Tegoroczny Europride zapowiadany był jako impreza rekordów. Najwięcej publiczności, sponsorów, dziennikarzy i atrakcji. I co? I był! Jeżeli chodzi o rekordowe statystyki, to najważniejszą liczbą jest "1.000.000". Właśnie tyle osób zebrało się w centrum Kolonii, aby przyglądać się paradzie. A było na co popatrzeć. "Paradowicze" na 148 platformach oraz piesi dali z siebie wszystko. Trasa pochodu (Kolonia Deutz - Katedra) zamieniła się na 5 godzin w Rio de Janeiro. Nie sposób opisać tego klimatu. Mam nadzieję, że nasza fotogaleria chociaż trochę go Wam przybliży.
Obchody kolońskiego CSD, połączonego z Europride trwały przez 2 tygodnie. Jak donoszą organizatorzy w sumie wzięło w nich udział ponad 1,5 miliona osób. Obchodom towarzyszyły liczne imprezy kulturalne, dyskoteki i dyskusje. W ostatni weekend ulice starówki między Katedrą a Rynkiem Siennym (Heumarkt) zostały w pełni opanowane przez gejów i lesbijki. Na ulicznych stoiskach można było zaopatrzyć się w przeróżne gadżety i zapoznać się z pracą najważniejszych organizacji GLBT oraz partii politycznych. Nie zabrakło także "egzotów" jak sympatyczna grupa gejów-strażaków, Gejowskie Stowarzyszenie Przyjaciół Kolei czy oficjalny klub wielbicieli festiwalu Grand Prix d'Eurovision (foto 5). W każdym zakątku widać było ślady licznych sponsorów, do których należeli m.in. Ford, West, Coca Cola i Condomi. Marketingowcy Forda nie musieli nawet zmieniać hasła reklamowego: "besser ankommen", które może oznaczać "dobrze dojechać"... albo po prostu "podobać się". Dodam jeszcze, że slogan ten znajdował się nie tylko na plakatach reklamowych lecz także na rozdawanych prezerwatywach... Bardziej musiała pomęczyć się firma produkująca likier "Ramazotti", która próbowała pozyskać nowych klientów hasłem "Franzöisch war gestern. Heute ist italienisch" ("Po francusku było wczoraj. Dzisiaj po włosku").
Nie sposób pisać o tej imprezie, pomijając zasługi organizatorów. Wiemy z własnego doświadczenia jak trudno jest pracować w środowiskach GLBT i pogodzić wszystkie interesy poszczególnych grup. W Kolonii się udało. Udało się także opanować milionowy tłum, setki artystów, działaczy oraz licznych sponsorów. Także obsługa prasowa było pierwszorzędna. Organizatorzy od początku informowali wszystkich akredytowanych dziennikarzy o najważniejszych wydarzeniach i ewentualnych zmianach programu. Podczas wszystkich ważniejszych imprez wydzielane były miejsca dla prasy, gdzie można było spokojnie pracować.
W pewnym momencie pomyślałem sobie: "czy kiedyś przeżyjemy coś takiego w Polsce?". Nad odpowiedzią nie musiałem się długo zastanawiać - brzmiała "nie". Wyobraźcie sobie, że do Warszawy zjeżdżają się na jeden weekend setki tysięcy ludzi. Obawiam się, że już w piątek zakorkowane byłyby wszystkie ulice, tramwaje i autobusy przestałyby kursować a porządkowanie miasta trwałoby przez następne kilka miesięcy. Przyzwyczajona do wielkich imprez ulicznych Kolonia uporała się ze wszystkim bez żadnych problemów. Nawet w dzień parady punktualnie kursowała komunikacja miejska a kilkaset metrów za ostatnią platformą parady ciągnął się sznur pojazdów czyszczących ulice oraz śmieciarek.
Tu i ówdzie słyszałem opinie, że CSD coraz bardziej oddala się od pierwotnych założeń tej imprezy i z demonstracji politycznej przekształcił się naszpikowany komercją karnawał. Zgadzam się z tą opinią, ale nie widzę w tym nic złego. Czego mają domagać się geje w kraju, gdzie nie są prześladowani, gdzie mogą legalizować swoje związki i bez większych obaw otwarcie obchodzić się ze swoim homoseksualizmem? Czasy politycznych manifestacji i podziemnego działania Niemcy mają już dawno za sobą. Stali się częścią społeczeństwa a imprezami jak CSD demonstrują swoją liczebność... i wciągają do wspólnej zabawy całe miasta. Czy jest jakaś lepsza metoda na szerzenie tolerancji?
