, tylko moim zdaniem gmatwa, i tak mocno pogmatwane wywody. a całośc miała być, z tego co zrozumiałem w jednym z pierwszych akapitów, polemiką z artykułem Pani Michalik. Hmm, jak by to określiły normatywy UE.... 12% polemiki w polemice, 88% czczego wodolejstwa.niemniej jednak życzę bardzo miłego czasu, spędzanego na tym co Pana najbardziej satysfakcjonuje. Pozdrawiam.
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
  • 3
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się