logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
22.08.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
8

Obiekt do zdobycia

Student, asystent i wypadek samochodowy...

Dodano: 09.03.2004, Aktualizacja: 09.03.2004

Adam był homoseksualistą. Racjonalna strona jego osobowości wiedziała aż nadto dobrze, że nie powinno mieć to najmniejszego wpływu na poczucie własnej wartości, czy chociażby łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi. Jednak gdyby wszystko w życiu było tak proste i racjonalne, gdyby każde zdarzenie dało się opisać wzorami, podstawić dane i obliczyć wynik, znać z wyprzedzeniem konsekwencje... Niestety, Adam wiedział, że w realiach otaczającej go rzeczywistości nie można na to liczyć...

Adam Kowalski, zapinając guziki swojej kraciastej koszuli, z ponurą miną wpatrywał się w szary i deszczowy krajobraz za oknem. Nie znosił poniedziałkowych poranków, ale jeszcze bardziej nie znosił, kiedy padało. Zbliżał się czerwiec, lecz pogoda zdawała się zupełnie ignorować wszelkie prawa natury, usilnie nie dopuszczając do swojej wiadomości, że wczesna wiosna skończyła się jakieś parę miesięcy temu. Westchnął. Najchętniej zostałby dziś w domu. Nie miał ochoty na spotkanie ze światem zewnętrznym. Perspektywa ośmiogodzinnego pobytu na uczelni, w tym kilku godzin zajęć ze studentami, nie wprawiała go w oszałamiające zadowolenie. Nie to, żeby nie lubił swojej posady asystenta na politechnice białostockiej. To nie tak. Praca naukowa zawsze dawała mu ogromną przyjemność, pozwalała oderwać się od szarej rzeczywistości. Co więcej, była to jedyna sfera życia Adama, w której osiągał on sukcesy i jedno z niewielu źródeł, z których mógł czerpać satysfakcję. Zupełne przeciwieństwo stanowiło natomiast życie towarzyskie, gdzie mężczyzna ponosił sukcesywnie klęskę za klęską... Adam był homoseksualistą. Racjonalna strona jego osobowości wiedziała aż nadto dobrze, że nie powinno mieć to najmniejszego wpływu na poczucie własnej wartości, czy chociażby łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi. Jednak gdyby wszystko w życiu było tak proste i racjonalne, gdyby każde zdarzenie dało się opisać wzorami, podstawić dane i obliczyć wynik, znać z wyprzedzeniem konsekwencje... Niestety, Adam wiedział, że w realiach otaczającej go rzeczywistości nie można na to liczyć. Szczególnie ludzie byli nieprzewidywalni i wyłamujący się spod jakichkolwiek reguł. Dlatego też młody asystent wolał całkowicie poświęcić się racjonalnej abstrakcji - matematyce, aniżeli żyć zagmatwaną "pełnią życia". Kiedyś, owszem, był pełen ideałów i entuzjazmu, lecz wtedy tylko zbierał od rzeczywistego świata bolesne razy. Za bardzo zwykł ufać ludziom, za mocno wierzył w akceptację i tolerancję, za wielką żywił nadzieję, że w życiu zwykłego, polskiego, homoseksualnego chłopaka może pojawić się prawdziwa i szczera miłość. Zastosował więc technikę zapobiegawczo-unikową i pieczołowicie trzymał się raz obranej trajektorii. Nie mógł powiedzieć, że był przez to szczęśliwy, jednak nie stwierdził też, aby od czasu tak obranej strategii życiowej wydarzyło się coś, o czym wolałby raczej zapomnieć. Osłonił się twardym i szczelnym pancerzem obojętności, który przede wszystkim nie wpuszczał niczego do wewnątrz, ale też nie przepuszczał niczego na zewnątrz. Dosyć skutecznie wmówił sobie, że zupełnie niepotrzebnie tak bardzo dążył do miłości. Przecież nic takiego nie istnieje. A raczej nie istnieje dla kogoś tak przeciętnego jak on. Wszystko to bzdury i zgubny wpływ kolorowych filmów i romantycznych książek, jakich Adam unikał teraz jak ognia. Obecnie w jego życiu panował jako taki spokój. Co prawda towarzyszyła mu też niezaprzeczalna i stale obecna tęsknota za czymś, a może raczej za kimś... Trudno. Bardziej znaczący, bo wręcz namacalny, mankament posiadania pancerza stanowiło to, iż nawiązywanie kontaktów z ludźmi pozostawało utrudnione i nie przychodziło młodemu mężczyźnie łatwo. Cichy brzdęk elektrycznego czajnika wyrwał Kowalskiego z zadumania. Adam zalał gorącą wodą kawę, a jej przyjemny zapach rozniósł się po niewielkim mieszkaniu. Popijając ciepły płyn, pakował potrzebne mu dokumenty i po chwili był gotowy do drogi. Prawie nigdy nie jadł śniadania w domu, gdyż z rana nie mógł zazwyczaj nic przełknąć. Za to kawa stanowiła dla mężczyzny poranny rytuał. Wychodząc, zatrzymał się jeszcze przed lustrem i poprawił proste, jasnobrązowe włosy, wpadające mu do oczu. Przyjrzał się uważniej swojemu odbiciu i westchnął cicho. Jego wygląd bynajmniej nie ułatwiał kontaktów ze studentami. Adam był mężczyzną drobnym - szczupłym i niskim. Na domiar złego miał chłopięcą i delikatną twarz, zupełnie nie pasującą do dwudziestosześcioletniego faceta. Wszystko to sprawiało, że ludzie, z którymi się stykał, często odejmowali mu parę lat i tak też go traktowali. Studenci, szczególnie ci młodsi i mniej poważni, mieli zatem tendencję do lekkiego pobłażania sobie na zajęciach Adama. Co krnąbrniejsi niemalże przeszkadzali mu w prowadzeniu ćwiczeń, a asystent nadal nie potrafił sobie z tym dobrze radzić, chociaż właśnie kończył drugi rok pracy. Na początku swojej kariery na politechnice Kowalski myślał, że nawiązując przyjacielskie stosunki ze studentami, zyska ich sympatię. Niestety, młodzi ludzie zupełnie nie docenili tego gestu i wszelkie wysiłki Adama, by utrzymać porządek, skazane były na niepowodzenie. Asystent przyjął więc inną strategię: utrzymać dystans i nie pozwalać studentom na zbytnią poufałość. To oraz wrodzona nieśmiałość, którą za wszelką cenę starał się ukryć, sprawiły, że miał opinię osoby oschłej i zgryźliwej. Wcale też nie uzyskał dzięki temu większego posłuchu. Jedyny skutek był taki, że studenci go teraz nie lubili i czasami otwarcie okazywali mu swoją niechęć. Nic więc dziwnego, że mężczyzna niespecjalnie pałał sympatią do tego konkretnego aspektu swojej pracy, gdzie musiał występować przed ponad trzydziestoosobowym gronem słuchaczy. Na parkingu przed blokiem czekał na mężczyznę wysłużony fiat 126p w kolorze zgniłej zieleni. To było wszystko, na co mógł sobie pozwolić początkujący asystent na politechnice białostockiej. Adam z niesmakiem zauważył, że z każdym dniem na jego aucie pojawia się coraz więcej rdzawych plamek. Mówiąc ściślej, samochód wyglądał koszmarnie. Ale przynajmniej jeździł... na razie. Kowalski uśmiechnął się krzywo, gdy wyobraził sobie siebie samego - drobnego gościa w kraciastej koszuli i szarej marynarce - wsiadającego do szpetnego "maluszka". "I kto by mnie zechciał?" - zaświtało mu w głowie. - "No tak, co najwyżej jakiś zboczony dziwak albo taki sam