Na miejskim cmentarzu włoskiego miasteczka L'Aquila, opodal Rzymu, znajduje się grób opatrzony tabliczką z napisem: "Karl Heinrich Ulrichs, 1825-1895, 1 gay pioneer, Christostomos". Jej fundatorzy, wśród nich Amerykanin Paul J. Nash, który wiele lat życia poświęcił na przywrócenie pamięci o pierwszym historycznym działaczu gejowskim rzucili hasło, by w 178 rocznicę urodzin zapomnianego bohatera, 28 sierpnia 2003 roku spotkać się w L'Aquila przy jego mogile. Kim był Karl Heinrich Ulrichs, którego imieniem nazwano niedawno jeden z miejskich placów w mieście Brema? Fakty, znane z jego życia rzucają jasny snop światła na historię walki o prawa gejów. Walka ta rozpoczęła się w czasach, w których podjęcie jej było czynem heroicznym. Ulrichs przełamał w sobie lęk. Podczas kongresu Zrzeszenia Prawników Niemieckich w roku 1867 wygłosił mowę, w której domagał się zaprzestania traktowania osób homoseksualnych jak przestępców.
Na poświęconej życiu i dokonaniom Ulrichsa stronie internetowej, znaleźć można szczegółową biografię K. H. Ulrichsa. Był on pierwszym homoseksualistą, który powiedział rodzinie o swej odmienności, odważył się publicznie mówić o swej orientacji seksualnej, bronić jej i domagać się dla niej społecznej akceptacji. Urodził się w 1825 roku w miejscowości Westerfeld w północno-wschodnich Niemczech. Był człowiekiem wykształconym, studiował prawo na uniwersytetach w Getyndze i w Berlinie. Bardzo wcześnie spotkały go represje za jawne przyznawanie się do zakazanego wtedy homoseksualizmu. K.H. Ulrichs opublikował kilka książek. Znane są jego listy i osobiste zapiski. Nie zdołały go ugiąć represje i więzienie. W akcie desperacji porzucił nawet pseudonim literacki, który miał zapewnić mu bezpieczeństwo i anonimowość. Zaszczuty, wyjechał z Niemiec do Włoch gdzie umarł w biedzie. Staraniem przyjaciół zapewniono mu skromny pochówek. Na grobie napisano "uchodźca i biedak".
W 1862 roku, podczas procesu jednego ze swych przyjaciół-gejów, wtrącanych do więzień za "uprawianie sodomii", Ulrichs wygłosił jedną z licznych mów obrończych. Ponieważ słowo "homoseksualizm" jeszcze wówczas nie istniało, użył własnej, wymyślonej terminologii. Patronką mężczyzn kochających mężczyzn miała być grecka muza Urania. Stąd też pociąg do własnej płci, Ulrichs nazwał "uranizmem". Gej - to "urning", biseksualista - "uranodioning". Przekonywał, że "urning" nie jest grzesznikiem, kryminalistą lub osobą chorą. Zachęcał współczesnych mu gejów do ujawniania się, żądał równych praw dla wszystkich ludzi - także kobiet - apelował do kościoła o akceptację dla odmienności seksualnej. W swych pismach poruszał sprawy tak aktualne współcześnie jak aborcja, samobójstwa, morderstwa na tle homofobii, prześladowania ze strony policji, seksualność dzieci, szantaż na tle seksualnym, partnerstwo i małżeństwo, pisał o demokracji i ekonomii. Rzucił pomysł utworzenia funduszu pomocy dla gejów poszkodowanych w skutek nietolerancji.
W wydanej w 1868 roku publikacji Ulrichsa zatytułowanej "Gladius Furens" (Gniewny miecz), tak pisał o swym historycznym wystąpieniu podczas kongresu Stowarzyszenia Prawników Niemieckich:
"Aż do dnia śmierci wspominać będę z dumą, kiedy 29 sierpnia 1867 roku znalazłem odwagę by zmierzyć się twarzą w twarz z gniewną hydrą, od niepamiętnych czasów wlewającą truciznę we mnie i innych ludzi mojej natury. Wielu doprowadziła do samobójstwa, zaciemniając całe ich życiowe szczęście. Tak, jestem dumny, że jako pierwszy znalazłem odwagę stawić czoła hydrze publicznej pogardy. To, co dało mi siłę, by w decydującej chwili wejść na mównicę podczas zjazdu Stowarzyszenia Niemieckich Prawników była świadomość, że spoczywa na mnie odległy wzrok towarzyszy moich skłonności. Czy mogłem zawieść ich zaufanie i stchórzyć? (...) Zwątpienie powracało co chwilę i głos diabelski szeptał mi do ucha: "Jeszcze jest czas by zamilczeć. Wystarczy, że wyprzesz się słów, jakie napisałeś. A wtedy uspokoi się szaleńcze bicie serca". Ale inny głos zaczął szeptać, ostrzegać, by nie milczeć (...) Przed oczami pojawili się ci, którzy zostali osądzeni i skazani, dawno wyklęci i ci jeszcze nie narodzeni, dostrzegłem matki miotające przekleństwa na niewinne dzieci. I zobaczyłem sędziów z opaskami na oczach, które czyniły z nich ślepców i grabarza, który ziemią pokrywał moje zimne lico. Potem, zacząłem wyzwalać się z niewoli i poczułem przemożną wolę by powstać i ująć się za uciskaną prawdą (...) Nie miałem wyboru pomiędzy milczeniem i zabraniem głosu (...) Z tymi myślami wszedłem na mównicę i stanąłem w obliczu 500 prawników, członków niemieckiego Parlamentu i księcia Bawarii... zapanowało zdumienie, odezwały się szyderstwa i pojedyncze głosy by przerwać... a potem krzyk: "przerwać, przerwać"... chaos i poruszenie, gwałtowne wybuchy, niezwykłe podniecenie wśród zgromadzonych... Przewodniczący powiedział "niech mówca kontynuuje swe propozycje po łacinie", lecz ja zebrałem swoje notatki i wyszedłem..."
