Brytyjski reżyser filmowy John Schlesinger, jeden z najwybitniejszych twórców kina, często poruszał w swe twórczości wątki związane z jego własną, gejowską orientacją seksualną. Znaleźć je możemy w obrazach takich jak "Darling", "Midnight Cowboy", "Marathon Man" oraz "Sunday Bloody Sunday". Wiele z tych tytułów postało w czasie, kiedy homoseksualizm nazywany był perwersją a za stosunki homoseksualne można było znaleźć się w więzieniu. 19 maja 2002, Schlesinger został wyróżniony przez Brytyjską Akademię Sztuki Filmowej i Telewizyjnej. Nie pojawił się jednak na uroczystości w Egyptian Theater w Los Angeles, wraca bowiem do zdrowia po przebytych dwóch udarach. Amerykańskie pismo The Advocate przeprowadziło z wybitnym reżyserem wywiad drogą mailową. Oto tłumaczenie tej ciekawej, wirtualnej rozmowy:
Advocate: Czytelnicy są zaniepokojeni Pana zdrowiem. Jak się Pan czuje? Czy rekonwalescencja przynosi postępy?
John Schlesinger: Powracam do zdrowia po dwóch udarach. To jest największe wyzwanie jakiemu muszę się stawić, ale otoczony jestem kochającymi mnie ludźmi.
Advocate: Niektórym ludziom Pana filmy towarzyszyły przez całe życie. Dorosła jednak nowa generacja gejów i lesbijek - miłośników kina. Który swój film poleciłby im Pan na pierwszy ogień?
Jonh Schlesinger: Pierwszym moim filmem, w którym pojawiły się motywy gejowskie i biseksualne był "Darling". Ze względu na panującą we wczesnych latach 60-tych cenzurę, są one zakamuflowane. Scena biseksualnej orgii w Paryżu która została usunięta przez cenzora, byłaby oczywiście według dzisiejszych standardów bardzo niewinna. "Midnight Cowboy" (Nocny kowboj) był przełomowy i znacznie wyprzedził swój czas. Opowiadał o męskich prostytutkach i ich klientach, żigolakach sprzedających się za kasę i facetach poszukujących płatnego seksu. Jest to jednak opowieść o głęboko humanistycznej treści, pokazująca walkę z losem dwóch przegranych typów i ich przyjaźń. Nigdy nie sugerowałem, że filmowe postacie Ratso Rizoo i Joe Buck'a grane przez Dustina Hoffmana i Jona Voighta łączy związek gejowski. Hoffman i Voight stworzyli prawdziwe kreacje pełne uczucia i człowieczeństwa. Sukces "Nocnego kowboja" był dla wytwórni filmowej całkowitym zaskoczeniem. Pozwolił mi on na samodzielny wybór interesującej mnie tematyki. Miałem już materiał, nad którym myślałem od lat, historię mojego życia: "Sunday Bloody Sunday". Myślę że ten film był przełomowy dlatego, że nie pokazywał gejów jako postacie tragiczne, zagrożone samobójstwem, depresjami, złośliwe i pozbawione godności i honoru lub tragiczne. Pokazałem w nim normalnych, kochających ludzi, żyjących normalnym życiem, z prawdziwymi uczuciami, wypełnionych współczuciem i gotowością do kompromisów, jakich domaga się od nas codzienność. W "Marathon Man", postacie grane przez William Devane i Roya Scheidera są z pewnością gejowskie. A z świetnych dialogów Williama Goldmana wynika, że byli kiedyś kochankami. Jeśli wsłuchacie się w dialogi - wszystko w nich usłyszycie.
Advocate: Który film z własnego dorobku lubi Pan najbardziej?
John Schlesinger: Z pewnością "Billy Liar" (Billy kłamca) należy do moich ulubionych, ma mnóstwo ciepłych, ludzkich momentów. Niedoceniony jest "Yanks" z poruszającą rolą Richarda Gere'a. Dalej - "Day of the Locust" to szczególny film, opowiadający o amerykańskich wartościach. "Madame Sousatzka" to obraz który sprawił mi dużo radości. Świetny scenariusz Ruth Prawer Jhabvala i błyskotliwa główna rola Shirley MacLaine. No i jeszcze "Falcon and the Snowman" według Steve'a Zailliana z świetnym aktorstwem Seana Penna i Tima Huttona. Po sukcesie "Nocnego kowboja" otrzymałem prawo wyłączności do montażu moich filmów. Z perspektywy czasu widzę jednak, że niektóre sceny można skrócić lub usunąć.
Advocate: Brytyjska Akademia Sztuki Filmowej i Telewizyjnej wyróżniła Pana jako wielkiego twórcę brytyjskiego, choć dużą część życia spędził Pan w USA i tam właśnie zrobił karierę. Jaki wpływ wywarła Ameryka na Pana wrażliwość?
John Schlesinger: Miałem niezwykłe szczęście, że połowę życia spędziłem w Londynie zaś drugą w Hollywood. W tych dwóch stolicach kinematografii obowiązują odmienne reguły gry i wartości. Uwielbiam pracować z amerykańskimi aktorami ze względu na ich entuzjazm i energię a także umiejętność improwizacji. A ponieważ mój partner, Michael Childers, jest Amerykaninem, zacząłem dzielić jego zainteresowanie amerykańską literaturą, sztuką i teatrem.
Advocate: Czy są jakieś filmy o tematyce gejowskiej, które chciałby Pan wyreżyserować?
John Schlesinger: Bardzo chciałem zrobić "The Normal Heart" Larry Kramera. Pracowałem nad scenariuszem do tego obrazu z wieloma scenarzystami. Byliśmy już blisko realizacji. Ale ku mojemu żalowi mieliśmy zbyt wielkie problemy z scenariuszem, doborem aktorów i zapewnieniem finansowania. Żałuję też, że nie udało mi się przenieść na ekran powieści Michaela Cunninghama "A Home at the End of the World" (Dom na końcu świata).
Tłumaczenie: Andrzej Gościmiński