Utrwalony od niepamiętnych czasów stereotyp powiada, że homoseksualni mężczyźni nie są zdolni do partnerstwa i wierności. Obraz geja, notorycznego zaliczacza, utrwalony jest równie silnie w tak zwanym "środowisku". Przeciwnicy przyznania mniejszościom seksualnym praw do zawierania związków argumentują, że homoseksualizm to niekontrolowany i pozbawiony substancji uczuciowej pociąg do osobników tej samej płci. "Po co im regulacje prawne?" - pytają. "Przecież seks wolno uprawiać bez pozwolenia." Jak widać, sprawa jest kontrowersyjna, ponieważ misterna konstrukcja nietolerancji, która czyni z nas obywateli drugiej kategorii zbudowana jest wyłącznie na stereotypach. Kiedy okazało się, że Krajowe Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa nie chce gejowskiej krwi, bo w myśl obowiązujących od kilku lat przepisów, "homoseksualiści, podobnie jak osoby mające wielu partnerów seksualnych, należą do grupy ryzyka", jeden z czytelników IS napisał: "Powiedzmy sobie szczerze - my, geje, bardzo źle się prowadzimy. Zmieniamy facetów jak rękawiczki."
Na temat zachowań seksualnych i stylu życia gejów napisano tony literatury. A jednak wiemy o nas samych tylko tyle, ile sami zdołamy zaobserwować. Żyjący monogamicznie uniwersytecki pracownik naukowy nie chce utożsamiać się z szalejącym w dyskotekach nastolatkiem. O taśmowej przeróbce partnerów nic nie wie chłopak, mieszkający w małym miasteczku, gdzie szczęściem jest spotkać choć jedną bratnią duszę. Zresztą: Jakie szanse zbudowania trwałego partnerstwa ma wchodzący w życie młody człowiek, który pomarzyć może tylko o własnym mieszkaniu i samodzielności. Wielu gejów jak ognia boi się odkrycia ich skłonności przez otoczenie, obawiają się wytykania ich palcami przez sąsiadów... A przecież nawet w tych niesprzyjających okolicznościach wielu gejowskim parom udaje się zbudować funkcjonujący przez długie lata związek. Nie jest to twierdzenie gołosłowne: Ludzi tych znam osobiście.
Interesujący w kontekście utrwalonych stereotypów jest wspomniany przykład wykluczenia gejów jako dawców krwi. Opowiadał o tym w jednym z wywiadów Meinrad Koch, emerytowany już dziś niemiecki wirolog i były szef Centrum Zwalczania AIDS: "Kiedy ogłosiłem, że geje nie mogą być dawcami krwi, wybuchła straszliwa awantura. Nasz problem polegał na tym, że musieliśmy ich wykluczyć, ale nie potrafiliśmy udowodnić dlaczego. Test na obecność we krwi wirusa AIDS wprowadzono dopiero w 1984 roku. A rok wcześniej, w Instytucie Roberta Kocha zorganizowaliśmy poradnię dla gejów. Pobieraliśmy im krew i chowaliśmy próbki w chłodni. Po zbadaniu okazało się, że ponad 60 procent była zarażona wirusem HIV. To był szok! Dopiero długo później zdaliśmy sobie sprawę, że do przychodni przychodzili tylko ludzie, którzy ze względu na styl życia mieli powody do obaw o swoje zdrowie. Ludzie ci nie byli wcale reprezentatywni dla całej grupy."
W znanym opracowaniu Master & Johnson na temat promiskuitywności kobiet i mężczyzn stwierdzono, że kobiety budują z partnerem silny związek emocjonalny i nie są zainteresowane przygodami seksualnymi. Mężczyźni natomiast są w stanie oddzielić uczuciowość od seksu. Przysłowiowy "skok w bok" nie traktują jako zagrożenia dla swego stałego związku, a raczej jako okazję do rozładowania napięcia seksualnego lub utwierdzenia swej samczej wartości. Innymi słowy, geje są "zaliczaczami" dlatego że są mężczyznami, a nie dlatego że są homoseksualni.
Przytoczone badania nie udzielają jednak odpowiedzi na pytanie, czy istnieje związek pomiędzy promiskuitywnością (częstą zmianą partnerów seksualnych) a orientacją homoseksualną. Wyniki studiów na ten temat są bardzo ciekawe.
Jeden z internetowych portali na Zachodzie przeprowadził ankietę na temat gejowskiej obyczajowości. Lektura nadesłanych listów pozwoliła wyciągnąć wniosek, że pary homoseksualne mają własny system wartości i styl życia. Nie można zastosować wobec nich definicji małżeństwa heteroseksualnego, którego podstawą jest bezwzględna wierność. W większości przypadków, podstawą partnerstwa gejowskiego jest niepisana umowa, która dopuszcza spory margines tolerancji. W zależności od psychicznych uwarunkowań partnerów i stopnia ich uczuciowego zaangażowania umówić się więc można, że wybaczalne są incydentalne zdrady, chwile "zapomnienia", przeżycia grupowe itd. W takim przypadku "wierność" oznacza respektowanie warunków umowy. Grupa naukowców z uniwersytetu w Zurychu przeprowadziła w 1999 roku badania grupy gejów w wieku od 20 do 49 lat. Okazało się, że na przestrzeni 12 miesięcy mieli oni od 10 do 15 partnerów seksualnych. Dwie trzecie badanych deklarowało jednocześnie, że żyje w stałym związku! Profesor Udo Rauchfleisch, specjalista psychologii klinicznej z Bazylei (i sympatyk ruchu gejowskiego), jest zdania że istnieją cztery różnice pomiędzy seksem hetero- i homoseksualnym. Pierwszą i najważniejszą jest "umiejętność przeżywania przelotnych, niewiążących i anonimowych kontaktów seksualnych".
W przygotowanej na użytek rządu niemieckiego ekspertyzie z roku 2000, seksuolog, prof. Martin Dannecker pisze, że "homoseksualiści są zdolni do budowy i utrzymania trwałego partnerstwa przy jednoczesnym przeżywaniu przelotnych i przypadkowych kontaktów, służących rozładowaniu napięcia seksualnego." Profesor jest zdania, że takie przygody mają też zaspokajać "skłonności narcystyczne". W przeciwieństwie do "stałego partnera", z którym związane są ważne plany życiowe, osoby zaangażowane w ulotny kontakt stoją bardzo nisko w hierarchii ważności. Ulotność ta posunięta jest tak daleko, że już po krótkim czasie przypadkowi partnerzy seksualni nie rozpoznają się w miejscach publicznych lub nie pamiętają swych imion.
Kiedy w Niemczech uchwalono ustawę o konkubinacie, działacz organizacji LGTB i poseł do Bundestagu Volker Beck obwieścił, że od kiedy zaprzestano prześladowań, większość niemieckich gejów żyje w trwałych związkach. Oczywiście natychmiast zarzucono mu uprawianie propagandy i kłamstwo. Ale przecież Beck nie powiedział, że z uderzeniem zegara, geje stali się "wierni". Mówił tylko o partnerstwie, którego reguły ustalają sami zainteresowani. Warto wiedzieć, że w Niemczech zawarto już około 5 tysięcy "gejowskich małżeństw".
Badań, potwierdzających króliczą aktywność seksualną gejów jest mnóstwo. Niektóre z nich przyniosły szokujące wyniki. Po przebadaniu w Australii 2583 osób w starszym wieku okazało się że przeciętna statystyczna liczba ich partnerów wynosi 251 osób. Tylko 2,7% uczestników badań miało w swym życiu jednego kochanka! Dwóch uczonych amerykańskich - gejów (!) postanowiło w 1984 roku udowodnić, że związki gejowskie niczym nie różnią się od małżeństw heteroseksualnych. Po dłuższych poszukiwaniach udało się im znaleźć 156 par, żyjących razem od jednego roku do 37 lat. Okazało się, że "wierności" dochowało tylko 7 z nich, a w dodatku owa siódemka miała dość krótki staż partnerski! W konkluzji musieli napisać, że "wśród par homoseksualnych zdrada była regułą, tak jak wśród heteroseksualnych wyjątkiem".
