Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 12.08.2002 00:00

Webnowela: Miasto Gejów

Podziel się Tweetnij Skomentuj (7)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (7)

... No więc kiedy... mnie tam zabierzesz?

Wyobraź sobie, drogi Czytelniku, pokój nieduży, urządzony nowocześnie, ale skromnie i ze smakiem. W takiej bowiem scenerii rozpoczyna się nasza opowieść. W pokoju tym siedziało sobie dwóch chłopców, a może już mężczyzn; zależy, gdzie kto widzi granicę między chłopięcością a męskością. Pewnie dla niektórych granica ta przebiega właśnie między bohaterami naszej opowieści, bowiem gdy spojrzeć na nich - jeden był wyraźnie młodszy od drugiego. Nie była to jakaś rażąca różnica wieku: zaledwie kilka lat. Nie zastanawiajmy się dokładnie ile który miał lat, bo to nie ma aż takiego znaczenia. Najważniejsze, że jeden z nich - Krystian - był bardziej chłopięcy od drugiego - Zbyszka - skutkiem czego Zbyszek był bardziej męski od Krystiana.
- Nie boisz się? - zapytał Zbyszek Krystiana i spojrzał mu głęboko w oczy.
- Chyba nie. Dlaczego pytasz?
Zbyszek olał to pytanie, bo w oczach Krystiana i tak widział, że bardzo się boi. A ten drugi, widząc, że nie dostanie odpowiedzi dodał tylko:
- Przede wszystkim to chyba nie rozumiem.
- No i właśnie dlatego twierdzę, że się cholernie boisz.
- Wcale nie! - wybuchnął nasz młody tchórzliwy bohater. - No może trochę - dodał po chwili pokorniejąc. A Zbyszek uśmiechnął się tylko.
- A czego właściwie nie rozumiesz?
- Co tam jest takiego niesamowitego i innego?
- ...tam po prostu jest naprawdę inaczej.
- To znaczy?
- Zobaczysz.
- Jest tam coś czego nie było na zdjęciach, które mi pokazywałeś?
- Jest wiele rzeczy, których na zdjęciach po prostu nie da się pokazać.
Krystian zamyślił się na chwilę. Po głowie chodziły mu różne rzeczy, których nie da się pokazać na zdjęciach, takie jak moralność, zachowanie, podejście do świata, do innych ludzi... I poczuł wielką ochotę, żeby się dowiedzieć, jak to jest w tym miejscu, które Zbyszek nazywał zawsze tak samo. I o tę nazwę postanowił teraz właśnie zapytać swojego rozmówcę:
- A nie przesadzasz trochę gdy mówisz o tym "inny świat"?
- Dlaczego miałbym przesadzać. Mówię ci, tam jest zupełnie inaczej.
- Ale żeby aż od razu "świat"? Tak jakby to była zupełnie inna rzeczywistość.
Zbyszek spojrzał przenikliwie na Krystiana, lekko się uśmiechnął i powiedział cicho "Zaufaj mi". Chociaż trzeba przyznać, że to ostatnie zdanie wypowiedział w sumie nie potrzebnie, bo Krystian darzył Zbyszka bezgranicznym zaufaniem i wiedział, że nigdy nie kłamie. Nawet, gdy Krystian zadawał trudne pytania, na które nie łatwo było odpowiedzieć szczerze. Zbyszek dawał wtedy takie odpowiedzi, które nie były kłamstwem, a jednocześnie nie odkrywały całej prawdy. I ostatnio dopiero, gdy Zbyszek powiedział, jak jest naprawdę, Krystian wspomniał te wszystkie rozmowy i zauważył, jak umiejętnie Zbyszek je prowadził, żeby tylko go nie okłamać, ale jednocześnie nie powiedzieć całej prawdy.
- No więc kiedy... mnie tam zabierzesz?
- Dzisiaj w nocy.
Krystian westchnął głęboko, ale w sposób męski, nie tak jak to robią ciotki.
- Nie bój się.
Krystian miał już bezczelnie zaprzeczyć, że przecież on się wcale nie boi, ale dobrze wiedział, że byłoby tylko to zacieranie na siłę i tak wyraźnie widocznej prawdy.
- Mam coś zrobić? Jakoś się przygotować?
- Połóż się tylko. I zaśnij głęboko - powiedział Zbyszek podając mu herbatę, do której wrzucił przed chwilą środki nasenne. Krystian wziął kubek. Był bardzo ciepły, prawie parzył w palce. Ale nasz tchórzliwy bohater nie bał się gorących kubków herbaty, a nawet je uwielbiał, objął więc naczynie możliwie największą powierzchnią dłoni i wpatrywał się w nie przez chwilę z niedowierzaniem.
- Wiesz, że nie musisz tego robić jeśli nie chcesz - powiedział ciepło Zbyszek.
Krystian czuł lęk, ale jednocześnie pragnął poznać to miejsce. Spojrzał na Zbyszka w taki sposób, że ten bez trudu wyczytał to w jego oczach i stwierdził po cichu:
- Chcesz.
Krystian pociągnął pierwszy łyk herbaty i uśmiechnął się lekko do Zbyszka, chociaż w sumie trudno powiedzieć, dlaczego było mu do śmiechu.
- Śpij spokojnie.
- I mocno.
- Proszki się tym zajmą.
- Kiedy ty byłeś tam po raz pierwszy?
- Mariusz mnie tam zabrał.
- Twój pierwszy facet? - Krystian pociągnął kolejnego łyka, ale tym razem nie uśmiechał się głupkowato.
- Tak.
- Bałeś się.
- Bardzo.
Krystian zapatrzył się w kubek, tak jakby był on szklaną kulą, w której mógłby zobaczyć co go czeka. Ale niestety kubek był z nieprzezroczystej porcelany i za cholerę nie chciał uchylić ani kawałka tajemnicy.
- Nie jestem za młody? - zapytał.
- Gdybyś był, to bym cię tam nie zabierał. Pij. I śpij - uśmiechnął się Zbyszek.
- Dlaczego nie mogę być przytomny, gdy mnie będziesz tam zabierał?
- Do póki nie poznam twojego stosunku do tamtego świata, lepiej, żebyś nie wiedział jak tam trafić.

