Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Wtorek, 09.04.2002 00:00

Zdaniem Koosiego: Dziwki? Dziwki!

Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)

Dlaczego geje tak lubią seks...

"Wszystkie ciotki są takie same" - mawiał pewien znajomy psycholog w chwilach rozgoryczenia. Miał na myśli naszą kochliwość i skłonność do częstych zmian partnerów seksualnych.
Prawda, zapewne nie postrzega nas tak jaskrawo na codzień lub po prostu się nad tym nie zastanawia. Nie zmienia to jednak faktu, że zacytowany pogląd nie wziął się znikąd. Jako wprawny obserwator ludzkich zachowań, takie sobie właśnie o ciotkach wyrobił zdanie. Zastanawiające jest tylko, czy i siebie podciągnął pod regułę, czy też zaliczył raczej do wyjątków, o ile takowe w ogóle istnieją.

Ale zostawmy w spokoju człowieka, zajmijmy się raczej jego opinią, która nie wydaje się znów taka nieuzasadniona, jeśli przypomnieć, że zaledwie jednemu gejowi udało się przed laty niezwykle skutecznie przekazać wirusa HIV tysiącom swoich kochanków (chyba wszyscy znają historię stewarda, nazwanego potem pacjentem zerowym). Późniejsze statystyki też bynajmniej temu stwierdzeniu nie przeczą.
Ja sam, siedząc w kilkuosobowym, gejowskim towarzystwie, łapię się czasami na rozmyślaniach, kto z obecnych z kim spał na pewno, kto być może, a kto raczej lub na pewno nie. A kto tylko opowiadał, że spał. I - naprawdę - zdarzało mi się już dochodzić do wniosku, że z tego co wiem, wszyscy ze wszystkimi. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiam, raz po raz zostaję skonfrontowany z faktem, że wszyscy ludzie, jakich spotykam: znajomi, nieznajomi, krewni, prowadzą życie seksualne.
I mimo że jest to rzecz jak najbardziej oczywista (przynajmniej od czasów pewnego austriackiego psychoanalityka), zdarzają się momenty, kiedy mnie to stwierdzenie zaskakuje. Wprawdzie często orientujemy się w upodobaniach swoich przyjaciół, jednak odgłosy dobiegające z ich sypialni mogą mimo wszystko sprawić wrażenie nieadekwatnych. Nieważne ile godzin słuchaliśmy przedtem ich zwierzeń ze szczegółów życia intymnego - człowiek jest przede wszystkim istotą egoistyczną i nie stanowi tajemnicy, że niczego nie pojmie do końca, zanim sam tego nie doświadczy. Opowieści na temat urokliwych krajobrazów Szwajcarii, puszystej konsystencji deseru firmy X, czy ekstatycznych przeżyć seksu oralnego są niczym w porównaniu z widokiem Alp o świcie, aromatem puddingu rumowego i wyrafinowaną pieszczotą doświadczonego i namiętnego kochanka. Relacja zawsze zaś pozostanie relacją. Tyle tylko, że o mniejszej lub większej atrakcyjności, w związku z czym albo nas poruszy, albo puścimy ją mimo uszu.

Nie zmienia to faktu, że osobnicy, których podejrzewamy o trzymanie się precyzyjnie wytyczonych norm i granic, potrafią czasem zaskoczyć wszystkich swoimi szaleństwami i ekscentryzmem upodobań Inni zaś - powszechnie uznawani za erotomanów i dewiantów - okazują się w praktyce gawędziarzami, łagodnymi i dziewiczymi w swoich poczynaniach. Nawet siebie samego i swoich instynktów nie można być pewnym do końca. Zejście z utartej ścieżki, jakakolwiek by nie była, okazuje się częstokroć najbardziej ekscytującym przeżyciem i prowadzi do zaskakującego odkrycia swoich własnych, nieuświadomionych dotąd pragnień.
O gusta nie należy się rzecz jasna sprzeczać, stąd też pozostawmy na boku kwestię ich różnorodności. Wypada się tylko zgodzić z seksuologami, którzy twierdzą, że dozwolone i wskazane są wszystkie praktyki, które obydwu stronom sprawiają na tyle dużo przyjemności, że bez oporów wyrażają na nie zgodę. Sztuka polega zatem właściwie wyłącznie na znalezieniu takiego partnera, którego oczekiwania będą idealnym odzwierciedleniem naszych własnych lub ich optymalnym uzupełnieniem. I to, jak wiadomo, stanowi właśnie najpoważniejszy problem.