Nie oznacza to jednak, że brakowało politycznych akcentów. Wszystkie polityczne partie środka (łącznie z Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną CDU) i ugrupowania lewicowe nie mogły sobie pozwolić na ignorowanie tak ważnej grupy wyborczej i posłały do Kolonii swoich przedstawicieli. Największe zaangażowanie okazała jednak partia Zielonych (Bündnis 90 / Die Grünen). Ich hasłem podczas parady było "CSD statt CSU" czyli "CSD zamiast CSU" (CSU to bawarski odłam CDU i partia konserwatywnego kandydata na kanclerza - Edmunda Stoibera). W niedzielny wieczór imprezę kończącą obchody Europride zaszczycił sam wicekanclerz i minister spraw zagranicznych Joschka Fischer (foto 36). W bardzo emocjonalnym przemówieniu zaatakował Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną za niepokojącą politykę wobec mniejszości. Oberwało się też kościołowi katolickiemu, który również w Niemczech nie potrafi wyzwolić się od homofobii (co udowodnił kardynał Meißner, zakazując jednemu z kolońskich chórów udziału w obchodach CSD). Przemówienie Fischera zostało nagrodzone owacjami i okrzykami "Joschka! Joschka! Joschka!".
Jeszcze ostrzejszy ton miało przemówienie burmistarza Kolonii Mandfreda Wolfa. Przed kilkudziesięciotysięcznym tłumem powiedział: "Jestem katolikiem i pozostanę katolikiem. Nie mogę jednak zaakceptować kościoła, który otwarcie dyskryminuje mniejszości. Zastanawiałem się czym byłaby Kolonia bez gejów i lesbijek i doszedłem do wniosku, że byłoby to zupełnie inne miasto. To nie byłaby już nasza Kolonia".
Na pożegnanie cała zebrana na scenie elita polityczna (Volker Beck, Michael Schmitt oraz Antje Vollmar) zaśpiewała wraz z artystami hymn tegorocznego Europride, żegnając się z publicznością "przegiętym" machnięciem dłonią i słowem "Aloa" (foto 38). Najlepiej wyszło to niewątpliwie panu Ministrowi.
Było też kilka rozczarowań. Zdziwiła mnie bardzo arogancja mediów niemieckich a w szczególności telewizji publicznej. Zarówno pierwszy jak i drugi program zepchnął Europride na koniec wiadomości. Wydaje mi się, że fakt, iż 1.000.000 osób wychodzi na ulice, aby okazać w ten sposób tolerancję i solidarność ze środowiskiem GLBT zasługuje na trochę więcej uwagi. Przypominając sobie teraz nasze media wydaje mi się, że nie mamy się na co skarżyć. Najwidoczniej u naszych zachodnich sąsiadów wcale nie jest lepiej i w telewizji publicznej nie dostrzega się znaczenia tego rodzaju wydarzeń.
Przykro też było, że Europejski CSD pozbawiony był zupełnie polskich akcentów. Mimo starań nie udało mi się odnaleźć ani jednego rodaka - nawet wśród widzów. Chłopak w koszulce z napisem "Polska", który był moją ostatnią nadzieją okazał się być Niemcem, który wspomnianą koszulkę otrzymał w prezencie.
Tęczowe dni Kolonii dobiegły końca i wszystko wraca do normalności. Przekonaliśmy się po raz kolejny jaką jesteśmy potężną mniejszością, właściciele lokali w Kolonii cieszą się z ogromnych obrotów a ja cieszę się, że mogłem w tej wspaniałej imprezie uczestniczyć i napisać dla Was ten krótki reportaż.
Bardzo udany raport i zdjęcia. Kilku Polaków jednak pojawiło się na CSD. J Spędziliśmy (mój przyjaciel, nasi znajomi i ja) bajeczny tydzień w Kolonii. Masz rację, żałuję bardzo, że nie mieliśmy przy sobie chociaż małej polskiej flagi, ale z drugiej strony mogłaby się mylić z flagą kolońską. J Teraz zostało nam prawie 200 zdjęć, mnóstwo wspomnień i oczekiwanie na rok następny. Buziaki!!
heiko
z tym piórkiem to bardzo dobry pomysł :-) Jesteśmy za!
Jeżeli chodzi o okrzyk: wiem, co oznacza kolońskie alaaaaaf i gwarantuję Ci, że potrafię je rozróżnić od "aloa" :-) tym bardziej, że stałem zaraz przy scenie.
jedna uwaga: nie Aloa tylko ALAAF: ten okrzyk to karnawalowe zawolanie w dialekcie kolonskim (czesto jako Kölle alaaf!!!), cos w rodzaju "hurra". Doslownie znaczy "Z drogi" (ale niewielu Kolonczykow pewnie nawet wie o tym), "Z drogi" bo trzeba zrobic miejsce dla przejezdzajacych w paradzie wozow.
pozdrawiam
Kuba
I wiemy, ze chociaż nie bedzie ona tak wspaniala, jak CSD w Kolonii, ale będzie najlepsza, na jaką będzie nas, Polaków stać.