Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Piątek, 23.04.2004 00:00

Opowiadanie: Upał

Podziel się Tweetnij Skomentuj (8)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (8)

Świat po drugiej stronie lustra

Gdy podniósł się z ziemi stało się coś dziwnego. Nie wiadomo skąd przyleciał biały gołąbek. W dzióbku trzymał nie co innego jak białą kopertę. "Zapraszam! Podążaj za gołębiem!" Ptaszek wleciał oknem do domku, Matt popędził za nim (oknem). Gołąb zniknął za drzwiami od sypialni, tam też podążył mężczyzna. W końcu posłaniec usadowił się na poręczy łóżka w wyczekującej pozycji. Gdy Matt stanął w drzwiach ptak wzbił się w powietrze, zatoczył kilka okrążeń wokół sypialni i z całym impetem wleciał w lustro, które na tą chwilę zamieniło się w wodę, następnie na powrót stało się twardą szybą. Matt nie zastanawiał się długo, rozpędził się, zamknął oczy i skoczył wprost na lustro...

Bezchmurne niebo z ledwością przebijało się zza korony drzew. Wszelkie słoneczne promienie grzęzły w bujnym listowiu majowej przyrody i tylko niewielka ich część docierała do terenówki, która szybko mknęła po drodze. Leśna droga wiodła ku polanie, obok niej, pod lasem, stał drewniany domek. Polana była obszerna, można by było tu z powodzeniem wyznaczyć pole namiotowe. Oczywiście pod warunkiem, że byliby tu jacyś turyści, a na to szans nie było. Miejsce leżało poza jakimkolwiek szlakiem drogowym czy turystycznym, raczej nikt tu nie zaglądał. "Cisza i spokój, tego mi trzeba" - pomyślał. Dwa pogrzeby w ciągu trzech miesięcy to stanowczo za dużo jak na jednego tylko człowieka. Odeszły dwie najważniejsze dla niego osoby, a i on już niedługo mógł się pożegnać z tym światem.

Terenówka zatrzymała się przed domkiem. Z auta wysiadł młody mężczyzna, kilka razy się przeciągnął, kilkugodzinna jazda samochodem to nie był szczyt jego marzeń. Rozejrzał się po okolicy, było cudownie, ciepło, cicho, zielono. Tak jak wiele lat temu, gdy po raz pierwszy przyjechał do babci. "Babcia..." Oczy napełniły się łzami na wspomnienie o jednej z dwóch kobiet, jakie kochał, jedną z nich była właśnie babcia Weronika, drugą na szczęście wciąż była mama Joanna. Babcia była dla niego czymś tak dalece doskonałym, że sam czasami nie wiedział, co w niej było takiego pięknego. Po prostu nie miała wad. Litania przymiotników, jaka powinna nastąpić w tym miejscu i tak byłaby niepełna, żadne słowa nie oddadzą ogromu dobroci, mądrości i miłości, jaką obdarzała własne dzieci i wnuki. Ciekawe, że nie wiadomo było skąd się wzięła. Podobno kiedyś istniał też dziadek, ale nikt go nigdy nie widział. Nawet mama, która była córką babci, twierdziła, że nigdy nie widziała ojca na oczy. Babcia tłumaczyła, że dawno temu zginął na wojnie, ale nie wiadomo gdzie. Tak samo było zastanawiające, skąd się wzięła, podobno zawsze tu mieszkała. Zaiste była to tajemnicza istota, ale chyba sprawiało to, że Matt kochał ją jeszcze bardziej.

Było naprawdę gorąco, Matt zdjął marynarkę i skierował swe kroki ku chatce. Był to zwykły drewniany domek, taki jaki widziało się na ilustracjach bajek. Coś z bajki miało to miejsce, niezwykłe czasami tajemnicze, piękne. A może tylko kojarzyło się z dzieciństwem? Z długimi wieczorami podczas świąt i ferii, kiedy to babcia na poczekaniu wymyślała wspaniałe historie? Opowiadała je wtedy wszystkim zainteresowanym. Dorośli słuchali ich równie uważnie, co dzieci, opowieści były zajmujące, mądre, ciekawe, aż chciało się wysłuchać każdej do końca. Po takiej gawędzie dzieciom kleiły się oczy, dorosłym też, więc chwilę później na wszystkich spływał spokojny sen. "Niezapomniane chwile" pomyślał Matt. Przekręcił klucz w drzwiach i wszedł do środka. To rzeczywiście była niezwykły dom. Od czasu śmierci babci mijały trzy miesiące, w chacie panował idealny porządek i czystość. Zupełnie jakby gospodyni przed chwilą wysprzątała i poszła na chwilę do sąsiadki. Nikt tu nie zaglądał od jej śmierci, nikomu nie chciało się jechać wiele kilometrów, aby zająć się tym domostwem. Jednak okazało się, że dom zajął się sobą sam. Matt oczywiście tak nie pomyślał, był zdziwiony, że jest lepiej niż spodziewał się zastać, ale w końcu ucieszyło go to. Wejście do domu prowadziło do kuchni. Tam na oparciu jednego z krzeseł mężczyzna przewiesił ubranie i kontynuował penetrację domu. Z kuchni można było wejść do sypialni lub pójść schodami na górę gdzie mieściła się łazienka i pracownia. W sypialni znajdowało się jednoosobowe łóżko. Każdy zachodził w głowę jak babcia z dziadziem się mogli na nim pomieścić. Na to babcia zawsze z uśmiechem odpowiadała, że tak było przyjemniej, poza tym dziadek do olbrzymów nie należał. Łóżko było miękkie i przytulne, więc idealnie nadawało się na położenie się tu na noc. Matt miał zamiar spędzić tutaj cały weekend. Oprócz łóżka w sypialni znajdowało się ogromne lustro w dziwnej framudze o zwierzęcych motywach, szafa oraz dwa krzesła.

Po zilustrowaniu zawartości sypialni, Matt udał się na górę. Znajdowała się tam łazienka i pomieszczenie gdzie babcia robiła krasnale ogrodowe. To było ostatnio jej główne zajęcie, z tego się utrzymywała. W domu nie było jednak żadnego okazu krasnala, wszystkie natychmiast znajdowały nabywców. Weronika nie przywiązywała do nich większego znaczenia, więc nie pozostawiła sobie żadnego na pamiątkę. W pomieszczeniu było jasno, światło za oknem było jednak jakieś dziwne, przytłumione. Mężczyzna zbliżył się do szyby i oniemiał. Za oknem szalała śnieżyca, niebo było zachmurzone, polana cała była w śniegu, jego samochód zakopany był do połowy. Matt natychmiast pobiegł na dół, aby sprawdzić na własne oczy czy to prawda. Napotkał jednak na dworze to samo słońce, jakie tam widział ostatnio, z nieba ciągle lał się żar, chyba nawet większy niż przedtem.

Poczuł się jakoś dziwnie i postanowił się zabierać z tego domu. Nigdy wcześniej nie był świadkiem czegoś takiego, napełniło go to niepokojem. Chciał zabrać marynarkę z kuchni, okazało się wtedy, że na stole leży koperta. Wcześniej jej tam nie było. Matt rozejrzał się po pomieszczeniu, nie było tam żadnych oznak czyjejś obecności. Otworzył kopertę i wyciągnął kartkę. "Nie bój się!". Na kuchennym blacie była kolejna koperta. "Zostań!" Kolejna koperta, tym razem na fajerce. "Zobaczysz się z Nim..." Matt usiadł na krześle. Nie wiedział, co ma o tym myśleć. Nasuwały mu się setki pytań, ale żadnej odpowiedzi. Postanowił zostać, choć był pełen wątpliwości. Poszedł do samochodu po walizki i torby z jedzeniem. W końcu miał tu spędzić cały weekend, więc chciał się chociaż prowizorycznie urządzić. Od tego momentu dzień upływał już spokojnie. Po posiłku rozłożył koc na polanie i zaczął się opalać. Owady nie dawały mu spokoju, więc wytrzymał tylko dwie godziny, później odpoczywał w cieniu chatki. Z browarkiem w ręku czuł się spokojny, odprężony. Zapominał o problemach i troskach. Zapominał o ostatnich miesiącach, kiedy to momentami miał ochotę skończyć ze sobą. Wieczorem rozpalił ognisko, na którym upiekł sobie kiełbaski. Z uczuciem sytości położył się do łóżka, wyciągnął latarkę i kontynuował lekturę "Mistrza i Małgorzaty". Fabuła byłą wciągająca, więc zasnął późno w nocy.

