Ciepłe promienie słońca budzą z zimowego snu przyrodę a życiodajne soki zaczynają szybciej krążyć nie tylko w pączkujących drzewach. Wiosna jest porą roku zaprogramowaną na miłość we wszystkich wariantach. Producenci prezerwatyw już od wielu lat obserwują fenomen gwałtownego wzrostu sprzedaży ich intymnych produktów właśnie w tej porze roku. Koniunktura zaczyna się w kwietniu, zaś szczytowy punkt osiąga w maju. Młodzież (i ci którzy się sami do niej zaliczają) wyciąga z szafy odzież która więcej odkrywa niż zakrywa. Wzrok cieszy nie tylko widok różnobarwnych kwiatów, ale też zakochanych par płci obojga i tej samej... Poeci odkurzają swe harfy, a naukowcy po raz kolejny zadają pytanie: dlaczego wiosna budzi nasze zmysły?
Odłóżmy na chwilę poetów na bok, a zajmijmy się endokrynologią, czyli nauką o gruczołach i hormonach. 50 lat temu, Mark Altschule i Julian Kay, uczeni z uniwersytetu Harvard, zajmowali się badaniami niewielkiego organu o śmiesznej nazwie "szyszynka". Organ ten o rozmiarach pestki czereśni położony jest w głowie, dokładnie pomiędzy dwiema półkulami mózgowymi. Słynny filozof René Descartes (1596-1650) podejrzewał, że mieści się w nim "dusza". Trzysta lat później okazało się, że w pewnym sensie miał rację. Po dokładnej analizie ponad 1800 badań doświadczalnych, Altschule i Kay doszli do wniosku, że szyszynka steruje produkcją pigmentu skóry, funkcjami seksualnymi kobiet i mężczyzn oraz niektórymi funkcjami mózgu. W tym samym mniej więcej czasie, dermatolog z uniwersytetu Yale nazwiskiem Aaron Lerner odkrył melantoninę, czyli hormon, syntetyzowany przez szyszynkę. Rychło także okazało się, że melantonina ma wpływ na zabarwienie skóry. Upłynęły jednak całe lata, zanim świat obiegła sensacyjna wiadomość, że tajemnicza melantonina produkowana jest wyłącznie... w ciemności! W chwili, gdy nad horyzontem pojawia się słońce - jej wydzielanie ustaje. Znaczy to, że istnieje w naszym ciele substancja, która rytm dnia i nocy przemienia w procesy biologiczne. Ten wewnętrzny zegar informuje organizm o upływającym czasie i umożliwia dostosowanie się do niego. W życiu seksualnym wygląda to tak, że im jest widniej (mniej melantoniny) tym większy nasz apetyt na seks. Ponieważ zaś w zimie wieczory i noce są dłuższe niż latem, szyszynka produkuje melantoninę na wysokich obrotach. Nic więc dziwnego że nie mamy ochoty na czułości. Z nastaniem wiosny, dnie są coraz dłuższe a nasze libido rośnie. Biolodzy, zajmujący się procesami ewolucyjnymi są zdania, że opisany mechanizm jest pozostałością czasów, kiedy człowiek podlegał takim samym cyklom płodności jak większość zwierząt. Ciepła wiosna stwarza po prostu idealne warunki dla rozrodu i wychowania potomstwa.
Czy znaczy to, że wiosenne zauroczenia miłosne są tylko złudzeniem, a człowiek jest niewolnikiem jakiegoś banalnego hormonu? Na szczęście nie. Potrafimy bowiem sterować naszym życiem. Odradzającą się wiosną energię uczuć skierować możemy na inne dziedziny - lub po prostu ją ignorować. Istnienie melantoniny jest jedynie dowodem na to, że wszystko, co dzieje się w naszym umyśle ma swą przyczynę w funkcjach organizmu. A kto nie wierzy - niech spróbuje kontrolować swe reakcje i emocje po kilku głębszych... Działanie melantoniny sprowadza się w istocie do gotowości reakcji na bodźce natury seksualnej. Jeśli im ulegniemy, na placu boju pojawiają się inne hormony. Powodują one, że pokochany tak nagle osobnik wydaje się nam znacznie atrakcyjniejszy, niż jest w rzeczywistości. Ten entuzjazm przenoszą tak zwane neurotransmitery. Dopamina sprawia, że miłość wydaje się nam zawrotem głowy, nie potrafimy myśleć o niczym innym, tylko o ubóstwianej istocie. Za mętlik w mózgownicy odpowiada także bliska krewna melantoniny czyli serotonina. Działa ona niczym środek odurzający. Im częstsza zmiana partnera, tym bodźce muszą być silniejsze. Endorfiny wywołują uczucie błogości i szczęścia. Uniesienie, jakie nieraz odczuwamy w wyniku sukcesu - to właśnie ich robota.
Pytanie jednak - dlaczego potrafimy wypatrzyć w tłumie tego jednego jedynego, innych zaś ignorujemy? Otóż każdy z nas nosi gotowy wzór wymarzonego partnera. Powstaje on powoli w miarę zbierania doświadczeń życiowych i zmienia się pod wpływem mody. Do zakochania, potrzebny jest też nastrój. Być może, że ktoś kogo całkowicie zignorowaliśmy na ulicy - w intymnym towarzystwie potrafi zdobyć nasze serce. Gdy wymarzony partner jest już na miejscu (na przykład na sofie), do towarzystwa innych hormonów dołącza się oksytycyna, która sprawia, że nasz związek pogłębia się i nabiera treści. Jego produkcję wzmagają intensywne pieszczoty. Gdy wszystkie składniki hormonalnego koktailu wymieszają się w właściwych proporcjach, odczuwamy rzadkie i piękne uczucie szczęścia.
Niech żyje szyszynka!
Niech żyje wiosna!
Opracował: Antoni Kuchejda
bardzo ciekawie napisane. i niesamowite jest to, żę to faktycznie da sie uzasadnić: te nastroje i uczucia zimowe a tak inne- ożywione wiosenne! ze to wszytko hormonami tłumaczone. nie ukrywam, ze wzbudza to moją fascynacje =]