Podczas gdy katolicy triumfalnie świętują dwudziestopięciolecie pontyfikatu Jana Pawła Drugiego, w Kościele anglikańskim rozgrywa się najdramatyczniejszy konflikt od chwili jego powstania. Spór dotyczy fundamentalnej kwestii: czy rozrzucona po całym świecie wielomilionowa wspólnota wyznaniowa powinna uznać przemiany obyczajowe, jakie dokonały się w nowoczesnych społeczeństwach zachodnich i zgodzić się - między innymi - na wyświęcanie kapłanów-gejów oraz udzielanie błogosławieństwa parom homoseksualnym? Na razie, rozłam został odsunięty w czasie. Pomiędzy konserwatywnym i postępowym skrzydłem Kościoła anglikańskiego uzgodniono zawieszenie broni. Po dwudniowych obradach w Londynie, trzydziestu siedmiu wysokich rangą duchownych z całego świata ustaliło powołanie specjalnej komisji, która ma rok czasu na przedstawienie propozycji kompromisu.
Rozłam wśród chrześcijan nie jest niczym nowym. Kościół w Anglii oddzielił się od Watykanu w XVI wieku, ponieważ panujący ówcześnie król Henryk VII chciał unieważnienia jednego z jego licznych małżeństw. Postawił na swoim, tworząc trwającą do dziś strukturę, składającą się z dwóch prowincji angielskich (Canterbury i York) a także dziewiętnastu innych samodzielnych Kościołów (walijski, irlandzki, szkocki, amerykański, kanadyjski, indyjski, australijski, południowoafrykański itd.). Rozrzuconą po całym świecie siedemdziesięciomilionową rzeszę wiernych spaja jedynie tradycja przynależności do korony brytyjskiej. Obecny arcybiskup Canterbury dr Rowan Williams, który zwyczajowo nosi tytuł Prymasa i jest zaliczany do skrzydła postępowego nie posiada nawet cząstki władzy, jaką cieszy się papież i nie jest w stanie tak jak on zmusić swoje owieczki do posłuszeństwa.
Kłótnie i spory anglikańskich konserwatystów i postępowców toczą się podskórnie już bardzo długo. Kiedy w październiku 2002 roku biskup Kościoła anglikańskiego w Vancouverze (Kanada) Michael Ingham udzielił błogosławieństwa parom homoseksualnym, przybył tam natychmiast poprzedni przywódca Anglikanów arcybiskup George Carey. Podczas konferencji prasowej w Toronto powiedział, że "jest bardzo zatroskany, że decyzje w sprawach tak kontrowersyjnych mogą podważyć jedność i wspólnotę całego Kościoła". Dodał też że "wie, iż geje chcieliby, żeby poszedł dalej niż może się posunąć, żeby błogosławił ich związki i wyświęcał gejów na kapłanów. Ale on nie możę tego zrobić. I to ich rozczarowuje."
Następca Carey'a, arcybiskup Rowan Williams znalazł się pomiędzy młotem i kowadłem, kiedy rząd brytyjski ratyfikował pakiet antydyskryminacyjny w ramach wytycznych Unii Europejskiej. W liście do rządu wzywał do uwolnienia jego Kościoła od konieczności stosowania tych przepisów, tłumacząc że hierarchia kościelna boi się odpowiedzialności karnej w przypadku - na przykład - nie dopuszczenia do posługi kapłańskiej księdza-geja. Potem o włos uniknął katastrofy, kiedy lipcu 2003 homoseksualny pastor wycofał się z kandydowania na biskupa Reading.
Prawdziwa bomba wybuchła jednak, kiedy anglikanie w USA wybrali pierwszego w historii biskupa-geja. Gene Robinson, nowo wybrany biskup stanu New Hampshire jest rozwodnikiem, ma dwójkę dzieci i od lat przyznaje się do homoseksualizmu. Od 1990 r. ma stałego partnera. Biskup Pittsburga Robert Duncan ogłosił na tę wieść w imieniu osiemnastu swoich kolegów że "ze smutkiem tak wielkim, że nie da się go wyrazić słowami, biskupi, którzy stoją przed wami, muszą odrzucić tę decyzję".
Natychmiast też pojawiły się spekulacje na temat rozpadu Kościoła anglikańskiego, żywo wspomagane wypowiedziami konserwatywnych duchownych z Azji, Afryki i Australii. Dla arcybiskupa Sydney Petera Jensena wybór Robinsona to "katastrofa": Biskup Lim Cheng Ean z zachodniej Malezji wtórował mu: "W naszym kraju praktykowanie homoseksualizmu jest kulturowo i prawnie nie do zaakceptowania". Jak na razie, nic nie wskazuje na kompromis. Diecezja New Hampshire nie zamierza się ugiąć i zapowiedziała, że kanonik Robinson zostanie wprowadzony na urząd biskupa zgodnie z planem w listopadzie 2003.
Wydarzeniami w Kościele anglikańskim głęboko wzburzony jest Watykan. Po niedawnej wizycie arcybiskupa Canterbury Rowana Williamsa u papieża Jana Pawła Drugiego odbyła się konferencja prasowa z udziałem przewodniczącego Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan kardynała Waltera Kaspera, który wyraził zaniepokojenie następstwami, jakie dla przyszłości relacji między Kościołem katolickim i wspólnotą anglikańską może mieć dopuszczenie przez nią do święceń kapłańskich osób o skłonnościach homoseksualnych. "Do niedawna mogliśmy jeszcze uważać, że oba nasze wyznania podzielają zasady moralne w dziedzinie płciowości człowieka. Miejmy nadzieję, że będziemy je podzielać również w przyszłości, ponieważ świat potrzebuje naszego wspólnego świadectwa" powiedział watykański funkcjonariusz.
Najdobitniejsze stanowisko w sporze o dopuszczenie gejów do święceń kapłańskich i udzielanie parom homoseksualnym kościelnego błogosławieństwa zajął wielebny Richard Harries, biskup Oxfordu, który w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika The Sunday Telegraph powiedział, że sposób, w jaki niektórzy Anglikanie traktują gejów przypomina prześladowania, jakie niegdyś spotykały Żydów z rąk chrześcijan. "Kościelna wykładnia, dotycząca homoseksualizmu jest błędna i nie ma co do tego żadnych wątpliwości" - powiedział Harris. "W historii chrześcijaństwa sądzono zawsze że łaska Boga nie spływa na Żydów. Stanowisko to zostało dziś zrewidowane. Podobnie było z kwestią niewolnictwa i kapłaństwa kobiet. Geje i lesbijki nie prosili się na świat. Co możemy im zaproponować?"
Waldek Czyżowski - Londyn
Wiara jest dla mnie najwarzniejsza z powietrza się nie wzięliźmy na tej planecie istnieje siła sprawcza i jak ją nazwiemy nie warzne ale jesli nas stworzyła to miała jakiś cel w tym a my jako ludzkość musimy tylko to przyjąc i zgodzić się z tym i każdy ma prawo być tym kim chce księdzem,zakonicą, osoba samotną,ojcem ,matką czy załorzyć związek partnerski czy jak to nazwiemy ze wszystkimi konsekwenciami tej decyzji.