Miał dziwne sny. Śniło mu się, że nie dogasił ogniska i cała okolica stanęła w płomieniach. On przez okno wzywał pomocy, nie miał już nadziei na jakikolwiek ratunek. Pomyślał wtedy "Już niedługo się z Tobą zobaczę!". Nagle z nieba spadły tony wody i pożar został ugaszony. Dymy z pogorzeliska ułożyły się w napis "Jeszcze nie teraz..." Obudził się zlany potem. Poszedł do kuchni napić się wody. Koperta była oparta o butelkę mineralnej. "Jeszcze nie teraz..." Łyk wody uświadomił mu, że to się dzieje naprawdę. Na dworze było już jasno, postanowił się ubrać i wyjść na spacer. Ten dom zawsze niezwykły, ale to, co się działa w nim teraz przechodziło wszelkie pojęcie. Las o piątej rano to także niezwykłe miejsce. Spowite mgłą drzewa stwarzają tajemniczą atmosferę, do tego odległe ptasie trele i pomrukiwania większych zwierząt, szum wody pobliskiego strumienia. Samotne słoneczne promienie rozświetlające drogę. Matt wrócił wkrótce ze spaceru, próbował znaleźć jakąś stację w radiu, ale jakoś była tak podła, że wyłączył urządzenie. Była sobota, postanowił później wybrać się do lasu na grzyby. Po śniadaniu wyszedł z książką przed chatę, było chłodniej niż wczoraj.

Z okna babcinej pracowni zobaczył dzisiaj ogromną tęczę, z dala widać było groźne burzowe chmury z piorunami. Ciągle był pod wrażeniem tych dwóch światów, jakich był świadkiem. Co to miało znaczyć? Żadna odpowiedź nie przychodziła mu do głowy, zagłębił się, więc w powieści Bułhakowa. Śmiał się, płakał, przeżywał losy Mistrza i Małgorzaty. Zaraz! Przecież tam też są dwa światy! Ludzki i nadnaturalny. Może tutaj też ma miejsce coś takiego? Po chwili zastanowienia stwierdził, że to tylko wyobraźnia autora. Tak nie może się dziać. Mimo to nie potrafił sobie tego wytłumaczyć. Tak samo jak nie potrafił wytłumaczyć sobie śmierci babci i Marck'a. Odłożył książkę. Marck'a bardziej, bo babcia miała już swoje lata. Matt poznał Marck'a w liceum. Przez pierwsze lata nie znali się zbyt dobrze, dopiero w klasie maturalnej wybuchło między nimi namiętne uczucie. Nigdy nie zapomni jak po ustnej maturze z polskiego poszli we dwójkę świętować jej zdanie. Pusta plaża i ogromne słońce było świadkiem ich miłości, czuli się wtedy szczęśliwi i wolni. Wtuleni we własne ramiona przyrzekli sobie miłość i wierność. Po udanych egzaminach na studia wyjechali razem na wakacje, najszczęśliwsze 2 miesiące w ich życiu. Przez ten czas mała chatka w górach stała się ich miejscem na Ziemi, ich rajem. Ich miłość trwała, przerwała ją śmierć Marck'a. Matt oddawał kiedyś krew i w ten sposób złapał wirusa HIV. Zainfekował w ten sposób Marck'a, był on słabszy, mniej odporny i po kilku miesiącach jego stan był beznadziejny. Wtedy obaj dowiedzieli się, ze są zarażeni. Matt był wściekły, popadł w depresję, miał pretensję do siebie, chciał odebrać sobie życie. W międzyczasie umarła Weronika, co dobiło go jeszcze bardziej. Marck umierał w spokoju, Matt załatwił mu miejsce w hospicjum dla nieuleczalnie chorych, spędzał tam z nim wszystkie wolne chwile, pod koniec wziął urlop z pracy, aby tylko być z ukochanym. Marck odchodził z wiarą, że jeszcze się spotkają, starał się tym poglądem pocieszyć Matt'a. Odszedł z uśmiechem na ustach, trzymając za rękę Matt'a, gdy zamknął już oczy Matt pocałował go i zakrył jego twarz, która była spokojna i szczęśliwa. Szczęśliwa pomimo tego, że zapomniała o nim rodzina, wyparli się go znajomi. Matt zaczął płakać, w końcu otworzył okno i wykrzyczał z całych sił "Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?". Krzyk zniknął w miejskim hałasie, nikt go nie zauważył. W głębi serca czuł ogromny żal do Boga, że zabiera mu miłość jego życia, po pewnym czasie wyklął takiego boga i przestał wierzyć. Zamknął się w sobie, pił o wiele więcej niż powinien. W końcu jakoś się z tego otrząsnął, przyrzekł sobie, że nigdy o nim nie zapomni, choćby spotkał kogoś nowego, nigdy nie pokocha już tak jak za pierwszym razem.