Krystian lekko otworzył oczy. W pomieszczeniu, w którym się znajdował panował półmrok, a wszystkie kształty widział niewyraźnie. Spróbował się rozejrzeć i wydał z siebie ciche stęknięcie, tak jak stękają ludzie, którzy właśnie się obudzili.
- Obudziłeś się? - usłyszał głos Zbyszka. Odwrócił głowę w stronę z której dobiegał głos. Kompan leżał obok niego na łóżku i trzymał w rękach książkę, którą zamknął, i odłożył na leżący obok stolik gasząc jednocześnie lampkę, która dawała wąskie światło. Jego postać była dla Krystiana niewyraźna.
- Budzę się - wystękał budzący się. - Gdzie jestem?
- U mnie w domu.
- Masz tu swój dom?
- No właściwie to dom moich rodziców.
- Kogo?
- Nie ważne. Wytłumaczę ci innym razem. Jak się czujesz?
- Osłabiony.
- Za chwilę przyniosę ci kawę.
- Dzięki.
Zbyszek wyszedł z pokoju. W czasie gdy go nie było Krystian zdołał przyjąć pozycję siedzącą. Na stoliku obok zauważył swoje okulary. Założył je i rozejrzał się po pokoju. "Wygląda zupełnie normalnie" - pomyślał. Na stoliku leżała fotografia w ramce. Krystian przyjrzał się jej. Miała już na pewno kilka lat, bo Zbyszek wyglądał na niej bardziej chłopięco. Przedstawiała go w towarzystwie jednej młodej osoby, oraz dwóch dorosłych, z których jedna miała oczy niemalże takie same jak Zbyszek.
- To fotografia mojej rodziny - powiedział Zbyszek wszedłszy do pokoju z dwoma kubkami w ręku.
- "Rodziny"?
- Mojej tutejszej rodziny - Zbyszek podał Krystianowi kawę i usiadł obok niego na łóżku.
- Nie rozumiem.
- Mam tu rodzinę.
- "Tu" to znaczy w tym... świecie?
- Tak.
- Taką jak... po naszej stronie?
- Nie. To jest inna rodzina. W pewnym sensie jest mi bliższa.
Krystian słysząc to posmutniał.
- Co się tak chmurzysz? - uśmiechnął się Zbyszek szturchając go w ramię.
- Nie wiem. Jakoś dziwnie się czuję gdy nazywasz ich rodziną.
- Daj spokój. Mówię ci, że to inny świat i słowo "rodzina" też oznacza tutaj co innego. Jesteś gotów do wyjścia na miasto?
- Jak tylko wypiję kawę.

Krystian idąc po mieście rozglądał się uważnie. Wciąż czuł się jeszcze lekko przestraszony, bo w końcu był w "innym świecie", kto wie, co mogło go spotkać.
- I jak? - zapytał Zbyszek.
- No w sumie te ulice nie są aż takie różne od naszych.
- Nie są? W ogóle?
- No może poza tym, że stosunek płci jest tutaj zupełnie inny.
- No właśnie.
- Ale poza tym...
- To dopiero początek - powiedział Zbyszek uśmiechając się pod nosem.
- Gdzie idziemy?
- Do supermarketu. Zrobimy zakupy na obiad.
Krystian rozglądał się bacznie i obserwował wszystkich ludzi, koło których przechodził, a jako, że było wczesne popołudnie, to niestety zbyt wielu ludzi na ulicy nie było. W pewnym momencie zatrzymał się, rozdziawił poszczę i zdziwiony patrzył gdzieś w dal. Zbyszek stanął obok niego i zapytał, co się stało. Krystian skinął głową wskazując Zbyszkowi na stojącą na przystanku kilkadziesiąt metrów dalej całującą się parę.
- To tutaj ludzie też się łączą w pary?
- Ha, ha! No oczywiście! A co ty myślałeś. Przecież ci mówiłem, że tutaj ludzie też "chodzą ze sobą", kochają się i nawet pobierają. Tylko jak widzisz są to pary trochę inne.
- Ale czy oni też... uprawiają seks?
Zbyszek roześmiał się w głos (bo trzeba przyznać, że pytania zadawane przez Krystiana były głupkowate), po czym ozwał się w te słowa:
- A co? Nie wyobrażasz sobie seksu między taką dwójką?
- No nie za bardzo. Czy mężczyznę może podniecać...
- No oczywiście, że może. Ha, ha, ha! I to jest zupełnie normalne. Przede wszystkim na tym właśnie polega inność tego świata.
Krystian stał dalej w miejscu, gapił się na parę w oddali i wciąż trudno mu było zrozumieć, jak to możliwe. Może dziwi Cię, Czytelniku, że autor wprowadził do opowiadania postać tak prymitywną, ale dzięki takim postaciom opowiadanie jest barwne, nieprawdaż?
- Nie rób przypału - wyrwał Krystiana z osłupienia Zbyszek. - Gapisz się na nich, jakbyś pierwszy raz w życiu człowieka zobaczył. Lepiej się przyzwyczaj do takiego widoku. Jeszcze nie raz będziesz miał okazję to zobaczyć. Tutaj jest wiele takich par. Nawet bardzo wiele, szczerze mówiąc. Chodź! - pociągnął go za rękę.

W sklepie Krystian wciąż rozglądał się uważnie po ludziach i nie bardzo słuchał, co Zbyszek do niego mówi. Gdy zbliżali się już do kas, podszedł do Zbyszka i szepnął:
- Faktycznie wiele tutaj tych par. Robią nawet razem zakupy.
- No widzisz - uśmiechnął się Zbyszek.
W tym miejscu autor sam musi przyznać, że jego postać jest naprawdę głupia (chodzi o Krystiana, nie Zbyszka), ale zapędził się już w pisaniu tego opowiadania i nie będzie wszystkiego zmieniał. Niech postać głupią pozostanie.
Po zapłaceniu w kasie Krystian zatrzymał się znowu i zaczął rozglądać po sklepie (spojrzenie oczywiście miał jak mały murzynek z buszu afrykańskiego, który widzi spadający z nieba śnieg).
- Co znowu? - zapytał Zbyszek.
- Moją uwagę zwróciły kasy.
- To znaczy?
- Siedzą w nich praktycznie same kobiety.
- No tak... Bycie kasjerem to raczej nie jest zajęcie dla faceta.
Zbyszek dodał po chwili:
- Oj widzę, że już zaczynasz widzieć coraz więcej różnic między naszym światem, a tym.
- To prawda - powiedział Krystian i ruszył ze Zbyszkiem w stronę wyjścia.
Zbyszkowi zadzwoniła komórka. Przez chwilę jej nie odbierał (celowo: trzymał ją w kieszeni, bo miała wibrator i bardzo lubił, gdy te wibracje rozchodziły się po jego bieliźnie i sięgały tu i ówdzie).
- Halo? No cześć. Tak właśnie wyszedłem, a skąd wiesz? Naprawdę, a przy której kasie jesteście? No dobra, to my wracamy i poczekamy na was. Na razie - Zbyszek odłożył słuchawkę i rzekł do Krystiana - Wracamy do sklepu.
- Kto to był?
- Mój tata. Okazało się, że rodzice byli na zakupach w tym samie co my i widzieli nas jak wychodziliśmy. Są już przy kasie. O, widzę ich!
- "Tata"?
- No tutaj jest coś takiego. Są w tym świecie takie dwie osoby, z których jedną nazywam tatą, a drugą mamą.
- I każdy tutaj tak ma?
- No... większość ludzi.
- I tacy tata i mama są parą?
- Zwykle tak. Chociaż czasem się rozchodzą. Biorą rozwód.
- I co wtedy?
- Dalej są rodzicami, tylko, że już nie są parą... To są właśnie moi rodzice - powiedział Zbyszek wskazując Krystianowi dwójkę, która odeszła właśnie od kasy i zbliżała się do nich. Po krótkiej ceremonii powitalnej rodziców Zbyszka z Krystianem, oraz po wymienieniu się informacjami na temat dokonanych właśnie zakupów przez obie pary, tudzież po narzekaniu, że kupili za dużo żarcia, bo nie uzgodnili wcześniej wspólnie, co będzie na obiad i po stwierdzeniu, że to było głupie (paradoksalnie za głupich uważali się tylko rodzice Zbyszka i sam Zbyszek; o Krystianie nikt nie wspominał), no więc po tych wymienionych kilku zdaniach całą czwórka udała się do domu Zbyszka, a właściwie domu jego rodziców.

