Kiedy wiosną tego roku Episkopat katolickiego królestwa Hiszpanii ogłosił dokument, ostro krytykujący "rewolucję seksualną i relatywizm moralny", żaden z biskupów nie przypuszczał, że minie zaledwie kilka miesięcy, a spełni się ich kasandryczna wizja: "Politycy i media dopuścili do tego, że Hiszpania przekształciła się w kraj postchrześcijański i pogański, w którym przekaz Ewangelii uważa się za przestarzały". Tak jest w istocie. Najpierw wybory wygrała partia socjalistyczna PSOE z charyzmatycznym reformatorem Jose Luis Rodriguez Zapatero. Potem okazało się, że społeczeństwo w ogromnej większości (66 procent) popiera nawet tak kontrowersyjne projekty rządu, jak legalizacja małżeństw homoseksualnych. Jednak plany socjalistów idą znacznie dalej. Ich celem jest budowa "estado laico" - państwa laickiego, w którym wpływy Kościoła zostałyby radykalnie ograniczone, nauka religii wycofana ze szkół, ustawa aborcyjna zliberalizowana a klonowanie komórek ludzkich do celów terapeutycznych dozwolone. Jednym słowem - realizowany obecnie program hiszpańskich socjalistów zawiera wszystko to, o czym socjaldemokraci w Polsce boją się nawet pomyśleć.
Potępiani przez Kościół i związane z nim siły konserwatywne hiszpańscy "progresywiści" wskazują, że przemiany obyczajowe są niezbędnymi elementami programu budowy nowoczesnego społeczeństwa. Nie sposób pokonać dystansu, ciągle jeszcze dzielącego półwysep Iberyjski od najbardziej rozwiniętych krajów Europy, konserwując wsteczne tradycje i strukturę władzy, uniemożliwiającą - na przykład - pełną emancypację kobiet. Kiedy minister sprawiedliwości Juan Fernando López Aguilar mówi, że "otwarcie instytucji małżeństwa dla homoseksualistów jest sprawiedliwe i nie powinno nikogo niepokoić" - to ma na myśli wcielenie w życie zasad, które zyskały ważność i obowiązują w większości krajów Unii Europejskiej które przecież wyrosły z tradycji chrześcijańskiej. Jednak swego rozwoju nie chcą i nie mogą uzależniać od ślimaczego tempa w jakim zmienia się i modernizuje instytucja Kościoła katolickiego.
Podczas niedawnej uroczystości z udziałem króla i szefa rządu w Santiago de Compostela, biskup tej diecezji Julián Barrio wygłosił polityczną homilię, w której ostro potępił planowane zrównanie w prawach związków hetero- i homoseksualnych. Powiedział że "małżeństwo jest z natury rzeczy heteroseksualne i stanowi fundament społeczeństwa a zniszczenie instytucji małżeństwa zniszczy także społeczeństwo".
Premier Zapatero wysłuchał tej reprymendy z kamienną twarzą. Jest bowiem przeciwnego zdania. Twierdzi, że przyznanie pełnych praw obywatelskich osobom homoseksualnym jest "demokratycznym obowiązkiem pluralistycznego społeczeństwa". Przypomina, że konserwatyści, na czele z Partią Ludowej (PP) poprzedniego premiera Jose Maria Aznara aż dwukrotnie z powodów ideologicznych odrzucili projekty przyznania gejom prawa do zawierania legalnych związków. Podczas parlamentarnej debaty wszystkie frakcje z wyjątkiem PP opowiedziały się za zmianami ustawowymi, umożliwiającymi otwarcie instytucji małżeństwa dla osób homoseksualnych. Ludowcy zasłaniają się Konstytucją, której artykuł 33 głosi, że "mężczyzna i kobieta mają prawo zawrzeć związek małżeński".
- To wszystko wyjaśnia - twierdzi deputowany Ignacio Astarloa Huarte-Mendicoa: - Konstytucja nie mówi o "wszystkich Hiszpanach" tylko o mężczyźnie i kobiecie".
Język debaty na temat praw dla mniejszości seksualnych w Hiszpanii zaostrzył się, kiedy wmieszał się do niej Watykan. Konferencja Episkopatu wezwała wszystkich katolickich posłów do głosowania przeciwko planowanej ustawie. Stosując taktyczny unik, Kościół potępił dyskryminację homoseksualistów - głosi jednak, że "osoby tej samej płci nie mają prawa do zawarcia małżeństwa a państwo nie powinno im takiego prawa przyznawać". Wydaje się jednak, że biskupi stoją na straconej pozycji. Porażka Kościoła katolickiego w kraju kluczowym dla jego siły i wpływów w tak ważnej kwestii będzie ciosem tak dotkliwym, że trudno przewidzieć wszystkie związane z nim implikacje. Także i to, czy wzniecona w Hiszpanii rewolucja dotrze do Polski i skłoni wreszcie tutejszych socjaldemokratów do działania.
Krzysztof Wagner