W lokalu, który jest symbolem współczesnego ruchu gejowskiego, trwa właśnie pokaz męskiego stripteasu. Tańczący na niewielkim podium chłopak jest muskularnie zbudowany. Na klatce piersiowej wytatuowany ma obrazek, którego motyw trudno rozpoznać w półmroku. Zgromadzeni wokół goście wpychają mu dolarowe banknoty za gumkę obcisłych slipów, które i tak za chwilę spadną. Danny żyje z rozbierania się. Każdego wieczoru ma trzy sesje po dwadzieścia minut. Nie interesuje go historia. Ważny jest tylko szmal. Jest sobota - a właściwie już niedziela, bo wskazówka zegara pokazuje późną godzinę nocną. Pokaz odbywa się w najsłynniejszym gejowskim barze na świecie - "Stonewall Inn" w Nowym Jorku. Tu właśnie, przy Christopher Street numer 57 zaczęła się walka o równouprawnienie gejów i lesbijek. Było to 27 czerwca 1969 roku, kiedy Danny'ego nie było jeszcze na świecie.
Budynek, w którym mieści się "Stonewall Inn" jest niepozorny. Jednopiętrowy, z wąską na kilka metrów pomalowaną na biało fasadą, na parterze okno wystawowe. Dzisiejszy lokal nie ma oczywiście nic wspólnego z swym historycznym imiennikiem. Kilka miesięcy po pamiętnych protestach i walkach ulicznych władze cofnęły właścicielowi licencję na sprzedaż alkoholu i goście przestali przychodzić. To, co jest dziś, funkcjonuje od 1991 roku nie jako muzeum, lecz jako zwykły branżowy lokal rozrywkowy. Po zaadaptowaniu pomieszczeń na parterze jest więcej przestrzeni. Miejsce szafy grającej zajął pulpit DJ'a. Na pięterku jest parkiet i można potańczyć. Danny właśnie zakończył na nim swój występ i zbiera rozrzucone na podłodze banknoty. Na podeście pojawi się zaraz następny chłopak.
Atmosfera w "Stonewall Inn" nie odbiega od panującej w tysiącach podobnych przybytków gejowskich na całym świecie. A jednak jest to miejsce historyczne. W roku 2000, cały kwartał dookoła podniesiony został do rangi narodowego miejsca pamięci: "National Historic Landmark".
To, co wydarzyło się w nocy z 27 na 28 czerwca 1969 roku na Christopher Street przeszło do legendy. Mają one niestety tę przypadłość, że obrastają mitami, spod których trudno wydobyć prawdę. Dość powiedzieć, że jej odgrzebaniem zajmują się historycy dużego kalibru. Jest nim David Carter, który od 1994 roku zbiera materiały do książki. Znajdą się w niej dostępne dokumenty, fotografie i wywiady z naocznymi świadkami "rozruchów na Christopher Street". Jeden z nich, mieszkający opodal mówi: "Trudno dziś wyobrazić sobie życie gejów w Nowym Jorku czterdzieści lat temu. W tym czasie było tu tylko kilka lokali. Geje w ogóle nie pokazywali się publicznie. Do "Stonewall Inn" chodziło się, bo była tam najlepsza muzyka z szafy grającej. Martha Reeves&The Vandellas śpiewali "Look him in the eyes / how they hypnotize". Miłość, namiętność, ból, tęsknota - wszystko to, co odczuwają młodzi faceci i o czym nam nie wolno było marzyć. To był najlepszy lokal na świecie, bo tam nie musieliśmy niczego udawać. Poza tym był to jedyny lokal w Nowym Jorku, gdzie chłopak mógł tańczyć z chłopakiem. Myślę, że cała ta rewolucja wzięła się z tego, że chcieli nam zabronić ze sobą tańczyć."
