logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
24.08.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
1
0
10

Webnowela: Muzyka i sen

Mój pierwszy znajomy-gej...

Dodano: 11.10.2002, Aktualizacja: 11.10.2002

1. Przyjazd - Nie wiem, czy to odwaga, czy głupota. Ale raczej głupota - usłyszałem głos z tyłu. Odwróciłem się. Był mojego wzrostu, z twarzy wyraźnie starszy ode mnie. Dobrze zbudowany, ładnie opalony, krótko ścięty. Buźką nie grzeszył, ale poza tym bardzo mi się spodobał. - Ty jesteś Feliks? - Tak. Z czego się śmiejesz? - Mówiłem ci już, że to dziwne imię. - I to cię tak śmieszy? - Tak... przepraszam - powiedziałem od razu pokorniejąc. Nie chciałem, aby poczuł się urażony. W końcu był pierwszym gejem, jakiego poznałem. Mój pierwszy znajomy-gej... Co za uczucie! Stoi tu koło mnie, patrzy na mnie, uśmiecha się. Człowiek, którego, tak jak mnie, pociągają mężczyźni, który, ładnie mówiąc "kocha inaczej", który... ma takie śmieszne imię. Ale nie śmiej się, nie zraź go do siebie, nie zniszcz tej znajomości już na wstępie, w końcu takich ludzi jest bardzo niewiele. Może będzie to jedyny facet, któremu będziesz mógł wszystko powiedzieć, bez żadnych ograniczeń... - W porządku - odpowiedział uśmiechając się. - Tak mnie rodzice skrzywdzili i cóż na to poradzić. - Dlaczego dali ci takie imię? - Uwielbiają Mendelssohna. - Rozumiem. O co ci chodziło z tą głupotą. - Ile dni temu się poznaliśmy się na IRC-u? - Dwa. - A ty od razu zaproponowałeś, że przyjedziesz do mnie do Poznania i wszystko cacy. - No a dlaczego nie miałoby być cacy? - zapytałem poważnie. Bałem się, że jego ostatnie zdanie jest jakimś oskarżeniem w moją stronę. Nie wiem w końcu jak to jest w tym środowisku. Może spotkanie się z kimś po dwóch dniach znajomości internetowej to jakaś obraza, albo nietakt. Znowu pojawił się lęk, że moje postępowanie mogło przyczynić się do obrażenia Feliksa i zaprzepaszczenia naszej znajomości. - Jacek, przecież w ogóle mnie nie znasz. Przyjeżdżasz do mnie zupełnie w ciemno, nie mając nawet pewności, że cię odbiorę z dworca. - Na IRC-u pisałeś, że odbierzesz. - Tak łatwo wierzysz w to, co piszą ludzie z kanału? Jaką miałeś gwarancję, że nie zrobię cię w konia? - Dałeś mi swój numer na komórkę. - Sprawdziłeś go? - Nie. - No więc nawet nie wiesz, czy jest mój. Chociaż przyznaję, że jest. - No właśnie! - Ale co z tego? Powiedzmy, że byś przyjechał, mnie by nie było i co? Zadzwoniłbyś na komórkę, ja bym odebrał, albo i nie, i po prostu bym cię olał. I co wtedy? Wracasz do swoich Szamotuł z niczym. - No ale przecież... przeszedłeś - mówiłem speszony, nie mając pewności, czy Feliks się ze mnie nie nabija. - No dobra, przyszedłem. A może zaprosiłem cię tylko, żeby cię wykorzystać i zostawić - nie pomyślałeś o tym? Przerażał mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Wiedziałem tylko, że za dziesięć minut odjeżdżał PKS wracający do Szamotuł, bo wbrew temu, co powiedział przygotowałem się na tę możliwość, że się nie zjawi i sprawdziłem wszystkie autobusy powrotne. - Dlaczego mi to mówisz? - zapytałem. - Chcesz mnie przestraszyć? - Nie. A właściwie tak. Dziwię się, że mogłeś tak łatwo zaufać człowiekowi, którego znasz od dwóch dni i do tego przez Internet. Zrobiło mi się głupio. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, ani gdzie patrzeć. W pewnym sensie czułem się jakbym nie był mile widziany w Poznaniu, bałem się, że za chwilę będę musiał wracać z powrotem do swojej mieściny. - Spoko, mały! - powiedział po chwili klepiąc mnie w ramię. - Nie jestem taki, jak przed chwilą mówiłem, że mógłbym być. - Po prostu nie wiem, czy mam cię podziwiać za odwagę, czy gardzić tobą za głupotę. - Pierwsze co do mnie dzisiaj powiedziałeś, to że to była raczej głupota. - Fakt. Powinienem więc tobą teraz wzgardzić za tę głupotę - zamilkł na chwilę i zdawał się zastanawiać, co teraz ze mną zrobić. Poczułem się niepewnie. - Ale może nie wzgardzę - uśmiechnął się. Jego uśmiech był tak serdeczny, że od razu zrobiło mi się cieplej i poczułem z jego strony ogromną sympatię. Podczas tej krótkiej rozmowy o mojej nierozwadze zdążyliśmy dojść do jego samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera, wykonał ręką gest zapraszający do środka i zapytał: - I co? Nie masz oporów, żeby wsiąść? Nie boisz się? Uśmiechnął się do mnie ciepło, obszedł samochód i wsiadł do niego od strony kierowcy. - Będziesz tak stał? - zapytał. - No teraz to już sam nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Z jednej strony przecież nie był na pewno jakimś porywaczem, gwałcicielem, albo zabójcą młodych gejów. Z drugiej strony skąd miałem to wiedzieć na pewno? Jedyną rzeczą, która mi to podpowiadała była ta ogromna sympatia, jaką mnie obdarzył przez ten krótki moment na dworcu, mimo, że zarzucał mi głupotę i przedstawiał mroczne scenariusze mojej wizyty w Poznaniu. Jak mogłem wsiąść do samochodu faceta, którego znam zaledwie od dwóch dni i do tego wyłącznie w sposób cyfrowy? Tym bardziej, że sam mnie przed takimi typami właśnie przestrzegł... Chociaż, czy właśnie to, że przestrzegł mnie przed nimi nie jest kolejnym dowodem na to, że on nie jest jednym z "nich"? - Ja jadę do domu. Ty jedziesz albo ze mną, albo wracasz do Szamotuł. Stałem tak jeszcze przez chwilę rozdarty między przemożną chęcią pogadania z nim na żywo w jego mieszkaniu, opowiedzenia mu o wszystkich swoich emocjach i uczuciach, a racjonalnym strachem przed nieznanym. - Słońce - powiedział w końcu opierając się o siedzenie pasażera i wyglądając na mnie przez otwarte drzwi - przestań się już bać proszę i wsiadaj. Czeka nas długi, miły wieczór. Wsiadłem nic nie mówiąc. Przez głowę przeleciało mi tylko zdanie "co ja robię?" Jednak gdy jechaliśmy do jego mieszkania nawiązaliśmy rozmowę, która bardzo mnie rozluźniła. Feliks zaczął opowieść o swoim nudnym dniu, komentował niesfornych kierowców i przechodniów, wspominał swojego psa, który na pewno za nim tęskni i za którym on sam bardzo tęsknił, a z którym ma teraz niewiele kontaktu, bo mieszka z jego rodzicami (Feliks miał własne mieszkanie). Mówił to wszystko w sposób tak specyficzny i dowcipny, że nie umiałem się nie śmiać, od razu go polubiłem i znalazłem wspólny język. Co prawda dodawał do naszej rozmowy wstawki w stylu "tu skręcamy w prawo, bo to droga do lasu, do którego mam zamiar cię wywieźć i zabić", albo "ale o tym opowiem ci szczegółowo, dzisiaj w łóżeczku, gdy będę cię gwałcił". O ile pierwsze kilka takich zdań mnie lekko przerażało i nie wiedziałem, czy nie powinienem żałować, że wsiadłem do tego samochodu, o tyle po pewnym czasie nie miałem już wątpliwości, że są to żarty i że nie mam się czego obawiać. 2. Intymność Jego pokój był niesamowity. Pod oknem stał bardzo niski stolik ze szklanym blatem, a obok niego leżały rozłożone poduszki, na których się siedziało. Na regale po prawej stała bardzo nowoczesna wieża, a obok ogromna kolekcja płyt z najróżniejszymi rodzajami muzyki. Łóżko znajdowało się po lewej stronie, między dwoma małymi szafkami. Na regale, na szafkach, oraz na półkach było wiele świec z prawdziwego pszczelego wosku. Zauważyłem też kilka kadzidełek o różnych zapachach. Na ścianach tu i ó...   ( Pozostało znaków: 29520 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 185994   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku