Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 01.07.2002 00:00

Webnowela: Okruchy życia

Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)

Odcinek dziewiąty (ostatni): Sylwester

Muzyka dobiegała zza wszystkich drzwi. Robert bez pośpiechu wspinał się na kolejne piętra. Nie miał powodów do świętowania, do przyjścia skłoniły go namowy przyjaciół.
-No, królewno, pośpiesz-że się! - dobiegło z góry zniecierpliwione parsknięcie. Piotr wisiał u poręczy, owinięty fioletowym boa. - Później nie mogłeś przyjść, hę? Dobrze chociaż, że przed północą.
-Nie wolno przegapić najważniejszego - odparł bez przekonania. - Ładny szalik, pasuje do sukienki.
Pi kokieteryjnie poprawił pióra.
-Prawda? - ucieszył się, zaraz jednak spoważniał. - Cieszę się, że jesteś. Nie powinieneś teraz przesiadywać sam w domu.
-Skoro tak mówisz - Robert uściskał go i przepuścił przodem do mieszkania.

W pierwszej sekundzie hałas kompletnie go ogłuszył. W salonie tańczyło kilkanaście osób, towarzystwo tłoczyło się na sofach, w korytarzu i na balkonie. Dym z papierosów gryzł w oczy, a wśród gwaru i muzyki zupełnie nie słyszał Pi, który wykrzykiwał coś do napotkanych osób. Nikt nie zwracał na niego szczególnej uwagi, Robert także poczuł się zwolniony z obowiązku słuchania paplaniny gospodarza.
Nie bez trudu dotarli do baru, którego blat uginał się pod przekąskami i markowymi alkoholami. Pi wskazał zachęcająco na szklanki.
-Co pijesz?! - huknął mu do ucha.
-Gin z tonikiem - Robert liczył, że ulubiony drink poprawi mu nastrój. Upił pierwszy łyk i rozejrzał się w półmroku. Z ulgą stwierdził, że prawie nikogo nie zna, co pozwalało żywić nadzieję, że zostaną mu oszczędzone współczujące spojrzenia.
-Wołają mnie - Pi wskazał kogoś w drugim końcu pokoju. - Poradzisz sobie?
Skinął potakująco głową, Piotr zniknął w tłumie, machając z daleka na pożegnanie.
Z głośników popłynął jakiś przebój, rozległy się okrzyki aprobaty. Tłumek na parkiecie zgęstniał. Robert stał jeszcze chwilę, szybko wypił drinka, napełnił na nowo szklankę i ruszył ku balkonowi, gdzie zrobiło się całkiem pusto. Świeże powietrze nieco go otrzeźwiło. W zamyśleniu przyglądał się oknom w bloku naprzeciw. Wszędzie roiło się od roztańczonych sylwetek.
-Jak się bawisz, skarbie? - poczuł na ramieniu dłoń Leszka.
-Świetnie - odparł głucho.
-Grobowy nastrój świadczy o tym najdobitniej - życzliwie przytaknął gospodarz. - Jak tam wyjazd? Udany?
-Jak najbardziej! Morze, wicher, sztorm, brak ciepłej wody. Wszystko adekwatnie do okoliczności. - Robert kiwał się smętnie. - Gdyby nie Aga...
-Bardzo się z Pi o ciebie martwimy.
-Daruj sobie - wzruszył ramionami - tylko nie banalne pocieszanki...
-Nie pocieszam. Mówię, że się martwimy.
-Doceniam. Dzięki. To dla mnie naprawdę ciężki okres...
-Zawsze możesz się do nas zwrócić, wiesz o tym.
-Cieszę się, że tak mówisz - Robert wpatrywał się uparcie w dno szklanki. - W liczbie mnogiej...
Lech pociągnął łyk whisky.
-Fakt - przytaknął. - Coraz lepiej się między nami układa. Po ostatnich... perypetiach... to naprawdę... miła odmiana.
-Cieszę się.
-Poważnie. Bardzo się bałem przyjazdu matki, a tymczasem świetnie się z Pi dogadali. Odwiózł ją na dworzec, obiecała mu nawet jakieś zlecenie na książkę. Aż się zaczynam niepokoić - roześmiał się nerwowo.
-Może po prostu wreszcie się polubili?
-To byłoby zbyt piękne - pokręcił głową Leszek. - Chociaż faktem jest, że Piotrusiowi w ogóle jakoś się odmieniło.
-Cieszę się, naprawdę - powtórzył Robert mechanicznie. Osobiście był zdania, że Pi nie należy do osób, które potrafią sobie czegoś odmówić. Nieraz wystawiał wytrzymałość Leszka na ciężką próbę, a ten przyjmował go za każdym razem, gdy skruszony zgłaszał się po rozgrzeszenie.
Zamilkli obaj. Dudnienie z sąsiedniego mieszkania zlewało się z latynoskimi rytmami w salonie.
-No nic, wracam do środka - otrząsnął się Leszek. - Zimno tu. Idziesz?
-Za chwilę.
-No to czekamy. Uszy do góry! - skinął i zniknął ze swoją empatią za drzwiami. - Hej, hej, hola! - wykrzyknął - Tutaj nie rzygamy, tak? Łazienka na prawo!
Robert zaszył się w najdalszym kącie balkonu. Ukradkiem spojrzał na zegarek. Do północy pozostało półtorej godziny.

Drewniane drzwi otworzyły się z impetem, na ośnieżone schodki padło światło jarzeniówki, oświetlając dwie sylwetki na progu. Z wnętrza domu buchnęło przytulnym ciepłem.
-Nareszcie! Już myśleliśmy, że was gdzieś wessało - jasnowłosa dziewczyna pogroziła Darkowi palcem.
-Sorki, Kasiuk, poślizg w trasie - cmoknął ją siarczyście w policzek.
-Założę się, że zabłądziłeś. Za każdym razem myli drogę - wyjaśniła Jarkowi. - Pomyślałby kto, że to Warszawa...
-Nie było tak źle - odparł wchodząc do wąskiego korytarza. - Po prostu kiepska pogoda.
-Akurat - machnęła ręką. - Znam DeDe nie od dziś. Od lat spędzamy Sylwestra w Krynicy, i dawno poprzysięgłam, że z nim nigdy więcej nie pojadę - śmiała się perliście. - No nic, grunt, że dojechaliście. A tak w ogóle: Kaśka jestem.
Jarek uścisnął drobną dłoń. Zza rogu na drugim końcu sieni wynurzyła się czyjaś głowa.
-Co, trafili nareszcie? - zabrzmiał pogodny baryton. - Czas najwyższy, bo nic nam nie dają zjeść, kobiety szalone. Niedługo pomarlibyśmy z głodu!
-Szymon, nie przeginaj!
-Gdyby nie stary ser...
-Nawet nie próbuj!
-Nie próbuję.
Przywitał się serdecznie z Dariem, po czym przyjrzał się uważniej Jarkowi.
-Ty jesteś słynnym lokatorem Dariusa? - zademonstrował w uśmiechu olśniewająco białe zęby.
-Jarek - przedstawił się.
-Wiem, wiem - chłopak nie odrywał od niego spojrzenia. - Legenda cię wyprzedziła. Zasłużenie - mrugnął znacząco.
-Szymon! - Kaśka stała już na schodach. - Daj im się spokojnie rozebrać! Miałeś pomóc przy sałatce.
-Myślałem, że dawno skończyłyście - ruszył posłusznie do góry. Po drodze odwrócił się jeszcze wpół kroku. - Przyjdę do was za chwilę - szepnął konfidencjonalnie.
Zajmowali pokój na samej górze, w końcu korytarza. Na widok małżeńskiego łoża parsknęli śmiechem. Rozlosowali miejsca, sprawnie zagospodarowali szafę i półeczki w łazience. Chwilę później pojawił się Szymon z dwoma kubkami gorącej herbaty. Jarek obejrzał go dokładniej. Wysoki, zgrabny, przystojny, zadbany, acz bez przesady. Do tego przyjemny w rozmowie. Mógł się podobać.
-Leci na ciebie - zagwizdał Dario, ledwie tamten wyszedł. - Zdaje się, że jest w twoim typie...?
-Nie zauważyłem - skłamał Jarek.
-Tak, tak, a te wypieki to od mrozu w samochodzie - Dario zachichotał. - Lepiej na niego uważaj. Niejednemu w tyłku zakręcił, zwinął się i zniknął.
-Nie w głowie mi teraz takie sprawy.
-W głowie może i nie. Ale fiuta trzymaj lepiej na wodzy.
Jarek wzruszył tylko ramionami.
-Chodźmy na dół - zaproponował - Dosyć się już spóźniamy. Musisz przedstawić mi całą resztę.
-Szymon jest solo, jeśli o to chodzi.
Jarek popukał się w czoło.

