W sieci szaleje kolejny wirus, który rozprzestrzenia się za pośrednictwem poczty elektronicznej. Kilkadziesiąt razy dziennie na nasze skrzynki nadchodzi mail podpisany "Microsoft", zawierający krótką wiadomość w języku angielskim: "Drogo przyjacielu, użyj natychmiast tej łaty dla internetowej wyszukiwarki. W sieci są groźny wirus! Zainfekował już ponad 500 tysięcy!" (Dear friend, use this Internet Explorer patch now! There are dangerous virus in the Internet now! More than 500.000 already infected!). Tych, którzy otworzą załącznik do wiadomości o nazwie "patch.exe" czeka przykra niespodzianka - dołączają do ogromnej rzeszy zarażonych przez wirusa. Robak, który nazywa się "Swen" lub "Gibe" wykorzystuje wykrytą dwa lata temu dziurę w programie Internet Explorer a następnie za pośrednictwem programów pocztowych Outlook lub Outlook Express wysyła samego siebie na wszystkie adresy figurujące w komputerze. Jak poinformowała firma Network Associates zajmująca się bezpieczeństwem w sieci, w ciągu zaledwie kilka godzin ofiarą wirusa padło 760 tysięcy komputerów. Network Associates twierdzi, że "Swen" stanowi niskie zagrożenie dla firm i średnie dla komputerów domowych. Ukazało się też już kilka wersji programów antywirusowych zabezpieczających przed "Swenem". Tym niemniej - nadal obowiązuje żelazna zasada, by nigdy nie otwierać załączników do podejrzanych maili.
Zmaganie użytkowników sieci z wirusami przypomina walkę z wiatrakami. Zaledwie kilkanaście dni temu ogłoszono, że wygasła jedna z najgorszych dotychczasowych epidemii, wywołanych przez robaka o nazwie "Sobig-F". W ciągu miesiąca zainfekował on kilkanaście milionów komputerów. Duże amerykańskie firmy otrzymywały go nawet kilkaset razy dziennie! "Sobig-F" został wprowadzony do sieci 18 sierpnia 2003 i był zaprogramowany na samozniszczenie 10 września. Nie znaczy to oczywiście że nie istnieje. Miliony posiadaczy komputerów nie zdają sobie sprawy, że ich maszyny są zainfekowane i wymagają dekontaminacji przy użyciu aktualnych programów antywirusowych. "Sobig-F" zdetronizował inne słynne robaki, takie jak "LoveBug", "Kournikova" lub bardziej szkodliwe "Slammer" lub "Blaster". Ten ostatnim rozmnażał się w takim tempie, że w wyraźny sposób zwiększył obciążenie globalnej sieci!
Nie ma się co łudzić - wirusowa wojna nabiera intensywności. Ten rozrost (około 11 procent rocznie) związany jest z wzrastającą atrakcyjnością internetu i jego wielorakim zastosowaniem. I - jak na wojnie - po jednej stronie znajdują się zazwyczaj bardzo młodzi autorzy wirusów, po drugiej ci, którzy starają się je unieszkodliwić. Oto krótka lista:
Sierpień 2003 - Sobig.F był rozesłany około 200 milionów razy i niektórych wypadkach był co piętnastym mailem otrzymywanym przez duże firmy! Szkody związane z infekcją ocenia się na miliard dolarów! Jego autor kiepsko posługuje się językiem angielskim, bowiem w cytowanym na początku angielskim teście jest błąd gramatyczny.
Sierpień 2003 - Blaster, Zaraził około jednej trzeciej dużych systemów sieciowych.
Styczeń 2003 - Slammer. Zaraził około 50 procent dużych firm I 15 procent mniejszych.
Przez cały rok 2002 szalał Klez-H, produkując aż sto milionów kopii.
We wrześniu 2001 pojawił się wirus Nimda, zarażając ponad połowę serwerów korporacyjnych.
W lipcu 2001 wykryto wirus o nazwie Code Red
W maju 2000 - Love Letter zwany także Love Bug, który wyrządził szkody oceniane na 2 miliardy dolarów!
Kim są ludzie, których pasją jest produkowanie złośliwych programów, uprzykrzających życie milionów użytkowników internetu? Osiemnastoletni Jeffrey Lee Parson, którego niedawno aresztowano całkowicie odpowiada wszystkim stereotypom. To typowy komputerowy freak. Blady, z nadwagą, podczas przesłuchania przed sądem nosił koszulkę z napisem "Big Daddy". Parson jest domniemanym autorem wirusa o nazwie "W.32.Blaster". Jego pech - nie był dość sprytny i dał się złapać. Podobnie jak David Smith, autor wirusa "Melissa", skazany na karą więzienia. Lub dwóch Pakistańczyków - braci, którzy wprowadzili do sieci robaka o ironicznej nazwie "Pakistani Brain" (pakistański mózg), lub bułgarski nastolatek, który naszpikował swego wirusa cytatami z utworów heavy metalowego zespołu Iron Maiden. Lub oficer armii Tajwanu, który chciał zemścić się na... specjalistach od programów antywirusowych! W obliczu faktu, że w sieci krąży szacunkowo 60 tysięcy różnych robaków, przypadki ujęcia i skazania ich autorów policzyć można na palcach jednej ręki. Znamienny jest przykład autora wspomnianego już "Love Letter" (I love you!), filipińskiego studenta Onela de Guzmana, który został aresztowany a następnie wypuszczony na wolność, ponieważ filipiński kodeks karny nie zawiera przepisu, na podstawie którego można go było skazać.
W trakcie pisania tego krótkiego felietonu, na moją skrzynkę mailową napłynęły cztery maile podpisane "Microsoft", zawierający wiadomość: "Dear friend , use this Internet Explorer patch now! There are dangerous virus in the Internet now! More than 500.000 already infected!"...
Opracował: Tomek Juszkowski
:P