Gdy byli już w mieszkaniu, rodzice udali się do kuchni w celu przyrządzenia jedzenia, a nasi bohaterowie - chłopięcy Krystian i męski Zbyszek - udali się do sypialni tego drugiego i ucięli sobie krótką pogawędkę, podczas której, Zbyszek nabijał się ciągle z Krystiana, ale Krystian nic sobie z tego nie robił. W końcu był w innym świecie, a poza tym był głupi, jak już zdążyliśmy ustalić. W jakiś czas później rodzice zawołali młodzieńców (bo mimo, że Zbyszek był bardziej męski i starszy od Krystiana, to nie zapominajmy, że był jeszcze młody i można go bez obaw nazwać młodzieńcem) na wspólne spożycie posiłku.
Uwagę Krystiana zwróciła sytuacja przy zasiadaniu do stołu, a mianowicie moment, w którym tata Zbyszka odsunął krzesło swojej żonie, żeby ułatwić jej proces siadania przy stole, a gdy opuszczała swoje pośladki, nie odsunął tego krzesła dalej, ale wręcz przeciwnie - zadbał o to, ażeby mama Zbyszka wygodnie zasiadła całą powierzchnią swojego przedłużenia pleców (albo ud, jak kto woli) na krześle. Krystian pomyślał, że może w tym świecie funkcja taty polega między innymi na tym, że pomaga on wszystkim w siadaniu do stołu. Jednak tata Zbyszka nie pomógł pozostałym biesiadnikom, ale po prostu usiadł sobie za stołem, bez niczyjej pomocy.
Po krótkiej gadce-szmatce na temat pogody i inflacji, rodzice przeszli do wstrętnego tematu zaczynającego się od słów:
- No więc to ty jesteś ten Krystian - wypowiedzianych przez mamę Zbyszka. - Zbysiu wiele nam o tobie opowiadał i nie mogliśmy się doczekać, żeby cię poznać.
- Mi Zbyszek nic o was nie mówił - odpowiedział głupi Krystian i poczuł mocnego kopniaka, którego Zbyszek zaserwował mu pod stołem. A był na tyle głupi (Krystian, nie kopniak), że zamiast zorientować się, o co chodzi Zbyszkowi, głośno i ostentacyjnie powiedział "Ał!"
Rodzicom Zbyszka zrobiło się w tym momencie smutno. Zbyszek widząc to od razu pospieszył z wyjaśnieniami:
- Bo widzicie, u nas nie wolno mówić o rodzinie i rodzicach. U nas wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną.
- Wspominałeś nam o tym - powiedział tata Zbyszka.
- Dlatego postanowiłem tam zamieszkać.
- To musi być ciekawe - odezwała się mama - być taką jedną wielką wspólnotą. Tak jak mrówki. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
- No może z tym ostatnim, to trochę przesadzasz, mamo. W końcu dalej jesteśmy tylko ludźmi i oprócz przyjaźni istnieje też u nas nienawiść i konflikty. Tylko, że po prostu wspólnie dbamy o młodszych i wspólnie ich wychowujemy.
- Tak, tak. Opowiadałeś.
I w tym momencie zapanowała przy stole cisza, bo nikomu jakoś nie przychodziło do głowy żadne zdanie, które mogłoby być kontynuacją prowadzonej rozmowy. W końcu mama Zbyszka zwróciła się do gościa:
- Jak ci smakuje zupa?
- Świetna! Tylko może trochę za łagodna.
- To może ja przyniosę przyprawy - powiedziała mama Zbyszka starając się odsunąć od stołu. W tej chwili tata Zbyszka złapał ją za rękę i powstrzymał przed owym odsunięciem od stołu. I Krystian pomyślał już, że może tata Zbyszka wstanie i odsunie mamie Zbyszka krzesło, żeby łatwo jej było wstać, po czym poczeka aż wróci i pomoże jej usiąść, ale tata Zbyszka zrobił co innego. Złapawszy małżonkę za rękę powiedział do niej:
- Siedź, kochanie, ja przyniosę.
Po czym sam wstał i udał się do kuchni. A mama Zbyszka krzyknęła tylko za nim "Przyprawy są na blacie, koło owoców".
- Ach ten nasz rok dwa tysiące siedemnasty... - westchnął tata Zbyszka przynosząc przyprawy.
Autor zdaje sobie sprawę z tego, że ostatnie zdanie taty Zbyszka nie miało się nijak do kontekstu sytuacji, ani nie ma znaczącego wpływu na rozwój wydarzeń, ale czuł ogromną potrzebę uświadomienia czytelnikowi, że akcja opowiadania rozgrywa się w niezbyt dalekiej (chociaż w sumie też niezbyt bliskiej) przyszłości, a nie wiedział w jaki inny sposób to zrobić, wybrał więc sposób, nie ukrywajmy, bardzo niezgrabny. Ale na pewno zgrabniejszy niż suche poinformowanie czytelnika w środku opowiadania "akcja dzieje się w roku dwa tysiące siedemnastym". A teraz wróćmy do niezbyt wartkiej akcji przy stole.
- W takim roku dwa tysiące siedemnastym - kontynuował tata Zbyszka - to aż się chce zapytać gościa, którego syn przyprowadził na obiad, jak mu się podoba w naszym świecie.
(W ten oto sprytny sposób autor sprawił, że poprzednie westchnienie taty Zbyszka nie było aż takie wyrwane z kontekstu).
- Jak ci się podoba w naszym świecie? - spytał Krystiana tata Zbyszka.
Krystian odparł, że jest trochę inaczej, że wyobrażał sobie, że kilka rzeczy może wyglądać tak, czy siak, ale generalnie ten świat działa na tych samych zasadach, co świat, z którego pochodzi nasz nie w pełni rozgarnięty bohater.

Po obiedzie Krystian i Zbyszek postanowili wybrać się do pubu na jakieś lody albo zimny napój. Siedzieli tak sobie, jedli lody, a Zbyszek wypytywał Krystiania o pierwsze wrażenia na temat swoich rodziców. Krystian rozglądał się ciągle uważnie i ze zdziwieniem dookoła, bo w tej restauracji było również kilka par złożonych z młodego mężczyzny i młodej kobiety, a z takimi parami nasze biedactwo się nie spotkało w swoim świecie. Gadali tak sobie, gadali, a w międzyczasie z restauracji zdążyły wyjść dwie takie pary i gdy wychodziła trzecia para, Krystian nie wytrzymał i postanowił zmienić temat, bo coś go bardzo zdziwiło:
- Przepraszam Zbyszek, ale zmienię teraz temat, bo coś mnie bardzo dziwi.
- Co takiego?
- Zauważyłem, że tutaj panuje dyskryminacja mężczyzn.
- Co? Dlaczego?
- No odkąd zauważyłem, że tutaj mężczyzna i kobieta tworzą pary, to ciągle widzę, że on jej na każdym kroku ustępuje, żeby nie powiedzieć, że się poniża, albo upokarza.
- O czym mówisz?
- Gdy wchodziliśmy do marketu i gdy wychodziliśmy z niego widziałem takie pary i gdy wchodziliśmy do waszego mieszkania, to zawsze w takiej parze mężczyzna otwierał kobiecie drzwi. Przy obiedzie twój tata podsunął twojej mamie krzesło, potem sam pobiegł do kuchni po przyprawy, mimo, że ona chciała iść. A teraz widzę, że co jakaś para wychodzi, to zawsze mężczyzna płaci, a nie kobieta.
- Ależ mężczyzna się przed kobietą nie upokarza w ten sposób, tylko zabiega o jej względy. Przecież u nas też mężczyźni zabiegają o swoje względy nawzajem.
- No właśnie! N a w z a j e m!!! Ja o twoje, ty o moje. Dlaczego tutaj tylko mężczyzna zabiega o względy kobiety.
- No bo przecież jej jest miło, gdy on to robi.
- No dobrze, ale w takim razie te kobiety to cholerne egoistki. Dlaczego one nie zabiegają o ich względy?
- To nie jest egoizm. Mężczyźnie po prostu zależy, żeby kobieta miała o nim jak najlepsze zdanie.
- To w takim razie są głupie. A czy im to nie zależy, żeby on miał o niej dobre zdanie?
- No na pewno... zależy, ale... no nie wiem - mieszał się Zbyszek.
- Lubisz, gdy ja jestem dla ciebie uprzejmy? Gdy robię dla ciebie coś miłego?
- No lubię.
- No widzisz. Ja też lubię, gdy ty zrobisz dla mnie coś miłego. Dlaczego miało by to wyglądać tak, że tylko jeden z nas jest dla drugiego miły?
- No bo widzisz... za to kobieta... Kobieta potem jest miła dla mężczyzny.
- Potem?
- No... w łóżku.
- Aaa... już rozumiem - stwierdził Krystian. - Czyli on daje jej przyjemność i nic nie bierze w zamian na co dzień, a w łóżku jest na odwrót?
- No... chyba nie do końca, bo... On w łóżku też jej robi dobrze.
I tu nasz biedny Krystian zgłupiał do końca. I pewnie by tak trwał w stanie ogłupienia, gdyby nie para, która siedziała kilka stolików dalej, a którą Krystian zauważył dopiero teraz. Zwróciła ona jego uwagę, ponieważ męska połowa tej pary bardzo przypadła Krystianowi do gustu. Mężczyzna ów był bardzo dobrze zbudowany, ładnie ubrany, miał głęboko osadzone błękitne oczy i kręcone blond włosy, czyli wszystko, co Krystianowi podobało się w facetach.
- Mmm - mruknął uśmiechając się lekko.
- Co się stało? - zapytał Zbyszek.
- Ładny facet tam siedzi.
W tym momencie "facet" spojrzał na Krystiana, a Krystian uśmiechnął się do niego i pomachał. Zbyszek natychmiast złapał go za rękę i szepnął do niego:
- Nie wygłupiaj się.
- No co? On jest naprawdę fajny.
- Przestań, bo będę zazdrosny - uśmiechnął się Zbyszek.
- No mógłbyś czasem być - powiedział z przekorą Krystian.
- A nie jestem?
- Daj spokój. Ile razy już się puszczałem, a ty nic.
I tak nasi bohaterowie zaczęli sobie stroić żarty ze swojego związku, wiedząc jednocześnie w głębi, że jest to związek udany. Potem rozmowa zaszła na inne tory, a Krystian cały czas spoglądał na swojego idola i uśmiechał się do niego. Zbyszek w końcu powiedział:
- Mam nadzieję, że ten chłopak nie widzi jak się do niego uśmiechasz.
- Ależ oczywiście, że widzi - odparł Krystian, ale Zbyszek był przekonany, że jego chłopak żartował i kontynuował rozmowę z Krystianem na temat różnic w zachowaniu kobiet i mężczyzn w obu światach.
Po pewnym czasie para, której połowę stanowił nasz dobrze zbudowany blondyn (a szczerze mówiąc, wyrażenie "dobrze zbudowany" można potraktować w jego przypadku jako bezsterydowy eufemizm), no więc para ta po pewnym czasie zaczęła się zbierać i zmierzać w kierunku wyjścia (oczywiście najpierw On zapłacił za obie osoby i odsunął jej krzesło, żeby było jej łatwiej wstać), a tak się głupio składało, że gdyby poprowadzić linię przez drzwi do lokalu, stolik naszych bohaterów, oraz stolik naszego napakowanego blondyna, to byłaby to mniej więcej linia prosta. Innymi sowy - stolik Zbyszka i Krystiana stał na drodze do wyjścia błękitnookiego mięśniaka i jego dziewczyny. Gdy więc para ta zbliżała się ku Krystianowi, Krystian po raz kolejny, jeszcze bardziej wylewnie uśmiechnął się do swojego idola, na co idol zareagował w sposób, jakiego nasz biedny głuptasek nie przewidywał:
- Co się kurwa śmiejesz palancie? Za dużo masz zębów.
- Ależ Marek - odezwała się jego dziewczyna - daj spokój. Chodźmy już.
- Czekaj, kurwa, mam coś do załatwienia.
- Spokojnie, kolego - odezwał się poważnie Zbyszek. - Nie chcemy kłopotów.
- Jaki kurwa kolego?! Ty też mnie podrywasz, fagasie?
- Marek, proszę cię - lamentowała dziewczyna.
- Mój przyjaciel - mówił Zbyszek - jest po prostu otwarty w wyrażaniu uczuć.
- "Twój Przyjaciel", kurwa! Twój k o c h a n e k, pedale!
- Marek, nie denerwuj się tak, chodźmy już, spóźnimy się. Przecież to nie ma sensu.
- Trzymaj krótko tego swojego chłoptasia - groził kulturysta Zbyszkowi - bo jak będzie taki otwarty, to mu tak głęboko wsadzę w pysk kutasa, że się udławi.
Zbyszek nie odezwał się, a dziewczynie na całe szczęście udało się przekonać swojego mężczyznę do opuszczenia lokalu. Ten jednak na wyjściu krzyknął jeszcze "Wracajcie do swojego miasta, cwele! Tam senat wyznaczył wasze miejsce!"
- O co mu chodziło? - szepnął Krystian do Zbyszka. Warto dodać, że w całej tej sytuacji Krystian nie wykazał żadnej aktywności, poza tym, że jego mina zrobiła się zupełnie poważna i speszona mniej więcej między trzecim a piątym słowem, jakie macho wypowiedział do naszego mało orientującego się w heteryckim świecie bohatera.
- To ty się naprawdę do niego uśmiechałeś?
- No przecież ci mówiłem.
- Myślałem, że żartujesz.
- Ale o co mu chodziło?
- Misiu! W tym świecie nie robi się takich rzeczy.
- Dlaczego?
- No bo to są heterycy.
- Ale co z tego?
- Taki heteryk myśli sobie nie wiadomo co, gdy jakiś obcy chłopak się do niego uśmiecha.
- Jak to nie wiadomo co? A nie może pomyśleć po prostu, że się temu chłopakowi podoba?
- No tak właśnie myślą!
- I to ich wkurza?
- Tak.
- Dlaczego? Przecież to komplement, gdy ktoś mi daje do zrozumienia, że mu się podobam.
- Tak, ale oni to inaczej odbierają.
- To znaczy jak?
- Nie wiem, Może się boją.
- Czego???
- Nie wiem... Na przykład tego, że ich przelecisz...
Krystian wybuchnął w tym miejscu gromkim śmiechem. Tak gromkim, że Zbyszek musiał go uciszać.
- Ale to przecież bez sensu! Czy jak jakiś facet mi się podoba, to od razu muszę z nim iść do łóżka?
- No im się wydaje, że tak właśnie myślisz.
Krystian przez chwilę nic nie mówił i śmiał się, starając się dusić swój śmiech jak tylko mógł. Po kilku minutach, gdy jego śmiech już opadł na sile, dodał:
- Ciekawe, czy faktycznie bym się udławił - po czym obaj buchnęli nieokiełznanym rechotem.
- Idziemy - powiedział Zbyszek, w jakiś czas po tym, gdy atak śmiechu ustał i wyszli z pubu.
- Dokąd mnie zabierasz? - zapytał Krystian.
- Zobaczysz.

