logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
20.08.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
6

Opowiadanie: Przeprowadzka

Ich troje: Kora, Karol i Cykor

Dodano: 19.03.2004, Aktualizacja: 19.03.2004

Kora zaprowadziła ich do pokoju i pokazała ułożone pod ścianami rzędy różnorodnych przedmiotów. Meble i większość naczyń kuchennych należały do właściciela mieszkania, ale i tak zebrało się tego sporo. W czwartek i piątek, po pracy, systematycznie wyciągała z szafek, szaf i regałów to wszystko, co należało do niej i do Ani. Branie po kolei do ręki rzeczy, z którymi wiązało się tak wiele wspomnień, było udręką. Niektóre przytulała do piersi i oblewała łzami, inne ciskała w gniewie do wielkiego, czarnego worka na śmieci. Gdyby wszystkie należały do niej, uciekłaby z mieszkania, zabierając w plecaku tylko najbardziej niezbędne ubrania. Jak Ania. Czuła pustkę...

Wstała i spojrzała przez okno. Widziała stojący przy krawężniku samochód. Karol narzucił na dach obydwa koce, położył na nich obrócony do góry nogami stolik, pootwierał drzwi i obwiązał wszystko na kształt wielkiego baleronu. Zużył kilometr sznurka i zrobił to tak zręcznie, że drzwi zamknęły się bez trudu. Dzień był suchy i ciepły. Stolik dotarł nietknięty, lekko tylko przykurzony, na Sadybę. Karol postawił na środku pokoju dwie walizki i plecak. Kora zmieściła w nich wszystkie swoje rzeczy. Rozpakuj się jak najszybciej - powiedział. - Dopiero wtedy poczujesz się u siebie. Zabrzęczał dzwonek. Kora podeszła do domofonu. - Jesteśmy - usłyszała na dole głos Karola. Po chwili stali już w drzwiach, Karol i szarooki blondyn. Karol trochę wyższy, za to ten drugi szerszy w ramionach, z dużymi, różowymi dłońmi i włosami koloru helskiego piasku. Ściągnięte do tyłu, niesforne, sterczały na wszystkie strony pozostawiając pośrodku żałosną kitkę. - Kora, Cykor - Karol dokonał prezentacji. - Co mamy nosić? - Piewszoklaśna garsoniera - Cykor gwizdnął z podziwem. - Dlaczego nie chcesz tu dłużej mieszkać ? - Nie stać mnie - poskarżyła się Kora. - Czyli właściciel to krwiopijca. A ja bym tak pięknej pannie worek złota ofiarował, żeby tylko zechciała zostać. Kora poczuła do Cykora przypływ sympatii. - Przestań gadać tekstami z "Ogniem i mieczem" i weź się za robotę - zniecierpliwił się Karol. - Duch ginie w narodzie - oznajmił Cykor. - Poeci skazani są na obcowanie z dorobkiewiczami. Co mamy nosić ? Kora zaprowadziła ich do pokoju i pokazała ułożone pod ścianami rzędy różnorodnych przedmiotów. Meble i większość naczyń kuchennych należały do właściciela mieszkania, ale i tak zebrało się tego sporo. W czwartek i piątek, po pracy, systematycznie wyciągała z szafek, szaf i regałów to wszystko, co należało do niej i do Ani. Branie po kolei do ręki rzeczy, z którymi wiązało się tak wiele wspomnień, było udręką. Niektóre przytulała do piersi i oblewała łzami, inne ciskała w gniewie do wielkiego, czarnego worka na śmieci. Gdyby wszystkie należały do niej, uciekłaby z mieszkania, zabierając w plecaku tylko najbardziej niezbędne ubrania. Jak Ania. Czuła pustkę i zastanawiała się, czy przed napisaniem nieszczęsnej kartki serce Ani przepełniała taka sama czarna rozpacz. Większość wspólnego majątku przyszła z Anią albo została kupiona za jej pieniądze. Kora była zawsze bardzo świadoma, że tylko w jednej trzeciej dokłada się do wspólnego gospodarstwa. Czuła, że jej obowiązkiem jest zabezpieczenie tego, czego Ania nie chciała lub nie była w stanie zabrać ze sobą. Z ciężkim sercem, pieczołowicie, porozkładała wszystko na dwa nierówne stosy, a potem poukładała pod ścianami. - Tę mniejszą kupkę ... - Kupek nie biorę do ręki - przerwał Cykor. - Z fekaliami nie chcę mieć nic do czynienia. - On zawsze jest taki ? - Kora spojrzała na Karola. - O wiele gorszy. Dzisiaj ma swój dobry dzień. - ... tę mniejszą zapakujemy do walizek, a większą do kartonów. Gdzie są kartony ? - Zostały w samochodzie - zameldował Cykor. - Mówiłem ci, bęcwale, żebyś je zabrał ze sobą. - Przez podwórze przechodziło dwóch pięknych młodzieńców - jęknął Cykor. - Zagapiłem się. - Pędź ! - Karol rzucił mu kluczyki. - Karol, pamiętasz, jak opowiadałam ci o stoliku ? - powiedziała, gdy Cykor zniknął za drzwiami. - To ten ? - pokazał ręką. - Tak - potwierdziła Kora. - Uzgodniłam z właścicielem, że mogę go tutaj zostawić na przechowanie. Ania kupiła owalny secesyjny stolik herbaciany na pchlim targu, za jakieś horrendalne pieniądze. "Musimy mieć w mieszkaniu chociaż jeden własny mebel, na szczęście", powiedziała. "Lepiej, jak będzie to coś ładnego". Grały na nim w pasjansa, urządzały kolacje przy świecach i niedzielne śniadania w łóżku. - To piękny mebel - powiedział Karol, obejrzawszy go dokładnie. - Nie możesz go zostawić. Nie wiadomo, kto będzie tu po tobie mieszkał. Zniszczą go albo ukradną. - Przecież jest zbyt duży, żeby zmieścił się do samochodu, nieprawda ? - Coś wymyślę. Widziałem gdzieś tutaj koce. - Należą do właściciela mieszkania. - Nie szkodzi. Zwrócimy je. Do mieszkania wpadł z hałasem Cykor. W ramionach trzymał stertę kartonów. - Co tak długo ? - skarcił go Karol. - Znowu jacyś młodzieńcy ? - Tym razem starsza pani. Żądała, żebym przestawił samochód z podwórza na ulicę. Chciała wiedzieć ... - Bierz się do pakowania - przerwał mu Karol. - Weź koce - zwrócił się do Kory - i chodź ze mną do samochodu. Już wiem, co mam zrobić. Chwycił stolik i ostrożnie ruszył w kierunku drzwi. Patrzyła zafascynowana na różnorodność domów Sadyby. Nie zauważyła, kiedy zajechali na miejsce. To był trzeci dom po lewej stronie ulicy, duży, cały w odcieniach szarości. Stojące przed nim strzeliste świerki czyniły go mniejszym, niż był w rzeczywistości. Ciemnoszary dach przyczaił się na budynku. Wysuwał szerokie okapy ponad krępe płaszczyzny ścian i spływał w dół rynnami na kształt drapieżnego kota, lamparta, rozłożonego leniwie na gałęzi baobabu. Okalająca dom zieleń nadawała szarej boazerii ścian lekko błękitny odcień. Krótka, prosta ścieżka z betonowej kostki prowadziła ku schodkom sześciokątnego ganku, wsuniętego pod dom ręką zręcznego architekta; wydawało się, że trzy ukryte wierzchołki sześciokąta połączą się z trzema widocznymi po otwarciu drzwi. - Jesteśmy na miejscu - oznajmił Karol zatrzymując samochód. Kora patrzyła zauroczona. Nigdy jeszcze nie mieszkała w czymś tak pięknym. - No chodź - ponaglił ją. - Co się gapisz, jak cielę na malowane wrota. Kora obraziła się na pięć sekund. Potem pognała za nim przez otwartą furtkę. Pod daszkiem osłaniającym wejście tłoczyły się smukłe okna wykuszu; przez szybę jednego z nich Kora zobaczyła kuchenny stolik i cztery krzesła. Nie zdążyła zaobserwować niczego więcej, bo Karol porwał ją nagle z nóg i nucąc marsz weselny Mendelsohna niósł przez ganek, próg i mnóstwo schodów, na półpiętro i przez otwarte drzwi, do dużego pokoju z oknem na ulicę. Zaprotestowała raz dla formy, zarzuciła mu ręce na szyję, przytuliła się do jego policzka i patrzyła na otwierające się królestwo. Jego dobry humor i błazenady Cykora odgoniły od niej czarne myśli. Czuła się tak bezpiecznie w jego ramionach, jak na rękach ojca lub jednego z braci, gdy nieśli ją po dobranocce do jej łóżeczka i ukochanego pluszowego misia Filemona. Karol postawił ją na ziemi. - To twój pokój - pokazał wokół gestem ręki. - Filemon !- pisnęła. Pod przeciwległ...   ( Pozostało znaków: 27435 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186224   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku