Zasada 1:
CHWILA NIGDY NIE JEST DOŚĆ ODPOWIEDNIA, A ZATEM KAŻDA JEST RÓWNIE DOBRA.
Niezwykle trudno jest wybrać moment na zerwanie związku. Jednostki co bardziej litościwe wyczekują sprzyjających temu krokowi okoliczności, które - rzecz jasna - nigdy nie nastąpią. Zwłaszcza jeśli druga strona wyczuje, co się święci, i całkowicie uniemożliwi dokonanie ostatecznych rozstrzygnięć. Do dyspozycji ma po temu przynajmniej dwie techniki: nagle okazuje się, że niechcianego kochanka przytłacza tak duża ilość życiowych problemów, że nieludzkim wydawałoby się brutalnie go odstawić, albo też: relacje pomiędzy oboma gwałtownie tak bardzo się poprawiają, że myśl o rozstaniu wydaje się wręcz nie na miejscu. W pierwszym wypadku strona porzucająca postrzegana jest jako nieczuły potwór, w drugim - zwykle - jako idiota. W ten sposób zabawiać się można latami, ku uciesze wszystkich wtajemniczonych i życzliwych osób.
Zasada 2:
JEŚLI ZERWAĆ, TO ZA JEDNYM ZAMACHEM!
Właściwa rozmowa może mieć oczywiście najróżniejszy przebieg, w zależności od temperamentu i nastroju zaangażowanych osób. Należy przyjąć, że strona porzucana nie przyswoi podawanych wiadomości za pierwszym podejściem, trzeba zatem umiejętnie dawkować atrakcje, na przykład podając informacje etapami lub stosując kombinację różnych technik zerwania dla podkreślenia nieodwracalności zdarzeń.
Można więc sobie na przykład wzajemnie wyliczać dawno popełnione grzechy i wyrzucać zabliźnione żale (tzw. czarne listy niedoszłych kochanków), a w skrajnych przepadkach zwalić winę na drugą stronę; można podawać kluczowe fakty z rozbrajającym (acz zimnym) uśmiechem obojętnej życzliwości na twarzy; można zostawić notatkę na drzwiach lodówki; można wreszcie wyprowadzić się bez słowa. Co bardziej wytrawni w sztuce porzucania gracze potrafią swoim niejasnym zachowaniem doprowadzić kochanka do takiego stanu, że sam postanawia zakończyć związek. Najbardziej skuteczne i higieniczne wydaje się jednak chyba klasyczne pożegnanie przyjacielskie, okraszone łzami żalu i poparte klasycznymi w wymowie deklaracjami.
Poniżej prezentujemy kilka zagajeń, nawiązujących do zaprezentowanych myśli, a pomocnych w przygotowaniu przebiegu decydującej rozmowy.
JAK UMIEJĘTNIE ZAGAIĆ TEMAT?
PO KOLACJI
"Kochanie, sałatka była wyśmienita ale wiesz, że nie mogę jeść czosnku."
PO ZAKUPACH
"A pamiętasz może, kto kupił ten chiński czajniczek rok temu: ty czy ja?"
PO NAMIĘTNEJ NOCY
"To zdumiewające, że seks wciąż jeszcze sprawia nam tyle satysfakcji"
PO WSPÓLNYM URLOPIE
"Chyba teraz będziemy musieli od siebie trochę odpocząć..."
PO WIZYCIE W DYSKOTECE
"Ten przystojny blondyn najwyraźniej wpadł ci w oko, czyż nie?"
PO WIZYCIE W KINIE
"Przepraszam, zawsze mi się zdawało, że lubisz Obcego..."
PO WIZYCIE ZNAJOMYCH
"Jak oni to robią, że się nigdy nie kłócą!"
PO WIZYCIE W SALONIE PIĘKNOŚCI
"Teraz dopiero zobaczysz, jakie będziesz miał wzięcie!"
W SAMOCHODZIE
"Samochód też podobno trzeba co kilka lat zmieniać."
W SAMOLOCIE
"Nawet gdybyśmy runęli do morza wiedz, że naprawdę ciebie kochałem."
W ZDENERWOWANIU
"O co ci właściwie chodzi? Chcesz się rozstać?"
W BIBLIOTECE
"Nie pamiętam, czytałeś już Kobietę zawiedzioną?"
W WIGILIĘ
"Oto rodzi się nowe życie..."
W ZAMYŚLENIU
"Dziwny jest ten świat, ludzie spotykają się, potem znów rozstają..."
W DESPERACJI
"I co powiesz?"
10 SENTENCJI, SKUTECZNIE DOPROWADZAJĄCYCH DRUGĄ STRONĘ DO HISTERII:
1. Bardzo bym chciał, żebyśmy zostali przyjaciółmi.
2. Oczywiście nadal możesz tu mieszkać, przecież nie wyrzucę ciebie na ulicę.
3. Jesteś przecież taki atrakcyjny, na pewno bardzo szybko sobie kogoś znajdziesz!
4. Nie bierz tego do siebie, nic nie zrobiłeś, to wyłącznie moja wina.
5. Uwierz, dla mnie to też naprawdę bardzo trudne.
6. Chyba sam sobie zdajesz sprawę, że taki układ nie ma przyszłości...
7. Spójrz na to z innej strony: znów jesteś wolny!
8. Przyznaj, że sam już nieraz o tym myślałeś!
9. Twoi przyjaciele nigdy nie mogli mnie znieść.
10. Myślę, że tak będzie lepiej dla nas obu. A ty?
Gwoli wyjaśnienia dodajmy, że podobne zdania równie piorunująco brzmią w ustach przyjaciół, próbujących bez skutku pocieszyć porzuconego kochanka. Mało skuteczne w tym względzie pozostają także wypowiedzi w stylu: "pociesz się, że ten jego nowy facet jest po prostu beznadziejny". Ale prawdziwie dobijająco działają sentencje z serii: "jesteś przecież taki przystojny, zobaczysz, że ani się obejrzysz i znajdziesz jakiegoś szałowego faceta". Po pierwsze zakładają, że świeżo zraniony nieszczęśnik nie marzy o niczym innym, jak o nowym facecie (poza tym skoro jest taki przystojny, to dlaczego stracił poprzedniego?); a po drugie dlatego, że wygłaszające go osoby nie są nim akurat z reguły w żadnym stopniu zainteresowane jako potencjalnym partnerem.
5 FAZ AUTOKONFRONTACJI Z FAKTEM PORZUCENIA:
1. "Spokojnie, na pewno się przesłyszałeś..."
2. "Tylko spokojnie, on nie mówi poważnie! Ha, ha!"
3. "Tylko spokojnie, on mówi poważnie!!!"
4. "Bez paniki, on sam nie wie, co mówi!"
5. "KURWA MAĆ, DLACZEGO!?!?!?!?"
Rzecz jasna nawet uświadomienie sobie faktu zostania porzuconym nie oznacza jeszcze końca walki. Zawsze można popracować nad tym, by były partner odczuł niedogodności rozstania, a jeśli takich nie ma, postarać się, by się pojawiły. Oprócz tego, że zwracanie na siebie uwagi może uprzykrzyć mu nieco życie, ma także inny, choć mniej uświadomiony cel: skłonić go do zmiany decyzji.
KILKA SPOSOBÓW ODREAGOWYWANIA PORZUCENIA:
KORZYSTANIE Z MIESZKANIA
skoro sam zaproponował... Przede wszystkim trzeba pojawiać się w domu w najmniej spodziewanych dla byłego momentach, oczywiście nie całkiem bezproduktywnie: najlepiej zorientować się wcześniej, kiedy takie pojawienie zepsuje mu szyki. Najskuteczniejszym w działaniu wydaje się strajk okupacyjny, z uwzględnieniem długich nocnych kąpieli, porannego zmywania i trzaskania naczyniami, zapraszania gości bez zapowiedzi etc. Na wypadek protestów lub jakichkolwiek żądań drugiej strony należy przygotować monolog nt. "Wiedziałem że tak będzie, proszę bardzo, wyrzuć mnie na bruk".