Później okazało się, że babcia zostawiła mu w spadku dom, był on jedyną osobą, która została uwzględniona w testamencie, rodzina uznała, że nie ma się, co szarpać w sądzie o jakąś ruderę na końcu świata. Rodzina Matt'a utrzymywała z nim bardzo chłodne stosunki, od czasu, gdy oświadczył, że jest gejem ich kontakty ograniczyły się do minimum. Nawet na Święta nie był zapraszany, ponieważ usiąść przy jednym stole z pedałem i na dodatek podzielić się z nim opłatkiem to była hańba. Babcia nigdy tak nie myślała, kochała go nawet bardziej niż innych wnuków. Zdawała sobie sprawę, że miłości w życiu zazna on pewnie bardzo niewiele, dlatego zawsze witała go z otwartymi ramionami. Zaprzyjaźniła się też z Marck'iem, który stwierdził, że ma od tej chwili trzy babcie. Spędzali z nią niektóre święta, babcia była zadowolona, że nie była sama. Nie przeszkadzała jej orientacja chłopców, jakie to miało znaczenie, jeżeli kochali się i byli szczęśliwi? Taki argument nie trafiał do rodziców obojga gejów, którzy nie mieli ochoty na spotkania z synem i "synowym". To nie mieściło się w głowie, co by powiedziała rodzina, sąsiedzi? Matt spodziewał się takich reakcji, ale w głębi serca miał żal, że skreślili go tak łatwo. "Ich strata". Mężczyzna ciągle siedział na dworze. Minęło sporo czasu. Mówią, że życie potrafi przelecieć przed oczyma w jedną chwilę, jemu zajęło to kilkanaście godzin, robiło się powoli ciemno. Zrezygnował z grzybów. Poszedł do chaty po kilka kiełbasek i chleb, popił wodą mineralną. Wrócił na polanę, nic nie zapowiadało, że od tego momentu sprawy nabiorą niezwykłego biegu...

