Kilkanaście dni temu, felietonista Rzeczpospolitej Maciej Rybiński natrząsał się z plakatowej kampanii przeciwko homofobii. W tekście zatytułowanym "Nowe wchodzi na billboardy" ironizował, że "jest wiele innych mniejszości (w różnym rozumieniu tego słowa), których też na billboardach nie widać. Cyganie, anarchiści, kalwini, filosemici, wegetarianie i filateliści. Ich też trzeba by rozwiesić. Idealny ze względu na poprawność polityczną byłby plakat przedstawiający Cygana, który jest równocześnie kalwinem, filatelistą, weganinem, homoseksualistą i filosemitą (...)To samo powinno dotyczyć polityków. Wyobraźmy sobie czas kampanii wyborczej i napisy przy wizerunkach kandydatów: koprofag, fetyszysta, zoofil. Cóż za bogactwo wyboru! I te nowe perspektywy politycznych rozważań. Nekrofil będzie dobry na ministra zdrowia, sadysta nada się na MSW. Masochiści do opozycji."
W wtorkowym wydaniu Rzeczpospolitej (15.04.2003), Rybiński powrócił do tematu. Napisał między innymi: "Mój felieton "Nowe wchodzi na billboardy" z 20 marca, poświęcony kampanii plakatowej przeciwko ksenofobii, wywołał gniewną reakcję dwóch osób - pewnego dziennikarza, mego starego przyjaciela i geja, oraz redaktora Andrzeja Osęki z "Gazety Wyborczej". Kolega napisał, że nigdy się nie spodziewał po mnie nietolerancji. Osęka postawił mnie w jednym szeregu z "Naszym Dziennikiem". Obaj panowie mają, zdaje się, tę samą wadę. Umieją pisać, ale nie umieją czytać. Mój tekst był felietonową, a więc przejaskrawioną i z elementami komizmu (na jaki mnie stać) deklaracją liberała i człowieka dobrze wychowanego. Jako liberał toleruję rozmaite formy zaspokajania popędu płciowego, przynajmniej tak długo, jak długo nie są przymusowe. Jako człowiek dobrze wychowany nie interesuję się, jakie preferencje mają w tym zakresie moi bliźni. Dowiadywanie się, czy ktoś to robi tak czy inaczej, uważam za nieprzyzwoitą niedyskrecję i brutalne mieszanie się w cudze życie intymne."
Informuję Czytelników, że ten pewien dziennikarz i stary przyjaciel Macieja Rybińskiego - to ja. Równocześnie zapewniam go, że potrafię czytać, pisać a jeszcze dodatkowo myśleć. W tym mam dużą przewagę. Przeczytawszy bowiem felieton o plakatach pojąłem natychmiast, że Rybiński jest klasycznym polskim homofobem-inteligentem. Człowiek taki ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Szczyci się "dobrym wychowaniem", jest głęboko przekonany o swej wzorowej tolerancji. Przepełnia go duma z "liberalnych poglądów". Wypisz wymaluj - mój przyjaciel Maciek. Ale to wszystko kłamstwo, fasada i tania teatralna dekoracja.
W opublikowanej niedawno bardzo ciekawej analizie fenomenu polskiej "nowej elity", znany socjolog napisał, że jej koronnym grzechem jest hipokryzja i zakłamanie. Znane osobistości i "autorytety", gładko wypowiadające się w telewizji mogą mieć w istocie mentalność lumpów. Chleją wódę, posługują się rynsztokowym językiem, bez wahania popełniają nieuczciwości - jeśli tylko jest to im na rękę. Schwytani na gorącym uczynku nie mają żadnego poczucia winy. Podobnie jest z ich poglądami. Przyglądając się polskiej rzeczywistości, którą zajmuje się Rybiński w swych felietonach trudno oprzeć się wrażeniu, że opisuje on kompletną fikcję. Gdyby był uczciwy, musiałby bowiem sprzedać swoją głęboką wiedzę o wszystkich wspomnianych wyżej faktach i pisać szczerą prawdę. Ale nie może - ponieważ kłamstwo jest fundamentem systemu. Prawda jest niebezpieczna, jej głoszenie związane z ryzykiem.
Przypomina mi się jak były prezydent Wałęsa jednym tchem wypominał pewnemu znanemu politykowi żydowskie pochodzenie i twierdził że nie jest antysemitą. Wszyscy wiedzą, że pochodzenie żydowskie jest w Polsce sporą ułomnością. Osoby publiczne, naznaczone tym piętnem spotykają się z niechęcią i podejrzliwością, czasami nawet nienawiścią. Jest bezspornym faktem, że w Polsce pleni się patologiczny antysemityzm. Wiedzą o tym wszyscy. Ale na użytek publiczny, polski inteligent idzie w zaparte i deklaruje: antysemityzm jest nam całkowicie obcy, wstrętny i niegodny nowoczesnego liberała i Europejczyka. Z homofobią sprawa ma się identycznie. Homoseksualizm jest uważany za przypadłość kompromitującą i dyskwalifikującą. Ale kto się przyzna do tak dyskryminacyjnych poglądów? Wyobraźmy sobie co by było, gdyby prezydent Wałęsa dowiedział się, że wspomniany polityk jest nie tylko Żydem, ale także homoseksualistą...
Drogi Macieju, potrafię doskonale czytać. Nie umknęło mojej uwadze, że w swoim tekście nazwałeś mnie "pewnym dziennikarzem, starym przyjacielem i gejem. Dlaczego nie napisałeś: "Janusz Marchwiński, mój stary przyjaciel i gej" - skoro wymieniasz z nazwiska Andrzeja Osękę z Gazety Wyborczej? Pewnie pomyślałeś, że nie wypada Ci mnie kompromitować. Niepotrzebnie. Nie muszę się niczego wstydzić. Informuję Cię niniejszym, że prawda o mojej osobie jest dużo mroczniejsza. Jestem nie tylko gejem, ale także Żydem. W dodatku jestem niewierzący. I mam poglądy antyklerykalne. Czy sądzisz że w tym kraju jest ma dla mnie miejsce? Doradź mi proszę: Czy aby przeżyć, powinienem się ukrywać? Tylko kto mnie przechowa? Jestem zaniepokojony, ponieważ niedawno, gdy pełniłem dość wysoką funkcję społeczną (Ty wiesz jaką), pewien szanowany funkcjonariusz państwowy powiedział: "My wiemy o nim różne rzeczy..."
Patrząc na plakaty wyborcze, rozwieszane regularnie jak Polska długa i szeroka uświadamiam sobie że służą one kłamstwu i manipulacji. Doświadczenie nauczyło mnie, że uwidocznionym na nich ludziom nie wolno wierzyć. Ani jedno słowo z plakatowych zapewnień i obietnic nie jest prawdą. Plakaty są instrumentem manipulacji i oszustwa.
Wyjątkowość akcji plakatów "Niech nas zobaczą" polega na tym, że jej jedynym przesłaniem była prawda o ludziach na nich pokazanych. Może dlatego wzbudziła tak gwałtowne reakcje?
Janusz Marchwiński
...spoleczne samobojstwo....chyba na razie w Polsce nikt nie ma na to ochoty...
http://tak.wyglada.lesbijka.org/projekt.html
Prawda jest taka, że akceptacja homoseksualizmu będzie następować w drodze ewolucyjnej. I my już tego prawdopodobnie nie doczekamy.... aż chciałoby sie powiedzieć, że doczekajš za to nasze dzieci... :-(