Jeszcze dwa lata temu nowe portale gejowskie pojawiały się jak grzyby po deszczu. Teraz w tym samym tempie znikają. Powód jest zawsze ten sam: brak pieniędzy. Stworzenie publikacji w internecie jest znacznie tańsze niż wydawanie tytułu prasowego. Jednak uzyskanie dochodów, choćby niewielkich, jest konieczne na pokrycie bieżących kosztów. Tymczasem wszystkich, którzy liczyli na finansowanie stron WWW przez reklamodawców spotkał srogi zawód. Na całym świecie trwają gorączkowe poszukiwania sposobu zapewnienia rentowności serwisów sieciowych bez potrzeby sięgania po oszukańcze dialery czy drogie SMSy. Wydawca "Innej Strony", firma QUEERMEDIA.PL już od dawna zastanawia się, jak zapewnić IS środki na rozwój portalu, a jednocześnie zachować otwartą formułę naszej flagowej publikacji dla polskich gejów i lesbijek. Pomysłów było dużo - żaden nie był idealny. Wybór padł na popularny w USA system dobrowolnych opłat za korzystanie z internetowej oferty. O szczegółach tego konceptu mówi założyciel portalu .
Piotr Sobieski: Czy możesz wytłumaczyć zasady działania akcji "Przyjaciele IS"?
: Akcja ta ma na celu zapewnienie środków finansowych, koniecznych do utrzymania portalu. Zdecydowaliśmy się na wariant dobrowolnych opłat. Każdy czytelnik "Innej Strony" może zdecydować ile i jak często chce płacić za korzystanie z naszej oferty. Całość obywa się bez żadnych kontroli i blokad.
PS: Czyli coś w rodzaju kwesty?
RO: Nie! Firma QUEERMEDIA.PL nie jest organizacją charytatywną. Oferujemy konkretny produkt. Wydawcy prasy też przecież nie rozdają swoich produktów za darmo. W odróżnieniu od nich nie ustalamy jednak ceny. Bierzemy pod uwagę istotne znaczenie "Innej Strony" dla polskiego środowiska gejów i lesbijek. Jest ona ważnym społecznie pomostem informacyjnym i integracyjnym. Serwis ten utrzymujemy już od siedmiu lat. Chcemy, aby każdy miał do niego nielimitowany dostęp, każdy mógł nas czytać bez żadnych ograniczeń. Poza tym wolelibyśmy poświęcić nasz czas rozwojowi portalu - zamiast zajmować się administracją systemów płatniczych i inwestowaniem w zabezpieczenia.
PS: Czy taki koncept może się sprawdzić?
RO: Trudno powiedzieć. Sytuacja jest taka, że serwisy znajdujące się w podobnej do naszej sytuacji, wprowadzają opłaty abonamentowe, systemy mikropłatności itp. Proponując dobrowolne opłaty jesteśmy fair wobec czytelników naszego portalu. Liczymy na wzajemność.
PS: A jeżeli się nie uda?
RO: To niestety nie zmieni faktu, że subwencjonowanie "Innej Strony" nie może trwać wiecznie. Mamy także inne plany, które uruchomimy w razie niepowodzenia akcji "Przyjaciele IS".
PS: Czy to znaczy, że darmowy internet umarł?
RO: Nie. Jest mnóstwo naprawdę ciekawych stron, które różni ludzie tworzą w swoim wolnym czasie. Kiedy jednak produkcja strony wiąże się z poważnymi kosztami, to trudno oczekiwać by efekty tej pracy były rozdawane za darmo.
PS: Jakie to koszty?
RO: Utrzymanie bazy technicznej, koszt łącza, wynagrodzenie dla stałych współpracowników, telefony, podróże...
PS: A ile twoim zdaniem warta jest "Inna Strona"
RO: To zależy dla kogo. Myślę, że każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wystarczy się zastanowić ile wydalibyśmy w kiosku za podobne pismo. No i na ile nas stać. Każda wpłata jest mile widziana. Z powodów techniczny przekazy kartą kredytową wynosić muszą przynajmniej 5 PLN. W przypadku przelewu bankowego nie ma dolnej granicy. Jeżeli ktoś więc uważa, że może wydać tylko 50 groszy miesięcznie, to wpłatą 6 PLN na pół roku może uspokoić już swoje sumienie. Jeśli ktoś te 5 PLN jest gotów wydać co miesiąc to jeszcze lepiej. No a jeżeli kogoś na prawdę nie stać, to trudno. Jest mimo tego mile widzianym gościem naszego portalu.
PS: Czy planowane są także inne opłaty?
RO: Tak i nie. Użytkowników, którzy w prywatnych celach korzystają z naszego portalu zapewniamy, że do końca roku nie będziemy pobierać żadnych obowiązkowych opłat. Dopiero w przyszłym roku, w zależności od wyniku akcji "Przyjaciele IS" zdecydujemy, co z tym fantem zrobić. Planujemy jednak wprowadzenie obowiązkowych opłat dla osób, które wykorzystują coraz intesywniej "Inną Stronę" w celach zarobkowych. Jeżeli ktoś zarabia korzystając z naszych usług, to nie może ich otrzymywać za darmo.
