
-Oto twój kinder - metal zabrzęczał o stół. - Duży od górnego zamka, patent od domofonu. Dolnego nie używam.
-Dzięki - Troy ważył klucze w dłoni - nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.
Siedzieli w jadalni nad kubkami świeżo zaparzonej herbaty z rumem. W mieszkaniu panowało przyjemne ciepło, Troy czuł, jak wszystko w nim w nim odtaja. Powoli docierało do niego, co zrobił.
Spotkali się wczesnym rankiem pod domem. Obecność zaprzyjaźnionego kulturysty okazała się zbędna - ojczyma szczęśliwie nie było w domu. Skromny dobytek po kwadransie znalazł się w samochodzie.
Bez książek i kompaktów, obrazków pokancerowanych ciskaniem o podłogę, bibelotów, pokój, w którym spędził całe dotychczasowe życie wydawał się obcy, wręcz nierzeczywisty. Troy nie był pewien, zapada w sen, czy przeciwnie - właśnie się budzi po miesiącach letargu. Jedno wiedział na pewno: nie ma zamiaru tu wracać. Ostatni raz zajrzał do szaf i skrytek, do brudnika, apteczki i na pawlacz.
Drzwi zamknął z wszechogarniającym poczuciem ulgi. Skulony wśród kartonów na tylnim siedzeniu samochodu odbywał podróż w czasie, z każdym kilometrem skreślał kolejny dzień, tydzień, miesiąc.
-Nowe życie, co? - Darek z lubością zacisnął palce na gorącym naczyniu.
-Oby - Troy wolał wierzyć, że wiele się teraz zmieni. - Nie wiem, jak się tobie... wam wszystkim wypłacę.
-Daj spokój - Darek uśmiechnął się szelmowsko. - Prosty rachunek: jedna trzecia czynszu.
Troy spojrzał na niego z wdzięcznością. Do niedawna nie wiedział o jego istnieniu, na ulicy nie zwróciłby na niego uwagi: okrągławy rudzielec w wymiętych, luźnych ubraniach nie narzucał się powierzchownością Tymczasem całkiem obcy gość ze śmieszną, kozią bródką okazał mu nadspodziewaną życzliwość - Jarek płacił za swój pokój dużo więcej.
-Tak czy owak dzięki - powtórzył i rozejrzał się uważniej dokoła. Boazeria i drewniane wyposażenie w ciepłych barwach działało kojąco na zmysły. - Długo tu mieszkasz?
-Trzy lata, może cztery - zastanowił się Darek. - Ale kupiłem w zeszłym roku.
-Jest twoje? - Troy uniósł brwi.
-Wynajmowałem za straszną kasę, ale właściciel wpadł w bagno, pozbywał się czego mógł. Zachował kilka mieszkań gdzieś na południu, nie były na niego - Darek wyłowił łyżeczką zabłąkany liść herbaty. - Kicnął gdzieś do Dojczlandu. Nie znam szczegółów, ale szukało go paru trąconych kolesi. Raz nawet wzywałem Waldusia - zaśmiał się na wspomnienie kulturysty.
-I co?
-Spoko. Ma dar przekonywania - zachichotał. - Robert może coś na ten temat powiedzieć...
Troy znów się zastanowił, jakim sposobem nigdy się nie spotkali.
-Od dawna się znacie? - zapytał.
-Z Robim? Od zawsze. Z uniwerku. A raczej z Lambdy.
-Raz poszedłem i podziękowałem - Troy ze zwątpieniem pokręcił głową.
-Różnica pokoleń - Darek spojrzał na niego pobłażliwie.
-To znaczy? - Troy przyjrzał mu się zaskoczony.
-Tyle jest teraz miejsc, gdzie można kogoś spotkać. Inna wzorce, inna epoka.
-Przesadzasz - pokręcił głową.
-Kiedyś nieźle się trzeba było kryć po kątach.
-Myślisz, że teraz nie trzeba? - przed oczami mignęły wyrywkowe wspomnienia.
-Też - przytaknął Darek - ale sporo się zmieniło. Za moich czasów...
-To znaczy? - zabawny był z tym mentorskim tonem.
-Dziesięć lat temu...?
Troy uświadomił sobie dzielącą ich różnicę wieku.
-Nie skończyłem podstawówki - stwierdził. - Taki jesteś stary?
-Nawet imię mam po dziadku. Przedpotopowe.