David Carter jest przekonany, że rozruchy na Christopher Street nie miały żadnego podtekstu ideologicznego. Był to spontaniczny zryw, odpowiedź na brutalność i chamstwo policji. Na ulicę wyszło biali i czarni, starzy i młodzi, urzędnicy i ulicznicy a nawet drag queens. Najwięcej było jednak "street queens", chłopaków żyjących z hojności zamożnych sponsorów. Co wieczór przychodzili do "Stonewall" w nadziei na zarobek. Nie mieli pieniędzy na drinki, więc godzinami tańczyli albo napełniali wodą puszkę po piwie żeby oszukać kelnerów. Do bijatyk z policją i jej cywilnymi agentami dochodziło już wcześniej. Nigdy jednak na taką skalę. Zresztą policja nie tak bardzo interesowała się gejami, jak mafią. Wszystkie branżowe lokale były w tym czasie kontrolowane przez mafię, ponieważ żaden gej nie mógł na legalnej drodze otrzymać licencji na wyszynk alkoholu. Mafia płaciła policji haracz - 1200 dolarów miesięcznie i miała spokój. Gliniarze zjawiali się dla fasonu tylko dwa razy w miesiącu. Parę osób spisywali, parę zatrzymywali - ale rychło wypuszczali z aresztu. I interes się kręcił. Jednak wieczorem 27 czerwca 1969 roku w dzielnicy pojawiła się policja federalna, która podobno ścigała jakiegoś groźnego przestępcę. Agenci wtargnęli do baru, zniszczyli szafą grającą i przerwali zabawę.
Przemoc fizyczna wyzwoliła opór, na jaki policja nie była przygotowana. Policjanci zabarykadowali się w środku, na zewnątrz zaś zbierał się coraz większy tłum. Poleciały puszki po piwie i kamienie. Z okolicznych lokali przybiegali goście, gromadzili się gapie. Ludzie zbierali się na Christopher Street jeszcze przez pięć kolejnych dni. Na dodatek, plac przed "Stonewall Inn" świetnie nadawał się do prowadzenia walki ulicznej. Zebrać się mogło na nim nawet kilkaset osób. Wąskie zaułki dzielnicy Greenwich Village i liczne stacje kolejki podziemnej umożliwiały ucieczkę i szybkie przegrupowanie. Policja nie była w stanie skutecznie zaryglować kwartału.
Słynna Christopher Street - która dała imię wszystkim paradom gejowskim na całym świecie - jest najdłuższą arterią Greenwich Village. Zaczyna się przy 6th Avenue, jest dość wąska, otoczona szpalerem drzew. Stoją przy niej typowe dla tej okolicy ceglane domy z drabinami pożarowymi, znanymi z licznych amerykańskich filmów. Opodal "Stonewall Inn" znajduje się skrzyżowanie z Gay Street - ale nazwa ta nie ma naturalnie nic wspólnego z gejami. Mister Gay żył w XIX wieku i walczył o prawa czarnych niewolników. Nieco dalej w kierunku zachodnim widać sporo gejowskich flag, zdobiących bary i sklepy. To właśnie słynna "wioska". Są też dwa kościoły, kawiarnie, kwiaciarnie i mały teatr - Lucille Lortel Theatre, w którym wystawiane są awangardowe sztuki. Nie ma wieżowców i arterii szybkiego ruchu, za to dużo spokoju. Nic dziwnego, że chętnie sprowadzają się tu ludzie z zasobnym portfelem, a ci którzy nie mają pieniędzy na zapłacenie wysokich czynszów - w tym także geje - coraz częściej muszą szukać innego miejsca. Jeszcze dalej na zachód, Christopher Street staje się szersza, by wreszcie zakończyć się przy Hudson River. Miejsce to od dziesięcioleci słynie jako gejowska pikieta.
Dla młodych gejów żyjących w Nowym Jorku, bohaterska legenda powstania przeciwko uciskowi i dyskryminacji nie ma większego znaczenia. W najstarszej gejowskiej księgarni świata "Oscar Wilde" (rok założenia 1967!) całe regały książek poświęcone są historii ruchu gejowskiego. Ale interesuje się nimi niewiele osób. Dobrze, że w 1992 roku w Christopher Park naprzeciw "Stonewall Inn" ustawiono pomnik dłuta rzeźbiarza George'a Segala. Ukazuje on dwóch stojących mężczyzn. Jeden obejmuje ramieniem drugiego. Dwie siedzące kobiety trzymają się za ręce.
Miłość jest ważniejsza niż bohaterstwo.
Opracował Jerry Sokołowski
wg. GAB