Gdy podniósł się z ziemi stało się coś dziwnego. Nie wiadomo skąd przyleciał biały gołąbek. W dzióbku trzymał nie co innego jak białą kopertę. "Zapraszam! Podążaj za gołębiem!" Ptaszek wleciał oknem do domku, Matt popędził za nim (oknem). Gołąb zniknął za drzwiami od sypialni, tam też podążył mężczyzna. W końcu posłaniec usadowił się na poręczy łóżka w wyczekującej pozycji. Gdy Matt stanął w drzwiach ptak wzbił się w powietrze, zatoczył kilka okrążeń wokół sypialni i z całym impetem wleciał w lustro, które na tą chwilę zamieniło się w wodę, następnie na powrót stało się twardą szybą. Matt nie zastanawiał się długo, rozpędził się, zamknął oczy i skoczył wprost na lustro. Na całym ciele poczuł krople wody, gdy już wylądował bał się otworzyć oczy.
Wreszcie jest mój ukochany wnuczek!
Na dźwięk tych słów Matt bez wahania otworzył oczy i zobaczył Weronikę. Gołąbek spoczywał na jej dłoni, uśmiechała się do niego tym pięknym uśmiechem, jaki zapamiętał z Ziemi. Kobieta stała jakiś metr od niego, wokół nich panowała ciemność, ale zarówno postać wnuka i babci była oświetlana z góry przez mocne strumienie światła. Światło towarzyszyło im w każdym ruchu gdziekolwiek się nie ruszyli.
Co się dzieje babciu? - Matt był przerażony i zaskoczony tym co widzi
Jesteś w świecie zmarłych. Nie bój się! Jestem tu z Tobą, nic Ci się nie stanie. Poza tym, wrócisz niedługo na Ziemię.
Ale po co to wszystko?
Marck chce Cię widzieć
Matt zaniemówił. To wszystko było zbyt cudowne żeby mogło być prawdziwe. Nawet nie marzył o czymś takim.

Gołąb na życzenie Weroniki odleciał i przyleciały dwa śnieżnobiałe pegazy. Wsiedli na nie i unieśli się w górę. Ciemność była gdzieniegdzie usiana jasnymi punktami, jak nocne bezchmurne niebo. Skierowali się na jeden z nich, w krótkim czasie okazało się, że punkt to sporej wielkości miasto. Normalne miasto z budynkami, ulicami, mieszkańcami. Po ulicach jeździły samochody, ulicami spacerowali ludzie, młodzi, starzy, różni. Obrazki jak z Ziemi. Weronika poprowadziła rumaki na przedmieścia gdzie wśród wielu domów stał jeden bardzo podobny do ziemskiego domu Marck'a. Tam też się zatrzymali, w drzwiach wejściowych stał jakiś mężczyzna, jednak z daleka nie było widać kto. Matt zeskoczył z pegaza i rzucił się ku tej postaci. To był Marck! Rzucił się mu na ramiona, zaczął płakać ze szczęścia.
Nie mogę w to uwierzyć! Marck!
Ja też cieszę się, że jesteś! - Marck stopował trochę euforię swojego gościa i zaprowadził gościa do środka. Weronika pozostała z rumakami.
Dom niczym się nie różnił od ziemskiego odpowiednika, w środku był taki sam jak w normalnym świecie. Poszli do salonu, gdzie na sofie Matt rzucił się na Marck'a, nie mógł już wytrzymać bez pocałunków, bez pieszczot.
Marck! Nie przedstawisz nas sobie? - obcy głos przerwał tę radosną chwilę
Matt zobaczył, że w drzwiach stoi jakiś obcy gość, był ubrany w szlafrok, pił kawę.
Kto to jest?
Musimy porozmawiać. I to poważnie - mina Marck'a przybrała na surowości i powadze - Poznajcie się! To jest Matt, to jest Erick.
Słyszałem o Tobie dużo dobrego - Erick uśmiechnął się przy podawaniu ręki.
Nie do śmiechu było natomiast Matt'owi. Zbity z tropu próbował uzyskać jakieś wyjaśnienia.
Co to wszystko ma znaczyć? Kim on jest?
Uspokój się! Erick'a poznałem po moim przybyciu tutaj. Był samotny tak jak ja, więc postanowiliśmy zamieszkać razem.
I tylko mieszkacie razem?
Nie zupełnie. Teraz jesteśmy parą. To dlatego chciałem się z Tobą widzieć. Między nami, więc raczej koniec
Nie, nie, to nie jest prawda! Ja śnię!
Niedługo i ty tutaj zawitasz, więc nie chciałem robić Ci niespodzianek. Tak będzie dla Ciebie lepiej.
Niespodzianek? Może mam się jeszcze z tego cieszyć?
Jestem szczęśliwy, zrozum. Nie mogłem być cały czas sam, nie potrafię. Tutaj toczy się zwykłe życie, prawie takie jak na Ziemi.
Nie! Ja tego nie zniosę! - Matt wybiegł z domu i wskoczył na pegaza - Dlaczego? Dlaczego mi to robisz?
Będziesz mniej cierpiał - przekonywała babcia - Wiem co mówię.
Ale dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? - krzyczał tak samo jak po śmierci Marck'a, teraz znowu go stracił.
To miłość, niektórym sprawia radość, niektórym przynosi ból. Zawsze dawała Ci radość, teraz daje ból.
Ból? Tutaj?
To nie jest raj. To nie jest kraina powszechnej szczęśliwości. Coś takiego nie istnieje. Problemy są tam nieodłącznymi towarzyszami człowieka.
Błagam! Chodźmy stąd! - Matt był bliski obłędu
Weronika potwierdziła, że także on niedługo tu trafi. Przed lustrem otarła mu łzy i zapewniła, że znajdzie tu sobie kogoś, jest tylu wolnych facetów.
Ale ja kocham tylko Jego!
On też kocha i jest kochany. Ktoś tu musi być pokrzywdzony. Niestety. Ale nie będzie źle, na pewno znajdziesz kogoś równie wspaniałego. Już ja się o to postaram. Razem się postaramy - babciny uśmiech podniósł go odrobinę na duchu - Czas już na Ciebie.

Wskoczył do sypialni. Postanowił, że natychmiast stąd wyjedzie. Wątpił jeszcze czy to, czego był świadkiem i uczestnikiem zdarzyło się naprawdę. Spakował rzeczy do samochodu, zamknął chatę. Wstał już nowy dzień, znowu upał. Siadł za kierownicą i włączył radio. Tym razem odbierało idealnie. Ruszył w drogę. Po kilku kilometrach zobaczył kopertę na siedzeniu obok. Zatrzymał pojazd. "Kiedyś mnie zrozumiesz". Matt schował kopertę do kieszeni i ruszył dalej. Droga była zdradliwa i pełna pułapek...

L'Andre
Luty 2004
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (8)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
17.05.2004 20:36 yaro181
A mnie się bardzo podobało... nawet łezka mi się w oku w pewnych momentach zakręciła... na temat warsztatu się nie wypowiem, bo uważam że nie znam się na tym zbyt dobrze... ale jako całość opowiadanie zrobiło na mnie ogromne wrażenie... pozdrawiam :)
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
03.05.2004 10:13 ashley_angel
no przykro mi to mówić ale opowiadanie jest denne :/
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
27.04.2004 18:35 ja
najgłupsze opowiadanie jakie kiedykolwoek czytałam.błędy i ogólnie nieprzemyślane.beznadziejny pomysł i treść,jest idiotyczne.imiona niby anglojęzyczne ale bohaterowie zdawali ustna maturę z polskiego nie...?:-) dobre...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
27.04.2004 0:38 BlueSoul
Kiepskie. Narracja kuleje, brak jej płynności, potoczystości. Zdania sa krótkie, urywane, opisy mało wyraziste. Źle dobierane słowa, "terenówka" czy "browar" nie pasują do neutralnych i nie stylizowanych opisów. Słaby warsztat, jednym słowem...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.04.2004 16:40 macieeeekkkkkk
chciałbym to skomentować, ale po prostu nie chce mi sie czytać. jest to w ogóle ciekawe ? pozdrowienia dla przystojnego autora
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.04.2004 8:13 p.
W każdej historii jest cień autora, źle, lepiej, dobrze napisane - może być ciekawe
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
25.04.2004 1:48 diquial
Przeczytałem i zastanawiam się intensywnie, co autor chciał powiedzieć. Bo nie wiem. Poza tym - niestety - ale moim skromnym zdaniem opowiadanie jest napisane koszmarnie. Grafomania...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
24.04.2004 11:36 kubi
widze ze L'Andre ma inklinacje do nieziemskich historii:) pozdrawiam!
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się