Zadzwoniła do mnie pani z radiowej Trójki i powiedziała, że chce porozmawiać że mną na antenie o tym, czy emancypantki są potrzebne. Na początku zbaraniałem - o jakie emancypantki jej chodzi? Potem dopiero dotarło do mnie, że chodzi jej o feministki po prostu, a używa, biedactwo, archaicznego słowa, bo nie zdaje sobie sprawy z tego, że od czasu pierwszych zwolenniczek emancypacji kobiet, czyli wyzwolenia ich spod mężowskiej władzy, zmieniła się nie tylko nazwa ruchu, ale i jego cele i formy...
Zadzwoniła do mnie pani z radiowej Trójki i powiedziała, że chce porozmawiać że mną na antenie o tym, czy emancypantki są potrzebne. Na początku zbaraniałem - o jakie emancypantki jej chodzi? Potem dopiero dotarło do mnie, że chodzi jej o feministki po prostu, a używa, biedactwo, archaicznego słowa, bo nie zdaje sobie sprawy z tego, że od czasu pierwszych zwolenniczek emancypacji kobiet, czyli wyzwolenia ich spod mężowskiej władzy, zmieniła się nie tylko nazwa ruchu, ale i jego cele i formy.
Cieszę się, że polski Dzień Kobiet z idiotycznego pseudo-święta peerelowskiej szarzyzny przemienił się w dzień przypomnienia o celach ruchu feministycznego. A cele te - i nigdy dość przypominania o tym - są w ogromnym stopniu zbieżne z celami ruchów lesbijskich (co oczywiste) i gejowskich. Podstawowy to walka z przemocą wobec kobiet: prawną, społeczną i kulturową, której źródłem jest dominacja heteroseksualnego mężczyzny. My, geje, doświadczamy na tyle wiele upokorzeń, dyskryminacji i marginalizacji, że powinniśmy intuicyjnie czuć bliskość wobec ruchu feministycznego, działającego w sprzeciwie wobec podobnych doświadczeń kobiet. Nie ma i nie może być tolerancji dla żadnej przemocy, żadnej dyskryminacji, żadnej dominacji.
Ale nie tylko dlatego 8 marca to ważny dla mnie dzień. Wierzę, że geje - homoseksualni lub biseksualni mężczyźni - mają jeden dzień w roku nie tylko na to, by zastanowić się nad sytuacją kobiet w naszym społeczeństwie, ale także nad problemem kobiecego pierwiastka w każdym z nas. Kulturowo i tak przepadliśmy: definicja kulturowa płci męskiej głosi, że mężczyzna to ten, który posiada penisa, ale zarazem ten, który seksualnie pożąda kobiety. Oczywiście, ten kulturowy model można zmieniać, ale ja myślę, że jest lepsza droga: droga do przekraczania, do transgresji podziału płciowego i uświadomienia sobie, że wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi, w których w różnym stopniu manifestują się elementy kulturowo uznane za "męskie" i za "kobiece", niezależnie od "faktycznej" płci biologicznej. Przy wypełnianiu obowiązkowego pola "płeć" w różnych ankietach dość często mam stresy, bowiem nie czuję się mężczyzną, a nie sądzę, żebym miał podstawy do deklarowania się jako kobieta. Nie, nie jestem ani transseksualny, nie jestem też transwestytą. Jestem teoretykiem społecznym, który zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele zła uczyniła obecność kulturowych i społecznych kategorii "męskości" i "kobiecości" i jest mi bardzo trudno poczuć solidarność z pokoleniami mężczyzn pakujących swoje żony do złotych czasami klatek, a najczęściej do brudnej i zadymionej kuchni. Trudno mi poczuć intergeneracyjną więź z ludźmi, którzy uznawali swoją wyższość nad innymi ludźmi tylko z tego powodu, że im coś dynda między nogami. Jednocześnie mam w głębokim poważaniu to, co zwie się "kulturowymi wzorcami płci" i choć jestem właścicielem zabójczo męskiego barytonu, staram się od czasu do czasu "poczuć kobietą": by sprzeciwić się częstej wśród gejów i szowinistycznej, zwyczajnie szowinistycznej niechęci wobec cech kobiecych w zachowaniu mężczyzny oraz by podkreślić moją duchową solidarność z wielowiekowym upokorzeniem i zniewoleniem kobiet. Dlatego też 8 marca to także moje święto.
Jeśli jednak wyjdę w tym dniu na krakowski rynek na manifę, to przede wszystkim po to, by protestować przeciw uprzedmiotowieniu kobiet i odebraniu im prawa do decydowania o własnym ciele, przeciw lekceważeniu problemu domowej przemocy wobec kobiet, przeciw brakowi edukacji seksualnej, który to brak uderza przede wszystkim w kobiety, przeciw dyskryminacji kobiet na rynku pracy, przeciw tym wszystkim patologiom, które sprawiają, że nasz kraj pozostaje nadal krajem niesprawiedliwości i krzywdy. A na to nie mogę dać mojej zgody.
Jacek Kochanowski
Czy moze mi Pan napisac cos na temat kobiet emancypantek i feministek ? Przedstawic ich wizerunki. Bardzo bym prosiła - bardzo ciekawi mnie ten temat i chcialabym uzyskac wiecej informacji. Serdecznie pozdrawiam i dziekuje z góry!
