logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
24.08.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
8

Opowiadanie: Upał

Świat po drugiej stronie lustra

Dodano: 23.04.2004, Aktualizacja: 23.04.2004

Gdy podniósł się z ziemi stało się coś dziwnego. Nie wiadomo skąd przyleciał biały gołąbek. W dzióbku trzymał nie co innego jak białą kopertę. "Zapraszam! Podążaj za gołębiem!" Ptaszek wleciał oknem do domku, Matt popędził za nim (oknem). Gołąb zniknął za drzwiami od sypialni, tam też podążył mężczyzna. W końcu posłaniec usadowił się na poręczy łóżka w wyczekującej pozycji. Gdy Matt stanął w drzwiach ptak wzbił się w powietrze, zatoczył kilka okrążeń wokół sypialni i z całym impetem wleciał w lustro, które na tą chwilę zamieniło się w wodę, następnie na powrót stało się twardą szybą. Matt nie zastanawiał się długo, rozpędził się, zamknął oczy i skoczył wprost na lustro...

Bezchmurne niebo z ledwością przebijało się zza korony drzew. Wszelkie słoneczne promienie grzęzły w bujnym listowiu majowej przyrody i tylko niewielka ich część docierała do terenówki, która szybko mknęła po drodze. Leśna droga wiodła ku polanie, obok niej, pod lasem, stał drewniany domek. Polana była obszerna, można by było tu z powodzeniem wyznaczyć pole namiotowe. Oczywiście pod warunkiem, że byliby tu jacyś turyści, a na to szans nie było. Miejsce leżało poza jakimkolwiek szlakiem drogowym czy turystycznym, raczej nikt tu nie zaglądał. "Cisza i spokój, tego mi trzeba" - pomyślał. Dwa pogrzeby w ciągu trzech miesięcy to stanowczo za dużo jak na jednego tylko człowieka. Odeszły dwie najważniejsze dla niego osoby, a i on już niedługo mógł się pożegnać z tym światem. Terenówka zatrzymała się przed domkiem. Z auta wysiadł młody mężczyzna, kilka razy się przeciągnął, kilkugodzinna jazda samochodem to nie był szczyt jego marzeń. Rozejrzał się po okolicy, było cudownie, ciepło, cicho, zielono. Tak jak wiele lat temu, gdy po raz pierwszy przyjechał do babci. "Babcia..." Oczy napełniły się łzami na wspomnienie o jednej z dwóch kobiet, jakie kochał, jedną z nich była właśnie babcia Weronika, drugą na szczęście wciąż była mama Joanna. Babcia była dla niego czymś tak dalece doskonałym, że sam czasami nie wiedział, co w niej było takiego pięknego. Po prostu nie miała wad. Litania przymiotników, jaka powinna nastąpić w tym miejscu i tak byłaby niepełna, żadne słowa nie oddadzą ogromu dobroci, mądrości i miłości, jaką obdarzała własne dzieci i wnuki. Ciekawe, że nie wiadomo było skąd się wzięła. Podobno kiedyś istniał też dziadek, ale nikt go nigdy nie widział. Nawet mama, która była córką babci, twierdziła, że nigdy nie widziała ojca na oczy. Babcia tłumaczyła, że dawno temu zginął na wojnie, ale nie wiadomo gdzie. Tak samo było zastanawiające, skąd się wzięła, podobno zawsze tu mieszkała. Zaiste była to tajemnicza istota, ale chyba sprawiało to, że Matt kochał ją jeszcze bardziej. Było naprawdę gorąco, Matt zdjął marynarkę i skierował swe kroki ku chatce. Był to zwykły drewniany domek, taki jaki widziało się na ilustracjach bajek. Coś z bajki miało to miejsce, niezwykłe czasami tajemnicze, piękne. A może tylko kojarzyło się z dzieciństwem? Z długimi wieczorami podczas świąt i ferii, kiedy to babcia na poczekaniu wymyślała wspaniałe historie? Opowiadała je wtedy wszystkim zainteresowanym. Dorośli słuchali ich równie uważnie, co dzieci, opowieści były zajmujące, mądre, ciekawe, aż chciało się wysłuchać każdej do końca. Po takiej gawędzie dzieciom kleiły się oczy, dorosłym też, więc chwilę później na wszystkich spływał spokojny sen. "Niezapomniane chwile" pomyślał Matt. Przekręcił klucz w drzwiach i wszedł do środka. To rzeczywiście była niezwykły dom. Od czasu śmierci babci mijały trzy miesiące, w chacie panował idealny porządek i czystość. Zupełnie jakby gospodyni przed chwilą wysprzątała i poszła na chwilę do sąsiadki. Nikt tu nie zaglądał od jej śmierci, nikomu nie chciało się jechać wiele kilometrów, aby zająć się tym domostwem. Jednak okazało się, że dom zajął się sobą sam. Matt oczywiście tak nie pomyślał, był zdziwiony, że jest lepiej niż spodziewał się zastać, ale w końcu ucieszyło go to. Wejście do domu prowadziło do kuchni. Tam na oparciu jednego z krzeseł mężczyzna przewiesił ubranie i kontynuował penetrację domu. Z kuchni można było wejść do sypialni lub pójść schodami na górę gdzie mieściła s...   ( Pozostało znaków: 14889 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186239   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku