Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Piątek, 22.02.2002 00:00

Chłopak, który zabił Gianniego Versace

Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (3)

Geje - mordercy: Andrew Cunanan

Przystojny, o bardzo pociągających rysach twarzy, inteligentny i uzdolniony. W wieku zaledwie 21 lat mówił płynnie siedmioma językami. W kręgu przyjaciół wyróżniał się bystrością umysłu, pozwalającą mu na ocenę sytuacji i wyciąganie z niej maksymalnych korzyści. Wszędzie, gdzie się pojawił, wzbudzał zainteresowanie. Był gejem i z faktu tego był niezwykle dumny. Nazywał się Andrew Phillip Cunanan i był seryjnym mordercą, człowiekiem, który z zimną krwią i bezlitośnie zabił jednego z największych kreatorów mody, Gianniego Versace. Urodził się 31 sierpnia 1969 roku w San Diego (Kalifornia, USA). Jego ojciec, Modesto był z pochodzenia Filipińczykiem, bardzo przystojnym mężczyzną, z zawodu oficerem marynarki, służył w Wietnamie. Matka, Mary Anne, pochodzenia włoskiego, katolicka dewotka, leczyła się na depresję. Andrew był ostatnim dzieckiem. Gdy przyszedł na świat, małżeństwo rodziców było już w rozpadzie. Andrew stwarzał pozory całkowitej normalności. Nic nie zdradzało, że pod ujmującą powierzchownością drzemie wulkan, myśli czarne jak piekło. Ponieważ nigdy nie miał kontaktu z wymiarem sprawiedliwości, policja nie posiadała odcisków jego palców,. W książce "Three Month Fever" Gary Montana pisze: "Jesteśmy zalani opowieściami o seryjnych mordercach, zboczonych osobnikach, których zachowanie pozwala w wczesnym stadium dostrzec niepokojące i niebezpieczne sygnały. Cunanan zupełnie nie odpowiadał temu schematowi. Był szalony - ale było to szaleństwo pełne uroku." Znane powiedzenie króla Francji Ludwika XV "po mnie powódź" oddaje w pełni istotę jego życiowej filozofii.

Jeśli wierzyć dziennikarzom i biografom, pierwsze kontakty homoseksualne Andrew miał bardzo wcześnie, mógł mieć wtedy zaledwie kilkanaście lat. Seks gejowski podobał mu się o wiele bardziej niż heteroseksualny i nigdy tego nie ukrywał. Kolegom z klasy otwarcie opowiadał swe przygody. Najpierw nie chcieli mu wierzyć. Wreszcie, po szkole, do której chodził w miejscowości Bonita zaczęło krążyć powiedzenie, żeby "uważać na Andrew pod prysznicem, po lekcjach gimnastyki". Jemu samemu plotki zdawały się zupełnie nie przeszkadzać. Nie zwracał uwagi na docinki. W końcu, koledzy zostawili go w spokoju. Do Andrew przylgnęła etykieta "dziwaka". W wieku 15 lat chłopak wyrósł i zmężniał. Stał się bywalcem gejowskich klubów w San Diego. Uwielbiał być w centrum zainteresowania, fascynowało go bogactwo i luksus. Wstydził się swego filipińskiego pochodzenia, podawał się więc za Latynosa. Wymyślił sobie nowe nazwiska: Andrew DaSilva, David Morales. Potrafił zmieniać osobowość jak kameleon. Osoby, które poznały go w dyskotece w piątek wieczorem - nie były w stanie go rozpoznać dnia następnego. Któż mógł podejrzewać, że 16-latek potrafi przeistoczyć się z dżinsowego małolata w dystyngowanego, garniturowego młodzieńca?