Powyższe uwagi nie są oczywiście żadnym odkryciem. Pytanie pozostaje jednak nadal aktualne: czy dotyczą one w większym stopniu gejów? Czy homoseksualiści mają zapisane w genach (tych samych, które każą im zwracać się ku własnej płci) także szczególne upodobanie do seksu? Stereotyp wyuzdania towarzyszy im od dawna, czy to możliwe, żeby był całkiem wyssany z palca?

Statystycznie rzecz biorąc rzeczywiście możemy wykazać się dłuższą listą kochanków. Ale z czegóż to może wynikać? Krzyżowanie się osobników określonej, zamkniętej społeczności jest naturalne, i nie wydaje się, żeby heteroseksualiści w większym stopniu unikali przelotnych romansów czy zdrad, przygód i emocji. Napotkawszy stosowną partnerkę, macho rzuci się na nią, to oczywiste, a przynajmniej taki krok podpowie mu instynkt. Nierzadko zresztą rzuca się także na niestosowną: to też instynkt, który mówi carpe diem lub - jak kto woli - bierz co jest!.

A więc w czym tkwi różnica?
Właśnie w prostych obliczeniach, w zasadzie proporcjonalności, o której się w tym kontekście rzadko wspomina. Geje mają mianowicie nie tylko więcej czasu, który mogą poświęcić wszelkim rozrywkom, ale także - wbrew pozorom - większe pole manewru. Znamienne, że dosyć rozpowszechniony jest pogląd odwrotny, według którego nawiązywanie kontaktów jest utrudnione, zwłaszcza na początku intymnej drogi samookreślania, naznaczonej poczuciem wyizolowania. Sądzę, że ten czynnik w dużym stopniu został wyeliminowany dzięki emancypacji środowiska, a także pośrednictwu mediów. W każdej z kilku branżowych gazet, że o internecie nie wspomnę, można znaleźć namiary miejsc, gdzie spotykają się podobni ludzie.
Oczywiście są też tacy, i jest ich niemało, którzy żyją samotnie na boku, niezależnie od tego, czym w indywidualnych przypadkach ten bok będzie: nietowarzyskie usposobienie, specyficzne miejsce zamieszkania, trwały związek i zamknięcie w wąskim gronie przyjaciół znacznie ograniczają możliwość kontaktu. Przezwyciężenie przeszkód, jeśli takie istnieją, wymaga przewartościowań, podjęcia bolesnych kroków i rozstrzygnięć, zerwania wielu więzów (także psychicznych), ale - jak już kiedyś pisałem - jesteśmy w tym całkiem dobrzy. Kiedy gej podejmie wreszcie decyzję o wejściu w środowisko, otwierają się dla niego niezwykle szerokie perspektywy. Przynajmniej dwa razy szersze niż dla przeciętnego mężczyzny.

Ten bowiem, dokonując wyboru partnera seksualnego, siłą rzeczy w pierwszej kolejności wykluczy z grona kandydatów innych mężczyzn. Zakładając, że obraca się w towarzystwie mieszanym, jest w stanie zaciągnąć do sypialni mniej więcej połowę swoich znajomych. Jeśli przestaje wyłącznie z kolegami z pracy lub siłowni - jaki wybór mu pozostaje? Zbieg okoliczności albo kelnerka z sąsiedztwa (szczęście, jeśli nie okaże się świętoszką lub lesbijką.) Rola przypadku jest w jego położeniu niewiele mniejsza, niż w życiu samotnego homoseksualisty, żyjącego nadzieją na łut szczęścia i proporcjonalna do niej determinacja. Tyle tylko, że homoseksualista zna miejsca, w których szczęśliwy zbieg okoliczności staje się bardziej prawdopodobny.
Sytuacja geja obracającego się w środowisku jest z definicji komfortowa. Po pierwsze: napotyka w nim wyłącznie potencjalnych partnerów. Fakt pokazania się w określonym miejscu staje się deklaracją orientacji seksualnej, a - w dużej mierze - także intencji. Kto zechce, jest w stanie bardzo szybko opanować panujące w społeczności reguły i zestaw sygnałów. Nie dają one gwarancji sukcesu, ale znacznie upraszczają lawirowanie w labiryncie osobowości i namiętności, przelewających się po parkietach pubów w sobotnie noce. Jedyne ryzyko to możliwość odrzucenia, ale czy tylko my jesteśmy na nie narażeni?

