Marc Almond, urodzony 9 czerwca 1956, należy do gejowskiego panteonu super gwiazd muzyki pop. Międzynarodową karierę rozpoczął w latach osiemdziesiątych w Wielkiej Brytanii jako członek duetu o nazwie Soft Cell (jego estradowy partner to Dave Ball). Ich najbardziej znanym przebojem tamtych czasów jest "Tainted Love", niedawno przypomniany przez kontrowersyjnego Marylin Mansona. Popularne były również inne tytuły, wśród nich "Bedsitter", "Numbers", "Torch" i "Say Hello Wave Goodbye". Krążek "Memorabilia", który był pierwszym nagraniem muzyki techno, wyznaczył kierunek rozwoju dla wielu artystów. "Soft Cell" wywarł wielki wpływ na tak wielkie indywidualności jak "Pulp to Blur", "The Pet Shop Boys" czy "The Divine Comedy". "Soft Cell" sprzedał ponad dziesięć milionów płyt.
W 1984 roku duet się rozpadł i Marc rozpoczął solową karierę, wydając w 1985 roku album "Stories of Johnny". Potem były jeszcze interesujące interpretacje dyskotekowych hitów "Love to Love You Baby" i "I Feel Love" oraz ostro krytykowany i równie wychwalany album z balladami Jacquesa Brela.
Lata dziewięćdziesiąte nie należały do szczęśliwych okresów w życiu Marca Almonda. W roku 1993 na jego życie dokonany został zamach - o mało nie został wyrzucony przez okno z szóstego piętra. Podobno w tych latach wydał na narkotyki ponad 2 miliony dolarów... Oczywiście nie tylko dla siebie, ale także na potrzeby bandy pasożytów, którymi się otaczał. Jednak - wszystko jest dobre, co się dobrze kończy. Marc zatrzymał się na krawędzi przepaści i poddał się ostrej kuracji odwykowej. Jego sprawdzona terapia: praca. Kilka miesięcy temu, po dziesięciu latach przerwy, Marc Almond wydał znów solowy album - trzynasty w kolejności, bynajmniej nie pechowy lecz najlepszy w jego karierze: "Stranger Things". Z opisu, zamieszczonego na autorskiej stronie internetowej dowiedzieć się można, że część piosenek napisał Islandczyk Johann Johanson, lider zespołu Lhooq.
"Stranger Things" brzmi jeszcze bardziej ezoterycznie i egzotycznie niż poprzednia płyta "Open All Night". "Czarne" rytmy, elektroniczny sound, efekty z syntetyzatora, udziwnione elektroniką klasyczne instrumenty. Jak twierdzi Marc, chciał przywołać ducha Sinatry, Bassey, Mathisa i Ray'a. Płyta, którą na pewno warto dołączyć do kolekcji.
Opracował: KRISZNA