- Już jesteśmy prawie na miejscu.
- To znaczy?
- To ten budynek na wprost.
- Wygląda jak szpital.
- Pewnie dlatego, że to szpital.
- Po co mnie tam prowadzisz?
- Bo tam się wszystko zaczyna.
- To znaczy?
- Życie.
- Nie rozumiem.
- Zrozumiesz.
- Więc w szpitalu też powstaje życie?
- Tak. W szpitalach ludzie nie tylko się leczą ale też rodzą.
- "Rodzą" to znaczy...
- No... przychodzą na świat... powstają.
- Jak to się dzieje.
- Kobiety rodzą dzieci.
- Ale co to znaczy "rodzą"? nie rozumiem tego.
- Chodźmy do szpitalnego parku. Opowiem ci tam wszystko.
Zbyszek zaczął tłumaczyć Krystianowi na czym polega rodzenie dzieci, bo przecież w Mieście Gejów nie było kobiet, więc nie było komu zachodzić w ciążę, nie mówiąc już o rodzeniu dzieci, stąd dla Krystiana jedyną funkcją szpitali było leczenie ludzi. Zbyszek opowiedział mu o kopulacji, o funkcji jąder mężczyzny i wytwarzanego przez nie nasienia, o którym Krystian na lekcjach biologii w Mieście dowiedział się tylko, że istnieje i ma lekko zasadowy odczyn. Zbyszek opowiedział mu pokrótce o tym, co kobiety mają między nogami, o tym, co mają głębiej między nogami, i w jaki sposób to pasuje do przyrodzenia mężczyzny, i co się dzieje ze spermą i w ogóle cały proces od erekcji do porodu z pominięciem bardzo wielu szczegółów i bez odpowiedzi na wiele trudnych i wnikliwych pytań, które zadawał Krystian.
- No więc skąd my się tam bierzemy?
- W naszym Mieście?
- Tak.
- Chodź, pokażę ci.
Chłopcy, czy jak kto woli mężczyźni, albo młodzieńcy (każdego z bohaterów można też określić innym słowem, np. "młodzieniec i mężczyzna" albo "młodzieniec i chłopiec", ale tu już autor pozostawia inwencję twórczą czytelnikowi), no więc nasi bohaterowie weszli do szpitala i Zbyszek zaprowadził Krystiana na oddział położniczy.
- Tu są sale porodowe - powiedział - więc nie będziemy tam wchodzić.
Przeszli kawałek dalej.
- Na tej sali leżą noworodki.
- O rany! - krzyknął Krystian widząc salę pełną małych łóżeczek, w których leżeli ludzie tak malutcy, jakich Krystian widział w swoim Mieście tylko w miejscu zwanym Centrum Wychowania i Opieki, o którym zawsze myślał, że zajmuje się produkcją dzieci. No może nie dosłownie "produkcją", ale Krystian był przekonany, że stamtąd właśnie biorą się nowi mieszkańcy Miasta.
- To są właśnie ludzkie noworodki, urodzone niedawno przez kobiety.
- Takie, jak w naszym CWO?
- No właśnie do CWO trafiają stąd.
- One wszystkie będą... gejami?
- Nie - uśmiechnął się Zbyszek. - Nawet nie wszyscy to chłopcy.
- To skąd wiadomo...?
- Chodźmy dalej, wytłumaczę ci.
Zbyszek przeprowadził Krystiana pod kolejną salę, na której widniał napis "Badania genetyczne noworodków".
- Tutaj - powiedział - trafia każdy noworodek w kilka godzin po porodzie. Bada się jego materiał genetyczny pod kątem groźnych chorób. Bada się też geny orientacji seksualnej. O wszystkich wykrytych chorobach mówi się rodzicom dziecka i jeśli jest to choroba, której rozwój da się opóźnić, to mówi się rodzicom w jaki sposób, jaką dietę stosować itd.. Jeśli chłopiec miałby być gejem, to też ich się o tym informuje.
- I co? Zabiera się go do Miasta?
- Nie zawsze, czasem rodzice decydują się podjąć wychowanie takiego chłopca. Mnie na przykład nie oddali.
- No ale przecież mieszkasz w Mieście.
- Sam się przeprowadziłem.
- Rozumiem. Wielu jest takich jak ty? Czy więcej takich jak ja?
- Niestety, zwykle rodzice nie mogą się pogodzić z takim faktem i każą odesłać dziecko do naszego CWO.
- Jak to nie mogą pogodzić? Przecież to nie jest śmiertelna choroba.
- Tak, ale.. w tym świecie to jest uznawane za... coś gorszego.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Ale miałeś tego przykład w pubie.
- Ten macho?
- Tak.
- To takich jest więcej?
- Tak. Tak naprawdę to większość ludzi w tym świecie ma takie poglądy. Trudno jest tu żyć otwarcie mówiąc o swojej orientacji, gdy jest się gejem.
- Dlatego się przeprowadziłeś?
- Tak - powiedział Zbyszek ze smutkiem. Po chwili dodał - Swoją drogą, to ten nasz kolega z pubu miał trochę racji.
- W jakim sensie?
- Gdy mówił, że senat wyznaczył nasze miejsce w Mieście. Jesteśmy tam jakby wygnani.
- "Wygnani"? No co ty?
- A czy po tym, co ci pokazałem, nie czujesz się wygnańcem? W końcu my mieszkamy w częściowo odizolowanym od reszty cywilizacji mieście. Nie czujesz się jak na jakiejś banicji?
- Wiesz co? W odniesieniu do świata, w którym istnieją jakieś dziwne reguły mówiące o tym kto o kogo zabiega i chore wyobrażenia na temat przesłania, które niesie uśmiech mężczyzny do mężczyzny... W odniesieniu do takiego dziwnego świata czuję się raczej jak zbawiony, wyzwolony, uwolniony!
Zbyszek spojrzał na Krystiana i uśmiechnął się ciepło.
- Dobrze, że mnie uśpiłeś- mówił dalej Krystian. - Nie chcę wiedzieć jak tu trafić. Nie chcę tu więcej przychodzić. Zabierz mnie do Miasta.
- Chodźmy do mnie do domu. Zrobię ci herbatę nasenną...
I poszli.