Wiemy, że następnego dnia wieczorem, śmietanka niemieckich prawników zebrała się na przyjęciu w słynnym monachijskim "Szklanym Pałacu". Ulrichs zdecydował się pójść tam, by udowodnić że nie jest tchórzem, spotkać się z tymi, którzy go zakrzyczeli i nie pozwolili dokończyć przemówienia. Tak o tym pisał: "W czasie bankietu wielu mnie unikało, ponieważ mówiłem o urningach i o tym że ja także mam prawo do szczęścia. Ale miałem tę satysfakcję, że inni zbliżali się do mnie otwarcie i swobodnie rozmawiali..."
Pokonując prześladującą każdego geja hydrę strachu przed ujawnieniem, K.H. Ulrichs porzucił w 1868 roku pseudonim Numa Numantius i zaczął publikować pod własnym nazwiskiem. Jedenaście lat później wydaje swą najważniejszą pracę pt. "Zagadka męsko-męskiej miłości: Strzały krytyczne", po czym udaje się na dobrowolną emigrację do Włoch. W 1883 roku osiada w miasteczku L'Aquila, gdzie spędza ostatnie lata życia. Umiera 14 lipca 1895 roku w zupełnym zapomnieniu.
Pisarz i historyk John Addington Symonds (1840-1893), który odwiedził L'Aquila w 1891 roku napisał: "Jest to miejsce warte długiej podróży. Ma cudowny klimat i wiele niespodziewanych klejnotów sztuki. Największym jest Ulrichs, zwany Chrisostomos, złotousty, w najwyższym stopniu miły, szlachetny, prawdziwy gentleman i intelektualista." W 1909 roku w L'Aquila pojawił się inny pionier ruchu gejowskiego, Magnus Hirschfeld (1868-1935). Także i on spisał swe wrażenia:
"Szczęśliwym trafem, żył jeszcze udzielający Ulrichsowi gościny stary markiz dr Niccolo Persichetti. Opowiedział mi interesujące szczegóły z ostatnich lat jego życia: "On był niezwykłym człowiekiem, godnym szacunku i podziwu, lecz zbyt skromnym. Pierwszy raz słyszałem o nim podczas posiedzenia Senatu w Rzymie. Minister oświaty spytał mnie, kto to publikuje w mojej miejscowości gazetę po łacinie? Czyta ją królowa Margerita i jest nią zachwycona (...) Po powrocie spytałem na policji, ale nikt nic nie wiedział. W końcu ktoś rzekł: "Może chodzi o tego starszego Niemca, który samotnie chodzi ulicami z plikiem książek pod pachą? Poszedłem tam i znalazłem go w całkowitej rozpaczy. Zaledwie poprzedniej nocy wybuchł pożar, który strawił wszystkie jego książki, papiery i cały dobytek. Wziąłem go do siebie do domu, bo miałem pusty pokój na poddaszu z pięknym widokiem na góry (...)"
Hirschfeld pisze dalej: "Popołudniu, wybrałem się na cmentarz, położony o pół godziny spaceru od L'Aquila. Kiedy spytałem grabarza o mogiłę Carlo Arrigo Ulrichs, odpowiedział, że w ciągu 14 lat byłem pierwszym, który pytał o tego dziwnego Niemca..."
Musiało minąć kilkadziesiąt lat, by społeczność gejowska przypomniała sobie o zasługach Karla Heinricha Ulrichsa. W roku 1988 działacz gejowski Massimo Consoli zorganizował pierwsze rocznicowe obchody na cmentarzu w L'Aquila. Uczestniczyło w nich zaledwie kilka osób. W roku 200 było ich już ponad dwadzieścia. Kolejny termin - rok 2003.
Gabriela Ruszkowska-Meier / Janusz Marchwiński