Ja osobiscie czuje sie mezczyzna, choc zdaje sobie sprawe z istnienia pierwiastka zenskiego w sobie. Ale, jak widac, u roznych osob bywa z tym roznie...
A gdyby sie okazalo, ze osob ktore maja trudnosci z samookresleniem sie jest calkiem sporo, to moze warto byloby wprowadzic do powszechnego uzytku pojecie trzeciej plci, ale z dwoma wariantami, tzn.:
A/ mezczyzno-kobieta (MK)
B/ kobieto-mezczyzna (KM)
Zjawisko transseksualizmu nie byloby tutaj adekwatne. Bo jesli ktos jest transseksualista, to przynajmniej psychicznie okresla siebie albo jako jedno (kobieta), albo jako drugie (mezczyzna).
I jeszcze na zakonczenie: osobiście czuje sie nieco uspokojony tym, ze ten artykul trafil na 'Inna Strone' a nie np. do 'Gazety'. Bo wtedy heterycka czesc jej czytelnikow utwierdzilaby sie w przekonaniu, ze geje to takie istoty, ktore maja niejasny obraz swojej seksualnosci. Byc moze znalezliby sie i tacy, ktorzy zastanowiliby sie jak to rzeczywiscie jest u nich z ta seksualnoscia. Ale obawiam sie, ze tych pierwszych byloby znacznie wiecej.
Pozdrowionka
Być mężczyzną, to coś więcej, niż identyfikować się z osobnikami, którym coś 'dynda między nogami'. Uważam, że to jest obraza męskości, aczkolwiek sam miałbym wątpliwości, co do tego, czy jestem mężczyzną.
Emancypacja to normalne pojęcie, które można odnieść także do kobiet walczących o wyzwolenie spod jarzma patriarchatu.
Kochanowski jak zwykle miesza.
Myślę, że należy walczyć również o emancypację mężczyzn. Trzeba zerwać z wojną płci i sprzeciwiać powszechniejszemu patriarchatowi, jak i matriarchatowi. Sam pochodzę z domu, w którym mój ojciec jest dyskryminowany i panuje u mnie matriarchat w formie przemocy psychicznej.
Jesteśmy ludzmi i, owszem, musimy przewartościować nasze podejście do płci, jednak nie można podawać w wątpliwość jej istnienia i pewnych psychofizycznych prawideł, jak też nie można obrażać mężczyzn heteroseksualnych. Znam wielu heteroseksualistów, którzy są w pełni tolerancyjni. To co mówi Kochanowski - jest żenującym uogólnieniem.
To jest naturalny zwiazek feministki - geje. Mamy podobna wrazliwosc na krzywde, niesprawiedliwosci, czy tez dyskryminacje. W kraju w ktorym kobiety chce sie trzymac w kuchnii niegdy nie nastapi rownouprawnienie gejow.
A na pytanie, jak wypelniam ankiete? Pisze: mezczyzna. Bo nim jestem (tak mi przynajmniej moj chlopk mowi...) ale chetniej sobie pogadam z kobieta na temat facetow, niz z facetem na temat kobiet. Niech zyja KOBIETY, w zwlaszcza feministki!!!!!!
Nigdy nie miałem problemów z wypełnianiem ankiet.
Płeć: MĘŻCZYZNA
I wcale nie znaczy to, że w ten sposób stawiam się wyżej niż ktoś wpisujący: KOBIETA. Jestem mężczyzną i koniec. Ale dlaczego ktoś śmie sugerować, że to "szowinistyczne"??? To raczej osoby, które wahają się nad tym, co wpisać, powinny być może odwiedzić psychoterapeutę, a nie ktoś, kto takich problemów nie ma.
Bycie MĘŻCZYZNĄ nie jest równoznaczne z poniżaniem KOBIET. A coraz częściej można coś takiego wywnioskować z podobnych, jak powyższy artykuł, rozważań.
Nie lubię facetów "kobiecych" czy "przegiętych" - i to WYŁĄCZNIE z estetycznych względów, podobnie jak wielu gejów nie lubi łysych, grubych, niskich, albo przemądrzałych. Ale wszystkie inne rzeczy są dozwolone - jedynie "przegięte ciotki" są pod ochroną i jesli ktoś powie, że ich nie lubi, staje się natychmiast "męskim szowinistą z kompleksami".
Być MĘŻCZYZNĄ wg Jacka to identyfikować się z całymi pokoleniami "mężczyzn pakujących swoje żony do złotych czasami klatek" - bardzo współczucję Ci Jacku doświadczeń życiowych, ale to, że spotkałeś wyłącznie mężczyzn - tyranów wcale nie oznacza, że tacy są wszyscy mężczyźni świata; równie krzywdząca byłaby bowiem teza, że "BYĆ KOBIETĄ to znaczy wpisywać się w tradycję kurtyzan i cór Koryntu".
Wypraszam sobie, by ktoś - kimkolwiek jest - nazywał mnie szowinistą tylko dlatego, że nie mam problemów z akceptowaniem się w roli mężczyzny. To ci, którzy mają takie problemy powinni odwiedzić stosownego specjalistę.
A 8 marca? Życzę kobietą, by ich mężczyźni po prostu o nich pamiętali każdego dnia, bo "rozwolnienie", które można było dzisiaj zaobserwować (każdy facet z 1 sztuką tulipana) to dosyć groteskowy widok. To za mało.