Przekąski prezentowały się świetnie, zwłaszcza tartinki. Alkohol wreszcie zadziałał i zgłodniały Robert wmieszał się w bufetowy tłumek. Magda wypatrzyła go od razu.
-Zastanawiałam się, gdzie jesteś - zadudniła. - Mignąłeś godzinę temu, a potem kamień w wodę!
Uścisnęła go serdecznie, aż zabrakło mu tchu.
-W ogóle gdzieś przepadłeś - grzmiała dalej, nakładając sobie sałatkę z tuńczykiem - nie widziałam cię wieki. Odwiedź czasem starą kumpelę, w klubie tyle się dzieje!
-Nie bardzo mam czas - wymówił się. - Sporo jeżdżę, poza tym szuka...łem mieszkania.
-Znam ten ból - westchnęła współczująco. - Też przez to przeszłam. Znaleźć coś ładnego to cud!
-Właśnie.
-To gdzie teraz mieszkasz?
-Bez zmian. Nic nie wypaliło.
-Co tam! Twoje mieszkanko jest przecież całkiem niezłe. Zawsze je lubiłam!
"Ja też", pomyślał ale strata wydała mu się nagle odległa i nieistotna. Magda emanowała szczerością. Po raz pierwszy tego wieczora ogarnął go niejaki optymizm. Chyba to wyczuła, bo chwyciła go nagle pod pachę.
-Wiesz co, Robi? - pociągnęła go w stronę parkietu - czas sobie poskakać!
Nie potrafił odmówić. Była dwa razy większa od niego.

- Jakieś życzenia? - zapytała pół godziny później.
-Może ja...
-Daj spokój, moja kolej - zagrzmiała. - Co ma być?
-Gin z tonikiem.
-Robi się! - ruszyła w roztańczony tłum, wydając odgłosy syreny alarmowej.
Uśmiechnął się. Towarzystwo Magdy działało kojąco, szalony taniec całkiem go rozluźnił. Przetarł dłonią spocone czoło i oparł się o ścianę. Muzyka umilkła, nikt się jednak nie przejął. Tłumek na parkiecie zastygł w oczekiwaniu, wśród śmiechów i popychanek.
-Co zrobisz, miał pecha - usłyszał gdzieś z tyłu, przez otwarte okno.
-Ale żal mi go. Widziałeś, jak wygląda? - rozpoznał Piotra.
-Sam sobie winien - Robert prawie słyszał, jak tamten wzruszył ramionami. - Facet puszczał się przecież, ledwie tamten wyściubił nos z domu.
-Przesadzasz - żachnął się Pi. - Raz czy drugi...
-Człowieku, on pół miasta obskoczył! Patryk, Seba, Troy, Komandor. Ja...
-Ty?! - nagana w głosie Pi mieszała się z uznaniem.
Robert poczuł zażenowanie. Podobne historie wzbudzały w nim poczucie niesmaku. Puszczał je mimo uszu, nigdy nie fascynowało go cudze życie uczuciowe. W jakim stopniu mogło go dotyczyć?
-Teraz mogę się chyba przyznać...
Mimo woli zastanowił się, czy zna skądś ten głos.
-Ale kiedy? Jak?
-Niedawno. Robi wyfrunął, chyba do Holandii czy Szwajcarii...
Fala gorąca uderzyła Robertowi do głowy. Alkohol wywietrzał nagle, wystąpił na policzki.
-I powiem wam: facet wart jest każdego grzechu - usłyszał jeszcze. Nie zauważył nawet, że znów ruszyła muzyka.
Odwrócił się gwałtownie i nieomal zderzył z kimś głową. Spojrzeli na siebie, dostrzegł tylko rzęsy nieznajomego, długie jakby składał się wyłącznie z rzęs. Odepchnął go i runął do wyjścia. Kątem oka dostrzegł Magdę z dwoma szklankami, rozmawiała roześmiana z jakąś dziewczyną.


Schody pokonał na oślep. Nie czuł mrozu, biegł prosto przed siebie. Zewsząd ścigały go radosne okrzyki, między blokami podskakiwali zmarznięci balowicze z kieliszkami w dłoniach.
-Stój! Poczekaj, nie wygłupiaj się!!!
Jezdnia była pusta. Zatrzymał się dopiero przy ławeczce po drugiej stronie. Na policzkach zaszczypały łzy. Patryk, Seba, Troy. Inni. Wszyscy. Zamknął oczy. Zbierało mu się na wymioty.
Z zakrętu wyjechał samochód. Cofnął się i zatrzymał tuż przed nim. Drzwi otworzyły się bezgłośnie.
-Wszystko w porządku? - usłyszał. Kiwnął tylko głową, miał zgrabiałe usta. - Nie siedź tak, zmarzniesz...
-Nic mi nie jest - wydukał.
-Nie wygłupiaj się. Wsiadaj!
Otworzył oczy. Z ciemnego wnętrza renault ktoś kiwał zapraszająco. Z oddali dobiegało chóralne odliczanie. Dziewięć, osiem, siedem... "Sześć", pomyślał, "sześć, sześć".
Ręka kierowcy była kojąco ciepła. Głos również.
-Nie płacz - szeptał tuląc go do siebie. - Wszystko będzie dobrze. Obiecuję.
Za oknami pękały pierwsze petardy.

-Wracamy do łóżka? - zapytał Jacek. Od kilku minut, przytuleni, w milczeniu obserwowali feerię sztucznych ogni za oknem.
-Zdaje się, że skończyli - przytaknął Krzyś. - Lepiej schować się pod kołdrą, jest trochę chłodno.
-Na szczęście ty masz ciepłe dłonie - Jacek oderwał głowę od oszronionej szyby. Spojrzał na Krzysia i uśmiechnął się szeroko.
-Cały jestem rozpalony - Krzyś odstawił na parapet kieliszki po szampanie. Odgarnął z czoła Jacka niesforny lok i pocałował go w policzek. Ujął go za rękę i ruszyli w stronę sypialni.
Świeżo powleczona pościel zaszeleściła przyjemnie. Z dworu dobiegały odgłosy kolejnych wybuchów i radosne okrzyki. Barwne cienie dygotały na ścianach.
-Wiesz co? - zagaił Krzyś. - To był świetny pomysł, żeby zostać w domu.
W odpowiedzi Jacek przywarł do niego, oplótł szczelnie ramionami i udami. W nabożnym niemal skupieniu obserwował, jak kojące ciepło rozlewa się w nim promieniście, od żołądka w górę. Przełknął ślinę, ale nie pomogło: oczy zapiekły jeszcze bardziej.
Uniósł głowę. Usta Krzysia były miękkie i mokre. Rozchyliły się pod naciskiem jego warg. Uścisk jeszcze bardziej się zacieśnił. Dłonie wędrowały po ramionach, plecach, pośladkach.
"To będzie szczęśliwy rok", przemknęło mu przez myśl. Westchnął głęboko i wtulił twarz w szyję kochanka.

-Szczęśliwego nowego roku! - Jarek poczuł na karku gorący oddech. W głowie przyjemnie szumiało, przed oczyma sunęły roześmiane, życzliwe twarze.
-Trzymasz rękę w mojej kieszeni - zauważył rozbawiony.
-Doprawdy? - Szymon opasał go ramieniem. - Czysty przypadek. Wyjąć?
-Zostaw. Masz ładne dłonie.
Mimo natłoku wrażeń z wyostrzoną intensywnością rejestrował najdrobniejsze poruszenia palców Szymona na swoim udzie. Materiał spodni przyjemnie drapał.
-Podobają ci się? - usta Szymona prawie dotknęły jego ucha. Świadomość tej odległości przyprawiła Jarka o dreszcz.
-Zawsze jesteś taki szybki? - zapytał.
-Kiedy ktoś mi się podoba - tym razem wyraźnie poczuł wilgoć języka. Obrócił głowę, ale nie zdążył go pochwycić.
-Nie tak prędko - uśmiechnął się szelmowsko Szymon. - Na wszystko przyjdzie pora.
Z mroku wyłoniła się nagle sylwetka Katarzyny.
-Hej, panowie, sodoma na lewo - zaśmiała się. - A w ogóle może się przyłączycie? Idziemy na noworoczny spacer w śniegu.
-Z przyjemnością - Szymon badał właśnie kciukiem krawędź jarkowych bokserek. - Teraz zaraz?
-Zaraz natychmiast - zarządziła. - Zbiórka za trzy minuty. Ubierzcie się ciepło, nie chcę mieć was na sumieniu.
-Chodźmy zatem - Szymon uwolnił Jarka z uścisku. - Świeże, górskie powietrze dobrze nam zrobi. Czasem działa prawdziwe cuda...
Miał rację. Takiego seksu Jarek życzył sobie od dawna.


Koosie

Koniec części pierwszej

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (1)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (3)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
08.07.2002 21:04 freudx9
no ja stanowczo protestuje przeciw konczeniu webnowelki...jestem rozczarowana..uzaleznilam sie bardziej niz od klanu a tu co? tylko 9 odcinkow? swietnie napisane-swietie sie czyta - koosie - plis - zrob jakis cd:) moze tak jak to w klasyce gatuku: 638634826 odcinkow?:) pozdrawiam czy co tam - freudx9
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
02.07.2002 10:22 p
Poczatkiem wydawalo sie wznosic i budowac, koncem zostalo klebkiem zwinietego sznurka pospiesznie wepchnietego do meskiej kieszeni.
Przyznaje, zgubilem sie w imionach i emocjach. Pozostala jednak radosc z czytania.
Tak wiec raz jeszcze - dzieki Koosie
p
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
02.07.2002 0:55 mama,
wreszcie...
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się