Kiedy mój bardzo dobry i bardzo stary znajomy z Łodzi usłyszał, że kandydat Samoobrony do fotela prezydenta Poznania zapytał kandydata SLD do tego samego wygodnego mebla czy jest homoseksualistą, powiedział konspiracyjnym szeptem "O cholera! To w Poznaniu już się dowiedzieli?" Kandydat SLD Sławomir Pietras był przed laty dyrektorem opery w Łodzi i znało go tam bardzo wielu ludzi. A teraz odpowiedział błyskotliwie: "Nie jestem homoseksualistą, nie jestem kobietą z brodą, nie jestem pedofilem, nekrofilem lub gerontofilem". W ten sposób dowiedzieliśmy się o życiu intymnym i charakterze obu panów więcej niż moglibyśmy marzyć.
Stanowczo uważam, że pytanie z zaskoczenia polityków o ich orientację seksualną powinno stać się takim samym wymogiem, jak złożenie deklaracji majątkowej. Byłoby to znakomitym testem na ich prawdomówność, fantazję i charakter. Zgadzam się, że wspomniany poseł Samoobrony Deręgowski to człowiek wyjątkowo nikczemny. Zresztą, to musi być rodzinne, bo jest szwagrem sławetnego posła Libickiego, nienawidzącego odmienności z pozycji katolickich. A Pietras? Nawet gdyby był gejem, pedofilem i gerontofilem albo kobietą z brodą (a jak twierdzi nie jest!) nie oddałbym na niego głosu, choćby chciał zostać dyrektorem miejskiego szaletu. Dlaczego? Ponieważ uznał, że najlepszą reakcją na kopnięcie w krocze, jest rozdanie kilku następnych kopniaków. A to fatalnie świadczy o charakterze.
Według przeprowadzonej kilka miesięcy temu ankiety, aż 62 procent polskich wyborców uważa, że homoseksualizm polityka jest czynnikiem dyskwalifikującym. Czy może dziwić, że opinię tę podziela większość politycznych "elit" wszystkich kolorów i odcieni? Wyborcom nie przeszkadza nieudolność, nieudaczność, brak kwalifikacji, tani populizm, uwikłanie w afery i skandale, głupota, prywata i ogólna niemożność, które to cechy królują w polityce polskiej na wszystkich szczeblach. Ale wystarczy, że polityk nie jest gejem - a jego szanse kosmicznie wzrastają! Tą wiedzą kierował się Deręgowski, kiedy zapytał Pietrasa czy jest homoseksualistą...
Inna Strona bardzo rzadko zajmuje się polityką. Głównie dlatego, że jest to w Polsce dziedzina wyjątkowo nieapetyczna. Potencjał bredni, hipokryzji i prywaty, jaki codziennie wylewa się z telewizora jest trudny do zniesienia. Ale też dlatego, że mimo upływu lat, trudno dostrzec w naszym środowisku gejowskim oznaki budzenia się świadomości wspólnych celów i interesów. Cieszymy się z każdej jednostkowej inicjatywy, choćby nawet podyktowana była tylko zwykłą ludzką ambicją a nie wolą służenia ogółowi. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że z różnych powodów nie dorobiliśmy się lidera, takiego jak - na przykład - niemiecki polityk, członek Bundestagu Volker Beck. W niedzielnych wyborach głosować będziemy na ludzi, którzy mają budować szkoły, drogi i mosty. Na budowę centrum kultury dla gejów i lesbijek raczej nie możemy liczyć.
Osobiście uważam, że przyjęta przez działaczy gejowskich strategia jest wadliwa. Jest jednak sposób na to, by polska mniejszość seksualna mogła zaistnieć w polityce: Kiedy przed laty opozycja demokratyczna rozpoczynała walkę z systemem, powstał Komitet Obrony Robotników. Polska mniejszość LGTB potrzebowałaby teraz takiego właśnie - symbolicznego - Komitetu Obrony Mniejszości Seksualnej, składającego się z osób o uznanym autorytecie. Jestem przekonany, że wielu polityków, intelektualistów i artystów odniosłoby się życzliwie do prośby o wsparcie. W przypadku naruszenia praw gejów i lesbijek, werbalnego obrażania ich, odmawiania praw obywatelskich, podpisy tych osób powinny w dużej liczbie znaleźć się pod formułowanymi przez działaczy gejowskich apelami, petycjami i listami otwartymi. W sytuacji, gdy nasz głos jest niesłyszalny, ludzie ci powinni stać się rzecznikami naszej sprawy, wypowiadać się w audycjach telewizyjnych udowadniając, że prawa człowieka nie mogą być limitowane i ograniczane z powodów światopoglądowych czy wyznaniowych. Jestem przekonany, że utworzenie sprawnie działającej i masowej organizacji gejowskiej i lesbijskiej jest zadaniem na lata. Uruchomienie już istniejącego i czekającego tylko na sygnał potencjału dobrej woli jest o wiele łatwiejsze.
Janusz Marchwiński