ODBIJANIE FACETÓW
niezależnie od stopnia ich atrakcyjności. Wymaga to rzecz jasna dobrej orientacji w życiu uczuciowym byłego partnera, a więc również w miarę poprawne stosunki z nim lub jego najbliższym otoczeniem, pojawianie się w tych samych co on miejscach i staranną kontrolę sytuacji. Jednocześnie należy działać na tyle ostrożnie, żeby nasze zabiegi nie zostały zbyt wcześnie odkryte. Najtrudniej osiągnąć cel w przypadku, kiedy były porzucił nas dla innego, konkretnego, zafascynowanego nim faceta, z którym wiąże się na stałe. Odbicie go wymaga nie lada umiejętności. Jeśli przejęcie nowych zdobyczy partnera okaże się niewykonalne, zawsze pozostaje możliwość nasączenia odrobiny jadu przy pomocy dosadnych opowieści i dobrych rad, jakich bez oporu udzielamy im przy każdej możliwej okazji osobiście lub przez wspólnych znajomych.
PODZIAŁ MAJĄTKU
Rozliczyć znajomość co do pocztówki. Istnieją dwie możliwości przeprowadzenia bolesnej operacji: bez udziału lub w obecności drugiej strony. Obydwa warianty są równie dramatyczne w swej wymowie. Różnica polega jedynie na sile uderzeniowej: w pierwszym wypadku były skonfrontowany zostaje z faktem rozdzielenia i opisania książek, kompaktów, ciuchów, kosmetyków i naczyń z zaskoczenia, w drugim - zmuszony jest oswajać się z tą myślą przez dłuższy czas, niezależnie od tego, czy zostanie w domu, czy wyjdzie na długi spacer. Dodajmy, że druga metoda wymaga niejakiej wprawy i silnych nerwów także od strony porzuconej.
ODGRYWANIE OFIARY
przed całym światem, ze szczególnym uwzględnieniem wspólnych znajomych. Bardzo skuteczne wydaje telefonowanie do nich lub nawiedzanie o najmniej spodziewanych i odpowiednich porach, tak tylko, żeby dowiedzieć się, co słychać. Na pytanie "a co u ciebie?" odpowiadamy, "wszystko w porządku", po czym przystępujemy do szczegółowego wyliczania pozytywnych zmian, jakie zaszły po rozstaniu w naszym życiu, jednak na tyle zbolałym głosem, by nawet najmniej lotne osoby były w stanie się zorientować, że dobrze nie jest, co dodatkowo podkreślamy barwnie i z życzliwością odmalowując beztroskie życie byłego partnera. Od czasu do czasu sięgnąć można po bardziej wyraziste środki, jak na przykład histeryczny chichot lub szloch. W ostateczności na pełne troski pytanie, czy aby na pewno dobrze się czujemy, wybuchamy wymownym płaczem.
GŁUCHE TELEFONY
...oczywiście w najmniej odpowiednich chwilach i umiejętnie dozowane. W ogóle telefon daje szerokie pole do popisu w uprzykrzaniu byłemu życia. Dobry humor odbiorą mu z pewnością pełne wyrzutów i mające na celu nakłonienie go do powrotu interwencyjne telefony do pracy, ściganie go u krewnych i znajomych, budzenie go na pół godziny przed budzikiem pytaniem, czy aby na pewno wie, o co mu chodzi. Jeśli nadal z nim mieszkamy, sabotujemy jego dobre samopoczucie nie przekazując wiadomości lub notorycznie kasując nagrania na sekretarce, wyłączając aparat lub zajmując go przez pół dnia nie cierpiącymi zwłoki rozmowami. W przypadku telefonu komórkowego, nad którym nie jesteśmy w stanie równie skutecznie zapanować, możemy przynajmniej rozładować akumulatorki lub przeprogramować menu.
