Kiedy kilka dni temu wielki i prestiżowy amerykański dziennik New York Times ogłosił, że począwszy od pierwszego września 2002 zamieszczać będzie gejowskie ogłoszenia matrymonialne, działacze praw człowieka i liderzy organizacji LGTB wpadli w entuzjazm. Joan Garry, przewodnicząca wpływowej Gay & Lesbian Alliance Against Defamation powiedziała, że decyzja ta jest "decydująca w walce o równouprawnienie". Osobom, nieobeznanym z amerykańską historią i tradycją wydawać się to może grubą przesadą. Chodzi w końcu tylko o ukazującą się każdej niedzieli rubrykę gazetową, zatytułowaną "Weddings" (Śluby), która w przyszłości uzupełniona ma byś o słowo "Celebrations" (Obchody). Członkowie amerykańskiej high society będą więc odtąd obwieszczać o swych związkach małżeńskich i partnerskich w rubryce o nazwie "Weddings/Celebrations". To wszystko.
To wszystko - a jednak tak wiele. Jedno małe słówko "Obchody" oznacza bowiem w konserwatywnych Stanach Zjednoczonych rewolucję obyczajową. Ogłoszenia matrymonialne w New York Times są tradycją, liczoną w dziesiątkach lat. Zawsze też traktowane były jako barometr stanu amerykańskiej elity. W książce "Bobos - styl życia nowych elit", dziennikarz David Brooks opisuje zmiany, jakim rubryka ogłoszeń matrymonialnych w NYT ulegała w powojennych dziesięcioleciach. Najpierw, otwarta była ona wyłącznie dla dzieci białych, bogatych rodzin protestanckich. Informacje o zawartym małżeństwie uzupełniano genealogią rodzinną i listą ekskluzywnych klubów do których należeli nowożeńcy. Dopiero w latach sześćdziesiątych wolno było na łamach New York Times ogłaszać się katolikom i Żydom, jeszcze później Latynosom, Czarnym i Azjatom. Wzmianki o szlachetnym pochodzeniu zastąpiły notki o tytułach akademickich, odznaczeniach i sukcesach zawodowych.
Przyglądając się tej ewolucji, można istotnie dojść do wniosku, że słowo "Obchody" jest wielkim zwycięstwem homoseksualnego ruchu emancypacyjnego, ponieważ umożliwia poinformowanie opinii o związkach nie usankcjonowanych formalnie, nie objętych kodyfikacją prawną ani religijną. W niektórych stanach USA, np. w Kalifornii, pary jednopłciowe mogą już zawierać związki na mocy ustawy. Gdzie indziej - na przykład w New York City - uznawane są związki zalegalizowane gdzie indziej, lecz nie można ich zawierać. W piętnastu stanach USA ważne są jeszcze kuriozalne "sodomy laws", czyli przepisy zabraniające seksu analnego i oralnego.
Można być pewnym, że jedno małe słowo na stronie niedzielnych ogłoszeń w New York Times nie wyplewi z ludzkich umysłów homofobii. Ale jest ono dowodem na anachroniczność dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Wielkie zwycięstwo dla małego słowa.
Na podst. SZ opracował Krystian Piotrowicz