Druga sprawa to powinowactwo oczekiwań. Nie od dziś koronnym argumentem, podnoszonym w obronie miłości gejowskiej jest pogląd, że nikt nie zrozumie mężczyzny, jego pragnień i fizjologii lepiej niż drugi mężczyzna. Baza upodobań pozostanie wspólna wszystkim gejom, niezależnie od tego, że jedni wolą seks analny, inni preferują techniki masturbacyjne, a co poniektórzy opowiadają się za ocieractwem. Zrywając z tabu seksu jednopłciowego pozbywamy się ogromnego ciężaru, z jakim zmagają się heterycy we wzajemnych relacjach, a wynikającego z odmiennej konstrukcji psychicznej i fizycznej mężczyzn i kobiet. Nie musimy obawiać się wpadki (choć prezerwatywa nadal powinna pozostać naszym najlepszym przyjacielem!), zastanawiać się nad typem orgazmu partnera, wymigiwać się od deklaracji, szukać wybiegów, by uniknąć małżeńskiej zaborczości.

Zgoda, przychodzi nam zmagać się z wieloma innymi problemami, ale są to raczej zawirowania typowe dla wszystkich związków, trudno więc uznać je za przekleństwo w szczególny sposób dotykające homoseksualistów. A w ich przezwyciężaniu znów pomocny okazuje się ten sam atut: należymy jednakowej płci, potrafimy komunikować się jak mężczyzna z mężczyzną, wystarczająco bezpośrednio sygnalizować swoje potrzeby i wymagania, co stanowi kolejną barierę dla pruderyjnie wychowanych pań, z którymi mąż zapewne chętnie porozmawiałby o swoich fantazjach, ale cóż... jest przecież kobietą.

Z braku zobowiązań rodzinnych (migracja do dużych miast) i małżeńskich, gej dysponuje relatywnie sporą ilością wolnego czasu. Nie posiada dzieci, którymi musiałby się opiekować i łożyć na ich utrzymanie. Nawet pozostając w stałym związku, może poświęcić się po pracy swoim ulubionym zajęciom. A poszukiwanie partnera często do nich należy. Homoseksualiści zachowują częstokroć niezależność nastolatków, dotkniętych burzą hormonalną, zbuntowanych przeciw całemu światu, którzy po spełnieniu codziennych obowiązków uciekają do kumpli i przyjaciół, w zamknięty krąg, kipiący życiem i zabawą. Można uznać taką konstrukcję psychiczną za brak dojrzałości emocjonalnej, ale jest to zjawisko dotykające nie tylko gejów. Poza tym nie jest na szczęście synonimem infantylizmu i niezdolności do uczuć.
Wszystko to znacznie upraszcza gejowi procedurę eliminacji i doboru, zwłaszcza w sferze seksualnej. Nawet jeśli zostanie odrzucony, nie musi długo czekać na kolejną okazję, a przynajmniej orientuje się, gdzie może jej szukać, jeśli zechce. Kontakty, jakie nawiązuje, mają często powierzchowny charakter, ale przecież bywają niezwykle przyjemne i nie przyczyniają się do nawarstwiania negatywnych emocji, spowodowanych ograniczonym w formie i treści życiem erotycznym, co również jest nie do przecenienia. To minimum korzyści, skoro nie udaje mu się znaleźć partnera na długie lata.

Zrozumiałe, że z wiekiem przygody przestają wystarczać, a w pewnym momencie zaczynają wręcz przeszkadzać. Moim zdaniem nie należy też zbytnio rozpaczać nad zmarnowanymi latami, żałować lekkomyślności, a zwłaszcza wytykać młodym gejom nadmiernej rozwiązłości. Tak się składa, że szaleństwa popełniają wszyscy. I dobrze, jako że, o ile towarzyszy im choć odrobina autorefleksji, stają się one nieocenionym źródłem wszelakiego rodzaju doświadczeń.

Nie popadając zatem w nadmierny optymizm należałoby uznać, że położenie gejów jest ze wszech miar wyjątkowe i - dodam od siebie - godne pozazdroszczenia. To, co powszechnie uznaje się za ich przekleństwo, wcale nim nie jest. Homoseksualiści mogą pełnymi garściami czerpać z przywilejów obu płci, nie obawiając się przy tym kompromitacji. Dysponują czasem i środkami, które pozostała część społeczeństwa poświęcać musi rodzinie, są znakomicie oswojeni ze swoją seksualnością, łatwiej nawiązują kontakty, potrafią bezpośrednio artykułować swoje potrzeby ale też zrozumieć partnera. Prowadzą bogate życie erotyczne, nie wiążą ich konwencje obyczajowe i moralne (co nie znaczy, że się do nich w ogóle nie stosują, ale mogliby sobie na ten luksus pozwolić, bo i tak są już wyklinani od czci i wiary)...

Jeśli uważnie przyjrzeć się tej liście, podobieństwo geja do dziwki staje się uderzające. I w tym kontekście znajomy psycholog miał rację: wszystkie cioty są takie same, choć niektóre zapewne bardziej niż inne. Ironia sytuacji polega na tym, że niczym nie różnią się w swym zamiłowaniu do zmysłowych uciech od normalnej części ludzkości, tyle tylko, że się z tym aż tak bardzo nie kryją. Być może właśnie z tego powodu - podobnie jak równie wyzwolone przedstawicielki najstarszej profesji świata - budzą w niektórych tak zażartą nienawiść. Tym większą, że nie powodują nimi motywy finansowe: stać je za darmo na swobodę i szczerość, jakiej inni (tak kobiety, jak i mężczyźni) mogą im tylko pozazdrościć, bo odmawiają jej sobie nawet od święta.

Dlatego z pełnym przekonaniem przyznaję, że dziwką jestem i mam nadzieję, że długo jeszcze pozostanę. Zwłaszcza w niektóre dni, kiedy tylko jedno mi w głowie. I bardzo dobrze.

Koosie

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (3)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
22.04.2002 9:07 Grzesiek
"Nawet pozostając w stałym związku, może poświęcić się po pracy swoim ulubionym zajęciom. A poszukiwanie partnera często do nich należy."

Mam nadzieje dziwko (sam tak o sobie piszesz), ze nie bierzesz udzialu w paradzie. Bo, mam nadzieje, przeslanie parady jest KOMPLETNIE ODWROTNE.

Jezeli ktos z mlodych gejow mial watpliwosci, czy dolaczyc do srodowiska - ten artykul powinien wyjasnic wszystko.

Szanowni heterycy - "srodowisko gejowskie" to tylko czesc gejowskiej populacji. Wielu z nas zyje spokojnie w parach lub samotnie i "dziwki" nic o nich nie wiedza.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
10.04.2002 11:58 Analityk
"na co dzień" - pisze się tak właśnie!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
10.04.2002 11:26 antymaczo
hmmm... jak zwykle - tekst blyskotliwy, ale... wlasciwie tylko tyle. mamy wiecej czasu na szalenstwa? poki sie z kims nie zwiazemy. tak samo jak heteroseksualisci. to moze warto raczej zastanawiac sie nad tym, czemu sie nie wiazemy tak dlugo, czasem nigdy? mamy wiecej szans i latwiej nam znalezc partnera? moze, ale nie dlatego, ze mamy kluby i media, tylko dlatego, ze potencjalnego partnera latwo namowic na "to". czyli czeste zmiany partnerow wynikaja z tego, ze jestesmy chetni. jednym slowem - jest tak jak jest dlatego, ze tak wlasnie jest. bledne kolo. bez ocen, jednym to odpowiada, drugim nie - kazdy rzadzi swoim zyciem. ale proba analizy i wyjasnienia przyczyn - chyba niezbyt udana.
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się