-Znam mnóstwo Darków - zdziwił się Troy.
-To moje drugie imię - Darkowi znów coś błysnęło w oku - do pierwszego się nie przyznaję.
-Proszę! - Troy uniósł palce w geście przysięgi - nie powiem nikomu.
-I tak wszyscy wiedzą, mam w dowodzie - wzruszył ramionami. - Stanisław.
Troy zaczął się śmiać.
-No właśnie - spojrzał wzrokiem skarconego psiaka - Znasz jakiegoś Stanisława?
-Moniuszko?
-Badzo śmieszne.
-Wyspiański. Lepiej?
-Niepotrzebnie powiedziałem.
-Sory - zreflektował się Troy - Tadeusz też nie poraża aktualnością.
-Tadzio? Śliczne. Niejeden Aschenbach pod most by skoczył. Nie tylko dla imienia zresztą... - przez chwilę przyglądał mu się z uwagą, po czym przezornie zmienił temat - Oglądałeś?
-Czytałem.
-Mądre dziecko - Darek potargał go po włosach - to dzisiaj takie niemodne.
-E tam - roześmiał się Troy - Robert mnie zmusił.
Przez chwilę uśmiechali się do siebie. Darek dopił do końca herbatę i podniósł się z teatralną ociężałością.
-Koniec gadania, do roboty! Pokażę ci, co i gdzie, a potem zabiorę się za obiad.
Troy zerwał się z miejsca. Zamierzał jak najszybciej się rozpakować, usiąść w jednym miejscu. Po południu zjawi się Adam, nie może zastać go na bagażach, usmolonego kurzem.
Na pierwszy ogień poszły płyty. Włączał po kawałku niemal każdą, w skupieniu wsłuchując się, jak brzmi w nowym pomieszczeniu. Muzyka pomagała mu się oswoić z nowymi miejscami, zawsze miał w torbie dwa-trzy ulubione krążki. W każdym domu budował za znajomych dźwięków swoistą mapę, dopiero na niej umiejscawiał się w nieznanych warunkach. Darek nie protestował, wsłuchany w krzątaninę nowego domownika.
Nie usłyszeli dzwonka u drzwi ani zgrzytu kluczu w zamku.
-Kochanie, wróciłem - zawołał z przedpokoju Jarek.
-Szymon wypuścił cię na chwilę z klatki? - Darek wychynął z kuchni i puścił przez próg oko do Troya. Machał przy tym drewnianą łyżką, ociekającą czerwoną, parującą mazią.
-Zaraz lecę - Jarek nie dosłyszał - Szymon czeka na dole. Jak tam Tadzio?
Wiedziony hałasem zajrzał do salonu.
-A jesteś! Czyli po wszystkim - wyciągnął rękę.
-Na szczęście - Troy stał nieco zagubiony pośród rozwleczonych wokół worków z odzieżą. Jarek powiódł nieuważnym wzrokiem po zwałach różnokolorowych tkanin.
-Pogadamy następnym razem - rzucił i zniknął w łazience, z której dobiegł wkrótce nieokreślony rumor i stek przekleństw. Potem usłyszeli szybkie kroki.
-Trzymajcie się - zawołał - i nie czekajcie wieczorem!
Drzwi wejściowe zamknęły się z trzaskiem. Spojrzeli na siebie rozbawieni i jednocześnie wzruszyli ramionami.
-Ty też się lepiej streszczaj - napomniał Darek z surową miną i pokiwał chochlą. - Zwariować można przez te wasze miłości.
-Trochę mi niezręcznie - Troy odetchnął głęboko - tu Jarek, tam Robert. Kiedyś niepotrzebnie się władowałem... - urwał niepewnie.
-Ja też. Dlatego się już w to nie bawię - uciął dyskusję Darek. Troy zastanawił się, co mógł mieć na myśli.
-Wiesz, podoba mi się - powiedział bez związku - Staszko.
-Spadaj - prychnął tamten - Lepiej chodź posmakować. Z tego wszystkiego sos mi nie wyszedł i nawet nie wiem, dlaczego.
-Dobrze, że nie gotowałeś sufletu - parsknął Troy i nagle poczuł się pewniej. Rzucił się do pokoju. Wciąż jeszcze nie obejrzał balkonu.
Koosie
Następny odcinek webnoweli "Okruchy życia" już za tydzień!