PS: Dziękuję za rozmowę.
Z Radkiem Oliwą rozmawiał Piotr Sobieski
Fakt - tutaj jest poważny deficyt. Dziękujemy jednak na zamiar.
Prowadzimy rozmowy na temat innych możliwości platności i mamy nadzieję, że wkrótce coś z tego wyniknie.
Niestety po wypełnieniu formulaża rejestracyjnego otrzymałem komunikat:
"Nie posiadasz 18 lat. Nie możesz być naszym użytkownikiem.". Jak pisałem wcześniej wielokrotnie płaciłem kartą w e-sklepach.
I co teraz?
Klub Innej Strony. Dokładnie określone opłaty, na kilku poziomach. Poczucie przynależnośći do klubu. Może to tez pozwoli nie zapomnieć szybko o opłatach i akcje nie będzie jednorazowa.
http://www.qm-pl.com/newsy.php
mozna w newsach znalezc taki o to tekst:
Bankrutuje Inna Strona
Jeden z najbardziej kontrowersyjnych portali, nie za szybkich ale ciakawych bankrutuje. Wydawca "Innej Strony", firma QUEERMEDIA.PL już od dawna zastanawia się, jak zapewnić IS środki na rozwój portalu, a jednocześnie zachować otwartą formułę naszej flagowej publikacji dla polskich gejów i lesbijek. Pomysłów było dużo - żaden nie był idealny. Okazuje się, że dobrowolne przekazy, też rczej skutku nie przyniosą. Nasz portal jest utrzymywany z własnej kieszeni i tego jesteśmy dumni, oczywiście mogłoby być lepiej, ale nie jest najgorzej.
dodano: 2002.09.13
No coz, mozna tylko powiedziec, ze kazdy ma prawo do wlasnej opinii, przy czym niektorzy dodaja do niej jeszcze troche wyobrazni ;-) Pozdrawiam.
Oczywiście, że jest kilka wyjść z sytuacji, ale niektóre z nich nie dla każdego wchodzą w rachubę. Jasne, że reklama pozostaje (przynajmniej teoretycznie) ważnym źródłem, ale tak jak w przypadku drukowanej prasy nie może być jedynym źródłem... tym bardziej, że o względy reklamowadwców walczy kilkaset tytułów prasowych w Polsce...i kilka(naście?) tysięcy stron WWW. Nie znam polskich stron, które żyją z reklamy i potrafią pokryć swoje wydatki.
Kilka miesięcy temu podjęliśmy ten temat, o którym także w "heteryckim" internecie jest głośno... teraz głośno myślimy :-)
To prawda, że produkcja "contentu" w internecie jest znacznie tańsza (nie trzeba drukować, dystrybuować, dzielić się zyskiem z kolporterami, a potem zastanawiać się co robić ze zwrotami) - ale wydaje mi się, że internauci są tak przyzwyczajeni do "darmochy", że trudno to będzie zmienić. Choć nie ukrywam, że sam zamiast dawać zarobić TPSA i innym dostawcom interenetu - podobnie jak wszyscy inni dostawcy treści - wolałbym, by przynajmniej część tych pieniędzy trafiała do nas czy do Was. Bo kto łączyłby się z internetem, gdyby nie było tam nic ciekawego?
Jednak w wyrwanie czegoś od TPSA nie wierzę wcale - już prędzej w zrzutkę internautów.
Czy jest jakieś wyjście? Nie wiem. Może jest wiele wyjść. Trochę sms-ów, trochę sprzedawania erotyki, trochę reklamy (oby!) - choć może to kwestia tego, że reklamodawcy nie wierzą, że klient z internetu ma kasę i chcę ją wydać (np. w naszej sondzie okazało się że 3/4 internautów nie chodzi do knajp gejowskich - bądź odwiedza je rzadziej niż raz na miesiąc. Kogo interesuje taka klientela???) trochę zrzutek na to, co "poważne" i "powyżej pasa". Nie wierzę w jedno cudowne wyjście, ale mam nadzieję, że dacie sobie radę.
Będzie dobrze! Trzymajcie się!
Pozdrawiam - K
payU.pl to system wirtualnych kont - a nie nakładka dla małych webmasterów.
Nie zbierają także danych, aby komuś utrudnić życie, lecz aby się zabezpieczyć. Co to wygody, to bym się też "sprzeczał" :-) Po jednorazowej rejestracji można przekazywać dowolne stawki (także te bardzo niskie) podając tylko adres e-mail i hasło - wygodniej się (aktualnie) nie da.
Zresztą... poczytaj na payU.pl - jeszcze ktoś pomyśli, że to nasz serwis i chcemy go reklamować :-)
Tak nie jest. Przestestowaliśmy go i stwierdziliśmy, że to aktualnie najbezpeczniejsze i najprostsze rozwiązanie. Gdybyśmy byli bezpośrednio partnerem eCard, to całość byłaby znacznie bardzie skomplikowana.