nieudacznik jak ja." Zielony maluch zazgrzytał, zakaszlał, ale zapalił i z wolna potoczył się wąską, upstrzoną pokaźnymi dziurami uliczką. "Dziękuję bardzo" - myślał dalej Adam, mijając szare, podniszczone bloki swojego osiedla i kierując się w stronę politechniki. - "Wolę być sam, niż znowu trafić na jakiegoś drania z internetowego ogłoszenia matrymonialnego." Pod jedną z licznych sal budynku należącego do politechniki kłębiło się mnóstwo osób. Panował tam spory gwar, gdyż właśnie trzecia grupa ćwiczeniowa pierwszego roku informatyki oczekiwała na zajęcia z analizy matematycznej. Za chwilę miały zostać ogłoszone wyniki drugiego i zarazem ostatniego kolokwium w kończącym się semestrze. Młodzi ludzie byli podenerwowani, gdyż przedmiot ten bynajmniej nie należał do najłatwiejszych. Co więcej, prowadzący zajęcia asystent miał opinię osoby wymagającej, nieustępliwej i dość sztywno trzymającej się wszelkich zasad. Studenci, jak to studenci, wykorzystywali przerwę, aby podyskutować na tematy mniej lub bardziej związane z możliwymi wynikami kolokwium. Tu i ówdzie padały również mniej lub bardziej cenzuralne określenia... Jasna cholera, jeśli nie dostanę za to durne koło 40 punktów, mogę się pożegnać z zaliczeniem ćwiczeń! - zakrzyknął wysoki, blondwłosy chłopak, otoczony przez grupkę znajomych. - Niech to szlag! Jasne, Marcel, już ja to widzę... - odrzekł z powątpiewaniem kolega blondyna. - Tak w ogóle to szczerzę wątpię, żeby ta sztuka udała się komukolwiek. Kowal znowu dowalił takie zadania... On chyba czerpie z tego jakąś sadystyczną przyjemność. Wszyscy stojący w grupce westchnęli z rezygnacją. Czy on, cholera, myśli, że nie mamy nic innego do roboty, tylko całymi dniami siedzimy i rozkoszujemy się obliczaniem objętości kul n-wymiarowych? - warknęła jedna ze zdegustowanych studentek. - Kowalski to normalnie zbok! Blondyn uśmiechnął się nieznacznie, słysząc ten komentarz. Oj... dajcie mu spokój - powiedział, starając się przybrać niewinną minę. - Fakt jest faktem niezaprzeczalnym, że na początku roku nieźle imprezowaliśmy i nikt specjalnie nie przejmował się analizą. Narobiliśmy sobie zaległości ze skutkiem takim, że ja przykładowo totalnie zawaliłem u Kowala drugi semestr. Ale sam facet jest według mnie... całkiem w porządku. Otaczający chłopaka przyjaciele wymienili się trochę drwiącymi, aczkolwiek przyjaznymi uśmieszkami. Rany... chyba nie chcesz powiedzieć, że ten dziwaczny facet wpadł ci w oko? - zapytał jeden z chłopaków, lekko szturchając blondyna łokciem. Marcel spuścił wzrok, udając zażenowanie. Jasne kosmyki długich do ramion włosów zsunęły mu się nieznacznie na twarz. Znowu żarty z jego preferencji? I dobrze. No... - powiedział cicho, starając się nie roześmiać. - Przecież pan Adam jest całkiem miły... Cała grupka wybuchnęła gromkim śmiechem, klepiąc Marcela po plecach i głaszcząc go po głowie. Prawda była taka, że chłopak uważał, iż jego homoseksualne preferencje wyróżniają go w pewien sposób z tłumu i nie starał się na siłę skrywać swojej odmienności. Nie był jednak głupi. Wielokrotnie spotkał się z przejawami homofobii i rozumiał, że nadmierne rzucanie się ludziom w oczy ze swoją innością może spowodować kłopoty. Najważniejsze, by we wszystkim zachować złoty środek i niczym specjalnie się nie przejmować. Marcel nie