RZUCANIE SIĘ W OCZY
zawsze, wszędzie i każdemu. Jeśli robimy to z zacięciem i wystarczająco skutecznie, nasz były coraz to będzie dowiadywał się, gdzie i z kim ostatnio byliśmy, i jak świetnie się bawiliśmy. Tylko z pozoru jest to postawa przeciwna robieniu z siebie ofiary, bowiem większość znajomych i przyjaciół szybko dojdzie do wniosku, że nieokiełznane szaleństwa i ekscesy, jakim się od jakiegoś czasu oddajemy, są jedynie przykrywką i efektem głębokiej rozpaczy, jaką odczuwamy po dotkliwej stracie partnera. Dla podkreślenia takiej możliwości pokazujemy się coraz częściej, z coraz to nowym towarzyszem. Jeśli otoczeniu mimo to nie przychodzi do głowy jedyna właściwa interpretacja naszego zachowania, dyskretnie mu ją podsuwamy.
PRZEPADANIE BEZ WIEŚCI
Najlepiej wyjechać do innego miasta, by prawdopodobieństwo odkrycia przez byłego naszego azylu było znikome, ale nie zerowe. W tym celu zwierzamy się wszystkim przyjaciołom ze swego tragicznego stanu psychicznego, wyrażamy potrzebę ucieczki i pozostawiamy im swoje namiary z przykazaniem, by pod żadnym pozorem nikomu (czyli wiadomo komu) ich nie udostępniały. Jeżeli były partner zaniepokoi się naszym zniknięciem z mieszkania lub brakiem histerycznych telefonów i zacznie nas poszukiwać, któryś z życzliwych przyjaciół z pewnością prędzej lub później się złamie i wszystko wyśpiewa. Co tym bardziej uczyni zestresowany faktem, że nasz były przez dłuższy czas w ogóle nie zainteresował się naszą tajemniczą nieobecnością.
ZWROT PREZENTÓW
Rzecz jasna w odpowiednio demonstracyjny sposób. W ostateczności przez znajomych albo nawet pocztą. Załączanie do nich komentarza w postaci listu wydaje się zbędne.
KRYZYS PSYCHICZNY
W tym celu w zupełności wystarczy przez dłuższy czas stosować się do zaleceń zawartych w poprzednich punktach. Fatalną kondycję psychiczną doskonale podkreślimy, fundując sobie bladą cerę, podkrążone oczy, drżenie rąk, zasłabnięcia, zatrucia, wrzody żołądka, nerwicę wegetatywną, paranoję, depresję, bezsenność, brak koncentracji, niechlujny wygląd, co bardzo szybko i skutecznie osiągniemy, faszerując się przy każdej okazji wszelkiej maści prochami, rozpamiętując bez końca swoją tragedię, nadużywając alkoholu i innych używek, coraz to konfrontując się ze szczęściem byłego partnera u boku nowego faceta, nachodząc go i błagając go o jeszcze jedną szansę, wysiadując codziennie w knajpach do samego rana, ciągnąc do łóżka każdego chętnego, pracując na trzy etaty itd. itp. ...
Rzecz jasna należy postępować niezwykle ostrożnie i liczyć się z możliwością, że druga strona przejrzy nasze małe gierki, które tym samym stracą na skuteczności, tudzież nie pozostanie dłużna i w rewanżu zaprezentuje jeszcze bogatszy repertuar chwytów i wybiegów. Z tego względu wskazane jest staranne przygotowanie i ciągła praca nad rozwijaniem swoich umiejętności, z których najistotniejszą wydaje się zdolność do dystansowania się, zachowania zdrowego rozsądku oraz umiaru w dozowaniu występów.
Koosie
Życie.
A dokładnie rzecz biorąc demokracja i wolność słowa.
I wierz mi drogi malkontencie.
Dzięki Mocy Prawiecznej, że jest taki ktoś jak on.
Ciekawe, kto mu dal takie prawo.