Zwycięstwo w niedawnych wyborach, zapewniło posłowi Cezaremu Stryjakowi miejsce w ławach sejmowych na kolejną, drugą już kadencję. W parlamencie znalazł się po raz pierwszy w 1997 roku, wybrany z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Reprezentuje okręg wyborczy w Katowicach, mieszka i pracuje w Chorzowie. Ma 37 lat, jest żonaty. Poseł Stryjak należy do nielicznej grupy parlamentarzystów, otwarcie deklarujących swą przychylność mniejszościom seksualnym.
Inna Strona: Zasiada Pan w Sejmie jako poseł wybrany z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ale wywodzi się Pan z Ruchu Społecznego Niezależna Inicjatywa Europejska (NIE), który - między innymi - określany jest jako antyklerykalny. W Polsce brzmi to wręcz świętokradczo. Jak to się stało, że wszedł Pan w dużą politykę, reprezentując tak kontrowersyjne poglądy?
Cezary Stryjak: To było w 1991 roku, kiedy zorientowaliśmy się, jakie jest prawdziwe oblicze Solidarności. Ruch społeczny NIE przyciągnął mnie, ponieważ miał dwa nurty. Jeden antyklerykalny, zaś drugi antysolidarnościowy. I ten właśnie interesował mnie szczególnie. Widząc obłudę i zakłamanie nie tylko kleru, ale także ówcześnie rządzących w Polsce, zdecydowałem się zająć polityką. Przedtem nie należałem do żadnych organizacji - ani lewicowych, ani prawicowych.
IS: Czy poglądy wyniósł Pan z domu?
CS: Na pewno tak. Ale powtarzam: W 1989 roku życie nauczyło mnie ostrożności w ferowaniu wyroków. Praktyka prawicowej Solidarności, czyli antyrobotniczego związku zawodowego, zupełnie nie przystawała do standardów europejskich.
IS: Są w Polsce grupy społeczne, które nie posiadają żadnej reprezentacji politycznej. Należą do nich mniejszości seksualne gejów i lesbijek, które nie dość, że nie posiadają swoich rzeczników, to w żadnym stopniu nie są objęte ochroną przez państwo. Nie posiadają też pełni praw obywatelskich. Czy sądzi Pan, że polityka powinna zająć się problemami tej grupy osób?
CS: Oczywiście. Przekonaliśmy się o tym jako działacze Ruchu NIE, będąc zagranicą, na zaproszenie organizacji gejowskich w Berlinie i w Paryżu. Okazuje się, że politycy zabiegają tam o względy mniejszości, wiedząc, że stanowią one około 5 procent każdej populacji. Nasze społeczeństwo jest trochę konserwatywne. Jednak powiem wprost, że zyski polityczne każdego rozsądnie myślącego ugrupowania mogą być znaczne. I dlatego należy wspierać ruchy mniejszości seksualnych.
IS: Co konkretnie można zaoferować w dziedzinie działań politycznych ludziom, którzy często są izolowani, dyskryminowani, boją się ujawnić. Jaką mogą mieć nadzieję?
CS: Jeśli nie udałoby się nam wprowadzić praw dla mniejszości seksualnych jedną ustawą, to w moim przekonaniu może się to uda zrobić tylnymi drzwiami, poprzez - na przykład - wprowadzenie poprawek do ustawy o podatkach, prawie cywilnym (czyli sprawy dotyczące dziedziczenia, wspólnoty majątkowej itp.), które zalegalizują partnerstwo par homoseksualnych.
IS: W krajach zachodnich nastąpiła prawdziwa eksplozja ruchów gejowskich. Ich rozwój był wynikiem protestu przeciwko dyskryminacji, która w wielu krajach była ustawowa. Na przykład w Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii istniały lub nadal istnieją ustawowe zapisy dyskryminacyjne. W Polsce nigdy tak nie było. Mniejszości seksualne nie są w ogóle wzmiankowane w polskim prawodawstwie. Przeciwnicy ustawy o partnerstwie dla gejów i lesbijek mówią, że mniejszościom seksualnym nic złego się w Polsce nie dzieje. Więc nie mają powodu do skargi.
CS: To prawda, że w Polsce nie ma oficjalnej dyskryminacji. Ale konstytucyjny zapis, stanowiący że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety wyklucza równoprawne traktowanie mniejszości. Dlatego musimy próbować innej drogi. Jeśli nie małżeństwo - to związki partnerskie, które umożliwią zawieranie wspólnoty poprzez sąd a nie przez Urząd Stanu Cywilnego czy Kościół. To możemy spróbować zrobić.
IS: Są propozycje, by problemami mniejszości seksualnych zajęła się specjalna komisja sejmowa. W obecnym Sejmie jest spore grono polityków, którzy interesują się tymi sprawami. Czy sądzi Pan, że jest to właściwa droga?
CS: Pomysł jest znakomity, ale nie wierzę w jego powodzenie. Powiem szczerze: Biorąc pod uwagę polski konserwatyzm, sądzę że musimy postępować bardzo ostrożnie. Krok po kroku. Środowiska katolickie i prawicowe zawyłyby z bólu, rozpaczy i oburzenia, gdybyśmy wybrali drogę bezpośrednią. Oni mogliby wszystko popsuć. Lepiej więc wejść kuchennymi drzwiami.
IS: Ale przecież dyskusja publiczna i to bardzo szeroka jest konieczna! Potrzebni są więc rzecznicy rewolucji obyczajowej. Czy Pan byłby gotów do współpracy z organizacjami gejowskimi?
CS: Oczywiście, stoję do dyspozycji. Ubolewam jednak, że środowiska gejowskie nie do końca są zainteresowane działalnością polityczną. A bez zaangażowania w politykę nie będzie możliwe wywarcie nacisku na posłów, by przekonać ich o konieczności rozwiązań prawnych. Apolityczność środowisk gejowskich jest ich grzechem pierworodnym. Geje na Zachodzie są bardzo ostrzy, mają swoich posłów, radnych i sami osiągają sukces w polityce. Nie muszą się chronić pod niczyje skrzydła.
IS: W negocjacjach Polski z Unią Europejską chodzi dotąd głównie o kwestie dotyczące gospodarki. Rychło jednak wypłynie problematyka praw człowieka, a z nią prawda o nieciekawym położeniu polskich mniejszości seksualnych, homofobii społeczeństwa itd. Czy sądzi Pan że przyśpieszenie procesu integracyjnego sprzyjać będzie poprawie sytuacji polskich gejów i lesbijek?
CS: Zdecydowanie tak. I nie chodzi tylko o mniejszości seksualne, ale także religijne, społeczne, problemy dyskryminacji kobiet. Liczę na to że integracja z Unią Europejską umożliwi szerszą wymianę ludzi, idei, kultur. Polacy muszą się przekonać, że nie są pępkiem świata. Poglądy z pod znaku Ciemnogrodu muszą zostać zastąpione myślą nowoczesną i demokratyczną.
IS: Dziękuję za rozmowę.
Rozmowę przeprowadził Janusz Marchwiński
Zupelnie inna sprawa jest upolitycznienie sie "Innej Strony": od jakiegos czasu staliscie sie tuba SLD, traktujac program tej partii en masse, calkowicie bezkrytycznie i bez zajakniecia sie. To bardzo piekne, ze ktos sie upomina o rownouprawnienie, ale jesli przy okazji wygaduje rozne dyrdymaly (vide wywiad z Maria Szyszkowska i komentarze czytelnikow do niego) to mozna by sie pokusic o odrobinke obiektywnosci i jakos je skomentowac....
Jezeli dajmy na to wystartuje w przyszlych wyborach samorzadowych, jako otwarty gej, ktory bedzie chcial walczyc na poziomie samorzadu lokalnego o dzialania antydyskryminacyjne, to jakie mialbym szanse na dostanie sie do samorzadu?
praktycznie zadne?