miał zatem obiekcji, by bliżsi znajomi prędzej czy później dowiedzieli się. Zapewne to właśnie jego egzotyczność sprawiała, że przyciągał do siebie ludzi z magiczną wręcz siłą. Do tego był pewny siebie i towarzyski, a przede wszystkim niesamowicie przystojny. Miał też pieniądze. Na studia jeździł własnym samochodem, ubierał się w najmodniejsze, markowe ciuchy. Fakt, lubił się popisywać; czasami nawet za bardzo zadzierał nosa, ale i tak panie za nim szalały. Z facetami potrafił również dobrze się dogadywać. Nie ukrywał przed nimi niczego, był "na luzie", lecz zawsze uważał, by nie czuli się przy nim skrępowani. Jeśli chodziło o partnerów, to mógłby ich zmieniać choćby codziennie. Znał mnóstwo homoseksualistów; często jeździł do stolicy, by tam bawić się w "specjalistycznych" klubach, a i w Białymstoku, dzięki internetowi, poznał mnóstwo interesujących chłopaków, którzy byliby w stanie zrobić dla niego dosłownie wszystko. Wcale to jednak nie znaczy, że i on chciałby zaoferować komuś coś więcej niż noc lub dwie. W doborze kochanków był bardzo kapryśny i wybredny. Nie miał i na razie nie zamierzał mieć stałego partnera. Śmiechy trwały jeszcze przez chwilę. Marcel z zadowoleniem stwierdził, że po raz kolejny udało mu się powiedzieć coś, co zyskało aprobatę towarzystwa. Chłopak miał świadomość, że jest jedną z najpopularniejszych i najbardziej lubianych osób w grupie. Wszyscy z ponad trzydziestoosobowego grona studentów darzyli go sympatią i liczyli się z jego zdaniem. Wkrótce pojawił się asystent i wpuścił młodzież do sali. Jak zwykle obdarzył grupę swoim osobliwym, na wpół nieśmiałym i trochę kwaśnym uśmiechem. Marcel, usadowiwszy się na swoim miejscu, przyglądał się Kowalskiemu. To, co powiedział o nim kolegom, nie całkiem mijało się z prawdą. Uważał, że mężczyzna jako ćwiczeniowiec zachowywał się całkiem w porządku i nie robił nic, co pozwalałoby kolegom z grupy wypowiadać się o nim tak niepochlebnie. Fakt, Kowal był człowiekiem bardzo sztywnym i zasadniczym. Na zajęciach wyjaśniał i wymagał sporo. Takie podejście nie zjednywało sympatii studentów. Niemniej jednak Marcel miał pewność, że jeżeli ktoś chciał dobrze zaliczać kolokwia, mógł tego dokonać. Zwłaszcza, że asystent nie sprawdzał znajomości zagadnień, których wcześniej nie omówił. Wystarczyło po prostu uczyć się systematycznie. Niby nic wielkiego, a jednak student miał z tym nie lada problem. Chociaż był on chłopakiem zdolnym, stale miał kłopoty z nauką, w szczególności u wymagającego Kowala. Zresztą komu chciałoby się myśleć o całkach i pochodnych złożonych na pierwszym roku studiów, kiedy poznawało się mnóstwo nowych ludzi, a imprezy odbywały się bezustannie? "Najgorzej, że facet nie wygląda na takiego, co by potrafił to zrozumieć. A ściślej rzecz ujmując, to wygląda na wprost przeciwnie" - pomyślał z ironią student. To, co chłopak sądził o Kowalskim jako ćwiczeniowcu, nie przeszkadzało mu jednak kpić z niego, gdy tylko nadarzyła się okazja. A zdarzało się to dosyć często. Jak można darzyć szacunkiem kogoś, kto dzień w dzień ubiera się w jakieś archaiczne, szare marynarki i dawno już niemodne dżinsy? Jak traktować powa...   ( Pozostało znaków: 52428 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186219   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku