Złocisty, pieniący się płyn spływa do szklanki... Pociągasz duży łyk - i wszystkie kłopoty i troski odpływają w siną dal. Spece od reklamy starają się nas przekonać, że piwo ma magiczne działanie, że jest panaceum na wszystkie bolączki, eliksirem życia. Telewizyjny nieudacznik Ferdynand Kiepski nie jest w stanie przetrwać bez piwa nawet kilku godzin. Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile jest prawdy w tak przesadnym zachwalaniu zalet piwa? Możesz być spokojny - twórcy reklamy są zbyt skromni. Chcąc wymienić wszystkie zalety bursztynowego napoju potrzebny byłby talent poety dużego kalibru. Wszystko jedno, czy wychylasz "browara" z kumplami przy trzepaku (Królewskie rządzi), oświadczasz się o ręką góralskiej córki (sakramencko dobre piwo) czy sączysz "najprawdopodobniej najlepsze piwo świata" w snobistycznym pubie - bierzesz udział w misterium, którego tradycja sięga początków cywilizacji.
Tradycja warzenia piwa i zwyczaje związane z jego konsumpcją należą do najcenniejszych dóbr kultury i była pielęgnowana i udoskonalana przez tysiąclecia. Znali ją i cenili Sumerowie, Egipcjanie i starożytne plemiona germańskie. W dzisiejszej Bawarii, gdzie kult piwa podniesiony został do rangi narodowej tradycji, nie jest ono traktowane jak napój alkoholowy, lecz podstawowy artykuł spożywczy, bez którego nie można się obejść. Dziś, piwo produkowane jest we wszystkich niemal krajach świata. Doskonałe są piwa belgijskie, duńskie, niemieckie. Warto spróbować piwa chińskiego, tajskiego lub amerykańskiego. Możemy być dumni, że polskie piwo należy do światowej czołówki pod względem smaku, jakości i różnorodności gatunków.
Można sobie wyobrazić, że kilka tysięcy lat temu, ktoś przypadkowo odkrył proces fermentacji ziarna zboża, przeznaczonego do pieczenia chleba. Teksty na glinianych tabliczkach odkrytych w Mezopotamii, datowane na czwarte tysiąclecie przed naszą erą są dowodem, że już wtedy istniała tam rozwinięta kultura piwa. Przechowywany w paryskim Luwrze słynny kodeks Hammurabiego stanowił, że robotnikom przysługują dziennie 2 litry piwa, urzędnikom 3 litry, a kapłanom i zarządcom 5 litrów. Czy dzisiejszy układ przywilejów jest inny?
Kraina w dorzeczu Tygrysu i Eufratu była tak żyzna, że nazwana została w Biblii "mlekiem i miodem płynącą". W rzeczywistości było nieco inaczej. Ocenia się, że tylko 40 procent pszenicy i jęczmienia używano do pieczenia chleba. Z reszty pędzono piwo. Niegdyś, warzeniem piwa zajmowały się wyłącznie kobiety. Obyczaje biesiadne nie różniły się zbytnio od dzisiejszych. Ludzie zasiadali wokół stołów, rozmawiali o sprawach rodzinnych, najnowszych wydarzeniach i o polityce. Piwiarnie były ważnymi ośrodkami wymiany informacji, miejscem spotkań wszystkich generacji. W starożytności nie wolno było piwa sprzedawać - a jedynie wymieniać na inne produkty. Nie było też kufli i szklanek. Pito z wysokich glinianych naczyń, wokół których zasiadało sześć do dwunastu osób. Nie bez znaczenia był zdrowotny aspekt konsumpcji piwa. Proces gotowania i fermentacji zabijał zarazki, od jakich roiło się w wodzie pitnej. W najstarszym dziele literackim świata, epopei o Gilgameszu (3 tys. lat przed Chrystusem) znajdujemy opowieść o Enkidu, dzikim i kudłatym stworzeniu, które żywiło się trawą i piło wodę niczym gazele na stepie. Enkidu chronił zwierzynę, niszcząc pułapki, zastawiane przez ludzi. Nie podobało się to bóstwu Gilgameszowi, który wysłał dziewczynę lekkich obyczajów (!) z zadaniem uwiedzenia dzikusa. Jej misja powiodła się z nawiązką. Enkidu najadł się chleba i wypił aż siedem dzbanów piwa. A z każdym kolejnym poprawiał mu się humor. W końcu wykąpał swe futro w wodzie, natarł ciało olejkiem i... został człowiekiem.
Babilończycy warzyli ponad 20 różnych gatunków piwa zbożowego. Było ono szlagierem eksportowym. Aby dostarczyć kruche naczynia do Egiptu, handlarze pokonywali odległość tysiąca kilometrów. Zaś cztery tysiące lat temu w Egipcie wierzono, że piwo jest napojem boga plonów Ozyrysa. Browary były naturalnie własnością faraonów, którzy ze sprzedaży trunku ciągnęli krociowe zyski. Wiadomo, że w starożytności, piwo miało słodkawy smak. Proces fermentacji odbywał się bez udziału drożdży, których działanie odkryto dopiero kilka tysięcy lat później. Dla polepszenia smaku dodawano mirty, szafranu lub anyżku. Ponieważ piwo było towarem łatwo psującym się, dodawano do niego środki konserwujące takie jak... żółć z wołu. W jednym z egipskich grobowców zachowało się malowidło, opowiadające o tragicznej śmierci Tefnacha, dowódcy wyprawy wojennej do Arabii. Biedak umarł tam z pragnienia, a jego ostatnie słowa brzmiały: "Nie przyniesiono mi piwa..."
Kryzys dla kultury piwa w Oriencie nadszedł wraz ze zwycięstwem religii proroka Mohameta. Kobiety, które przedtem grały ważną rolę w życiu publicznym zredukowano do procesu reprodukcji. Spożywanie alkoholu zostało zabronione. Na szczęście (dla piwa) umiejętność jego warzenia znana już było w Europie. Rzymianie, którzy wyruszyli na podbój barbarzyńskich plemion germańskich zanotowali, że przed straceńczym atakiem na wroga piją oni "ohydną bryję". Nie była jednak chyba taka zła, skoro osiadli nad Renem i Mozelą Rzymianie także zaczęli je pić. W muzeum w Trewirze, obejrzeć można rzymską płytę grobową, na której napis głosi, że przykrywała miejsce spoczynku handlarza piwa.
Znana od starożytności słabość do wysokoprocentowych napojów wśród duchowieństwa przetrwała tysiąclecia. W średniowieczu, warzeniem piwa zajmowali się zakonnicy. To oni odkryli, że najlepszym surowcem do jego produkcji jest chmiel. Z tego okresu pochodzi prawdopodobnie legenda o brabanckim królu Gambrinusie, który miał wynaleźć piwo. Mnisi nie tylko pili, ale sprzedawali swoje produkty - i w niektórych miejscach czynią to do dziś. W jedenastu niemieckich klasztorach można napić się pysznego "browarka" z litrowych kufli i zjeść typowe dla regionu potrawy. Najpopularniejszym jest położony na pachnącym piwem i serem wzgórzu klasztor Andechs opodal Monachium.
Jednak dzisiejsze piwo niewiele przypomina w smaku napój naszych przodków. Jego wyrafinowany smak zawdzięczamy odkryciom naukowym - między innymi słynnego Ludwika Pasteura, który zajmował się badaniem drożdży. Jest on też autorem procesu nazywanego "pasteryzacją", a który polega na zabijaniu bakterii przy pomocy wysokiej temperatury. W 1877 ukazała się napisana przez Pasteura praca pod tytułem "Choroby piwa". Znawcom obecnych na naszym rynku marek, mówi coś pewnie nazwa Carlsberg. Dzisiejsza dzielnica Kopenhagi, była kiedyś osadą, w której mieszkał i pracował botanik Christian Hansen (1842 -1909) który hodował specjalne gatunki drożdży dla piwowarów. Niewielkie zakłady rozrosły się do rozmiarów gigantycznego koncernu, obejmującego swym zasięgiem cały świat.
Umiejętność łączenia chmielu, słodu, drożdży i wody w pienisty napój zawsze była źródłem zamożności dla jego producentów, a ogromnej rozkoszy - dla konsumentów. A zatem - na zdrowie, Prosit, skol!
Opracował: Krzysztof M. Rozwadowski
Kto pije piwo pójdzie do nieba!"
Zdrowa Woda