Tuż przed wyborami samorządowymi 2002 rozniosła się wieść, że jeden z kandydatów na prezydenta Warszawy zapowiedział, że postara się by wszystkie lokale gejowskie w stolicy zostały zamknięte. Polityk ten niedawno wprowadził się do ratusza, a zatem rychło okaże się, czy chce być prezydentem wszystkich Warszawiaków czy tylko niektórych. Na szczęście, w obecnym systemie władza ma niewielkie możliwości zamykania czegokolwiek. Jednak dyskryminacyjna retoryka, jaką posługują się niektórzy polscy politycy jest najlepszym dowodem na to, że do Europy mają jeszcze rozpaczliwie daleko. I choć nie chcą iść do niej na kolanach, to na krótkich nogach nawet galopem rychło do celu nie dobiegną. No cóż - nie będziemy na nich czekać.
Kilka dni temu, agencje prasowe przyniosły wiadomość, że wydział promocji turystycznej Paryża przygotowuje kampanię promocyjną, mającą zachęcić gejów do częstszego odwiedzania stolicy Francji. Szef projektu Laurent Queige powiedział: "Pragniemy stworzyć w całym mieście klimat przyjazny gejom. W tym celu wydrukowane zostaną broszury informacyjne, powstaną strony internetowe i oferty biur podróży." Podobną strategię przyjęły inne europejskie metropolie, takie jak Wiedeń, Berlin, Londyn i Lizbona. Rzeczniczka wydziału promocji miasta w berlińskim ratuszu, Natascha Kompatzki mówi: "Naszą ofertę turystyczną dla gejów i lesbijek formułujemy głośno i otwarcie. To bardzo ważna grupa klientów."
O pieniądze, jakie wydają gejowscy turyści ubiegają się także niewielkie ośrodki, takie jak Le Mans we Francji. To niewielkie miasto (150 tysięcy mieszkańców) znane na całym świecie z wyścigów samochodowych, znalazło się kilka tygodni temu w nagłówkach gazet, kiedy około trzydziestu miejscowych firm żyjących z turystyki - od luksusowej restauracji po niewielkie hoteliki - zawiązało lokalny "Pakt Przyjaźni dla Gejów i Lesbijek". Wiceburmistrz Le Mans, pani Dominique Niederkorn przyznaje, że miastu chodzi o... kasę. "Badania wykazują" - powiada bez ogródek - "że homoseksualiści żywo interesują się kulturą i pragną ciekawie spędzać wolny czas. Dlatego lokalni przedsiębiorcy postanowili ich zaprosić, aby u nas wydawali swoje pieniądze."
W Le Mans potrafią liczyć. Fatalne, że liczyć nie potrafi nowy prezydent miasta stołecznego Warszawy. Do Le Mans dotarła wiadomość, że sami tylko amerykańscy geje wydają rocznie na podróże 54 miliardy dolarów. 54 000 000 000 dolarów! Czy może dziwić, że nawet największy homofob w radzie miasta Le Mans uśmiecha się szeroko na myśl o drobnej nawet części tej sumki? Instytut badawczy "Community Marketing" z San Francisco opublikował właśnie wyniki najnowszych badań rynkowych. Wynika z nich, że aż 91 procent żyjących w USA gejów udało się w ciągu ostatnich 12 miesięcy w podróż w celach wypoczynkowych. Amerykańska przeciętna to 64 procent. Homoseksualny mężczyzna podróżuje aż dziesięć razy częściej niż jego heteroseksualny kolega! Ciekawe, że według tych badań, 84 procent gejów posiadało ważny paszport a tylko 29 procent heteryków.
W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej powstaje coraz więcej biur podróży, specjalizujących się w organizowaniu wycieczek dla gejów. Powstała nawet zrzeszająca je międzynarodowa organizacja, Gay and Lesbian Travel Association. Geje niezbyt lubią cele tak zwanej turystyki masowej, choć naturalnie Mallorca, Mykonos czy Gran Canaria mają rzesze wiernych zwolenników. Bardziej wymagający preferują turystykę indywidualną oraz egzotyczne cele, przez nikogo jeszcze nie odkryte. Oprócz Azji i Afryki, od kilku lat wielkim hitem jest Praga i Budapeszt. Mark Chesnut, autor przewodnika "The Gay Vacation Guide" zapewnia, że coraz więcej gejów ciągnie na wschód i północ Europy - do Moskwy i Petersburga, a stamtąd do stolic krajów bałtyckich - Rygi, Tallina i Wilna. Niestety - Polska ciągle jeszcze omijana jest łukiem. Złe wieści szybko się rozchodzą a promowane przez naszych polityków "wartości" są dość zleżałym towarem.
Wiele miast włącza się w organizację i promocję wielkich gejowskich i lesbijskich imprez, takich jak niedawne igrzyska Gay Games 2002 w Sydney. Samantha Collins z australijskiej Izby Turystycznej mówi, że kontynent kangurów walczył o swe dobre imię przez około 20 lat. "Mamy tu wielką różnorodność. Można organizować safari, wędrówki przez tasmańską dzicz lub bawić się na święcie winobrania. Australia to dobre miejsce do wydawania pieniędzy." Podobne opinie usłyszeć można od pewnego czasu w Republice Południowej Afryki, która uchodzi za jeden z najprzyjaźniejszych gejom krajów świata. Robert Wilson z wspomnianej Gay and Lesbian Travel Association mówi: "Gejowski turysta jedzie tam, gdzie nie patrzą na niego wilkiem, kiedy idzie ulicą trzymając swego przyjaciela za rękę lub kiedy zamawiają wspólny pokój w hotelu". Zaś Mark Chesnut dodaje: "Geje wcale nie chcą zamyka się w getcie. Ale pragną poczucia bezpieczeństwa i przyjaźni."
Na gejowskiej mapie turystycznej Polska jeszcze nie istnieje. Ale nie znaczy to, że nie ma żadnych szans. Są bowiem kraje, które uprawiają politykę czynnej dyskryminacji - takie jak Egipt i wiele innych krajów religii islamu oraz większość wysp karaibskich z Jamajką na czele. Polska do nich nie należy i przyznać trzeba że nigdy nie należała. Dobrze by było, gdyby nasz kraj znalazł się któregoś dnia w jednym szeregu z Holandią. Holenderskie władze i firmy turystyczne nie zabiegają już o gejów. Pan Van Tiggelen z centrali turystycznej w Amsterdamie powiada: "Wszyscy wiedzą, że w Holandii rosną tulipany. Po co więc wydawać pieniądze na reklamę tulipanów? Podobnie jest z gejami. Wszyscy wiedzą że ich serdecznie zapraszamy".
Opracował: Antoni Kuchejda
Tak, chcialabym realizacji takiej wizji gdy na sniadaniu w pensjonacie spotykają się pary les i gej i jest normalnie .
Chyba turystyka ma to do siebie, ze poznaje sie kraj, ludzi, kulture...ale turystyka gejowska...hmm...co to za twor?? Money makes the world...