Jaki wniosek wyciągnąć można z tych badań? Para naukowców McWhirter i Mattison formułuje go tak: "Wiele par gejowskich bardzo szybko dostrzega, że seksualna posesywność, czyli traktowanie partnera jako wyłącznej własności jest największym zagrożeniem dla stabilności ich związku. Promiskuitywność nie jest wśród homoseksualnych mężczyzn wyjątkiem. Jest regułą. Dla wielu - jedynym stałym doświadczeniem życiowym."
Co w takim razie z cnotami małżeńskimi i wiernością? Wydaje się, że w dalszym ciągu bardzo niewiele wiemy... o nas samych.
Roman Mencwel
Co do nazywania takiej przygody "bezuczuciową", czy "tylko seksem" to bym się wstrzymał. Jaką masz pewność, że Twój chłopak po kolejnej przygodzie nie zauroczy się w innym, że nie będzie chciał z nim dalej utrzymywać kontaktu (za Twoimi plecami), że Wasza więź będzie coraz słabsza, aż kiedyś... To nie jest przyzwolenie tylko na seks czy zabawę. Nie jesteś w stanie wszystkiego przewidzieć i wszystko kontrolować. Pozwalasz na coś dużo więcej i skutków możesz jedynie żałować. Jeżeli Ty albo Twój facet tego nie rozumiecie to nie dojrzeliście do miłości, albo po prostu jej między Wami nie ma.
zawsze czułem się podwójnie inny - bo nie dość, że inny (w sensie orientacji), to jeszcze inny wśród innych... :-/
"Mężczyźni natomiast są w stanie oddzielić uczuciowość od seksu. Przysłowiowy "skok w bok" nie traktują jako zagrożenia dla swego stałego związku, a raczej jako okazję do rozładowania napięcia seksualnego lub utwierdzenia swej samczej wartości. Innymi słowy, geje są "zaliczaczami" dlatego że są mężczyznami, a nie dlatego że są homoseksualni."
Stek bzdur. Zdrada to ZDRADA, a bycie wiernym to bycie WIERNYM, a nie puszczanie się z kim popadnie i gdzie popadnie. Można dorabiać sobie filozofię, że zdrada nie niszczy związku, że może urozmaicać życie itp. głupoty, ale powiem Wam wszystkim jedno - nawet w najbardziej liberalnych związkach zdrada niszczy! I to niszczy bardzo skutecznie. Każdy chce mieć ukochaną osobę dla siebie, tylko z nią dzielić radości i smutki, swoje łóżko. Jeśli ktoś mówi, że nie chce ukochanej osoby tylko dla siebie, że nie przeszkadza mu, gdy "ukochany" prześpi się dziś z X, a jutro z Y, to znaczy, że swojego partnera po prostu NIE KOCHA, że jest on mu zupełnie obojętny. Taki "związek" (a raczej, taka relacja) nie ma szans w starciu z rzeczywistością, w której pojawiają się różne trudne problemy, gdzie trzeba się przecież poświęcać. Gdy ktoś całe życie dogadza tylko sobie, to jak od niego oczekiwać potem ofiary z czegokolwiek?
Geje (nie mam zamiaru pisać "my, geje", bo ja się nie puszczam) w większości prowadzą się bardzo źle. Przykro mi to mówić, ale całe środowisko jest obrzydliwie niewierne, puste emocjonalnie i nadęte, narcystyczne. Niekiedy nie dziwię się homofobom, że nas tak bardzo nienawidzą. Bo co Wy sobą właściwie reprezentujecie? Hedonizm, pustkę uczuć, narcyzm (do potęgi!), sztuczność, nieliczenie się z nikim i z niczym! Żałuję, że jestem gejem, bo mam z Wami niestety coś wspólnego.