I tak kończy się nasze opowiadanie, drogi Czytelniku. Można by jeszcze dodać, że Zbyszek i Krystian żyli długo i szczęśliwie, ale kto to tam wie? W końcu w życiu dwojga ludzi, czy to heteryckim, czy gejowskim, nie zawsze się do końca między nimi układa, czasem wszystko się kruszy. Może żyli długo i szczęśliwie, a może wcale nie długo, bo jeden z nich wpadł na przykład pod samochód, a może owszem długo i szczęśliwie, ale już nie ze sobą, bo każdy z nich znalazł sobie kogo innego... Nie wiadomo i nie ma to aż takiego znaczenia. W życiu różnie bywa. W każdym razie wrócili do Miasta i Krystian był w nim szczęśliwy, a Zbyszek był szczęśliwy, że Krystian jest szczęśliwy, do końca swoich wspólnych dni, bez względu na to ile ich było.

Mozart


Post scriptum
W opowiadaniu założyłem, że homoseksualizm ma podłoże czysto genetyczne. Dzisiaj oczywiście nauka nie jest jeszcze na tak wysokim poziomie, żeby było wiadomo, jak jest naprawdę. Ja osobiście (mimo, że studiuję na kierunku biologicznym) nie wierzę, że rolę grają tu tylko i wyłącznie geny (chociaż coś w tym musi być). Przyjąłem w opowiadaniu prawdziwość tej teorii wyłącznie dla wygody merytorycznej.

Autor

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (2)
youcannotprotectme
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (7)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
youcannotprotectme
16.04.2010 12:56 queerguy (35) Gdańsk
Podoba mi się oczywiście opowiadanie, ale wizja jest przerażająca. Choć pewnie łatwiej łączyć się w pary w takim getcie, bo to przecież sami geje, to jednak te badanie genetyczne i taka izolacja na siłę to przerażająca sprawa. A postawa rodziców oddających chłopca geja? Dla mnie potworna, choć pewnie niestety nie tak odległa od rzeczywistości jak by się chciało myśleć. I trafnie też nie wspomniano o lesbijkach, których polskie władze i media nie widzą...
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
25.12.2002 18:53 spoks
Bardzo pięknie napisana powieść z wyszczególnieniem niewiedzy ludzkiej o gejostwie. Bardzo poruszające wątki nietolerancji osób z inną orientacją. Brawa dla autora za pomysł, wykonanie i otwartość.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
15.08.2002 14:04 Trajan
Niewiedza Krystiana przypomina niewiedzę małych, indoktrynowanych dziewczynek z ,,Seksmisji''!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
15.08.2002 12:20 Kamil
Zdecydowanie przerazajca wizja przyszlosci - Mam nadzieje, ze nigdy nikt nie wpadnie na tak straszny, nieludzki pomysl rodem z Trzeciej Rzesz i gett dla zydow... Oby to opowiadanie bylo tylko ponura fikcja!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
14.08.2002 22:53 Trajan
Pięknie napisana, ale niestety mroczna wizja przyszłości, w której geje będą żyli w gettach. I chociaż zapewnią one wszelkie wygody swoim mieszkańcom, będzie to życie w złotej klatce. Zycie w izolacji, które mogłoby doprowadzić do regresu społecznego oraz niewiedzy i heterofobii wśród gejów. Miejmy nadzieję, że zawsze będziemy żyć wspólnie, jak tacy sami i tak samo wartościowi ludzie, ale w przyjaźni i zrozumieniu, którego teraz niestety brakuje.

A tak na marginesie: częste autokomentarze nasuwają skojarzenia z ,,Kubusiem fatalistą i jego panem'', którego miałem okazję przeczytać.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
14.08.2002 11:57 Ludwik
Fajna. Można się potem nad tym pozastanawiać. Na początku zdawało mi się że autor zbyt komentuje własną prace, ale potem (oczywiście) zaczeło mnie to śmieszyć.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
13.08.2002 21:48 Kuleczka
A czy jest tam też miasto dla Les??? Może jakieś małe, co? ;)

Tak wogóle to gratulacje, super opowieść :)
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się