Andrew Cunanan skończył szkołę i zaczął studia historii na Uniwersytecie Kalifornijskim. Jednak przesiadywanie w klubach nie sprzyjało nauce. Intensywne życie nocne nie polegało wyłącznie na rozrywce. Dużo ładnych i inteligentnych chłopaków oddawało się tam zajęciu, które dziś nazywa się "poszukiwaniem bogatego sponsora". Andrew odkrył, że zadawanie się z rówieśnikami to strata czasu. Jego kapitałem była młodość i uroda, lokował go więc korzystnie u dużo starszych od niego mężczyznach, którzy prowadzili sekretne podwójne życie. Za dnia grali rolę przykładnych mężów i ojców, prowadzili poważne interesy. Wieczorem wyruszali do gejowskich klubów na łowy. Byli wśród nich prawnicy, politycy, architekci, szefowie dużych firm. Andrew po mistrzowsku potrafił zaspokoić ich najskrytsze seksualne fantazje. Nikt nie zadawał zbędnych pytań. Układ był jasny: Andrew był luksusową męską prostytutką, a jego adoratorzy doskonale o tym wiedzieli. Z czasem, dorobił się kolekcji stałych i wiernych klientów, którzy obsypywali go kosztownymi prezentami. Od jednego dostał samochód za 30 tysięcy dolarów. Od innego karty kredytowe, którymi mógł posługiwać się do woli. Jeszcze inny powierzył mu klucze do swego apartamentu, w którym zwykł oddawać się sekretnym uciechom. Andrew zaczął bywać na ekskluzywnych przyjęciach, gdzie uczył się salonowej etykiety i wyszukanych manier. Rodzice nie mieli pojęcia o życiu, jakie prowadził. Nie wiedzieli też że jest gejem. Kiedy pytali, skąd ma pieniądze na drogie zegarki, ekskluzywną garderobę i samochód, kłamał. Albo w ogóle nie mówił nic.

Tymczasem interesy ojca Andrew, który został maklerem giełdowym, szły bardzo źle. Kiedy w końcu oskarżony został o sprzeniewierzenie ponad 100 tysięcy dolarów, uciekł na Filipiny, swego rodzinnego kraju. Rodzina została bez środków do życia. Matka Mary Anne musiała przeprowadzić się do tańszej dzielnicy. Andrew starał się jej pomagać, ale nie chciał wysłuchiwać litanii skarg na temat swego stylu życia i orientacji seksualnej. W końcu przyznał się, że jest gejem. Wybuchła straszliwa awantura. Matka powiedziała, że widziała Andrew, całującego się z mężczyzną na ulicy. Rozwścieczyło go to, popchnął ją tak silnie, aż wyskoczył jej staw barkowy. Próbował przepraszać - nadaremnie. Matka nie chciała nic słuchać. Andrew przerwał naukę i wyjechał do ojca na Filipiny. Okres, jaki tam spędził, był horrorem. Modesto żył w nędzy, w brudnej norze w slumsach Manili, pośród śmieci i nieczystości. Andrew nie miał pieniędzy na bilet powrotny. Całe dnie i noce spędzał więc w dzielnicy klubów nocnych i burdeli, sprzedając się za kilka groszy. Przyjmował każdą ofertę, nawet najbardziej poniżającą. Szedł do łóżka z niemytymi od tygodni robotnikami, na żądanie przebierał się w damskie ciuchy, uprawiał S/M. W końcu zaoszczędził na bilet w jedną stronę do San Francisco. Z ojcem się nawet nie pożegnał.

Kalifornijska metropolia i jej słynna gejowska dzielnica Castro były godną sceną, na której Andrew Cunanan mógł zagrać rolę swego życia. Znów zaczął wcielać się w różne postacie. Najbardziej ulubioną, była rola młodego, eleganckiego porucznika marynarki nazwiskiem Drew Cummings. W klubach i dyskotekach San Francisco, Andrew szybko znalazł to, czego szukał: towarzystwo starszych i niezmiernie bogatych mężczyzn. Jego nowy przyjaciel, adwokat Eli Gould, miał szerokie kontakty środowiskowe. Życie nabrało kolorów. Nieustające party, przyjęcia i kolacje w towarzystwie gwiazd filmu i telewizji, sportu, mody i biznesu - to musiało mu się podobać. Jedną z takich sławnych osób był Gianni Versace, słynny kreator mody. Versace był gejem i to on sam rozpoczął konwersację podczas imprezy w dyskotece "Colossus". Świadek tego spotkania, Maureen Orth opowiada: "Versace wszedł w otoczeniu swej świty i szybko przywitał się z kilkoma znajomymi. Potem, przez około piętnastu minut otoczony przez podnieconych i rozszczebiotanych młodych chłopców, którzy garnęli się do niego. Wreszcie, zaczął się rozglądać. Dostrzegł Andrew, który stał w towarzystwie Eli. Skinął głową i ruszył w jego kierunku. "Znam cię" - powiedział do Andrew - "Lago di Como, no?" Miał na myśli swój dom we Włoszech nad jeziorem Como w pobliżu szwajcarskiej granicy. Andrew był wniebowzięty. "Zgadza się!" - powiedział. "Dziękuję, że pan pamiętał Signor Versace!" Oczywiście nigdy nie był we Włoszech.

Jednak dyskotekowy high life San Francisco był tylko częścią rzeczywistości Andrew. Inna jej strona, to sadomasochistyczne orgie, udział w brutalnych filmach pornograficznych i najbardziej perwersyjnych zabawach. Kasety z filmami, w których "grał" Andrew Cunanan są w dalszym ciągu w sprzedaży. Odtwarzał w nich rolę "niewolnika", traktowanego łańcuchami i pejczami. Niektóre sceny były tak drastyczne, że trudno je oglądać: Andrew jest w nich gwałcony przez całą grupę mężczyzn, bity i wiązany. Tim Schwager, jeden z ówczesnych jego kumpli opowiada, że Andrew zafascynowany był seksem sadomasochistycznym. Kiedyś, wsypał mu coś do drinka: "Kiedy utraciłem świadomość, zawlókł mnie do domu i zgwałcił. Mógł mnie wtedy zabić, byłem przecież nieprzytomny." Narcystyczne cechy charakteru nabrzmiewały. Na jednej z imprez, poznał gwiazdę telewizyjną Lisę Kudrow. Przez cały wieczór naprzykrzał się jej, prosząc o protekcję. Kiedy gwiazda nagle znikła, krążył wśród gości opowiadając o tym "jaką okazała się suką". Innego dnia spotkał angielskiego aktora Hugh Granta. Kiedy kilka dni później poszedł na casting do filmu, w którym grał Grant i został odrzucony, był przekonany, że aktor "robił mu osobiście koło pióra." Pewien chłopak, którego Andrew zgarnął na noc z dyskoteki, opowiadał, że jego sypialnia przypominała sanktuarium ku czci aktora Toma Cruisa. "Cały czas przeklinał jego żonę Nicole Kidman, że ona go ma, a on nie." Choć nigdy nie zostało to stwierdzone, najprawdopodobniej zaraził się w tym czasie AIDS. Jego życie stawało się coraz bardziej mroczne.

W 1997, zamożni przyjaciele odwrócili się od Andrew. Karty kredytowe zostały zablokowane. Został bez środków do życia. Nie to go jednak najbardziej wzburzyło, lecz odkrycie, że jego dwaj młodzi kochankowie, Jeff Trail i David Madson spotykają się poza jego plecami. Jeff był młodym oficerem marynarki. Widywali się często, gdy statek, na którym służył Jeff zawijał do portu w San Diego. W końcu, zmęczony ciągłym ukrywaniem swej orientacji seksualnej, przeszedł do cywila i wyprowadził się do Minneapolis. Andrew odwiedzał go często. David z kolei był architektem i podobnie jak Trail, też przeprowadził się niedawno do Minneapolis. Od spotkania całej trójka w tym mieście, rozpoczęła się seria straszliwych zbrodni i nieszczęść.

Któregoś wieczora, Andrew Cunanan pożegnał znajomego w ulubionym gejowskim barze w San Diego słowami: "Nie będzie mnie przez jakiś czas. Muszę załatwić sprawy". Potem kupił bilet lotniczy do Minneapolis. Z lotniska odebrał go David Madson i obaj pojechali do jego apartamentu w centrum. Czekał tam Jeff. Obaj mężczyźni zamierzali przekonać Andrew, że nic między nimi nie ma. Rozpoczęła się gwałtowna kłótnia. W pewnej chwili Andrew popędził do kuchni, skąd wypadł uzbrojony w młotek. Zanim ktokolwiek zdołał zareagować, uderzył nim Jeffa w głowę. Z rany trysnęła krew. David był tak przerażony, że pomógł Andrew zawinąć ciało w dywan. Trup leżał przez dwa dni w kącie. Sąsiedzi opowiadali potem, że widzieli wielokrotnie Davida i Andrew wchodzących i wychodzących z domu jak gdyby nigdy nic. Po kilku dniach, gdy policja zaczęła szukać zaginionego, obaj mężczyźni wsiedli w samochód i uciekli. Kilkanaście kilometrów za miastem, Andrew Cunanan wyciągnął rewolwer i zastrzelił Davida.

Nie wiadomo, w jakich okolicznościach Andrew spotkał swą następną ofiarę, ale było to prawdopodobnie około 3 maja 1997 roku. Mniej więcej tydzień po zamordowaniu Davida Madsona, 72-letni przedsiębiorca budowlany Lee Miglin stał przed swoim domem. Jego żona wyjechała. W pewnej chwili podjechał samochód. Siedział w nim Andrew. Najprawdopodobniej był pod działaniem narkotyków. O coś zapytał, starszy pan podszedł do otwartego okna samochodu i zobaczył wycelowaną w siebie broń. Policja znalazła Miglina w garażu. Był w straszliwy sposób zmasakrowany. Morderca skrępował mu ręce, przewrócił na ziemię i skakał po klatce piersiowej. Kiedy jeszcze oddychał, przeciął mu gardło. Jakby mu jeszcze było mało, włożył ciało do znalezionego w garażu worka i przejechał po nim kilka razy samochodem ofiary. Potem, Andrew Cunanan wszedł do domu tylnymi drzwiami, zrobił sobie kanapki w kuchni, zjadł jabłko i wypił szklankę soku pomarańczowego. Przespał się w małżeńskim łóżku Miglinów a rano odjechał ich nowiutkim Lexusem do Chicago.

W tym czasie, policja znalazła już zwłoki wszystkich ofiar i ustaliła tożsamość zabójcy. Andrew Phillip Cunanan znalazł się na liście najbardziej gorączkowo poszukiwanych przestępców w Stanach Zjednoczonych. Wszędzie wisiały listy gończe z jego fotografią. Andrew pomyślał, że jest jedno miejsce, gdzie policja na pewno nie będzie go szukała: cmentarz. Ukryty na starym Finn?s Point Cemetery w Pennsville w stanie New Jersey, opodal granicy z Pensylwanią, rozmyślając o planach ucieczki doszedł do wniosku, że musi zmienić samochód. Lexus zbytnio rzucał się w oczy. W jednej z alejek dostrzegł czerwonego Chevroleta-półciężarówkę. Wyglądało na to, że należała do miejscowego ogrodnika. Rzeczywiście tak było. William Reese, który troszczył się od kilku lat o zieleń na grobach siedział w swoim baraczku i słuchał audycji religijnej w radiu. Po kilku minutach już nie żył.

