Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Piątek, 11.10.2002 00:00

Webnowela: Muzyka i sen

Podziel się Tweetnij Skomentuj (10)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (10)

Mój pierwszy znajomy-gej...

1. Przyjazd

- Nie wiem, czy to odwaga, czy głupota. Ale raczej głupota - usłyszałem głos z tyłu. Odwróciłem się. Był mojego wzrostu, z twarzy wyraźnie starszy ode mnie. Dobrze zbudowany, ładnie opalony, krótko ścięty. Buźką nie grzeszył, ale poza tym bardzo mi się spodobał.
- Ty jesteś Feliks?
- Tak. Z czego się śmiejesz?
- Mówiłem ci już, że to dziwne imię.
- I to cię tak śmieszy?
- Tak... przepraszam - powiedziałem od razu pokorniejąc. Nie chciałem, aby poczuł się urażony. W końcu był pierwszym gejem, jakiego poznałem. Mój pierwszy znajomy-gej... Co za uczucie! Stoi tu koło mnie, patrzy na mnie, uśmiecha się. Człowiek, którego, tak jak mnie, pociągają mężczyźni, który, ładnie mówiąc "kocha inaczej", który... ma takie śmieszne imię. Ale nie śmiej się, nie zraź go do siebie, nie zniszcz tej znajomości już na wstępie, w końcu takich ludzi jest bardzo niewiele. Może będzie to jedyny facet, któremu będziesz mógł wszystko powiedzieć, bez żadnych ograniczeń...
- W porządku - odpowiedział uśmiechając się. - Tak mnie rodzice skrzywdzili i cóż na to poradzić.
- Dlaczego dali ci takie imię?
- Uwielbiają Mendelssohna.
- Rozumiem. O co ci chodziło z tą głupotą.
- Ile dni temu się poznaliśmy się na IRC-u?
- Dwa.
- A ty od razu zaproponowałeś, że przyjedziesz do mnie do Poznania i wszystko cacy.
- No a dlaczego nie miałoby być cacy? - zapytałem poważnie. Bałem się, że jego ostatnie zdanie jest jakimś oskarżeniem w moją stronę. Nie wiem w końcu jak to jest w tym środowisku. Może spotkanie się z kimś po dwóch dniach znajomości internetowej to jakaś obraza, albo nietakt. Znowu pojawił się lęk, że moje postępowanie mogło przyczynić się do obrażenia Feliksa i zaprzepaszczenia naszej znajomości.
- Jacek, przecież w ogóle mnie nie znasz. Przyjeżdżasz do mnie zupełnie w ciemno, nie mając nawet pewności, że cię odbiorę z dworca.
- Na IRC-u pisałeś, że odbierzesz.
- Tak łatwo wierzysz w to, co piszą ludzie z kanału? Jaką miałeś gwarancję, że nie zrobię cię w konia?
- Dałeś mi swój numer na komórkę.
- Sprawdziłeś go?
- Nie.
- No więc nawet nie wiesz, czy jest mój. Chociaż przyznaję, że jest.
- No właśnie!
- Ale co z tego? Powiedzmy, że byś przyjechał, mnie by nie było i co? Zadzwoniłbyś na komórkę, ja bym odebrał, albo i nie, i po prostu bym cię olał. I co wtedy? Wracasz do swoich Szamotuł z niczym.
- No ale przecież... przeszedłeś - mówiłem speszony, nie mając pewności, czy Feliks się ze mnie nie nabija.
- No dobra, przyszedłem. A może zaprosiłem cię tylko, żeby cię wykorzystać i zostawić - nie pomyślałeś o tym?
Przerażał mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Wiedziałem tylko, że za dziesięć minut odjeżdżał PKS wracający do Szamotuł, bo wbrew temu, co powiedział przygotowałem się na tę możliwość, że się nie zjawi i sprawdziłem wszystkie autobusy powrotne.
- Dlaczego mi to mówisz? - zapytałem. - Chcesz mnie przestraszyć?
- Nie. A właściwie tak. Dziwię się, że mogłeś tak łatwo zaufać człowiekowi, którego znasz od dwóch dni i do tego przez Internet.
Zrobiło mi się głupio. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, ani gdzie patrzeć. W pewnym sensie czułem się jakbym nie był mile widziany w Poznaniu, bałem się, że za chwilę będę musiał wracać z powrotem do swojej mieściny.
- Spoko, mały! - powiedział po chwili klepiąc mnie w ramię. - Nie jestem taki, jak przed chwilą mówiłem, że mógłbym być. - Po prostu nie wiem, czy mam cię podziwiać za odwagę, czy gardzić tobą za głupotę.
- Pierwsze co do mnie dzisiaj powiedziałeś, to że to była raczej głupota.
- Fakt. Powinienem więc tobą teraz wzgardzić za tę głupotę - zamilkł na chwilę i zdawał się zastanawiać, co teraz ze mną zrobić. Poczułem się niepewnie.
- Ale może nie wzgardzę - uśmiechnął się. Jego uśmiech był tak serdeczny, że od razu zrobiło mi się cieplej i poczułem z jego strony ogromną sympatię. Podczas tej krótkiej rozmowy o mojej nierozwadze zdążyliśmy dojść do jego samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, wykonał ręką gest zapraszający do środka i zapytał:
- I co? Nie masz oporów, żeby wsiąść? Nie boisz się?
Uśmiechnął się do mnie ciepło, obszedł samochód i wsiadł do niego od strony kierowcy.
- Będziesz tak stał? - zapytał.
- No teraz to już sam nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Z jednej strony przecież nie był na pewno jakimś porywaczem, gwałcicielem, albo zabójcą młodych gejów. Z drugiej strony skąd miałem to wiedzieć na pewno? Jedyną rzeczą, która mi to podpowiadała była ta ogromna sympatia, jaką mnie obdarzył przez ten krótki moment na dworcu, mimo, że zarzucał mi głupotę i przedstawiał mroczne scenariusze mojej wizyty w Poznaniu. Jak mogłem wsiąść do samochodu faceta, którego znam zaledwie od dwóch dni i do tego wyłącznie w sposób cyfrowy? Tym bardziej, że sam mnie przed takimi typami właśnie przestrzegł... Chociaż, czy właśnie to, że przestrzegł mnie przed nimi nie jest kolejnym dowodem na to, że on nie jest jednym z "nich"?
- Ja jadę do domu. Ty jedziesz albo ze mną, albo wracasz do Szamotuł.
Stałem tak jeszcze przez chwilę rozdarty między przemożną chęcią pogadania z nim na żywo w jego mieszkaniu, opowiedzenia mu o wszystkich swoich emocjach i uczuciach, a racjonalnym strachem przed nieznanym.
- Słońce - powiedział w końcu opierając się o siedzenie pasażera i wyglądając na mnie przez otwarte drzwi - przestań się już bać proszę i wsiadaj. Czeka nas długi, miły wieczór.
Wsiadłem nic nie mówiąc. Przez głowę przeleciało mi tylko zdanie "co ja robię?"
Jednak gdy jechaliśmy do jego mieszkania nawiązaliśmy rozmowę, która bardzo mnie rozluźniła. Feliks zaczął opowieść o swoim nudnym dniu, komentował niesfornych kierowców i przechodniów, wspominał swojego psa, który na pewno za nim tęskni i za którym on sam bardzo tęsknił, a z którym ma teraz niewiele kontaktu, bo mieszka z jego rodzicami (Feliks miał własne mieszkanie). Mówił to wszystko w sposób tak specyficzny i dowcipny, że nie umiałem się nie śmiać, od razu go polubiłem i znalazłem wspólny język. Co prawda dodawał do naszej rozmowy wstawki w stylu "tu skręcamy w prawo, bo to droga do lasu, do którego mam zamiar cię wywieźć i zabić", albo "ale o tym opowiem ci szczegółowo, dzisiaj w łóżeczku, gdy będę cię gwałcił". O ile pierwsze kilka takich zdań mnie lekko przerażało i nie wiedziałem, czy nie powinienem żałować, że wsiadłem do tego samochodu, o tyle po pewnym czasie nie miałem już wątpliwości, że są to żarty i że nie mam się czego obawiać.

2. Intymność

Jego pokój był niesamowity. Pod oknem stał bardzo niski stolik ze szklanym blatem, a obok niego leżały rozłożone poduszki, na których się siedziało. Na regale po prawej stała bardzo nowoczesna wieża, a obok ogromna kolekcja płyt z najróżniejszymi rodzajami muzyki. Łóżko znajdowało się po lewej stronie, między dwoma małymi szafkami. Na regale, na szafkach, oraz na półkach było wiele świec z prawdziwego pszczelego wosku. Zauważyłem też kilka kadzidełek o różnych zapachach. Na ścianach tu i ówdzie wisiały różne obrazy, widoki i zdjęcia, w tym erotyczne zdjęcia mężczyzn. W pokoju unosił się słodki zapach.
- Co włączyć? - zapytał podchodząc do wieży.
- A jaką masz muzykę?
- Od Vivaldiego, przez Mendelssohna, Pendereckiego, Armstronga, Marleya, Madonnę, Bjork, aż do Metallici i Him'a. No więc co chcesz?
Trochę zaskoczyła mnie jego muzyczna uniwersalność. Na chwilę nawet odebrało mi mowę, aż w końcu powiedziałem:
- Włącz... na co masz ochotę.
- Ty jesteś moim gościem, więc ty zdecyduj. Na co ty masz ochotę?
Chwilę pomyślałem, jakiej muzyki najlepiej by mi się słuchało w rozmowie z nim.
- Masz jakąś nie za ciężką muzykę transową?
- Hmm... Może być Massive Attack?
- Nazwa zespołu brzmi dosyć ciężko.
- Siedzi cicho i słuchaj.
Przygotował mi jakąś dziwną herbatę z kaktusa, niemniej jednak bardzo smaczną. Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy dalej o wszystkim i niczym. O jego firmie, o jego podróżach (o moich też, ale on podróżował dużo więcej, więc to on głownie opowiadał), ja mówiłem o swoim liceum, po czym on wspominał swoje czasy szkolne i studenckie.
- A co powiedziałeś rodzicom o swoim wyjeździe? - zapytał w pewnej chwili.
- Prawdę.
- Że jedziesz do jednego geja z Poznania?
- Nie. Że poznałem kogoś z Poznania i jadę się z nim spotkać.
- Wiedzą ile mam lat?
- Nie.
- Wiedzą ile czasu się znamy?
- Nie.
- I tak łatwo się zgodzili?
- Byli nawet bardzo zadowoleni, że nawiązuję nowe znajomości przez Internet, że rozwijam skrzydła. A powiedziałem im, że znamy się już od dwóch miesięcy i kilka razy gadaliśmy nawet przez telefon.
- I pewnie, że jestem w twoim wieku i na tym samym profilu, co ty, i w ogóle mamy ze sobą tak wiele wspólnego!
Uśmiechnąłem się pod nosem i spuściłem wzrok.
