Kto w Polsce opowiada się za przyznaniem praw mniejszościom seksualnym? Czy jest jakaś wpływowa siła polityczna, publikacja, ciesząca się poważaniem organizacja pozarządowa, która czynnie występuje przeciwko homofobii, piętnuje powtarzające się werbalne znieważanie osób homoseksualnych i naruszanie ich konstytucyjnych praw? Kto staje po stronie gejów i lesbijek? Czy powstał choć jeden rządowy program walki z nietolerancją na tle seksualnym? Słowem: czy polscy geje i lesbijki mają sojuszników, na których mogliby polegać? Część działaczy gejowskich lokuje swe nadzieje w SLD. Inni w powstających strukturach partii antyklerykalnej APP Racja. Jeszcze inni odwołują się do znanych z liberalnej postawy osób publicznych. Pomysłów jest dużo, tylko co z nich wynika? Za dwa lata Polska wejdzie - miejmy nadzieję - do Unii Europejskiej. Czy polskie "elity" dostrzegają konieczność dostosowania do poziomu europejskiego także standardów obyczajowych?
"Ile razy dostałeś w ryj za pedalstwo?" - zalotnie pyta dziennikarka tygodnika NIE jednego z polskich działaczy gejowskich. "Ani razu. Dla żuli wyglądam chyba zbyt męsko. W Pomrocznej panuje stereotyp pedała-zboczeńca z krzaków albo przebierańca" - odpowiada dzielnie działacz, dostrajając się płynnie do wulgarnego stylu pisma Jerzego Urbana. List do redakcji, opublikowany nieco wcześniej, redakcja NIE poprzedziła wzruszającą inwokacją: "Z najwyższą niechęcią drukujemy polemikę p. Korwin-Mikkego, z którą się głęboko nie zgadzamy (...)" Chodziło o manifest pt. "My, lesbijki i geje Rzeczypospolitej Polskiej...", podpisany przez trójkę działaczy i dwa wydawnictwa erotyczne z Warszawy. Ekscentryczny szef kanapówki o nazwie Unia Polityki Realnej udzielił polskim gejom kilka praktycznych rad, z których najważniejsza brzmiała tak: "Musicie jednak zrozumieć, że przytajony homoś lub lesbijka nie powinni zajmować stanowisk odpowiedzialnych politycznie (a i w businessie!), bo zawsze istnieje groźba szantażowania ich ujawnieniem tego wstydliwego faktu." Tygodnik NIE solidaryzował się z gejami bardzo krótko. W numerze 40/2002 przeczytać można humoreskę pod tytułem "Pedałując do Budapesztu", w którym niejaki Krzysztof Rala udowadnia, że na podstawie jednego jedynego tekstu można napisać pracę doktorską o homofobii. Cytat: "Waszym problemem przestaje być to, że ciągniecie sobie druty. Waszym problemem jest to, że nie wiecie, czego chcecie." Tyle o sojuszniczej lojalności tygodnika NIE.
Prawdopodobnie, zawartość mózgownicy Krzysztofa Rala jest lustrzanym odbiciem jego artykułu. Podobnie skwitować można wypowiedzi biskupa Pieronka, który chciałby izolować osoby homoseksualne i posłanki do Sejmu Ewy Kopacz z Radomia - która podziela opinię Janusza Korwin-Mikkego, choć należy do innej partii. I wielu, wielu innych osób, którym wydaje się że są mądre, podczas gdy są głupie. I że coś wiedzą, podczas gdy są kompletnymi ignorantami. I że są światowe, podczas gdy po uszy tkwią w katolicko-małomiasteczkowej ciemnocie.
Wiele się zmieniło w polskiej obyczajowości w ostatnich kilku latach. Niestety - optymizm jest przedwczesny. Mogłoby się wydawać, że przynajmniej "elity" nie przyjmują już spraw związanych z seksualnością z nerwowym chichotem niczym w klasie, w której nauczyciel mówi właśnie o budowie narządów rodnych. Gdyby w tej klasie posadzić na jednej ławce red. Krzysztofa Ralę, biskupa Pieronka, Janusza Korwin-Mikkego i posłankę Ewę Kopacz, zachichotaliby się na lekcji wychowania seksualnego na śmierć. A potem stworzyliby zgrany, harmonijny, ponadpartyjny i ponadwyznaniowy chór mieszany. Progresywny tygodnik NIE standardowo używa w swoich tekstach słowa "dupa". Jednak ta estetyczna czasami część ciała jak była wstydliwa dla jego redaktorów - tak jest. Znana amerykańska seksuolog Ruth Westheimer (jej Encyklopedia Seksu jest w Polsce bestsellerem) szokowała gości swych programów telewizyjnych, prosząc ich, by publicznie i przed kamerami powiedzieli głośno słowo "erekcja". Większość pokrywała zakłopotanie nerwowym śmiechem.
Redakcja katolickiego miesięcznika Więź zajmowała się homoseksualizmem w artykule "Jak z tym żyć...", którego podtytuł wyraźnie sugerował, że lepiej nie żyć wcale: "Straszny ból, straszne cierpienie. Płakałem - miałem ochotę uciec z psychoterapii"... Kilka numerów później, jezuita, ojciec Mieczysław Kożuch pocieszał: "Możliwa jest całkowita zmiana orientacji z homoseksualnej na heteroseksualną. Trzeba mówić o tym coraz głośniej. Czyni się wielką krzywdę, oznajmiając osobie o skłonnościach homoseksualnych - zwłaszcza młodej - że w tym względzie nic nie da się zrobić." Oba teksty przygotował Cezary Gawryś, były redaktor naczelny szanowanego w pewnych kręgach pisma, człowiek z wyższym wykształceniem...
Przykłady publikacji i wypowiedzi na temat homoseksualizmu, w których do głosu dochodzi dziennikarska oszołomeria, szarlatani, półgłówki i kompletni idioci można mnożyć. Jedynym poważnym przyczynkiem w dyskusji na temat społecznego odbioru homoseksualizmu w Polsce była seria publikacji w "Gazecie "Wyborczej", rozpoczęta tekstem Jacka Kochanowskiego pt. "Geje nie będą udawać małżeństw". Poszczególne głosy w tej dyskusji ujawniły znany fakt: pozycje są skrajnie przeciwstawne. Na jednym biegunie znajdują się krzykliwi moraliści, zamknięci na dokonujące się wokół nich przemiany, przerażeni wizją świata pozbawionego "wartości", Polski którą zawładną "zboczeńcy". Na drugim nowocześni pragmatycy, których śmieszą stereotypy, lecz są zbyt kulturalni by je bezlitośnie wyśmiać i niezbyt chętni do angażowania się w jakiekolwiek akcje o charakterze społecznym. Rozmowa jednych z drugimi przypomina dyskusję ślepego z głuchym. Nikt nikogo nie jest w stanie przekonać. Jednak w dialogu z Europą, ci właśnie pragmatycy zostaną wysłuchani i zaakceptowani. Czy wśród nich szukać sojuszników?
Pewnie nie znajdziemy ich w antyklerykalnej partii Racja, która w nazwie nosi co prawda słowo "postęp", ale w jej programie brak wzmianki o równouprawnieniu mniejszości seksualnych. W SLD, która taką wzmiankę posiada, jednak nic w tej sprawie nie mówi i nie robi, pewnie też nie. Unię Polityki Realnej już zaliczyliśmy (Korwin-Mikke dramatycznie woła: "Nie narzucajcie się! Powtarzam: NIE NARZUCAJCIE SIĘ! Ostrzegam: NIE NARZUCAJCIE SIĘ!") Tygodnik NIE swoje credo wyraził tak: "(...) najlepszym sposobem unormalnienia i oswojenia homoseksualizmu byłoby wyrugowanie tego słowa ze świadomości społecznej".
Więc co? Są jakieś pomysły? Pozostaje jeszcze metoda mojego sąsiada, który dobrze wiedząc że jestem gejem, zwykł mówić: "A g... mnie to obchodzi". Lubię go za to.
Janusz Marchwiński
Best wishes, Yukonian.
W nosie mam taką tolernację. Każdy człowiek jest osobowością. Jeżeli marzy Ci się stadko gejów ubranych w szare sweterki, którzy gejami są tylko podczas przygodnych numerków w darkroomach (tam ich nikt nie widzi), to masz straszną wizję. Poza tym jak większość krypto-koleżanek masz z pewnością poważne kompleksy na punkcie Twojej męskości.