Policja zachodziła w głowę, jakie motywy mógł mieć morderca? Czy Andrew Cunanan miał wrogów? Czy działał w odruchu zazdrości? Czy był pomylony? A może kierowała nim rozpacz po odkryciu zakażenia wirusem HIV? O ile wszystkie dotychczasowe morderstwa wydawały się nie mieć żadnej logicznej podstawy, to swój następny krok, Andrew Cunanan zaplanował w szczegółach. 10 maja 1997 przyjechał do Miami Beach, zaparkował skradzionego Chevroleta i wynajął pokój numer 322 w hotelu "Normandy Plaza". zapłacił z góry za cały miesiąc - 690 dolarów. Nie miał zamiaru się ukrywać. Przechadzał się wzdłuż plaży, bywał w gejowskich dyskotekach. Po kilku dniach, kiedy gazety znudziły się opisywaniem jego zbrodni, stał się do tego stopnia bezczelny, że zaczął bywać nawet w klubie tenisowym. Popołudniami włóczył się wzdłuż eleganckiej 11 ulicy gdzie stała willa Gianni Versace - i czekał. Jego godzina wybiła 15 lipca 1997 roku. Versace wyszedł z domu, otworzył kutą ręcznie bramę ogrodową i udał się do kawiarni - jak zwykle sam, bez ochrony. Kiedy schodził po stopniach schodów, Andrew Cunanan podszedł i wpakował mu dwie kule w głowę z bliskiej odległości. Potem - jak pisze Gary Indiana w "Three Month Fever" - przez nikogo nie zatrzymywany, zbiegł. Versace, zbroczony krwią, osunął się na ziemię.

Świat zastygł w szoku. Śladem mordercy ruszyły setki agentów FBI i policji. Zbliżał się nieuchronny koniec. 23 lipca, strażnik, który pilnował prywatnych łodzi, zakotwiczonych na Indian Creek Canal zauważył, że ktoś włamał się do ekskluzywnego jachtu bogatego Niemca, który przebywał właśnie w Las Vegas. Drzwi do kabin mieszkalnych były otwarte. Wszedł więc ostrożnie. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się być na miejscu. W pewnej chwili jednak stanął twarzą w twarz z młodym człowiekiem, który uciekł do sypialni i zatrzasnął za sobą drzwi. Strażnik błyskawicznie zorientował się, że intruz może być poszukiwanym mordercą i powiadomił policję. W ciągu kilku minut na miejscu zjawiło się 400 funkcjonariuszy. Nad jachtem krążyły helikoptery. Zamknięty w sypialni zbrodniarz nie reagował na wezwania, by wyszedł z podniesionymi rękami. O 8.15, FBI zarządziło szturm. Przez okno sypialni wrzucono granaty ogłuszające. Brygada specjalna z palcami na spuście zakradła się ostrożnie, funkcjonariusze wyważyli drzwi. Na łóżku leżało ciało. Martwy człowiek ręku trzymał pistolet. Nad lewym uchem widać było ranę od kuli. Andrew Cunanan popełnił samobójstwo.

Opracował Marek Romiszewski - Miami
Na podstawie: www.crimelibrary.com

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (2)
mo-ba szegi
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (3)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
12.07.2004 21:34 Mik
Jak dla mnie opisywany Pan był ... "zdrowo rąbnięty w sam czubek łba" .... szkoda, że nie trafił wczesniej do psychiatry to ten miałby świetny metriał badawczy. Nie wiem co tutaj podziwiać - mnie się jerzą resztki włosów na brodzie (golone) jak o tym czytam!
cytuj zgłoś 1 0
Ikona
11.01.2004 18:59 art
extra news...bylby z tego materiał na dwa dobre filmy!!!!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
25.02.2002 17:36 kris
Nie ma nic gorszego niz strach i zagubienie. One sa prosta droga do szaleństwa. Gdyby świat był normalny to życie byłoby łatwiejsze ale wariaci są wszędzie i na to nie pozwolą.
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się