- No to ładną im prawdę powiedziałeś. Oczywiście nie wspomniałeś, że naszą cechą wspólną jest też orientacja?
- Nie, no co ty?
- Wiedzą w ogóle, że jesteś gejem.
- Nie. Poza tym ja nie jestem gejem.
- No tak, zapomniałem, jesteś "biseksualistą".
W ostatnim zdaniu Feliksa wyczułem ironię. Trochę mnie to zbulwersowało. Feliks wstał i poszedł włączyć inną muzykę.
- Może być Bjork? - zapytał.
- Nie ważne - odpowiedziałem sucho. - Co miałeś na myśli?
- Kiedy?
- Mówiąc o tym biseksualiście.
- Jak to "co miałem na myśli"?
- Wyczułem sarkazm w twoim głosie.
- Też przechodziłem przez ten etap - powiedział tonem człowieka mądrego, doświadczonego i mającego świadomość swojej wyższości nad rozmówcą.
- Jaki etap?
- Kiedy wydawało mi się, że jestem biseksem.
- Uważasz, że mi się to tylko wydaje?
- Może ci się nie wydaje. Ale to po prostu okres przejściowy.
- Nie sądzę.
- Ja też tak nie sądziłem - uśmiechnął się serdecznie.
Ta postawa Feliksa zaczęła mnie denerwować. Nigdy nie lubiłem, gdy inni mówili mi co myślę lub czuję, bo skąd mogli to wiedzieć? A on raptem stwierdza, że jestem na jakimś etapie przejściowym, że to, że pociągają mnie obie płcie to tylko mój wymysł.
- Więc co? Uważasz, że prędzej czy później będę "rasowym" gejem?
Feliks spojrzał na mnie z pogardą i bardzo mnie tym spojrzeniem speszył. Nie wiedziałem, czy nie powiedziałem czegoś nie tak, czy może go nie uraziłem i uczucie, które towarzyszyło mi na początku naszego spotkania powróciło - a jeśli zrażę go do siebie? Jeśli stracę tę znajomość? Może to "rasowym" było nie na miejscu...
- Przepraszam - powiedziałem pospiesznie. - Nie chciałem tego tak ująć.
- To ja przepraszam - powiedział enigmatycznie. - Chyba próbowałem ci narzucić za dużo siebie.
Po czym uśmiechnął się serdecznie i zaczął podśpiewywać piosenkę, która właśnie leciała z wieży.
- Słyszałeś wcześniej Bjork? - zapytał.
- Nie.
- A jak ci się podoba?
- Nie wsłuchiwałem się.
Feliks śpiewał dalej i zaczął do tego przyjmować jakieś dziwne pozycje, tak jakby na siedząco tańczył do tej piosenki. Chwilę tak na niego patrzyłem i nawet mnie to śmieszyło.
- Dziwna muzyka - stwierdziłem. - Jakaś taka... dziwaczna.
- Ja też tak kiedyś myślałem - powiedział i dalej się wyginał w rytm piosenki. Po chwili dodał: - Tylko się nie oburz, że znowu porównuję swoje emocje z przeszłości z twoimi obecnymi.
Uśmiechnął się. Odwzajemniłem uśmiech, po czym zapytałem:
- No więc o ci chodziło z tym biseksualistą?
- Oj proszę - jęknął markotniejąc i natychmiast zaprzestał swojego tańca kuląc się - nie rozmawiajmy o tym teraz. Po prostu coś mi przyszło do głowy, ale to nie ma już znaczenia. Teraz mi opowiedz o swoich doświadczeniach z chłopcami i dziewczynkami.
Tak bezpośrednim pytaniem trochę mnie zaskoczył. Poczułem się lekko zmieszany. Obrzuciłem go pytającym spojrzeniem i przez chwilę tak patrzyłem, aż w końcu się roześmiał. Nie rozumiałem go. Nie widziałem nic śmiesznego w tym, że jego pytanie zaskoczyło mnie swoją bezpośredniością i dociekliwością. Wszedł przecież na mój prywatny teren, na bardzo osobiste obszary mojego Ja, mojej osoby, moich doświadczeń. Fakt, że niesamowicie go polubiłem, ale nie był (a przynajmniej jeszcze nie był) człowiekiem, któremu mógłbym zaufać na tyle, żeby tak po prostu zacząć opowiadać o swoich doświadczeniach z najbardziej intymnej sfery każdego chyba człowieka.
- Co tak na mnie spojrzałeś? - zapytał szczerząc się ciągle. Nic nie odpowiedziałem. - Powiedz, co sobie pomyślałeś?
Przez chwilę jeszcze na niego patrzyłem z niedowierzaniem.
- Nie było takich doświadczeń? - zapytał zaczepnym tonem.
- Nie o to chodzi - odburknąłem.
- A mi się wydaje, że o to - mówił ciągle z ironicznym uśmiechem na twarzy. Stwierdziłem, że najlepiej będzie w takim razie powiedzieć mu to, co sobie właśnie pomyślałem.
- Nie sądzisz, że znamy się zbyt krótko, żeby rozmawiać o takich sprawach?
- A cóż to za "takie sprawy"? - zapytał niby oburzony, radosne nastawienie jednak go nie opuszczało.
- Myślę, że to moja osobista i bardzo intymna sprawa. Jak każdego chyba człowieka.
- Doświadczenia seksualne?
- Tak.
- Myślisz, że seks jest aż taką osobistą sprawą każdego człowieka?
- A nie jest?
- Seks to seks. Każdy go uprawia. Seks oralny, to seks oralny. Analny to analny. Pozycja 69, to pozycja 69. Lizanie sutków to lizanie sutków...
- Do czego zmierzasz? - spytałem przerywając mu ten jego bezsensowny wykład składający się z truizmów.
- Chodzi mi o to, że gdy powiesz co robiłeś kochając się z kimś, to każdy cię zrozumie. "Zrobiłem malinkę" - i każdy zajarzy, że przyssałeś się do czyjejś szyi. "Uprawialiśmy petting" - i wiadomo, że robiliście sobie dobrze tylko przy pomocy rąk.
- No ale co z tego? Bo dalej nie rozumiem.
- Powiedz, co jest takiego osobistego w uprawianiu seksu? Każdy wie o co chodzi, każdy może tego doświadczyć. Nie znaczy oczywiście, że tego doświadczy, bo komuś na przykład seks analny może wydawać się świństwem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sprawdził, czym to smakuje. Co w tym osobistego?
- No bo... no to jest po prostu intymne, osobiste... Z definicji.
- Z definicji! - powtórzył i roześmiał się w głos.
Czułem się zmieszany, miałem wrażenie, że Feliks się ze mnie nabija. W ogóle czułem się coraz bardziej przytłaczany jego osobą i jego poglądami. Posiadał jakieś swoje reguły, wierzył w jakieś dziwne rzeczy. Najpierw był święcie przekonany, że nie jestem biseksualistą i bezczelnie twierdził, że "też przez to przechodził". Teraz narzucał mi swoje poczucie pojęcia intymności. Obraz inteligentnego, wyrozumiałego i ciepłego faceta, który zdążył zbudować w moich oczach przez te kilka godzin, ustępował powoli miejsca wizerunkowi nadętego, sfrustrowanego człowieka, który wierzy, że poznał Prawdę Ostateczną i stara się ją wszystkim narzucić.
- Gdy pierwszy raz uprawiałem seks z chłopakiem - powiedział poważnie, tak, jakby całą radość z niego nagle uleciała - uprawialiśmy najpierw petting, a potem seks oralny. Ale do orgazmu doprowadził mnie dopiero, gdy językiem penetrował moje ucho, a rękami dotykał moich sutków.
- No i po co mi to mówisz?
- Umiesz to sobie wyobrazić?
- No... Tak, ale co mnie to obchodzi?!
- Nie mówię, że ma cię obchodzić. Słuchaj dalej.
Słuchałem. Tymczasem Feliks milczał i patrzył na mnie lekko się kołysząc. Przez dłuższą chwilę nic nie mówił.
- No, słucham - powiedziałem w końcu zniecierpliwiony.
- Słuchaj... - powiedział cicho, dalej falując. Teraz dopiero zauważyłem, że porusza się w rytm piosenki, która właśnie leciała z wieży. Milczałem więc, bo byłem ciekaw do czego on dążył i w jaki sposób ma zamiar powiązać temat swobodnego gadania o seksie ze słuchaniem muzyki. I czy w ogóle ma zamiar to jakoś powiązać. W tym momencie w piosence zaczęła się dosyć głośna fraza. Grała tam chyba przesterowana gitara elektryczna, z jakimś innym instrumentem w tle, a do tego wszystkiego wokalistka krzyczała na całe gardło jakieś jedno słowo, którego nie byłem w stanie zrozumieć.
- Co widzisz? - zapytał nagle Feliks.
- Ciebie - odpowiedziałem tonem dającym do zrozumienia, że jego pytanie było w moim uznaniu po prostu głupie.
- Ale co widzisz, gdy słyszysz tę muzykę?
- Muzykę? To jakiś rumor gościa, który ledwo co wyszedł z psychiatryka.
- Widzisz szpital psychiatryczny?
- Nie.
- Więc co? - dopytywał dociekliwie.
- O rany... no dobra, widzę psychiatryk. Widzę jakąś szaloną kobietę, która rzuca się po zamkniętym pomieszczeniu. Kobietę, która zupełnie oszalała. I się rzuca...
Feliks wziął pilota i ściszył muzykę.
- Piosenka nazywa się "Crying" - powiedział - co oznacza "płaczę".
- Raczej "płakanie", albo "płacz" - poprawiłem go.
- Jak chcesz. W kontekście całego tekstu najbardziej pasuje tłumaczenie "płaczę", ale niech ci będzie. W tej piosence Bjork płacze, bo jej ukochany nie jest przy niej. Jest pełno ludzi dookoła, ale czuje się zupełnie samotna. Płacze, bo potrzebuje swojego ukochanego, płacze, bo go nie czuje. Tak można by to mniej więcej przetłumaczyć. Ona szaleje z rozpaczy. Ty to szaleństwo widziałeś w postaci rzucania się po ścianach zamkniętego pomieszczenia. W mojej wyobraźni Bjork stoi na środku jakiegoś zatłoczonego chodnika, albo placu, przywiązana łańcuchami do ziemi i krzyczy. A wszyscy ją równo olewają.
- Ale co to ma do poprzedniego tematu?
- Zmierzam do tego. Jaki kolor mają ściany, po których rzuca się ta kobieta w twojej fantazji?
- Szary.
- Szary. Gdy mi powiedziałeś o nich, ja wyobraziłem sobie białe ściany. Mają jakąś fakturę?
Zastanowiłem się. Trudno było mi uchwycić wątek, którym Feliks zmierzał do celu, ale rozmowa ta wydała mi się bardzo interesująca, więc postanowiłem skupić się na swojej fantazji i kontynuować temat.
- Moje ściany... mają różne odcienie szarości. I są miękkie, tak, żeby nie zrobiła sobie krzywdy.
- A ja myślałem, że są białe i twarde. Myślałem, że po chwili zabrudzi je krwią.
- Nie. Nie rzuca się aż tak gwałtownie. Nawet gdyby nie były miękkie, to nic by jej się nie stało.
- Czy te odcienie szarości się zlewają?
- Nie. Są między nimi granice.
- Coś jak moro?
- Nie.
- To jak?
- Tak... trochę drobniej... trudno to wytłumaczyć.
- No właśnie! - uśmiechnął się i zamilkł na chwilę, po czy kontynuował: - A gdy ja ci powiedziałem, że w mojej fantazji kobieta jest skuta łańcuchami, to jakie łańcuchy widziałeś?
- Takie... powiedzmy jak dla krowy - uśmiechnąłem się.
- Właśnie nie. To są złote łańcuchy. I są niesamowicie grube i ciężkie.
- Dobrze, ale dlaczego odbiegliśmy od tematu intymności?
- Nie odbiegliśmy. Posłuchaj mnie. Zauważ, że trudno jest ci w słowach ująć to, co widziałeś, gdy słyszałeś ten schizowaty fragment piosenki. Ja ci mogę powiedzieć co ja widzę, ale ty i tak nie będziesz miał pełnego wyobrażenia tego, co czuję. Gdy słucham tego fragmentu, o którym mówiliśmy, oprócz kobiety skutej łańcuchami widzę jeszcze coś... Coś jakby wizualne odbicie każdego dźwięku... ale trudno mi powiedzieć, czy to są jakieś błyski światła, czy może coś jakby zakrzywienia przestrzeni... Widzę i czuję jeszcze wiele innych rzeczy, których nawet nie potrafię nazwać. Ale nawet jeśli w szczegółach opisałbym ci co widzę, to i tak nie czułbyś tego co ja, gdy słucham tej piosenki. Nie jesteś mną, nie myślisz i nie czujesz tak, jak ja. Nie przechodzą cię dreszcze, gdy słyszysz daną nutę, albo następstwo dwóch dźwięków, albo dwóch akordów, nie przyspiesza ci serce, gdy wchodzi jakiś tam bębenek i nie zwalnia, gdy Bjork śpiewa a capella. Nie zdumiewa cię harmonia, nie powala cię na kolana barwa danego instrumentu... To znaczy, może i powala, ale na pewno nie dokładnie w tych samych momentach co mnie. Mniejsza z tym! Zauważ, że nawet gdy dwoje ludzi uwielbia piosenki tego samego zespołu, to prawie nigdy ich lista najukochańszych piosenek nie ma takiej samej kolejności. Ty nigdy nie poczujesz tego, co ja czuję, gdy słucham tej piosenki. Nie byłbyś nawet w stanie sobie tego wyobrazić. A szczerze mówiąc, to nawet ja nie byłbym w stanie tego dokładnie opisać. Nie potrafię nawet nadać temu wszystkiemu werbalnego wymiaru. To są doznania już wykraczające poza umysł, bo przecież to w umyśle rodzą się uczucia, emocje, wrażenia, fantazje i są one przez nasz umysł nazywane i określane, bo w umyśle też powstają słowa. A jeśli nie potrafię nazwać tego słowami, to czy może się to dziać w moim umyśle? To jest trochę jak sen. Jak bardzo zły sen, albo bardzo piękny sen. Człowiek gdy się budzi to jest spocony, albo śmieje się w głos. Ale nie potrafi sprecyzować wszystkich szczegółów tego, co mu się śniło... To jest dopiero intymne przeżycie. To jest dopiero osobiste i niepowtarzalne doświadczenie...
Milczałem. Po raz kolejny trudno było mi doprowadzić do krystalizacji wizerunek Feliksa, który miałem mgliście nakreślony w głowie. Znowu wydał mi się człowiekiem nie tylko niesamowicie inteligentnym, ale również bardzo wrażliwym i przeżywającym każdą chwilę swojego życia całym sobą. Wszystko, co powiedział przed momentem powiedział z taką pasją, jakby chciał przekonać cały świat do prawdziwości swoich słów. Ale nie były to już słowa nadętego palanta, który zjadł wszystkie rozumy. Dla mnie słowa te były same w sobie muzyką. Muzyką nie do końca zrozumiałą, ale muzyką. Mniej więcej taką, jak dla niego ta piosenka, która brzmiała przed chwilą. Trudno mi było określić co właściwie czułem, gdy go słuchałem. Stało się to jakimś błogim uniesieniem, ukojonym stanem świadomości, czymś właśnie na wzór snu. A do tego wszystkiego, nie do końca chyba pojąłem to, co właśnie do mnie powiedział.
Patrzył na mnie wzrokiem, który pytał, czy rozumiem. A ja tylko uśmiechnąłem się do niego.
- Nie ważne - powiedział odwzajemniając uśmiech i machnął ręką. - No więc jak z tymi twoimi doświadczeniami erotycznymi? - spytał. - Opowiesz mi coś?
- Właściwie to nie ma ich za wiele.
Roześmiał się w głos. A ja nie mogłem się powstrzymać i też zacząłem się śmiać.
- Prawiczek, co?
- W sumie... tak - powiedziałem niby ze wstydem, chociaż Feliks doprowadził mnie do takiego stanu, że wiedziałem, że nie muszę się przed nim tego wstydzić. W sumie miałem wrażenie, że nie muszę przed nim zupełnie niczego ukrywać, nie mówiąc już o jakimkolwiek wstydzie.
- No więc? Macało się już dziewczynki po piersiach?
- Nie - uśmiechnąłem się.
- A chłopca?
- Po piersiach?
- No oczywiście, że nie po piersiach, tylko po jajach!
Roześmialiśmy się.
- No wiesz... - powiedziałem głosem skrywającym w sobie jakieś miłe wspomnienia.
- No proszę! - krzyknął, jakbym miał zaraz zacząć opowiadać najbardziej podniecającą historyjkę na świecie.
Opowiedziałem mu o tym, jak kilka lat temu dorwaliśmy razem z kolegą film pornograficzny jego taty pod nieobecność jego rodziców. Zaczęliśmy oglądać, a potem jakoś tak wyszło...
- Jak wyszło?
- No wiesz...
- I co? Podobało ci się?
- No... tak, ale to dlatego, że byłem podniecony... a że akurat to była jego ręka.
- Oj ty mały perwersie - roześmiał się serdecznie.
- Ale to film mnie podniecił, a był heteroseksualny.
- Dobrze, dobrze, już się nie tłumacz.


3. Inicjacja

Feliks zaczął opowiadać o swoich doświadczeniach z mężczyznami i kobietami. Tych pierwszych było oczywiście więcej. Jego przygody z dziewczynami były właściwie tylko dwie. Jedna, gdy, jak to ujął, jeszcze nie wiedział, co woli, a druga, gdy już o tym wiedział, ale chciał się przekonać, czy na pewno się nie pomylił. Opowiadał o tym, jak długo ze sobą walczył, bo przecież przespał się z dziewczyną, przecież był w stanie kochać się z kobietą, jak to więc mogło być możliwe, żeby był gejem. Powiedział, że tłumaczył sobie wtedy, że jest biseksem, że może uprawiać seks z obiema płciami. Wierzył nawet, że może to przejściowe, że może to te hormony szaleją, że może po prostu jego duszy zachciało się próbować nowych nie poznanych dotąd rzeczy; tłumaczył sobie, że mężczyźni podniecali go tylko dlatego, że nie miał jeszcze z nimi żadnych doświadczeń, a jego dusza lubiła próbować wszystkiego co nowe, więc podniecenie wynikało po prostu ze swego rodzaju dreszczu emocji przed nieznanym. W końcu spróbował z mężczyzną i stwierdził, że to jest piękne. I dobre. Ale dalej tłumaczył sobie, że to biseksualizm. Że mężczyźni podniecają go bardziej niż kobiety tylko pod względem fizycznym, że przecież z kobietami zawsze dogadywał się lepiej i lepiej czuł się w ich towarzystwie, więc tak naprawdę nie może powiedzieć, że nie jest heteroseksualny. Było mu tym łatwiej, że pierwszy facet, z którym doświadczył przeżyć fizycznych po krótkim czasie zerwał z nim kontakt i więcej się nie odezwał, co bardzo zirytowało Feliksa i sprawiło, że zyskał uraz do mężczyzn jako potencjalnych partnerów seksualnych w ogóle. A wszystko zmieniło się, gdy poznał swoją pierwszą miłość. Zorientował się, że zakochał się po uszy w mężczyźnie i spotkało go nieprawdopodobne szczęście (ale z tego zdał sobie sprawę dużo później), że uczucie to było odwzajemnione. Odkrył, że czerpie przyjemność psychiczną z rozmów z Przemkiem (bo tak miał na imię) i z przebywania w jego towarzystwie, jak i ogromną rozkosz fizyczną z seksu. I wtedy zrozumiał na czym to polega. I przestał się bać. Przestał się oszukiwać. Ale to wymagało czasu. I doświadczeń.
- Pojąłem pewną prostą sprawę: to co nie jest złe - jest dobre. Czy to nie oczywiste?
- A jak zdefiniujesz zło i dobro? - spytałem.
- Złe jest to, co krzywdzi drugiego człowieka. Fakt, że czasem są rzeczy, których szkodliwość jest dyskusyjna. Ale w przypadku homoseksualizmu: kogo krzywdzę będąc gejem? Kogo to boli? Co robię złego?
Przez chwilę milczeliśmy; odpowiedź była oczywista.
- I chyba dość często tak właśnie jest - powiedział, a ja czułem, że słowa te odnosi do mnie. - Chyba nie tylko mnie to dotyczy. Takie mamy społeczeństwo, że jeszcze zanim zdążysz sobie uświadomić, że jesteś gejem, to ludziom dookoła ciebie uda się nauczyć cię nienawiści, a co najmniej niechęci do homoseksualizmu. I chcąc być przez nich akceptowanym - przejmujesz tę niechęć. Zaczynasz krakać tak, jak oni. Zaczynasz nie lubić pedałów, nabijać się z nich. Potem uświadamiasz sobie, że możesz być jednym z nich, a jest ci na tyle trudno się z tym pogodzić, że wmawiasz sobie różne rzeczy... że to minie, albo że to tylko w połowie tak jest...
- Dlaczego mówisz to wszystko w drugiej osobie? - zapytałem nie bez przyczyny.
Feliks uśmiechnął się.
- Nie odpowiem na to pytanie. Ty i tak gdy mnie wysłuchasz, to zrozumiesz tylko to, co chcesz zrozumieć, a z czasem... Z czasem może zaczniesz rozumieć więcej. A może nie? Kto powiedział, że ja mam rację? W końcu biseksualiści też się zdarzają. Nie każdy z nich musi być walczącym ze sobą gejem.
Na chwilę się zamyślił. A ja zacząłem się zastanawiać ile z tego, co powiedział może dotyczyć mnie. Czy faktycznie jestem takim młodym sfrustrowanym gejem, który nie potrafi zaakceptować swojej inności i dlatego wmawia sobie, że ta inność jest tylko połowiczna. Jestem tu i teraz z nim i jest mi dobrze. Jest bardzo ciekawym facetem, inteligentnym, wrażliwym... A poza tym mi się podoba. Fizycznie. Czy miałbym ochotę na seks z nim? Czy byłbym w stanie iść z nim do łóżka? "Tak" - pomyślało coś we mnie. Miałem wrażenie, że nie była to moja myśl, ale myśl kogoś innego. Kogo? Nie wiem. Może diabła, który siedział głęboko we mnie. A może mojej podświadomości. Może mojego prawdziwego Ego, które boi się wyjść na zewnątrz i otwarcie powiedzieć, że Feliks go podnieca i że ma ochotę się z nim kochać. Myśl ta trochę mnie przeraziła, a jednocześnie wydała się bardzo kusząca. Jak zakazany owoc. Znowu doznałem takiego stanu ducha, który trudno jest mi opisać słowami. Znowu poczułem się, jakby rzeczywistość była snem. Tak, jak Feliks odczuwał piosenkę Bjork.
- Czas już się kłaść spać, mały! - powiedział dość głośno Feliks, wyrwawszy się z zamyślenia. Ja również się jakby ocknąłem. - Jemy kolację, a potem kładziemy się do łóżka.
Miałem wrażenie, że jego ostatnie zdanie było zaproszeniem, jakby wyczytał w moich myślach to głębokie pragnienie, które wydawało mi się nie być do końca moim. Spojrzałem na niego. Czułem się jakbym był w innej rzeczywistości; nie wiem, jak z jego strony wyglądało moje spojrzenie.
- Mam wrażenie, że to wszystko jest sen - powiedziałem cicho.
- Chyba się naćpałeś tą herbatą z kaktusa - uśmiechnął się i wyszedł do kuchni. Po chwili wrócił i zapytał:
- Nie chcesz zadzwonić do domu? Twoi rodzice mogą się niepokoić, czy wszystko w porządku.
- O jasny szlag! - Feliks jakby spalił całą tę zawieszoną wokół mojej osoby nierzeczywistość swoim ostatnim zdaniem. - Masz rację. Mogę zadzwonić od ciebie?
- Jasne - powiedział wskazując mi telefon.
Rodzice byli trochę źli, że dzwonię tak późno, ale uspokoiłem ich, że to dlatego, że tak się świetnie bawiłem. Mama ucieszyła się, że znalazłem sobie takiego fajnego kumpla, pochwaliła Internet i w ogóle postęp cywilizacji, po czym pozdrowiła mnie od ojca i sióstr i życzyła dobrej nocy.
- Dzięki - powiedziałem leniwie. - Na pewno będzie dobra.

- Wolisz spać na podłodze, czy na łóżku? - zapytał Feliks wychylając się z kuchni, gdzie mył naczynia po kolacji.
- A to już od ciebie zależy.
- A gdzie tobie jest wygodniej? Mi wszystko jedno, a znam ludzi, którzy lubią twarde podłoże.
- Ja lubię jak jest miękko.
- No więc łóżko - pół spytał, pół stwierdził znikając z powrotem w kuchni.
- Ale na podłodze jest za to dużo więcej miejsca.
- No chyba aż tyle miejsca nie będzie ci potrzebne - krzyknął znad zlewu.
- No mnie samemu nie.
Feliks zakręcił wodę i wszedł do pokoju z poważną miną. Co prawda na jego twarzy jaśniał uśmiech, ale widziałem wyraźnie, że jest to uśmiech zapowiadający poważną rozmowę.
- Co przez to rozumiesz? - zapytał.
Trochę się zmieszałem i nie za bardzo wiedziałem co odpowiedzieć. Do tej pory miałem wrażenie, że to Feliks daje mi dyskretne sygnały, że chce spędzić tę noc ze mną. W końcu sam powiedział "a potem kładziemy się do łóżka". Chociaż może chodziło mu ogólnie o położenie się spać. Dopiero teraz to do mnie dotarło i zrobiło mi się strasznie głupio. Przestraszyłem się, czy Feliks nie zacznie postrzegać mnie jako niedojrzałego nastolatka, który nie dość, że udaje, że lubi zarówno dziewczynki jak i chłopców, to jeszcze jest napalony na niego i rzuca jakieś niejednoznaczne hasła. Momentalnie poczułem, jak moją twarz zalewa rumieniec; bardzo silny, mocno czerwony rumieniec, którego nie dało się nie zauważyć. Odwróciłem się szybko i zacząłem udawać, że przeglądam płytotekę Feliksa. Jednak dalej nie miałem pojęcia co powiedzieć. Na całe szczęście Feliks nie kazał mi długo czekać i sam kontynuował wątek:
- Nie miałbyś nic przeciwko, żebyśmy spali razem?
Zanim odpowiedziałem na pytanie wsłuchałem się uważnie w każdą sylabę wypowiedzianego przez Feliksa zdania, starając się domyślić, czy pytanie to było zadane z nastawieniem na pozytywną, czy negatywną odpowiedź. Jednak mimo mojej wnikliwej analizy pytanie to pozostało zwyczajnym pytaniem bez nastawienia, na które nie wypadało mi zwlekać z odpowiedzią. Ale co tu powiedzieć?
- No jasne, że nie.
W końcu Feliks wzbudził już we mnie na tyle zaufania, że nawet jeśli miał nadzieję, że nie dam takiej odpowiedzi, to wiedziałem, że na pewno niczego nie stracę w jego oczach.
- Co się stało? - zapytał zbliżając się do mnie. Poczułem jak rumieniec powraca na moją twarz ze zdwojoną siłą. Nie wiem właściwie jak to się stało, że się nie popłakałem. Niewiele miałem w życiu momentów, kiedy czułem się tak zażenowany. Milczałem.
- Zdenerwowałeś się? - zapytał ciepło. - W porządku, nie ma czym.
Objął mnie i zaczął masować po ramieniu.
- Przepraszam - wyszeptałem łamiącym się głosem. - Wydawało mi się, że ty...
- Że co ja?
- Że... Że ty chcesz ze mną dzisiaj spać.
- W porządku misiu, nie masz za co przepraszać - powiedział i przytulił mnie do siebie, a ja poczułem się, jakby bliskość jego ciała po prostu usunęła ze mnie całe zdenerwowanie i zażenowanie.
- Ale jeśli nie chcesz - wyszeptałem już zupełnie spokojnie - to w porządku.
- Dzisiaj nie ma znaczenia co ja chcę. Jesteś moim gościem, bardzo cię polubiłem i chciałbym, żebyś poczuł się tu ważny, żebyś z chęcią odwiedził mnie kiedyś jeszcze raz.
- O rany, Feliks... Nawet nie wiesz jak dobrze czuję się w twoim towarzystwie.
- Już w porządku? - zapytał odsuwając się ode mnie i spoglądając mi w oczy.
- Tak - uśmiechnąłem się. - A powiedz, czy ty chciałeś spać dzisiaj ze mną?
- Bardzo lubię się mieć do kogo przytulić w nocy. A ludzkie ciało jest dużo przyjemniejsze od tego mojego pluszowego pana Koali.
Spojrzałem na wielką pluszową maskotkę leżącą na łóżku Feliksa. Uśmiechnąłem się do niego.
- Ale nie liczysz chyba na seks? - zapytał najzwyczajniej w świecie.
Spojrzałem na niego pytająco. Zaskoczył mnie tym pytaniem. W sumie sam nie wiedziałem, czy miałem ochotę na seks. Na pewno chciałem, żeby był blisko. Na pewno chciałem czuć jego ciepło i jego męskie ramiona. Na pewno chciałem się dzisiaj w nocy czuć bezpieczny jak nigdy dotąd. W ramionach drugiego mężczyzny. Nie wiedziałem co odpowiedzieć i stwierdziłem, że to będzie właśnie najlepsza odpowiedź:
- Nie wiem.
- No więc pozwól, że ja podejmę tę decyzję.
- Czyli mam rozumieć, że nie?
Feliks patrzył na mnie przez chwilę wzrokiem, który powiedział wszystko. W jego oczach widziałem nie tylko, że odpowiedź faktycznie brzmi "nie". Widziałem też spojrzenie człowieka starszego ode mnie o kilka ładnych lat, spojrzenie człowieka doświadczonego, prawie jak spojrzenie ojca. Nic nie musiał mówić, a mi i tak wydawało się, że słyszę "jesteś jeszcze za młody". Ale nie chodziło tu o potraktowanie mnie jak szczeniaka, jak jakiegoś gówniarza. Była to raczej troska, tak jakby miał jeszcze dodać "chyba nie jesteś jeszcze gotowy". Nigdy wcześniej nikt nie patrzył na mnie spojrzeniem tak wymownym.
Chyba nie jestem jeszcze gotowy - powiedziałem, a Feliks uśmiechnął się do mnie ciepło i znowu przytulił.

Mozart

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (1)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (10)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
08.08.2007 22:25 Dupka
Super normalnie Super
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
25.07.2007 16:34 Niezalogowany
walcie sie pedaly co wy macie w główach w muzgi sieb jebcie
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
17.04.2007 13:20 kacper17
jestem pod wrazeniem!!cholernie inteligentne opowiadanie,a na dodatek jestem fanem bjork to jeszcze bardziej podobala mi sie jej interpretacja fragmentu piosenki!gratulacje!!naprawde Cie podziwiam!pozdrawiam wszystkich i jak najbardziej polecam!!!:]
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
13.05.2004 12:40 pistacja
Naprawdę bardzo mi się podoba,aż się ciepło na sercu robi
cytuj zgłoś 0 0
egankian2003
12.05.2004 23:20 Wojtek (40) Warszawa
Bardzo ładne opowiadanie - szczególnie podoba mi się końcówka. Szkoda tylko, że postaci rodziców są nieautentyczne.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
16.10.2002 12:19 slav4u
fajowe opowiadanie tez chce przezyc cos takiego
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
16.10.2002 11:57 Marcin
Dobre. ALe drogi M, powielasz swoj schemat-"Tomek", "Lekcja tolerancji" (chyba nie przekreiclem?).Mlody, swiezy i niewinny licealista vs dojrzaly, odpowiedzilany i madry mezczyzna. Dwudziecha skonczona, czas wyjsc z liceum. :)
Pozdrawiam
do przeczytania
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
15.10.2002 23:19 p
ładnie dziękuję
p
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
15.10.2002 22:05 marc
Naprawdę super opowiadanie! Można prosić takich wiecej...?
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
13.10.2002 21:18 imy
komentarz? co tu komentować... po prostu super! fajnie, ze ktos robi cos, co nie konczy sie seksem... juz mi sie wydawalo, ze oprocz mnie nie ma... a niewazne. oby tak dalej!
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się